Jeśli chcecie mnie wesprzeć to zapraszam do kupna mojego poradnika "Jakim jesteś Makiem?".

Słownik – jedno okno, na zawsze [10.6]

18 listopada 2009 · 23:55

Jeśli denerwuje Was otwieranie kolejnych okien przez Dictionary.app (Słownik) w OS X Snow Leopard to polecam zastosowanie prostego wpisu w Terminalu:

  • zamykamy Słownik
  • otwieramy Terminal.app (/Programy/Narzędzia/Terminal) i wpisujemy:

Aby powrócić do starego zwyczaju otwierania kolejnych okienek:

Dla purystów zalecam:

Wiele okien w Słowniku pojawia się wtedy, gdy korzystamy na przykład ze Spotlight, aby znaleźć wybrane słowo.

Smacznego!

Kradzież iPhone'ów w Belgii na kwotę €2 mln

17 listopada 2009 · 17:59

Belgijski De Standaard poinformował dzisiaj, że z magazynu logistycznego zostały skradzione telefony Apple o wartości ponad €2 milionów. Złodzieje dostali się do budynku poprzez dziurę w dachu i podejrzewa się, że posiadali informacje o przechowywanym towarze w ilości blisko 4000 sztuk.

Jako, że wartość ustalona jest na podstawie cen zbliżonych do modeli 3GS 16 i 32GB to ostrożnie podchodziłbym do zakupu podejrzanie tanich ofert na portalach aukcyjnych. Ponadto, Patti Verdoodt, rzecznik prasowy Mobistar, powiedział:

Mamy numery seryjne skardzionych iPhone’ów i zostaną one zablokowane, żeby nie mogły zostać wykorzystane.

Policja prowadzi dochodzenia, ale dotychczas nie ustaliła żadnych szczegółów dotyczących tożsamości złodziei.

Źródło: De Standaard oraz tłumaczenie za pomocą Google

TVGuidePL – kontrowersji ciąg dalszy

17 listopada 2009 · 12:04

Otrzymałem dzisiaj rano emaila od współtwórcy TVGuidePL, p. Andrzeja Kordaczuka, o której pisałem przed kilkoma dniami.

Zatem małe wyjaśnienie: aplikacja jest darmowa, każdy może ją pobrać za darmo i za to nie płaci. To chyba jasne? Dodatkowo dajemy dostęp free przez pierwszy tydzień, aby każdy mógł ocenić co aplikacja może zaoferować i czy mu to pasuje. Dostęp do danych już nie jest płatny, ale proszę zauważyć, że dane nie mają nic wspólnego z Apple. To jest ta drobna różnica, o której większość osób zapomina. Są aplikacje, które działają w podobny sposób (na zasadach subskrypcji) i wielu użytkowników to uznaje. Są aplikacje, które działają jako „interfejs” do płatnych serwisów (np. salesforce) i to nie wzbudza takich emocji. To wszystko jest dość wyraźnie opisane na stronie projektu, jest to także napisane w opisie aplikacji (opis aktualizowany był kilka razy tuż po tym, jak aplikacja znalazła się w dystrybucji, nie celem zmylenia użytkowników, ale właśnie ich doinformowania). Czy zatem, dla dziennikarskiej obiektywności nie należałoby tego sprostować w artykule? W tym momencie, moim skromnym zdaniem, artykuł nie przedstawia obiektywnego opisu.

Aplikacja jest owszem darmowa jak zauważa autor, jednak tylko przez tydzień. Czyli nie jest darmowa. Konsultanci sieci komórkowych też rozdają telefony za darmo (nawet nie za 1 PLN), ale nadal trzeba płacić abonament. Dla końcowego użytkownika nie ma znaczenia czy jest ona płatna w AppStore, przez InApp Purchasing czy SMSem lub przelewem. Dla zachowania jakiejkolwiek funkcjonalności należy zapłacić. Kropka. Poza TVGuidePL spotkałem jeszcze tylko jedną aplikację działającą w podobny sposób, a jest nią Gadu-Gadu – też z niej nie korzystam. Chwała za to, że aplikacja nie jest płatna podwójnie – w AppStore oraz następnie za pomocą SMSów. Jednak dalej twierdzę, że w momencie pojawienia się uaktualnienia w AppStore największym problemem był brak informacji o zmianie trybu pracy aplikacji. Większość prawdopodobnie update’uje swoje programy albo bezpośrednio z iPhone, albo za pomocą przycisku „Download all free updates” w iTunes. Wchodzenie na strony producenta przed każdym uaktualnieniem spowodowałoby, że na nic innego nie miałbym czasu. Tymczasem pojawiła się już informacja w AppStore nt. wprowadzenia opłat (przypominam, że nie było jej w dniu premiery). Nie zaszkodziłoby również dodać cennik, aby powstał jasny obraz sytuacji. Kolejny raz zaznaczam, że nie mam nic przeciwko płatnym aplikacjom.

TVGuidePL - AppStore info

Jeśli chodzi o akceptowanie podobnych rozwiązań przez użytkowników komputerów – owszem robią to. Jednak iPhone z założenia ma być prostym i szybkim urządzeniem. InApp Purchasing spowodowałoby potrzebę kilknięcie w dwa przyciski i po sprawie, a tak muszę pamiętać o wysyłaniu kodów czy innych sekretnych informacji SMSem – takie rozwiązanie jest w moich oczach przestarzałe chociaż niewątpliwie korzystne dla producenta, ponieważ nie musi dzielić się zyskiem dodatkowo z Apple. Argumentu z kartą kredytową nie potrafię ocenić, ponieważ osobiście mam takową od wielu wielu lat, a nigdy nie interesowałem się zawartością portfela innych (chociaż wszyscy znajomi mają).

W kwestii formy płatności – wiele nad tym myśleliśmy i taka forma wydaje nam się w tej chwili najprostsza i najbardziej dostępna dla użytkowników. Zakupy In-App purchase są dostępne głównie dla ludzi, którzy posiadają karty kredytowe, a podejrzewam, że w Polsce będzie to jednak mniejszość, a co za tym idzie, większość zostanie pozbawiona możliwości zakupu dostępu.

Aplikacja w wersji 2.0 to już całkiem inna aplikacja niż jej poprzedniczka. Dołożyliśmy wielu starań, aby dodać funkcjonalności, które użytkownicy zgłaszali nam wcześniej. Wśród tych requestów znalazły się opisy programów. Aby móc działać legalnie, zmuszeni byliśmy podpisać umowę z firmą, która sprzedaje tego typu dane. W innym przypadku zmuszeni bylibyśmy do wykorzystania danych z np. tv.wp.pl, które to dane pochodzą od rzeczonej firmy, co spowodowałoby sytuację, w której łamalibyśmy prawa autorskie. Niestety dla użytkowników, jesteśmy uczciwi.

To nie jest nasza fanaberia czy chęć „nabijania użytkowników w butelkę”, jak to się często sugeruje. Jednorazowa opłata w tym przypadku nie miałaby racji bytu – my musimy płacić miesięcznie. Nie widzę powodu, dla którego developer musiałby sponsorować ze swojej kieszeni aplikację.

Nie wiem jak prawnie wygląda korzystanie z darmowych źródeł ramówek, np. XMLTV, w aplikacjach korzystających z subskrypcji, ani nawet czy XMLTV działa legalnie. Oczywistym natomiast jest, że developer nie będzie dokładał do interesu. Jeśli ktoś zna szczegóły dot. pobierania informacji z XMLTV czy podobnych serwisów to poproszę o wpisy w komentarzach.

Pozostanę przy swojej pierwszej tezie, że wielu użytkowników pozostałoby przy starszej wersji, gdyby doczytali o wprowadzeniu opłat w takiej formie. Wystarczająco denerwujące jest wysyłania SMSa, aby wziąć udział w konkursie, a platforma iPhoneOS daje inne prostsze możliwości, których niewykorzystanie (InApp Purchasing) jest dla mnie nie do zaakceptowania. Tym samym podkreślam, że nie oczekuję darmowych aplikacji – kupiłem już sporo i rachunek na karcie rośnie.

Juz w kwestii użytkownika natomiast pozostaje czy preferuje korzystać z intuicyjnej i pięknie wykonanej aplikacji za którą musi płacić czy darmowych stron Wirtualnej Polski czy też Onetu, które są również dostępne w wersji mobilnej … pomijam już zupełnie dostęp z poziomu komputera oraz EPG, którą ma praktycznie każdy.

Drogowe szaleństwo

16 listopada 2009 · 17:44

Piotr Chyliński dzisiaj wspomniał o bardzo istotnym zjawisku w Polsce i pod żadnym pozorem nie mam na myśli krzyży:

Przykładem mogą być nasze drogi, a szczególnie skrzyżowania. Źle oświetlone, bez znaków mimo kolejnych skarg ze strony okolicznych mieszkańców. Nikt z nimi nic nie robi aż do momentu, kiedy dojdzie w takim miejscu do poważnego wypadku, w którym zginie kilka osób. Kiedy już do tego dojdzie, w miejscu tragedii stawiane są wszelkie możliwe światła, znaki, a nawet inne wymyślne rozwiązania „ku bezpieczeństwu uczestników dróg”. Na przykład metalowe słupki odgradzające przeciwległe pasy ruchu w miejscach z zakazem wyprzedzania, które, owszem, uniemożliwiają wyprzedzenie innego pojazdu, ale równie skutecznie uniemożliwiają wyminięcie pieszego, który nagle wtargnie na jezdnię.

Temat jest mi szczególnie bliski nie tylko dlatego, że jestem fanem motoryzacji i dosyć sprawnym kierowcą*, ale głównie dlatego, że dużo podróżuję po Polsce samochodem i często widzę takie absurdy, na widok których włos się jeży na głowie. Jako przykład posłuży mi trasa pomiędzy Warszawą, a Wrocławiem przez Bełchatów – pokonuję ją często i znam jak własną kieszeń.

Kilka lat temu, wyposażony w 75-konny samochód pokonywałem odległość między wyżej wymienionymi miastami w niecałe 4 godziny. Owszem – nie stosowałem się do ograniczeń poza terenami zabudowanymi (zależnie od sytuacji i natężenia ruchu – 120-130 km/h to maks), ale już w wioskach i miasteczkach nie przekraczałem 70 km/h (przy ograniczeniu do 60, a dzisiaj 50 km/h). To pierwsze wykroczenie spowodowane jest brakiem autostrad i dróg szybkiego ruchu – trzymając się przepisów podróż zajęłaby dobre 6 godzin – a drugie zwykłym rozsądkiem – widziałem już zbyt dużo rozgniecionych trójkołowych rowerków leżących przy drodze. Dzisiaj tą samą odległość pięciokrotnie mocniejszym samochodem po znacznie lepszej nawierzchnii pokonuję w 4.5 do 5 godzin, dalej jadąc spokojnie na terenie zabudowanym. Poza nim przy nocnych podróżach pozwalam sobie czasem na większą fantazję … zachowując oczywiście chociaż pozory wyobraźni. Zanim mnie ukrzyżujecie dodam, że prędkość to moje jedyne wykroczenie – nie wyprzedzam na ciągłych czy skrzyżowaniach, jadę prawym pasem, gdy jest to możliwe – ogólnie staram się utrzymywać nawyki z zachodu. Do tego jeszcze dochodzi wiele kursów nauki jazdy przez profesjonalnych kierowców, łącznie z kontrolowaniem samochodu w poślizgu w ekstremalnych warunkach, które znacznie podniosły moje kwalifikacje, ale dalej mi daleko do najlepszych.

Przez te lata zauważyłem kilka prostych zależności. Po pierwsze – coraz więcej ludzi jeździ szybko, również w miejscach wybitnie do tego nie przeznaczonych. Starają się nadrobić stracony czas przez głupie drogowe przeszkody, jakimi są niepotrzebne skrzyżowania i sygnalizatory na nich bez automatyczej regulacji oświetlenia zależącego od natężenia ruchu. Pominę już zupełnie fotoradary, które mogą nawet powodować sytuacje śmiertelne.

Najprostszym przykładem będzie obwodnica Sycowa wybudowana (zielona strzałka) przed paroma laty. Sama droga była zbawieniem przed wiecznymi korkami w tym małym miasteczku, ale zgodnie z teoria Piotra prawdopodobnie doszło na jednym skrzyżowaniu do poważniejszego wypadku, ponieważ obecnie posiada ono aż dwa rzędy sygnalizatorów – przy samym skrzyżowaniu oraz drugi komplet cofnięty o kilkadziesiąt metrów. Nie widzę żadnych powodów umieszczenia ich tam – nie ma przystanków autobustowych ani innych przyczyn takiego stanu rzeczy. Dodatkowo zainwestowano grube miliony w tablice nad drogą wyświetlające nasze tablice rejestracyjne jeśli przykroczymy ograniczenie prędkości oraz dwa fotoradary kilkaset metrów przed i za krzyżówką. Dodam, że jest to droga w szczerym polu, bez żadnych zabudowań. Osobiście zawsze stoję tam na czerwonym, pomimo że z boczych dróg nie widać żywego ducha. Dosyć długo na dodatek …

Trasa katowicka pomiędzy Piotrowem Trybunalskim, a Jankami również zyskała mnóstwo skrzyżowań z sygnalitazorami świetlnymi – tutaj poniekąd rozumiem ich umieszczenie, bo do wypadków dochodzi codziennie. Tylko czy nie było prościej zrobić tak jak kraje cywilizowane i zbudować wiadukt. Ostatecznie można zamknąć skrzyżowanie i zrobić nawrotki kilometr dalej w obu kierunkach … będzie prawdopodobnie taniej.

Linii podwójnych ciągłych również powstaje coraz więcej – są odcinki przez las niedaleko Wrocławia, gdzie przez kilkanaście kilometrów nie doświadczymy przerywanej, a przeszkodami nie do pokonania przez niektórych są wysepki, które wyrastają nawet w środku lasu jak grzyby po deszczu.

Wyspeka i wypadekFot. Gazeta.pl Płock

To wszystko służy pięknie jeśli chodzi o spowolnienie ruchu, ale ustawodawcy nie biorą pod uwagę, że osoby bez wyobraźni będą pędzili na złamanie karku w pozostałych odcinkach narażając siebie i innych tylko po to, aby nadrobić stracony czas. Nie biorą również pod uwagę ochrony środowiska, zużycia paliwa ani hałasu spowodowanego zmuszaniem nas kierowców do ciągłego zwalniania i przyśpieszania.

Za przykład tym razem posłuży Bralin – mała miejscowość niedaleko Kępna, wyposażona w bodajże pięć skrzyżowań z sygnalizacją świetlną. Jadąc niedawno o 03:00 (tak – nad ranem!) stałem na wszystkich po kolei. Spaliłem przez to znacznie więcej paliwa, wydaliłem przeogromne wartości związków wszelakich z rury wydechowej oraz pohałasowałem niepotrzebnie z fabrycznie głośnego wydechu.

Przykładów zapewne mógłby przedstawić jeszcze kilkadziesiąt, pokazując inwestycje które nie dość że kosztują fortunę to nie mają większego sensu poza tym politycznym. Dopóki kierowcy będą jeździć bez wyobraźni i nie będzie kultury na drodze to będą stawiane takie beznadziejne rozwiązania przez innych ludzi bez jakiejkolwiek koncepcji (oraz ponownie – wyobraźni) czy pomysłu. Czekam na Euro 2012 i obiecanki (cacanki?) …

* – Kurs uczący driftu oraz zachowania na drodze w zimowych warunkach jako przykład – polecam go każdemu bo po prostu warto:

Zeiss wypuszcza uaktualnione modele ZF.2 z CPU

16 listopada 2009 · 16:25

Zeiss ZF2

Zeiss dzisiaj ogłosił uaktualnioną serię obiektywów z bagnetem F przeznaczonym do Nikona. Modele z oznaczeniem ZF będą teraz wyposażone w elektroniczny intefejs, który komunikując się z aparatem będzie dostarczał informacje do EXIF oraz zapewni pełny support trybów automatycznej ekspozycji. Do końca miesiąca dostępne będą:

  • 18mm f/3.5 Distagon T*
  • 21mm f/2.8 Distagon T*
  • 35mm f/2 Distagon T*
  • 50mm f/1.4 Planar T*
  • 50mm f/2 Makro-Planar T*
  • 85mm f/.1.4 Planar T*

Na wiosnę 2010 do tego szacownego grona dołączy 100mm f/2 Makro-Planar T* oraz 28mm f/2 Distagon T*.

Niestety mogłem spodziewać się tego upgrade’u – w końcu niedawno zakupiłem 100mm Makro-Planar i powinień dotrzeć do mnie za tydzień … Ech ten Murphy kiedyś przyprawi mnie o siwe włosy.

Informacja prasowa:

OBERKOCHEN/Germany, 16.11.2009 : Optics specialist Carl Zeiss today announced its introduction of a new series of lenses for the semi-professional market: the ZF.2 with F bayonet for digital SLRs. Thanks to its electronic interface (CPU), these new ZEISS lenses support all- important operations such as the automatic mechanisms for time, aperture setting and program. The CPU also supports manual exposure settings, including those for camera casings that are not AI-compatible. Since the lens now transmits the EXIF data such as manufacturer, date, metering system and exposure to the camera, photographers no longer need to set the parameters manually. These quicker and faster handling capabilities of the ZF.2 lenses are especially useful under hectic shooting conditions.

ZEISS lenses truly come into their own in situations that demand extreme photographic creativity and maximum image quality. Carl Zeiss’ established fixed focal length lenses are known for their high light sensitivity and precise manual handling, leaving the photographer in full control. The new ZF.2 series will be especially interesting for photo enthusiasts who value creative, high-quality images combined with the comfort of automatic settings.

Martin Klottig, Marketing Manager of the Camera Lens Division at Carl Zeiss AG: “The ZF.2 lenses are ideal tools for photographers who want to concentrate more on the subject than on their camera equipment. Whether at a wedding, a toddler’s first steps or impressions from faraway countries, these lenses are perfect for photographers who want to capture once-only moments quickly and accurately. These situations demand first-class technology that captures spontaneous actions without too much effort and delivers fantastic images each time.”

The ZF.2 lenses are available in eight focal lengths, six of which will be available from the end of November: 3,5/18, 2,8/21, 2/35, 1,4/50, 2/50 and 1,4/85. The Distagon T* 2/28 ZF.2 and macro Planar T* 2/100 ZF.2 will be introduced in Spring 2010. “We are currently completely reworking and optimizing the Distagon T* 2.8/25 ZF. As a result, it will be available for other mounts somewhat later,“ says Klottig.

The prices for these new lenses will lie between EUR 545 and EUR 1.386 (excluding VAT). With the new ZF.2 series, Carl Zeiss extends its acclaimed ZF family of lenses, for which there is still high demand and possibly long waiting times.

“We will offer the ZF series as long as the demand lasts,” stresses Klottig.

Źródło i zdjęcia: Digital Photography Review

Aplikacje dla iPhone – TVGuidePL

12 listopada 2009 · 23:45

Od paru miesięcy stałą pozycję na moim SpringBoard miała aplikacja TVGuidePL – prosta i przydatna, ale tylko gdy byłem z dala od telewizora. Dzisiaj praktycznie każdy ma kablówkę czy antenę satelitarną, a tym samym EPG.

Sam app przeszedł całkowitą metamorfozę – obsługuje teraz Push Notifications i inne nowości wprowadzone przez Apple. Niestety łącznie z mikropłatnościami. Dzisiaj zaktualizowałem program do najnowszej wersji i tylko wszedłem do niego na moment zobaczyć jak się zmienił … nawet nie zwróciłem uwagi, że ważność mam do 19/11 (7 dni).

TVGuidePLTVGuidePL

Wygoda obsługi została znacząco poprawiona – widać, że ktoś włożył w to kupę pracy. Szczególnie spodobała mi się metoda wyświetlania programu w trybie Za moment – idealna sprawa.

IMG_0448TVGuidePL

Moje kanały również są teraz bardzo praktyczne … nie będę jednak omawiał wszystkich szczegółów o których możecie przeczytać na Mój Mac. Preferuję skupić się na tych mikropłatnościach …

Biorąc pod uwagę fakt, że producent aplikacji nie poinformował użytkowników o fakcie, że upgrade zakończy się deaktywacją TVGuidePL po 7 dniach, to polecam mocno się zastanowić czy chcecie płacić w przyszłości za dostęp do programu TV. Osobiście nie zdecydowałbym się na ten krok, ponieważ nie jest to dla mnie całkowicie uczciwe postępowanie. Drugi argument już przedstawiłem – praktycznie każdy i tak ma dostęp do EPG. Fakt, że musimy korzystać z niego będąc fizycznie przed telewizorem. Opłata 3.73 PLN miesięcznie nie wydaje się wygórowana (płacąc 11.20 PLN za 3 miesiące), ale to jest dla mnie zbyt dużo. Z zasady. Z dużą przyjemnością kupiłbym TVGuidePL 2.0 nawet za 20 PLN, aby mieć spokój raz na zawsze. Codzienne życie dostarcza mi wystarczająco dużo regularnych przelewów, żeby martwić się kolejnym.

Może kontrowersje byłyby mniejsze, gdyby jednak była informacja o wprowadzeniu mikropłatności i ostrzeżenie przed upgrade’em, jednak podejrzewam, że większość z nas nie korzysta na tyle często z programu TV, aby musieć cały czas mieć go przy sobie …

O instrukcjach

12 listopada 2009 · 20:48

Pamiętam jeszcze nasz pierwszy magnetowid w domu – miałem wtedy może z osiem lat. Produkt pochodził z fabryki Mitsubishi. Ta firma chyba produkuje do dzisiaj jakieś inne przedmioty, bo z działu video na pewno nie utrzymałaby się na rynku. Urządzenie miało co prawda pilota, ale nie takiego jakiego dzisiaj sobie wyobrażamy. Był to prosty prostokąt z kilkoma przyciskami, a z jego przedniej ścianki wychodził przewód, który wtykało się w odpowiednie gniazdo w skrzynce pod telewizorem. Na szczęście to były czasy, w których przepisy BHP niewiele znaczyły, ponieważ znacznie bezpieczniejsze było ruszenie czterech liter z kanapy i wciśnięcia odpowiedniego guzika na magnetowidzie niż próba korzystania z przedłużacza. Kabel był żywą pułapką na Chochonie – nieważne jak się starałeś to zawsze potknąłeś się o niego …

Mitsubishi

Dopiero kilka lat później nastała era modeli korzystających z podczerwieni, ale problemem z kolei był interfejs wymyślony przez Chińczyka składającego przez całe życie drewniane klocki. Nikt poza dziećmi w tamtych czasach nie potrafił ustawić nagrywania programu o zadanej godzinie. To nawet nie była kwestia czytania instrukcji – 10-latek brał ją do ręki i po 5. minutach wszystko było ustawione. Mgr. inż. elektronik natomiast nie potrafiłby tego zrobić, gdyby od tego miało zależeć życie wyżej wymienionego syna. Prędzej skonstruowałby układ wykonywujący to samo niż zrozumiałby strukturę menu magnetowidu zarezerwowaną tylko dla najbardziej wtajemniczonych.

Dwadzieścia lat temu wszelkie urządzenia AGD i RTV zachowywały się podobnie – były całkowicie poza kontrolą ich właścicieli chyba, że mieli stopień naukowy z fizyki atomowej, ale to im tylko pomagało w stworzeniu zapalnika do tego co akurat konstruowali. To właśnie na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych ludność przestała czytać instrukcje. Po co tracić czas skoro to i tak nie pomoże? Łatwiej było ożenić się i mieć syna, który zająłby się tymi rzeczami. Objęło to naturalnie wszystkie dziedziny życia, łącznie z komputerami. To dlatego, gdy na ekranie pojawiał się niepokojący komunikat wszyscy natychmiast klikają w pierwsze co nawinie im się pod myszę – OK, Cancel, Anuluj czy też Zaniechaj. Ba! Mógłby tam być wyryty napis z przyszłotygodniowymi numerami Lotto, a i tak nikt nie zwróciłby na niego uwagi.

W dzisiejszych czasach przyznam, że niewiele się zmieniło. Urządzenia, którymi się zajmuję służbowo niestety działają pod kontrolą Windows, ale na szczęście XP, które jeszcze jestem w stanie ogarnąć w razie problemów. Bezwzględnie i wyłącznie z powodu doświadczenia jakie zdobyłem przez ostatnie lata próbując walczyć z nimi każdą dostępną metodą. Oczywiście bez instrukcji, bo jest mi nie potrzebna. Szybciej dojdę do tego co zamierzam osiągnąć metodą prób i błędów. Poważnie! Dla przykładu, w procedurze upgrade’u oprogramowania jest napisane, że serwer należy podłączyć do internetu i zaaplikować krytyczne poprawki dostarczone przez Microsoft. Ta informacja zajmuje 2 (słownie: dwie!!!) strony, kilka obrazków i jest na dodatek wyeksponowana tłustym drukiem. Wiecie co się stanie, gdy podłączymy serwer do internetu i zainstalujemy poprawki? Też nie chciałem wierzyć, ale spowodowało to całkowite wysypanie się specjalistycznego hardware’u oraz firmware’u w nim. W międzyczasie dowiedziałem się, oczywiście od specjalistów producenta, że tego kroku pod żadnym względem nie wolno wykonywać. Nie rozumiem w takim razie dlaczego jest on obecny w przynajmniej dwudziestej wersji instrukcji z procedurą uaktualnienia oprogramowania. Może jest to po prostu niespodzianka od znudzonych informatyków, którzy nie mają żon ani dziewczyn, a ostatni raz na żywo widzieli waginę podczas własnego porodu.

Dzisiaj z kolei dostałem telefon z pytaniem, dlaczego ów serwer z którym niedawno stoczyłem całonocną walkę, nie pozwala na załadowanie pewnej funkcji w programie. Ponoć pojawia się komunikat o braku uprawnień do wykonania tej czynności. Dodam tylko, że konfiguracja Windows w tym urządzeniu jest w taki sposób zrobiona, że zawsze logujemy się na jedno i to samo konto użytkownika, a hasło jakie wpiszemy decyduje o naszych uprawnieniach. Oczywiście jest to wszystko opisane w instrukcji, tylko leniwy informatyk postanowił je zmienić, żeby jego szef musiał do niego częściej dzwonić po pomoc… Oczywiście rozleciała się cała konfiguracja …

To jak – mamy czytać instrukcje czy jednak nie? Sam już nie wiem …

Aplikacje na iPhone – Convert

12 listopada 2009 · 02:26

Konwerter wszelkich liczb na … inne liczby zawsze się przydaje – czasami po prostu człowiek nie pamięta wszystkich przeliczników kilowatów na konie mechaniczne. A może po prostu nie chce pamiętać? Może i przez takie aplikacje społeczeństwo staje się głupsze, ale przynajmniej w głowie pozostaje więcej miejsca na istotniejsze rzeczy.

ConvertConvert

Panowie z Tap Tap … Tap zrobili kawał dobrej roboty – nie dość, że stworzyli atrakcyjny produkt, który spodoba się wszelkim metroseksualnym to na dodatek jest cholernie przydatny. Również inteligentni inaczej powinni sobie poradzić z obsługą tej aplikacje dzięki przejrzystemu interfejsowi oraz wyjątkowemu szkle powiększającemu. Na powyższych przykładach wyraźnie widać, że tekst w podświetlonym polu jest większy od pozostałego dostępnego na rolce. Tworzy to naprawdę atrakcyjny wizualnie efekt. Kolejnym jest efekt animacji niebieskiej strzałki, gdy klikniemy na prawą stronę powyższego i również prawego przykładu – doprawdy bosko się na to patrzy.

Convert

Aplikacja pozwala nam również na kopiowanie wartości liczbowych z pól oraz posiada dodatkowo kalkulator, gdybyśmy akurat przypadkiem nie potrafili odjąć 10 od 20, czego byłem świadkiem przy hotelowej recepcji raz – nie powiem w jakim kraju, bo posądzicie mnie o coś złego. Słusznie zresztą.

Pomimo tych wszystkich problemów w kraju za Wielką Wodą, są ludzie którzy jednak potrafią coś zrobić. A robią wiele … może nawet poznacie kilka twarzy.

Brak oceny bardzo dobrej wynika z faktu, że brakuje symbola PLN w dziale walutowym (automatycznie aktualizowanym). Gdyby nie to, aplikacja dostałaby pełne noty.

Ocena: 4 / 5

Macessity NX Stand

11 listopada 2009 · 11:16

Macessity ma w swojej ofercie kilka naprawdę ciekawych produktów dla fanów porządku, czystości i estetyki. Nowy NX Stand jest potencjalną (nie pierwszą zresztą) alternatywą dla mStand od Raindesign.

NX Stand

W odróżnieniu od konkurencji ma trzy świetne cechy: hub USB, miejsce na zewnętrzny dysk twardy oraz przyzwoitą cenę. Ta druga rzecz bardzo mi się spodobała – koniec z wolnostojącym dyskiem na biurku! Producent zapewnia iż przeznaczone na niego miejsce pomieści produkty WDC MyBook, Lacie d2 Quadra, Seagate FreeAgent Desk oraz mniej u nas znany Gtech External Storage.

NX Stand

Zabawka przednia i gdybym nie pracował na dwa monitory to na 100% zdecydowałbym się na tą zabawkę!

Jeśli ktoś zna sprzedawcę w Polsce oferującego produkty Macessity to proszę o pozostawienie komentarza.

MacHeist 4 – nanoBundle do wzięcia za darmo

11 listopada 2009 · 10:54

Do pobrania darmowego pakietu aplikacji w MacHeist nanoBundle pozostał już zaledwie jeden dzień! Pozostało też nieco mniej niż połowę wymaganych do odblokowania Mariner Write ściągnięć, więc tym z Was którzy odkładają to na później zalecam pośpiech. Oby nie okazało się że akcja dobiega końca!

Osobiście zacząłem korzystać z WriteRoom i polecam paczkę chociażby ze względu na tą aplikację.

Wystarczy się zarejestrować na stronie, aby móc brać udział w nadchodzących zagadkach. Polecam!

iPod nano 5G – pierwsze wrażenia

11 listopada 2009 · 01:15

Jako, że członek rodziny wyposażony jest w samochód obsługujący iPoda to naturalnym krokiem było namówienie go na zakup urządzenia wykorzystującego tą możliwość. Dodatkowym argumentem była zmieniarka na sześć płyt CD, z której było odsłuchiwanych … sześć utworów. Wybór padł na model nano 16GB w kolorze czarnym.

Będąc w iSpocie nie wytrzymałem presji ciążącej nade mną i wybrałem bliźniaczy, niebieski model. Oczywiście przekonywałem samego siebie, że jest mi niezbędny do biegania – niestety obecny nano 3G nie obsługuje pilota w słuchawkach. Ponadto, mam tylko dwa komplety tych ostatnich (z iPhone 2G i 3GS) – z iP2G już padają od potu który je regularnie zalewa, a drugie prawdopodobnie podzielą ich los gdy już zacznę z nich korzystać. Niestety po rozpakowaniu nowych okazało się, że nie mają dodatku kabelkowego do sterowania iPodem – pełna żenada …

Jako, że głównym przeznaczniem nowego nano będzie samochód oraz bieganie to postanowiłem go dzisiaj przetestować i odbyłem trzy kilometry przez piekło (zakwasy z wczoraj). Jest lepiej – znacznie lepiej! Przede wszystkim można wywołać obecne statystyki takie jak czas biegu, tempo i tak dalej z pilota. W iPhone 3GS jest to możliwe tylko poprzez wciśnięcie klawisza Home co może być utrudnione, gdy telefon leży gdzieś głęboko w kieszeni. Drugą niewątpliwą zaletą jest waga – teraz leży mi w kieszeni od dresów i kompletnie ich nie obciąża przez co panie cichoczące na mój widok (dyszę jak lokomotywa) nie muszą patrzeć na mój rowek kierownika.

Brak możliwości odbierania połączeń nie jest dla mnie wadą głównie z powodu, że z niewiadomych przyczyn Nike+.app na 3GS pauzuje trening po odebraniu połączenia. Rozumiem, że multitasking jest ble, ale bez przesady … Jak teraz tylko wykombinuję jak słuchać radia podczas uruchomionego Nike+ na iPodzie to będę bardzo szczęśliwy. :o)

Skróty dla Nike+ za pomocą pilota dla iPod nano / iPhone 3GS odpowiednio:

  • przycisk Home: brak / powiadomienie głosowe o bieżących statystykach
  • 1 szybki klik: pauzowanie treningu / pauzowanie treningu
  • 1 długi klik (ok. sekundy): powiadomienie głosowe o bieżących statystykach / brak
  • 2 krótkie: następna piosenka / następna piosenka
  • 3 krótkie: poprzednia piosenka / poprzednia piosenka
  • dalszych nie testowałem jeszcze

PS. iPod shuffle w zielonym kolorze na żywo jest przepiękny!

iPod shuffle

Update:

Dla tych z Was, którzy nie mają jak przechować swoich iPodowo-biegowych akcesoriów, polecam zerknięcie na Nike+ Sport Kit Case.

Hit & Run przez buraka

10 listopada 2009 · 23:52

Zadzwonił dzisiaj do mnie mój przyjaciel, który to właśnie wracał z pracy do domu – zazwyczaj w tych chwilach schodzimy na tematy biegania, Nike+ iPod lub Maków. Zresztą właśnie dywagowaliśmy nad wyższością iMac 27″ i7 nad Core 2 Duo oraz zastanawialiśmy się czy zmieści się w jego ograniczonej przestrzeni nad biurkiem. Przy okazji zacząłem chwalić się moim nowym … gdy nagle usłyszałem huk i słowa (bez cenzury):

Właśnie mi wyjebał w kufer. Kończę.

Okazało się, że Adrian stojąc na światłach miał bliskie spotkanie z S-klasą, a kierowcą tego dużego samochodu bynajmniej nie okazał się wykształconym i dostojnym dżentelmenem. Otóż kierowcą tego samochodu, proszę Państwa, był burak … i do tego bardzo głupi burak.

Niby pokazując, że blokują niepotrzebnie ruch i że lepiej będzie przemieścić się na pobliski przystanek autobusowy, ów człowiek należący do rodziny komosowatych postanowił, że ucieczka będzie znacznie lepszym pomysłem. Pewnie naoglądał się wypadków w TVN Turbo i doszedł do wniosku, że może mieć problem – czy to z ubezpieczeniem, trzeźwością czy też inteligencją – nie wnikam. Jednak pominął jeden niezwykle istotny element!!! Otóż mój przyjaciel był na tyle trzeźwy, że zdążył zapisać numery rejestracyjne – co w sumie nie jest żadnym dowodem dla policji w przypadku braku świadków. Jednak tablica rejestracyjna Mercedesa leżąca na jezdni tuż za samochodem już tak …

Ciekawy jestem czy i kiedy zorientuje się, że grozi mu paragraf?

Przestroga dla kierowników (kierowców?) – pierwszą rzeczą którą robimy to wyjmujemy telefon i natychmiast robimy zdjęcie! Zdaję sobie sprawę z emocji w takich sytuacjach – sam w nich uczestniczyłem, ale dla tych z nas którym szkoda zniżek lub nie mających AC może okazać się to zbawienne.

A tymczasem pozwolę sobie uaktualnić ten temat w miarę otrzymywania kolejnych informacji …

Update [10/11/2009 23:52]:

Wizyta w szpitalu wykazała tylko stłuczenia na szczęście. Policja przejęła tablicę. Więcej informacji jutro.

YouTube w HTML5 zamiast Flash

9 listopada 2009 · 13:00

Wiele osób narzeka na technologię Flash – osobiście denerwuje mnie jak wolno ona działa w porównaniu z Windows na moim starym Thinkpadzie. Niestety, dopóki Adobe nie pozbiera się z optymalizacją kodu to chyba lepiej nie będzie …

Zauważyłem, że YouTube w szczególności zżera mi procesor podczas odtwarzania filmów w HD. O ile nie mam problemów z przerywaniem/skakaniem obrazu, to obuduwa Macbooka Pro bardzo miło nagrzewa się na zimowe wieczory.

Na szczęście tym z Was noszącym rękawiczki przegrzewania rąk nie będzie straszne – NeoSmart postawił na streaming filmów bezpośrednio do dekoderów w naszych komputerach. Aby obejrzeć w ten sposób klip z YouTube wystarczy wkleić link do strony z filmem na tej stronie NeoSmart. (Link: http://neosmart.net/YouTube5/)

Jest jeszcze łatwiejsza metoda! Wystarczy, że przeniesiecie/przeciągniecie ten link (nie klikniecie!!) na górny pasek w Safari (Bookmarks Bar) i będąc na jakiejkolwiek stronie YouTube, kliknicie w niego. Automatycznie wtedy przeniesie Was na stronę NeoSmart i otworzy na niej wybrany film.

Niestety nie udało mi się odtworzyć filmu u siebie, ale komentarze na blogu NeoSmart sugerują, że Mac-userom udała się ta sztuka. Problemy natomiast występują z FireFox, który nie obsługuje streamingu mp4. U mnie niestety tylko pokazuje się czarny film i klik w Play nic nie zmienia …

Dajcie znać czy działa to u Was w komentarzach!

iPhone zakładnikiem za 5 euro

4 listopada 2009 · 17:19

Duński hacker postanowił zarobić sobie nieco grosza na swoich zdolnościach i włamuje się do jailbreakowanych iPhone’ów i pozostawia komunikat z żądaniem zapłacenia 5 euro za odzyskanie bezpieczeństwa. Facet ma jaja – to mu przyznam. W moich oczach również zachował resztki godności, ponieważ (z tego co dot. wiadomo) nie kradnie ani nie niszczy żadnych danych na telefonach.

iphone-jailbreak-11-03-09

Wygląda na to, że poprzez odpowiednie skanowanie portów zidentyfikował iPhone’y z uruchomionym SSH. Jako, że praktycznie nikt nie zmienia defaultowego hasła do konta root, to pozowliło mu to na dostęp do telefonu. Następnie podmienił tło w SpringBoard i voila – napływ klientów na swoją stronę zapewniony.

Zaskoczeniem największym powinień być jednak fakt, że po krótkim czasie hacker wycofał się ze swoich żądań gotówkowych i na swojej stronie udostępnił instrukcję jak cofnąć dokonane przez niego zmiany oraz wkleił krótki poradnik jak się zabezpieczyć poprzez zmianę hasła do root oraz zaleceniem wyłączenia SSH, gdy z niego nie korzystamy. ArsTechnica również donosi, że zwrócił pieniądze dotychczas mu wpłacone … Doprawdy ciężko w to uwierzyć. :o)

Linki:

ArsTechnica

Engadget.com

TVN24.pl

Raindesign mStand dotarł!

4 listopada 2009 · 02:09

Dzisiaj w końcu dotarł dawno zamówiony mStand produkowany przez firmę Raindesign, Inc. Wykonanie idealne! Jakość doprawdy rzadko spotykana w dziesiejszych czasach! MacBooka wznosi na niemalże idealną wysokość, a ergonomię pracy na dwóch monitorach ocenię przez najbliższe kilka dni … Tymczasem zapraszam do zdjęć.

Stanowisko pracy

Teraz ekran MBP wyświetla mi Mail.app zamiast siedzieć z wyłączonym LCD.

blogPW1_0860Widok od tyłu.

blogPW1_0858Pudełko też całkiem ładne …

Update:

U MacKozera pojawił się opis fajnej konkurencji – szczególnie dla posiadaczy białych MacBooków.

Link: U-Board

Zdjęć nie robię komórką

2 listopada 2009 · 02:23

Przeglądając dzisiaj najnowsze wydanie Mojego Jabłuszka uwagę moją zwrócił w szczególności jeden felieton. Wywołał najpierw wzburzenie, następnie chwilę refleksji, a na koniec postanowienie … ale cofnijmy się do tyłu.

Helmut Newton

Fotografia niegdyś była mistyczna i dostępna dla niewielu wtajemniczonych. Ówczesna technika wymagała po prostu znacznie większej wiedzy z zakresu obsługi aparatu, pomiaru światła oraz wszystkich pozostałych zawiłości związanych ze zrobieniem zdjęcia. Z czasem gdy pojawiały się pierwsze wbudowane światłomierze, autofocus oraz inne udogodnienia stała się bardziej dostępnym hobby dla przeciętnego obywatela – może poza ceną, która na odpowiednim poziomie jest po prostu zaporowa. Przewidujący producenci stworzyli jednak aparaty kompaktowe – dalej wkładało się do nich taki sam nośnik, jak chociażby wszechobecny Kodak Gold 100, jednak pod względem ceny, gabarytów oraz przede wszystkim prostoty obsługi podbiły rynek. Teraz to już każdy, nawet posterunkowy Cezary Cezary, mógł robić zdjęcia z <wstaw nazwę ulubionego zabytku> w tle.

Dzisiaj możemy zaobserwować coraz większą degenerację (przede wszystkim) nowego pokolenia na jakość produktu finalnego, niezależnie czy to będzie plik w formacie mp3 ściągnięty z internetu kodowany w wątpliwej jakości 96kbps czy film zgrany z DVD z olbrzymią kompresją (aby tylko zmieścił się na płycie CD). Zgodnie z rankingiem aparatów na Flickr, zdjęcia dzisiaj wykonuje się przede wszystkim telefonem komórkowym (tak chodzi o iPhone) z obiektywem o rozmiarach pryszcza na nosie nastolatka w połączeniu z matrycą o powierzchnii ziarenka piachu.

Rozumiem, że nie każdy potrzebuje wyposażyć się w S-klasę wśród aparatów. Rozumiem też, że takie słowa i skróty literkowe jak Leica, Zeiss, Nikkor czy literka L na obiektywach Canona pozostają abstrakcją dla znacznej większości naszego społeczeństwa. Nie da się jednak ukryć, że nasze wymagania co do jakości produktu finalnego spadły wyraźnie przez ostatnie kilka lat. Apple Store dostarcza nam zakupione pliki muzyczne w 256kbps co w porównaniu do ich własnego formatu Apple Lossless robi ogromną różnicę dla bardziej ambitnych melomanów czy audiofilów (nie mylić z Audiofeels – tymi co próbują imitować różne dźwięki i niezbyt im to wychodzi). Filmy z tego samego źródła dostarczane są w rozdzielczości 720p co jest istotną różnicą przy płytach Blu-Ray z materiałem w 1080p. Ba! Nawet nasze polskie telewizje satelitarne nadają obraz w 1080i. Odkąd taśmy zostały zastąpione płytami CD, a kasety VHS płytami DVD (a potem Blu-Ray) to tym przemianom towarzyszył wyraźny wzrost jakości … do momentu dostępu tych treści w internecie …

Pentax film compact

Dla osób wywołujących zdjęcia w labach najpopularniejszym rozmiarem nadal pozostają formaty 9×13 oraz 10×15 i o ile zdjęcia o rozdzielczości dwóch do pięciu megapikseli dają jak najbardziej zadowalające rezultaty (dla więkoszości), to musimy pamiętać o kilku istotnych różnicach w stosunku do czasów analogowych. Nawet te wykonane aparatami dla inteligentnych inaczej miały sporych (względnie) rozmiarów obiektywy, a za nimi klatkę filmu o rozmiarze 24 x 36mm. Owocem tego były znacznie lepsze jakościowo zdjęcia niż z mojego jabłkowego telefonu. A jak ktoś zaszalał i kupił hybrydę w stylu historycznego Olympusa IS-1000 to nawet większe odbitki nie były mu straszne.

Nie zrozumcie mnie źle – nie mówię, że każdy ma stać się Anselem Adamsem i mieć najdroższy możliwie sprzęt. Sam się nawet wyposażyłem w trochę ambitniejszy kompakt jakim jest Panasonic LX3 – w końcu rozmiar robi różnicę. Jednak przepaść jaka dzieli najtańszy i najgorszy (markowy) kompakt, a aparat wbudowany w iPhone jest ogromna.

Sharbat Gula by Steve McCurry

Przypominiała mi się anegdota mojego znajomego – poszedł kiedyś w góry w poszukiwaniu krajobrazów z całym swoim majdanem: odpowiednio dużą torbą mieszczącą aparat wraz z kilkoma obiektywami, statywem oraz innymi niezwykle potrzebnymi akcesoriami (parasolek brak). Po znalezieniu odpowiedniego miejsca rozstawił statyw i przez najbliższe kilka minut zastanawiał się nad właściwym kadrem. Niemalże gotowy do uchwycenia magii tego miejsca zwrócił uwagę na turystę, który stanął obok niego i z zaciekawieniem przyglądał się cóż on najlepszego wyprawia. Ów turysta następnie wyciągnął z kieszeni cyfrowy idiotenkamera i cyknął wąwóz wraz z zachodzącym słońcem na pełnym automacie. Wyzwolona lampa błyskowa (której najprawdopodobniej nawet nie mógłby nawet wyłączyć, gdyby wiedział jak) co najwyżej zainteresowała grasujące w okolicy komary. Znajomy wzruszył zrezygnowany ramionami i pomyślał:

On będzie w 100% zadowolony z tego zdjęcia, a ja pomimo moich przygotowań i tak będę miał do siebie pretensje, że bardziej się nie postarałem.

Jeśli przeczytaliście już ostatni numer Mojego Jabłuszka (10/2009), to zapewne zorientowaliście się, że mój potok skierowany jest do słów Kingi i jej felientonu zatytułowanego „Zdjęcia robię komórką”. O ile nie jestem fanatykiem namawiającym wszystkich do kupowania lustrzanek i najdroższych obiektywów oraz korzystania wyłącznie z RAW (kłamię – ewidentnie jestem fanatykiem, ale przemilczmy to na potrzeby tego wpisu) to uważam, że porównywanie iPhone (nawet 3GS) z kompaktami sprzed paru lat (chociażby tani Canon A5xx – 3 z hakiem megapikseli) jest nieporozumieniem. Następujące słowa:

Może czas przewartościować nasze podejście do fotografii. (…) Ale zwykły człowiek, ma do dyspozycji inne narzędzia. Bardziej intuicyjne. Prosztsze.

również wyprowadziły mnie z równowagi. Takie rozumowanie właśnie prowadzi do pułapek opisanych wcześniej – zaniku wymagania wysokiej jakości. Nie mam na myśli studyjnej broń Boże. Realnej, domowej, ale jednak wysokiej, jakości. Poza tym kobiety z pewnych powodów noszą ze sobą zawsze modne i dopasowane kolorem do pantofelków torebki. Przecież to jest idealne miejsce, aby schować mały aparat! Nawet może być różowy!

A może to po prostu mój fanatyzm urósł do takich rozmiarów? Może społeczeństwu przestało zależeć na bezwględnie najlepszej jakości słuchanej muzyki? Czy też po prostu korzystanie z płyt CD czy robienie zdjęć kopaktami analogowymi z przyzwoitej jakości filmem w środku zostało nam narzucone przez brak tańszych i gorszych jakościowo alternatyw? Zaprzestano przecież nagrywania kaset audio oraz VHS, a jedynym towarem na półkach pozostał ten lepszy.

Czy w przyszłości czeka nas zastąpienie lustrzanek, Blu-Ray oraz Apple Lossless produktami gorszymi, ale akceptowanymi przez większość? Wiem i przyznaję jedno, co prawda z bólem serca, ale iPhone’a mam zawsze w kieszeni.

RAW i konwertery

1 listopada 2009 · 20:10

Wczoraj ukazały się moje kolejne dwa artykuły w Moim Jabłuszku nr 10/2009 – zapraszam serdecznie do zaprenumerowania newslettera, aby być powiadamianym na maila, gdy pojawiają się kolejne numery. Spamu nie rozsyłają, więc nie ma czym się martwić.

Oddaję głos Naczelnemu:

Witam,

Z ogromną przyjemnością przedstawiamy Wam najnowszy numer naszego magazynu, a w nim niesamowita atrakcja – wywiad z samym Stevem Wozniakiem, legendarnym współtwórcą Apple. Nasza redakcja patronowała kongresowi Netii „Biznes to Rozmowy”, którego gościem specjalnym był właśnie Steve Wozniak. Mieliśmy możliwość obejrzenia go podczas kongresu gdy rozmawiał z Romanem Młodkowskim z TVNCNBC. Dzień po kongresie Steve zaprosił nas na rozmowę. W zupełnie innych warunkach, na zupełnym luzie, mieliśmy okazję porozmawiać ze Stevem m.in. o życiu, Apple I, muzyce, iPhonie, grach.

W najnowszym numerze postanowiliśmy wziąć na tapetę kwestie fotograficzne. Pokazujemy Wam różnice pomiędzy Aperture i Lightroomem, geotagowanie zdjęć, rozwiązania Nikona, przedstawiamy Wam przydatne programy na Maki oraz iPhone’a, który jak wiadomo, jest drugim najpopularniejszym aparatem fotograficznym w serwisie Flikr. Jako jedni z pierwszych na świecie mieliśmy okazję przetestowania najnowszego programu Adobe Photoshop Elements 8.

Wspomniałem wcześniej o kongresie „Biznes to Rozmowy” – w środku będziecie mogli zobaczyć naszą relację z imprezy.

W tym numerze ze sprzętu mamy dla Was, oprócz rozwiązań Nikona, głośniki Logitech PureFi oraz pokrowce na iPhone’a.

Kolejnym ciekawym gościem nowego Mojego Jabłuszka jest Artur Rojek, frontman zespołu Myslovitz.

Tradycyjnie, nie obejdzie się również bez stałych działów i konkursów. W tym numerze do wygrania mamy dla Was GPS Data Logger AMOD AGL3080, obudowę ochronną na aluminiowego MacBooka/MacBooka Pro 13″ firmy Macally oraz książkę „Planeta Google”, której polskiemu wydaniu patronujemy – tak, że jak zwykle jest o co walczyć!

Pozwoliłem sobie jeden z tematów skopiować na bloga, ze względu na spójność z ostatnio poruszanymi wątkami.

RAW i konwetery

Lustrzanki oraz inne lepsze aparaty w innych segmentach mają możliwość zapisu danych w formacie RAW, czyli jest to surowy obraz tego co w danym momencie widzi matryca, obraz nieprzetworzony – odpowiednik negatywu z aparatów analogowych. Do przetworzenia tych plików służą konwertery RAW, które zastępują dzisiaj pracowników punktów wywołujących filmy. Rynek jest bardzo bogaty w przeróżne propozycje na różne platformy, jednak najbardziej dominujące są propozycje producentów aparatów typu Canon Digital Photo Professional, Nikon Capture NX i niezależnych takie jak Adobe Camera RAW (ACR), Aperture czy Capture One Pro. Istnieje w każdym razie spora konkurencja z czego jedne radzą sobie lepiej, a inne już niekoniecznie. Osobiście uważam że program należy sobie dobrać do własnego stylu, sposobu pracy oraz przede wszystkim dla własnej wygody, gdyż zbliżone wyniki uzyskamy każdym z nich.

Pliki RAW zapisywane są w 12 bitach, a niektóre aparaty pozwalają nawet na 14 (16 w średnim formacie). Oferuje to znacznie większy zakres płynności przy przejściach tonalnych niż 8 bitowe JPGi. Ponadto, często można uratować przepalone lub niedoświetlone zdjęcie podczas gdy z JPGiem już nic nie zrobimy – RAW zawiera po prostu więcej informacji. Najwiekszą zaletą tych ostatnich jest chyba możliwość prostego ustawienia balansu bieli jednym suwakiem – czynność skazana niemalże na niepowodzenie przy ograniczonych JPG. Należy pamiętać, że o ile JPGi wypruwane przez algorytmy aparatu mają pewne zmiany (zależne od ustawień czy profili w nim) takie jakie zwiększoną saturację kolorów czy poprawiony kontrast, to RAWy są neutralne – tak jakbyśmy robili zdjęcia z wszystkimi ustawieniami w pozycji zero. Istotnym będzie późniejsze wyostrzenie tych zdjęć, gdyż z pewnych względów pliki są miękkie – głównie chodzi o zachowanie jak najlepszej jakości zdjęcia oraz szczegółów bez tworzenia się tak zwanych artefaktów.

Zaletą JPGów jest niewątpliwie natychmiastowa gotowość pliku końcowego do wykorzystania jak sobie tego życzymy podczas gdy z każdym plikiem RAW musimy chwilę się pobawić. Każdy musi sam zdecydować czy warto, ale czy nie lepiej samemu dopieścić zdjęcie niż zostawić to ograniczonemu umysłowi naszego aparatu?

Pragnę również zwrócić uwagę, że pliki RAW mają różne rozszerzenia zależnie od producenta aparatu – Canon korzysta z CRW oraz CR2, Nikon ma swoje NEF, a Sony korzysta ze skrótu ARW. Nie ma to znacznia żadnego, poza tym że każdy plik jest inaczej zapisany – nie są to ogólnie przyjęte standardy. Adobe od paru lat promuje otwarty standard DNG (Digital Negative) i próbuje przekonać wielkich graczy na skorzystaniu z niego, jednak poza Leicą i jeszcze jedną marką w średnim formacie nikt się na niego nie przesiadł. Nie polecam korzystania z niego, ponieważ o ile trudno sobie wyobrazić upadek Canona czy Nikona, to prędzej przewiduję upadek DNG jeśli nie zostanie on przyjęty przez większą ilość firm.

Adobe Camera RAW, a Photoshop i Lightroom

ACR jest modułem od Adobe, który może pracować niezależnie lub współpracować z obiema wyżej wymienionymi aplikacjami. Gdzie PS jest mocno nastawiony na grafikę oraz retusz to Lightroom (LR) jest naszą prywatną biblioteką zdjęć oraz ciemnią do ich wywoływania. Zestaw narzędzi podstawowych jest taki sam we wszystkich wersjach jednak LR oferuje kilka dodatkowych przydatnych możliwości oraz wygodę pracy.

Lightroom – moduły i ich widok

LR 01 - Library Module

LR podzielony jest na kilka modułów, z których najistotniejszymi będą dla nas Library oraz Develop. Służą one do przeglądania/katalogowania zdjęć oraz ich obróbki odpowiednio. Biblioteka ma ograniczone możliwości edycyjne, jednak możemy tam stosować tzw. presety o których później. Przełączanie się między modułami skutkuje przede wszystkim zmianą palet narzędzi na bocznych paskach – wygląd samego programu pozostaje taki sam.

Lightroom – rozkład narzędzi

Rozkład LR jest bardzo prosty – po bokach mamy dwa pionowe paski narzędziowe oraz jeden poziomy na dole w którym widzimy zawartość zdjęciową aktualnie wybranego folderu. Zmieniają się one zależnie od modułu w jakim się znajdujemy.

Lightroom – proponowany sposób katalogowania zdjęć

LR 02 - Import

Osobiście lubię mieć porządek w katalogach na dysku, żeby w razie czego szybko mieć dostęp do potrzebnych plików z poziomu Findera. Lightroom znacznie nam ułatwia ich sortowanie podczas importowania dzięki informacjom zawartym w EXIF każdego zdjęcia (metadane zwierające takie informacje jak data i czas wykonania zdjęcia, model aparatu, itp.). Proponuję założenie sobie folderu o nazwie np. Fotografia na naszym dysku (~/Zdjęcia/Fotografia/). Teraz wystarczy w LR ustawić ten folder jako wybrany do zapisu importowanych zdjęć (z karty czy aparatu). Możliwości mamy kilka, jednak moim ulubionym jest opcja „By date: 2009/2009-09-24” – zaowocuje to hierarchią ~/Zdjęcia/Fotografia/2009/2009-09-24. Pozwala to nam na dzielenie zdjęć najpierw na lata, a następnym podkatalogiem będzie już data. Osobom dużo fotografującym bliższe mogą być dodatkowe podkatalogi z danym miesiącem – możliwości konfiguracyjne są ogromne.

LR 02 - Import - by dateWskazówka: po zakończonym importcie można kliknąć prawym (Ctrl+klik) i funkcją Rename dodać opis do katalogu, np. 2009-09-09 – Impreza u Cioci Stasi – gwarantuje to nam dalej poprawne sortowanie oraz wiemy gdzie byliśmy w danym dniu.

Lightroom – importowanie zdjęć

LR 02 - Import - copy or movePo podłączeniu aparatu lub karty pamięci do komputera, Lightroom powinien otworzyć okno z pytaniem o import – jeśli tego nie zrobi to w lewym dolnym rogu modułu Library znajduje się duży odpowiednio opisany przycisk. Następnie musimy wybrać w File Handling:

  • Add photos to catalog without moving – dodaje zdjęcia do katalogu LR i pozostawia je w obecnym miejscu (nie zalecane)
  • Copy photos to a new location and add to catalog – dodaje zdjęcia oraz kopiuje je do wybranego folderu wraz z zachowaniem wybranej struktury, którą wybieramy w kolejnym polu
  • Move photos to a new location and add to catalog – to samo co powyżej, tylko przenosi je zamiast kopiować
  • Copy photos as DNG and add to catalog – DNG to standard RAW promowany przez Adobe, ten tryb konwertuje nasze RAW do DNG i kopiuje w wybrane miejsce  – nie polecam go, bo nigdy nie wiadomo czy się finalnie przyjmie na rynku czy nie
  • W Copy to wybieramy katalog w których chcemy aby LR tworzył nam strukturę importowanych plików.
  • W Organize podajemy format struktury katalogów w wybranym wcześniej miejscu docelowym.
  • Opcja Don’t re-import suspected duplicates powoduje pominięcie plików wcześniej zaimportowanych.

Następnie pozostaje nam wybrać zdjęcia z podglądu z prawej strony okna i kliknąć w Import.

Lightroom – moduł Develop

W tym module przeprowadza się wszystkie zmiany na plikach RAW oraz wywołuje się je (funkcja Export) do interesującego nas formatu (zazwyczaj JPG/TIFF). Najważniejszymi narzędziami z lewej strony ekranu będą Presets, gdzie LR dostarcza nam kilka przykładowych gotowców (mam wyłączone) oraz nasze własne – z czasem jak już poznacie swoje przyzwyczajenia przy obróbce stworzycie swoje, np. do wyostrzania lub podbijania kolorów, itp.

Prawa strona gości wszystkie najważniejsze zakładki do edycji RAW – Histogram, Basic, Tone Curve i Detail oraz inne do jeszcze większych zmian. Omówię je bliżej na konkretnym przykładzie.

LR06-Before

Przykładem niech będzie powyższe zdjęcie zamku Książ zrobione kilka dni temu. Widać, że niebo jest prawidłowo naświetlone, sam zamek również, ale las już jest trochę za ciemny. Niebo również zostało wyprane z kolorów z powodu zupełnie neutralnego profilu LR, także lekko je podbijemy.

LR 08 - Change History

Najpierw zdecydowałem się na doprowadzenie lasu do porządku (i jak widać w historii zmian, troszkę eksperymentowałem), więc podniosłem ekspozycję finalnie o 0.33 EV – większa wartość przepaliłaby jasne rejony zdjęcia. Następnie zdecydowałem się na skorzystanie z funkcji Fill Light, która rozjaśnia ciemniejsze rejony na całym zdjęciu (+25). Kontrast z tego powodu lekko zmalał także podniosłem go do wartości +40 i przeniosłem swoją uwagę na krzywą, która odpowiada za cztery kategorie tonów – bardzo jasne, jasne, ciemne oraz cienie. Nie będę tłumaczył tutaj możliwości ani zależności krzywej, bo to temat na książkę, ale poprzez Highlight Tones rozjaśniłem lekko niebo, Lights oraz Darks obniżyłem o 11 i 12 punktów odpowiednio, aby ściemnić lekko całość jaśniejszych i ciemniejszych partii, a na koniec rozjaśniłem same cienie … Można obejść się bez modyfikacji krzywej, szczególnie jeśli nie wiecie co robicie, na zmianach tylko w panelu Basic, ale czasami te subtelne zmiany robią dużą różnicę. Na koniec wyostrzyłem zdjęcie, podniosłem saturację koloru niebieskiego (nieba w tym wypadku) o kolejne +29 i dodałem filtr (tak po prawdzie to tylko dla celów tego artykułu), który spowodował łagodne ściemnianie się nieba od horyzontu w kierunku górnym – ponownie temat na książkę. Powiem krótko, że gradienty w Lightroomie są odpowiednikiem filtrów zakładanych na obiektyw (w wielkim skrócie) i z dużą wprawą można z nimi tworzyć niesamowite efekty.

LR06-After

Lightroom – eksportowanie obrobionych RAW

Istotnym elementem obróbki jest fakt, że nie dokonujemy żadnych fizycznych zmian w samym pliku – LR czy inne konwertery tworzą tzw. warstwy „nad” zdjęciem, które na nie oddziałują, – zawsze możemy wrócić do oryginału, który pozostaje w nienaruszonym stanie. Po zakończeniu edycji plików RAW, należy je wyeksportować do formatu w jakim będą dla nas użyteczne – typowo JPG. W menu wybieramy File -> Export i otworzy nam się okno dialogowe z paroma istotnymi opcjami – możemy zaznaczyć oczywiście kilka zdjęć do eksportu lub robić to pojedynczo – do wyboru. Pominę szczegółową analizę, a skupię się na najważniejszych punktach:

W Export To ustawiamy miejsce do którego chcemy zapisać JPGa – osobiście zapisuję go w tym samym katalogu co RAWy, aby łatwo można było je znaleźć. Opcja Put in subfolder jest niezwykle pomocna – tworzy nam podkatalog np. ../2009/2009-09-24 – Imieniny Cioci Stasi/Obrobione/ i tam umieszcza gotowe zdjęcia.

Kolejną ciekawostką jest File Naming – możemy sobie wygenerować własne nazwy plików i niemalże całkowitą inną kombinację – korzystam z Filename inaczej ciężko później połapać się który JPG należy do którego RAW.

W File Settings z kolei wybieramy typ docelowego pliku – zalecam pozostawienie 100% jakości (odpowiednik level 12 w Photoshopie), aby nie tracić na jakości. Typowo powinniśmy raczej korzystać z sRGB, chyba że wiecie co robicie, macie kolorymetr do monitora i wiecie jak się tworzy profile do niego.

Image sizing pozwala nam na zmniejszenie rozmiarów docelowego pliku – sam tworzę zawsze kilka kopii danego RAW. W pełnej rozdzielczości trafia do iPhoto, a druga mniejsza o długim boku ośmiuset pikseli do galerii internetowej. Nie zaznaczenie tej opcji daje obrazek w pełnej rozdzielczości.

Jeśli nie skorzystaliście z wyostrzania podczas obróbki, możecie to zrobić dodatkowo tutaj – LR wyostrza nam automatycznie zdjęcie bez naszej kontroli do predefiniowanych celów takich jak ekran (monitor) czy na przykład wydruk na papierze błyszczącym czy matowym – każde ustawienie ma oczywiście różne poziomy wyostrzania.

Lightroom – pozostałe

LR posiada jeszcze moduły do tworzenia pokazu slajdów, drukowania naszych prac na drukarce oraz tworzenia galerii internetowych wraz z wygenerowaniem wszystkich potrzebnych plików HTML oraz miniaturkami. Nie korzystam z nich kompletnie – do pokazu slajdów wykorzystuję iPhoto, nie drukuję zdjęć w domu, a galerie tworzone są mało Makowe, zarówno w wyglądzie, funkcjonalności jak i całym podejściu do tematu.

Epilog

Mój workflow nie jest może do końca przemyślanym pod względem wygody procesem, ale przede wszystkim działa dla mnie i mam pełną kontrolę nad każdym stadium rozwoju zdjęcia. Każdy powinien przemyśleć swoje własne potrzeby i dostosować do nich odpowiednie narzędzia – niektórym w zupełności wystarczą podstawowe możliwości iPhoto, a innym chcącym wycisnąć ostatnie piksele z matrycy pozostaje wydłużenie korzystanie z konwerterów. Z grubsza mniejsze znaczenie też ma sam produkt jaki wybierzemy, ważne jest aby odpowiadał on naszym potrzebom i ułatwiał cały proces zamiast go utrudniać jak chociażby Canon Digital Photo Professional – wyobraźcie sobie irytację wywoływaną przez słynny niebieski ekran i pomnóżcie to przez ilość ziarenek piasku nad Bałtykiem.

Jako, że interesuje mnie geotagowanie zdjęć, czyli dopisywanie do nich współrzędnych geograficznych w których były zrobione (fajnie będzie za kilka lat prześledzić na mapie gdzie się było i jak to miejsce wygląda) to moja procedura nieco się wydłuża. Pomimo, że istnieje plugin do LR umożliwiający geotagowanie, ma pewne braki, które są dla mnie nie do przyjęcia.

Mój workflow natomiast przedstawia się następująco:

Kopiuję zdjęcia z karty CompactFlash oraz plik ze współrzędnymi GPS na pulpit i następnie odpowiednim programem zostają dopisane wartości do samych plików RAW. Następnie Lightroom importuje (przenosi) pliki do swojej struktury katalogów z pulpitu, które obrabiam zgodnie z potrzebami (oraz odrzucam niepotrzebne ujęcia). Wyselekcjonowaną partię zdjęć eksportuję do JPG w najwyższej rozdzielczości (a wybrane do galerii WWW w niższej) i importuje je do iPhoto, które służy mi jak narzędzie do katalogowania zdjęć (Twarze, Miejsca, itp.) oraz wysyłania ich na FaceBook czy Flickr. Niestety obróbka RAWów w iPhoto to dla mnie totalna porażka, ale pozostała funkcjonalność jest idealna – łącznie z wyświetlaniem pokazu slajdów na plaźmie.

Mój imiennik korzystający na co dzień z Aperture stwierdził, że jestem nienormalny. Pieszczotliwie. Mam nadzieję. Nie ukrywam, że patrząc z boku to mam wyjątkowo Windowsowe podejście do tematu, ale zapewnia mi to pełną kontrolę nad wyostrzaniem zdjęć w każdej rozdzielczości oraz wiem dokładnie gdzie te zdjęcia się znajdują. Finalnie posiadam kilka kopii tego samego pliku, różniącego się w nazwie jedynie dodawaną przeze mnie literką z przodu – ‘x’ dla wydruków papierowych, ‘xx’ dla internetu w pełnej rozdzielczości, ‘n’ w niskiej, i tak dalej … Może i jestem nienormalny, ale jest to proces który dla mnie po prostu działa i zapewnia szybki dostęp do plików przygotowanych pod różne media. Tak jak już wspominałem – polecam każdemu eksperymentowanie i stworzenie własnego workflow w którym będziecie czuli się dobrze. Najbardziej Makowy pozostanie chyba Aperture …

Koniec eBook Readerów?

27 października 2009 · 18:04

Świat otaczający nas ulega względnie powolnemu procesowi digitalizacji. Wszelkie zbiory są skanowane, samplowane oraz fotografowane, a następnie umieszczane w mniej lub bardziej publicznie dostępnych miejscach – oczywiście przez internet.

Book scanning

Pamiętam jak pojawiły się pliki mp3 15 lat temu – miałem wtedy w domu modem o zabójczej (jak na te czasy) prędkości 9600Kbps. Ściągnięcie piosenki zajmowało mi wtedy przeciętnie od półtorej do dwóch godzin … chyba, że zerwało połączenie co zdarzało się nader często. W końcu łącza zapewniała nasza ukochana TP S.A.

Dzisiaj niewiele się zmieniło w naszym kraju – płyty CD dalej królują na półkach dla uczciwych, a dla z mniejszymi skrupułami czekają całe dyskografie w zasięgu kilku kliknięć myszką. iPod (i podobne) zrewolucjonizowały sposób i przede wszystkim wygodę słuchania, katalogowania oraz sychronizowania muzyki – skończyło się żmudne kopiowanie wybranych utworów do odpowiednich katalogów na urządzeniach typu Creative Nomad MuVo (którego wspominam z obrzydzeniem). Za granicą za sprawą sklepów z muzyką jest znacznie lepiej, ale płyty CD są nadal bardzo popularne.

Podobnie wygląda świat filmów – o ile mamy VoD u providerów, materiały w 720p w iTunes Store, możliwość streamowania contentu do XBox360 (wkrótce PS3) z serwisów typu NetFlix to w naszym kraju dalej to pozostaje abstrakcją. Odważniejsi przesiedli się na Blu-Ray, a tradycjonaliście uparcie kupują płyty DVD. Odpowiednie źródła w internecie oczywiście udostępniają to wszystko w wielu różnych formatach i rozdzielczościach, jednak nie ma jednego prostego rozwiązania w stylu iTunes Store.

iTunes Store

Od dłuższego czasu kombinuję nad zrezygnowaniem z regularnej telewizji (która w domu jest praktycznie nie oglądana) na rzecz kupowania filmów czy muzyki w zależności od zachcianki z danego dnia. Materiały z iTunes Store w USA czy UK pozostaną niestety dla polskiego internauty nielegalne w oczach naszego prawa … Drugim problemem potencjalnie jest przestrzeń – o ile na półce zawsze uda mi się upchnąć kolejne niebieskie pudełko z filmem w 1080p (o nienagannej jakości) to dysk twardy w AppleTV ma znacznie mniejszą pojemność, a niższa rozdzielczość (720p) też nie jest zachęcająca – w końcu nie po to zaopatrywałem się w odpowiednią plazmę.

Prasę przestałem kupować już kilka ładnych lat temu. Niewygodny format, zaśmieca dom, a na dodatek niepotrzebnie niszczy drzewa. Już niemal całkowicie korzystam ze stron internetowych Gazety i podobnych, niestety o różnym poziomie profesjonalizmu. Przez moment nawet zainteresowałem się serwisem eGazety, ale zniechęcił mnie dostarczany format – na iPhone byłby raczej niewygodny w obsłudze.

nook

W zeszłym tygodniu na poważniej zainteresowałem się kupnem eBook Readera, a konkretnie Amazon Kindle. W międzyczasie również na rynku pojawił się pierwszy (obok Sony’ego) poważny konkurent od Barnes & Noble – nook. Oparty na Androidzie, z dodatkowym kolorowym dotykowym ekranem (wykonanym w technologii zastosowanej w iPhone) stanowi ciekawy kąsek. Pozostałoby to jednak urządzenie dedykowane do czytania niemalże wyłącznie w domu (ew. na wyjazdach wakacyjnych), ponieważ jestem zwykłym leniem i nie chce mi się targać kolejnego urządzenia ze sobą. Ograniczona w praktyce funkcjonalność do jednej czynności powoduje, że na dłuższą metę nie wróżę takim urządzeniom wielkiem przyszłości – owszem Kindle sprzedał się w ilości przekraczającej 3 miliony w USA, ale w skali globalnej jest to zaledwie promil w porównaniu z innymi urządzeniami jak chociażby telefony komórkowe czy komputery. Kolejni konkurenci w tym segmencie rynku jednak są ciągle zapowiadani i wygląda na to, że prawdziwa walka o klienta ma się dopiero rozpocząć.

Tymczasem pojawią się kolejne plotki i podejrzenia co do tabletu od Apple – od jakiegoś czasu sporo źródeł donosi o tym, że do siedziby w Cupertino dostarczane są w hurtowych ilościach książki (do skanowania?) oraz o negocjacjach z wydawnictwami przez przedstawicieli firmy. W odróżnieniu od niepewności dotyczących iPoda touch, cel oraz grupa docelowa nowego urządzenia będzie jasno określona. Cena niewątpliwie będzie istotnym elementem sukcesu rynkowego – przewidywana jest na poziomie ok. $600-800, czyli 2-3 krotnie wyższa od eBook Readera. Dodatkowe możliwości, które w wielu przypadkach mogą zastąpić laptopa/netbooka mogą być kartą przetargową w wyborze – w końcu wygodniej mieć mniej urządzeń w domu. Wielką niewiadomą jest dalej system operyacyjny, jednak prawdopodobnie bedzie mu bliżej do iPhoneOS niż do OS X, nad czym bardzo ubolewam – jak już wspominałem, byłoby to idealne urządzenia do przeglądania zdjęć w terenie, robienia kopii karty CompactFlash czy nawet wstępnej obróbki, gdyby dało się uruchomić Lightroom. Podobnie jak muzyka, aplikacje i filmy – to iTunes Store będzie zapewne służył jako punkt dostepowy do gazet, książek czy magazynów (o ile plotki się potwierdzą oczywiście). Szkoda tylko, że znowu będziemy poszkodowani i zmuszeni do kupowania Gift Cards za absurdalne kwoty na Allegro albo przy okazji pobytu za granicą. Nie to dla mnie akceptowalne rozwiązanie. A może już tych problemów nie będzie i jednak powstanie polski iTS?

Patrząc na potencjalne możliwości takiego tabletu przychodzi mi jedna myśl do głowy:

Czy wojna pomiędzy czytnikami eBooków zakończy się zanim się rozpocznie i produkty klasy Kindle zginą śmiercią naturalną?

Steve Ballmer – The Engadget Show

24 października 2009 · 22:43

Zapraszam anglojęzycznych do Engadget Show:

Po wywiadzie z Ballmerem panowie z Engadget rozmawiają chwilkę o Makach, nowym e-book reader Nook od Barnes & Noble oraz Motoroli Droid – polecam.

Nike+ Human Race 10K

24 października 2009 · 15:41

Oddaję głos ludziom z Nike:

24/10/09 dołącz do biegaczy z całego świata i przebiegnij 10 km, korzystając ze sprzętu Nike+. Zacznij rejestrować kilometry, by przygotować się do dnia biegu. Wróć, by śledzić swoje postępy i zobaczyć, jak radzą sobie inni. Potem zacznij biegać w dowolnym miejscu i w dowolnym czasie, w dniu, kiedy będzie biegać cały świat – 24 października.

Link do strony: Nike+ Human Race 10K

Korzystając z okazji przedstawię uchwyt dla sensora, którego zdjęcie obiecałem przy okazji ostatniego wpisu na temat Nike+ i iPhone 3GS.

Sensor holder

Kosztował mnie 50PLN, a kupiony został na Allegro od sprzedawcy z Poznania – polecam go zresztą bo bardzo dbał o detale transakcji oraz martwił się kiedy Poczta Polska opóźniała dostawę.

Wykonanie jest na bardzo wysokim poziomie. Część przeźroczysta jest odsuwana od białej na delikatnej „szynie”, a uchwyt na sznurówki jest odchylany na bok. W pozycji zamkniętej jak na obrazku zapobiega rozsuwaniu się obu częściom.

Polecam go gorąco, szczególnie tym, którym niekoniecznie pasują buty Nike.

Apple wita Windows 7 jak potrafi najlepiej

23 października 2009 · 09:48

Tak jak zapowiadano pojawiły się trzy nowe reklamy z serii Get a Mac. Zapraszam:

Dwie ostatnie wydają mi się zbyt zbliżone do siebie treścią, jakby Apple nie miał wystarczająco dużo dobrych pomysłów, chociaż oglądane w telewizji zapewne dają inne wrażenie. Pierwsza w każdym razie jest moją ulubioną.

Nikon, a OS X

22 października 2009 · 23:18

Przygodę z cyfrowymi lustrzankami rozpocząłem kilka lat temu wstępując do obozu Canona. Były to czasy, w których to jeszcze Windows królował w moim życiu. Niestety dosyć szybko przekonałem się do nie korzystania z programów dostarczonych na płycie razem z aparatem, gdyż ich obsługa była mniej intuicyjna niż dłubanie sobie w nosie stojąc w korku na światłach. Całą funkcjonalność zastąpił mi Photoshop oraz Lightroom – oczywiście poza kontrolą aparatu bezpośrednio z komputera, ale nigdy też tego nie potrzebowałem.

Miesiąc temu natomiast przesiadłem się na Nikona i pod namową pewnej osoby postanowiłem sprawdzić jak współpracuje dostarczone oprogramowanie z moim Makiem – przyznaję że kartą przetargową okazał się D3x. Żałuję, że dałem się namówić tak samo jak żałowałem że oglądałem Borata.

Nikon Camera Control Pro 2

Obecnie chyba każdy producent dostarcza oprogramowanie, które umożliwia sterowanie aparatem podłączonym do komputera za pomocą kabla USB. Zastosowania takiego software’u może być różne, natomiast ze względu na potrzebę zasilania komputera i tym podobnym zagadnieniom, najwygodniej i bodajże najczęściej stosuje się je w studiu fotograficznym – dostęp do prądu oraz natychmiastowy podgląd wykonanego zdjęcia na ekranie komputera wydaje się być idealnym rozwiązaniem.

Poszukiwanie aplikacji rozpocząłem na stronie Nikona USA – na liście dostępnego oprogramowania ukazała mi się wersja 2.0.0 oraz upgrade do 2.6.0. Notka poinformowała mnie o tym, że najpierw muszę koniecznie zainstalować wersję niższą, aby następnie wykonać uaktualnienie.

Przez ostatni rok z okładem pracy na Maku przyzwyczaiłem się do pewnej wygody instalowania nowych aplikacji. Zazwyczaj narzędzie kryje się wewnątrz jednego pliku i wystarczy przenieść go do naszego katalogu z programami aby został zainstalowany. Wybrane i bardziej ambitne pozycje decydują się na korzystanie z instalatora, który wszelkie czynności wykonuje za nas, jednak zazwyczaj kończy się to na utworzeniu podkatalogu w Programach oraz przeniesienia tam niezbędnych składników. Wyjątkiem był Microsoft Office:mac 2008, który w iście Microsoftowym stylu zrobił mi taki bałagan na dysku, że czym prędzej go usunąłem. W tym wypadku skończyło się na kilkugodzinnym poszukiwaniu jego śmieci po zakamarkach komputera.

Camera Control Pro 2 Nikona w tym względzie nie odstaje znacząco od Microsoftu. Instalator kopiuje ponad trzysta plików w przeróżne lokalizacje na dysku, czasami kompletnie niezrozumiale oraz dodatkowo bez pytania się nas o zgodę dodaje program do informowania o uaktualnieniach do zainstalowanego software’u – Nikon Message Centre.

Pierwsze uruchomienie CCPro2 pokazało, że D3x nie jest rozpoznawany. Komunikat “Nie wykryto aparatu” zachęcił mnie do zainstalowania uaktualnienia, ale zanim zdążyłem cokolwiek zrobić, magicznie otworzył się wyżej wymieniony program do automatycznych uaktualnień i poinformował o wersje 2.6.0. Po kliknięciu w przycisk Instaluj i krótkiej chwili oczekiwania na ściągnięcie się aplikacji rozpoczął się proces instalacji. Wyglądał dokładnie tak samo żenująco jak wcześniej. Ponowne uruchomienie programu ukazało zupełny brak zmian. Aparat pozostał nieznany. Sprawdziłem informacje o programie zupełnym przypadkiem i zaskoczony zobaczyłem, że dalej wersja reklamuje się cyferkami 2.0.0. Ponowne kliknięcie w Instaluj w Message Centre spowodowało wykrzaczenie się aplikacji. Dopiero za trzecim razem uaktualnienie zakończyło się powodzeniem. Przypadek? Niestety nie – operację od początku do końca wykonałem trzy razy – za każdym razem kończyło się to identycznym ciągiem zdarzeń – brak uaktualnienia, wykrzaczeniem się oraz sukcesem.

NikonOSX01

Drugie uruchomienie CCPro2 wykryło aparat, pokazało w okienku obraz na żywo z matrycy oraz zapewniło pełną kontrolę nad nim. Jak widać na załączonym obrazku, problemem okazały się etykiety przycisków – z bliżej niewyjaśnionych powodów (przynajmniej takie są moje podejrzenia) nie są pobierane lub podstawiane odpowiedniki z plików językowych i skutkuje to potrzebą domyślenia się do czego służy dany przycisk. Zmiany w ustawieniach językowych oraz próba instalowania CCP2 z innych stron Nikona (w tym polskiej) w żaden sposób nie pomogły w opanowaniu problemu. Nie wykluczam, że problemem może być brak kompatybilności ze Snow Leopard (OS X 10.6), ale konkretna informacja ze strony producenta byłaby miłym dodatkiem – znalezione odpowiedzi w FAQ nic nie wyjaśniły. Fora internetowe donoszą, iż jest to problem z samym instalatorem – ponoć wersje przeniesione z Leoparda podczas upgrade do Snow Leopard funkcjonują poprawnie.

NikonOSX02Sama aplikacja działa tak jak powinna – podgląd na żywo na ekranie można wyposażyć w punkty łapania ostrości wraz z aktywnym podświetlonym na czerwono, sterować niemalże wszystkimi funkcjami aparatu oraz wyzwalać migawkę. Poza problemami z etykietami funkcjonowanie było prawidłowe.

Na osłodę pozostaje fakt, że Camera Control Pro 2 jest aplikacją płatną. Gdyby była darmowa to miałbym pretensje że nie działa, a tak po prostu mało mnie to obchodzi. Ach ta błoga ignorancja.

Nikon CaptureNX2

Podobnie jak z Camera Control Pro 2, każdy producent korzystający z formatów RAW zapewnia produkt do ich odczytu oraz edycji. Mądrzejsi postanowili skończyć z odkrywaniem tajemnicy koła i przerzucili się na pseudo otwarty standard Adobe (DNG: Digital Negative – cyfrowy negatyw) oraz w cenie aparatu dostarczają Lightroom tej samej firmy. Jest to niewątpliwie jeden z lepszych pakietów edycyjnych dla fotografów z przyzwoicie zrównoważonym workflow. Bardziej konserwatywni dalej upierają się przy dostarczaniu własnych aplikacji.

Zaletą konwerterów dostarczanych przez Canona czy Nikona jest niewątpliwie możliwość wyciągnięcia absolutnego maksimum ze zdjęcia zapisanego odpowiednio w CR2 i NEF. Niezależne porównania w różnych programach do obróbki RAW pokazują, że każdy ma mocne i słabe strony, natomiast wspólną wadą dostarczanych przez producentów programów jest ich interfejs. Mam wrażenie, że Canon Digital Photo Professional został stworzony przez odurzonego halucynogennymi grzybkami anarchistę. Nikon na szczęście zatrudnia ludzi prowadzących zdrowszy tryb życia, ale niestety żaden z nich nigdy nie miał Maka. Cały ich software wygląda jak żywcem przeniesiony z Windows, łącznie z instalatorami oraz kompletnym brakiem intuicyjności.

Na szczęście Nikon również każe sobie płacić za CaptureNX2 – jedynie posiadacze najdroższych modeli D3/s/x dostają go w cenie aparatu. Dzięki temu nie muszę męczyć się i tracić czas na interfejs, który pomimo że jest przyjemniejszy niż u konkurenta zaczynającego się na literkę C, to dalej pozostawia wiele do życzenia. Całej reszcie pozostaje darmowy ViewNX, którego nawet nie instalowałem po spędzeniu kilku godzin na usuwaniu śmieci z systemu z pozostałości powyższych programów.

Pomimo odczuwania radości z wyżej wymienionych powodów, nie rozumiem polityki firmy pozostawiającej swoich użytkowników, którzy wydali sporo pieniędzy na aparat i obiektywy, bez możliwości profesjonalnej obróbki zdjęć …

Podsumowanie

To już drugi producent aparatów, który marnuje pieniądze na wydawanie aplikacji, które są w zasadzie bezużyteczne. Osoby chwalące sobie takie oprogramowanie nigdy nie pracowały w Adobe Lightroom czy Apple Aperture – polecam demontaż klapek z oczu i zassanie darmowych 30-dniowych próbnych wersji, aby doznać olśnienia. O ile Canonowi można wybaczyć DPP ze względu na fakt, że jest to darmowy produkt to Nikon pobierając haracz za oprogramowanie w kwocie zbliżonej do tysiąca PLN powinien przynajmniej zatrudnić osoby, które miały jakąkolwiek styczność z Makami. Mój kot miał większe poczucie ergonomii niż cały dział informatyczny razem wzięty.

Już sam proces instalcyjny jest tak demotywujący, że firma która od strony sprzętowej kojarzyła mi się zawsze z hasłem “Mac wśród aparatów” zyskał nowe miano: “Microsoft wśród RAW konwerterów.”

Mam nadzieję, że przyszłość ukaże naśladowców firmy Leica, która to dostarcza Lightrooma z każdym swoim aparatem, a ambitniejszym użytkownikom Nikona polecam wyciągnięcie karty kredytowej, zgrzytnięcia zębami i zakupu konkurencyjnego produktu, który rzeczywiście jest *designed by photographers, for photographers.

* Zaprojektowany przez fotografów, dla fotografów – hasło często przypisywane lustrzankom Nikona.

PS. W międzyczasie udało mi się dowiedzieć, że Nikon pracuje nad całkowicie nowymi wersjami swojego softu dla Maka – na pewno skuszę się na testy jak tylko pojawią się. Nikon Polska zapewnia, że będą nową jakością wśród konkurencyjnych produktów. Pożyjemy, zobaczymy. A tymczasem wracam do zabawy produktem, który jest niemalże idealny (dla mnie) – D700. :o)

PPS. Zapomniałem dodać, że Lightroom 3 beta gości już u mnie, ale nie mam na razie materiałów do testowania go (czyli zdjęć nowych). Po głębszej analizie postaram się opisać co nowego się w nim pojawiło.

Nowości Apple, w tym jedna kretyńska

20 października 2009 · 19:41

Dzisiejszy wysyp nowości od Apple może być imponujący dla jednych, błogosławieństwem dla innych lub całkowitym zawodem dla pozostałych.

Magic Mouse

Mighty Magic Mouse

Nastał idealny moment do przedstawienia nowej myszki Apple. Nowa nazwa nie wynika jednak z jej magicznych możliwości, ale z powodu zakazu korzystania przez firmę z Cupertino starszej Mighty Mouse, która teraz należy do Man & Machine. Pomimo tych trudności producentowi udało się w końcu zaimplementować bajecznie ułatwiające życie funkcje Multi-Touch do stacjonarnych komputerów. Funkcjonalność i ergonomia zapewne będzie przednia, więc pomimo stałej obecności tabletu na biurku nowy gadżet zostanie w najgorszym wypadku relegowany do obsługi Maka, gdy jest podłączony pod telewizor. Oby tylko bateria trzymała dłużej niż w poprzedniku …

Więcej informacji: Nowości Apple – Magic Mouse

Mighter MiniMighty(ier) Mini

Stary dobry Miniak będzie teraz znacznie bardziej popularny – szkoda, że Apple aż tyle czasu potrzebowało na dojście do oczywistego zastosowania tak małego komputera – jako serwer. Szybsze procesory oraz możliwość zrezygnowania z napędu SuperDrive i zastąpienia go drugim dyskiem twardy tylko pomogą mu znaleźć nową niszę rynkową. Oprogramowania OS X Server jest już w komplecie – wystarczy podłączyć i zarządzać.

Niestety Apple ponownie nie skorzystało z możliwości wykorzystania mini jako Media Centre – o ile dwa dyski o łącznej pojemności 1TB będą bardzo miło widziane dla trzymania tych wszystkich ściągniętych filmów w HD (lub dla tych uczciwszych – kopii Blu-Ray), to brak możliwości zamówienia go (za niższą cenę) ze Snow Leopard dla wielu będzie straszakiem. Rozumiem, że chodzi o nie kanibalizowanie sprzedaży AppleTV, ale jest to produkt przestarzały technologicznie i koniecznie wymaga uaktualnienia do dzisiejszych standardów – na materiały 1080p w jakości Blu-Ray 160GB to stanowczo za mało.

Więcej informacji:

Macbook UnibodyUnibody MacBook

Pozostały jedyny w ofercie MacBook zyskał całkiem nowe oblicze (nawet Bartkowi się podoba!) – wykonany z rugged polycarbonate, co jest marketingowym slangiem określającym plastik, w nowatorskiej technologii unibody powinień być znacznie solidniejszy niż dotychczas. Mam nadzieję, że Apple wyciągnęło wnioski z pękających obudów i tym razem postarało się bardziej. Chyba najważniejszym dodatkiem poza szybszą magistralą jest szklany touchpad rodem z MacBook Pro oraz lepszy ekran z podświetleniem LED. Jeśli chodzi o gabaryty to tylko na wysokość zmniejszono jego wymiary (1mm) – w każdą inną stronę MacBook przytył (niewiele, ale jednak). Niższa waga o ponad 600g na szczęście zrobi dużą różnicę, ale dalej brakuje mu 100g do osiągnięcia poziomu najmniejszego MBP.

Szkoda, że pomimo zapowiedzi obniżenia marży Apple nie postarało się o próbę trafienia do klientów o mniej zasobnym portefelu poprzez nawet nieznaczną obniżkę ceny.

Więcej informacji: Nowy biały MacBook

iMac 27"iMac 21.5 oraz 27″

Bodajże nikt nie podejrzewał zmiany rozmiarów ekranów w iMakach. Plotek przez ostatnie kilka tygodni było sporo, ale nikomu nie śniło się nawet, że zostaną uaktualnione do niemałych 27″. Nowe procesory powinny być dla wielu bardzo mile widzianym dodatkiem – po raz pierwszy zagościły w tym segmencie u Apple czterordzeniowe procesory. Maksymalna pojemność 16GB RAM również przyniesie uśmiech na twarz bardziej wymagającym użytkownikom (oraz bardziej bogatym – jedna kość 4GB kosztuje ponad 1500 PLN).

Technologia IPS w panelach powinna poprawić niedociągnięcia z poprzedniej generacji i wszystko byłoby miodnie, gdyby nie to że jakiś kretyn postanowił zastosować współczynnik 16:9 przeznaczając tym samym komputer dla Soccer Moms które wrzucają jedynie filmy swoich dzieci z treningów… Dock na dole ekranu już nam wystarczająco ogranicza to co widzimy w pionie, a teraz zostanie to obcięte o kolejne cenne piksele. Może doszli do wniosku, że ludzie obrabiający zdjęcia (które są w proporcjach 3:2 lub jeszcze bardziej kwadratowych dla średniego formatu) kupują profesjonalne ekrany, albo przesiedli się ze swoich drogich sprzętów na tanie kompakty w stylu mojego Panasonic LX3. Chyba jednak to drugie, bo również iMac teraz posiada slot dla kart SD – nie to co mój Nikon czy ex-Canon, tamte wykorzystują CF.

Nie podoba mi się kierunek w jakim podąża Apple – jeszcze niedawno zastanawiałem się, kto o zdrowych zmysłach wykorzystujący komputer w miarę tradycyjnie zdecydowałby się kupić monitor o proporcjach 16:9 i tym samym jedynie utrudnić sobie życie. Powodem do tego może być jedynie częste (czyli non-stop) oglądanie panoramicznych materiałów filmowych na pełnym ekranie, a nawet wtedy paski na górze i dole po 60 pikseli nie powinny przeszkadzać (zakładając 1920×1200). Jako, że iMac teraz obsługuje wejście sygnału poprzez Mini DisplayPort to będzie można podłączać wszelkiej maści urządzenia typu PS3 bezpośrednio, ale co spotka ludzi którzy mają ochotę na podpięcie swojego MBP z ekranem o proporcjach 16:10? Na dzień dobry wszystkie nasz okna będą miały zmienione rozmiary co mnie osobiście wkurzyłoby niemiłosiernie, ale to jest pikuś przy koniecznej reorganizacji jakiej doświadczymy po odłączeniu laptopa przed podróżą. Niedowiarkom proponuję przestawienie sobie rozdzielczości w swoim komputerze na 1920×1080, aby sprawdzić to na własnej skórze.

Bardziej technicznie: Nowości Apple – iMac

Wisieńką na torcie może być fakt, że żaden szanujący się producent w swoich profesjonalnych seriach nie oferuje takich proporcji ekranu.

Dobrze, że pojawił się Magic Mouse, bo inaczej mógłbym się zdenerwować …

Update:

Przykładowa praca w Lightroom w rozdzielczości 1920×1200 oraz 1920×1080 (przeskalowane w dół aby było wygodniej).

16×10 z dock:

16x10 z dock

16:9 z dock:

16x9 z dock

Jak widać obrazek na środku jest mniejszy niż mógłby być, a narzędzia po bokach pokazują mniej informacji (przewijanie konieczne).

16:10 bez dock:

16x10 bez dock16:9 bez dock:

16x9 bez docka16:10 fullscreen:

16x10 fullscreen16:9 fullscreen:

16x9 fullscreen

Do fotografii jest to po prostu marnowanie przestrzeni po bokach ekranu. W przypadku 27″ owszem mamy więcej pikseli, ale kolejne 160 w pionie na pewno nie zaszkodziłoby, a narzędzia byłyby lepiej wykorzystane.

Update #2:

„… i cały misterny plan w pi…” – iMac w wersji 21.5″ ma tylko i wyłącznie wyjście Mini DisplayPort. Tylko wersja 27″ jest dwukierunkowa. Nie mam już siły krytykować …

Integracja Mac OS X i PS3

20 października 2009 · 14:37

Od początku posiadania Maka korzystałem jedynie z najprostszej metody wysyłania plików na PS3 – uruchamiałem wbudowany serwer WWW na OS X i łączyłem się z nim za pomocą WWW Browser na PS3. Pliki wrzucone do folderu ~/Sites/ pojawiały się jako lista w przeglądarce i następnie mogłem je przekopiować na dysk konsoli albo na przykład objerzeć film strumieniując go z Maka po WiFi. W przypadku 802.11n działa to bardzo płynnie i nie miałem żadnych kłopotów.

Web Sharing

Jednak mój przyjaciel również wyposażony w Ps3 i – za moją namową – w Maka postanowił odszukać produkt pozwalający lepiej zintegrować te dwa produkty. Nazywa się Nullriver MediaLink i jego instalacja polega na dodaniu kolejnej ikonki do Preferencji Systemowych. Podesłał mi linka, żebym przetestował jak ten produkt rzeczywiście działa i po paru minutach eksperymentów, przeszedł moje najśmielsze oczekiwania.

MediaLink

Proces instalacji polega jedynie na uruchomieniu pliku MediaLink.prefPane. Zostanie on automatycznie dodany do Preferencji Systemowych. Następnie wystarczy aplikację uruchomić przyciskiem Start i voila!

MediaLink Prefs

Owszem, można dostosować dokładnie co nasz Mac ma współdzielić – iTunes, biblioteki Aperture i iPhone oraz wybrane foldery, ale defaultowe ustawienia są wystarczające dla laików. Niestety produkt jest płatny, ale $20 nie powinno być przeszkodą dla kogoś kto często korzysta z tego rozwiązania.

W XMB PS3 (czyli w menu) na kolejnych pozycjach (Video, Audio, Pictures, itp.) pojawi się nowy serwer o nazwie Nullriver MediaLink. Po kliknięciu na ten wpis zostanie wyświetlona struktura folderów, wydarzeń (z iPhoto), playlist (z iTunes) i tak dalej. Pozostanie nam już wybranie co chcemy obejrzeć.

Polecam i wracam do dalszych testów!

Link: Nullriver MediaLink

Dowiedz się więcej o swoim Maku

18 października 2009 · 23:37

Jeśli ciekawi jesteście gdzie dokładnie i w którym tygodniu został wyprodukowany, wraz z nadmiarem innych informacji wystarczy wejść na stronę AppleSerialNumberInfo.com.

Wystarczy już tylko wpisać w zielonym polu numer seryjny Maka i kliknąć w Get Info.

Numer seryjny sprawdzicie w bardzo prosty sposób:

  1. Klik w jabłuszko w górnym lewym rogu paska.
  2. Klik w O tym Maku / About this Mac.
  3. Dwa razy kliknąć w wersję (np. Wersja 10.6.1) pod napisem Mac OS X (wersja zmieni się w Build a następnie w nr seryjny).

Z jakiegoś dziwnego powodu źle mi pokazał prędkość procesora (2.6 zamiast 2.5), ale poza tym można tam zasięgnąć ciekawych informacji, takich jak listę akcji jakim podlego Mac.

AboutThisMac

Smacznego!

Po 33 dniach

17 października 2009 · 22:07

Uznałem że czas podzielić się precyzyjniej wrażeniami nowego systemu, szczególnie że przez ostatnie trzy dni miałem przyjemność obcować z Nikonem D3x.

Body

Wyznaję zasadę, iż to nie korpus jest najważniejszą częścią zestawu. W pewnym stopniu zmieniło się to wraz z coraz lepszymi matrycami u niektórych producentów, jednak jeśli nie będziemy mieli dobrego szkła to najlepsza puszka nie pomoże. Różnice w stosunku do Canona 50D są znaczne – zaczynając od wagi, a kończąc na ergonomii. O ile trudno spierać się, który interfejs jest lepszy, gdyż w dużym stopniu zależy to od preferencji użytkownika, to podejście Nikona z osobnym przyciskiem czy przełącznikiem dla niemal każdej funkcji ma swoje zalety. Dzięki temu właśnie miałem możliwość natychmiastowej zmiany trybu AF z One Shot na Continuous, gdy wiewiórka zaczęła swój rudy bieg w moim kierunku. W Canonie wymagałoby to wciśnięcia jednego przycisku na górze aparatu oraz przekręcenia kółka – przez sześć lat nie opanowałem tej zmiany bez odrywania oka od wizjera. Wadą jest niewątpliwie przednie kółko pod palcem wskazującym – Canon umieścił je pod dużo wygodniejszym kątem. Cała reszta zależy już od indywidualnych preferencji. W każdym razie do body nie mam żadnych zastrzeżeń.

Wczoraj z przykrością pożegnałem się z D3x, którego miałem przez trzy dni. Niestety były to dni deszczowe i zimne bez żadnego ciekawego światła, więc udało mi się wybrać na dwugodzinny spacer do Łazienek. Zdjęć nie pokażę, bo po prostu nie ma czego – zachmurzone niebo i wredna aura nie podbudziły mnie twórczo. Miałem za to okazję trzymać go w ręce dłużej i po powrocie uznałem, że jest znacznie wygodniejszy w użytkowaniu od D700 z gripem (którego nie kupiłem celowo ze względu na absurdalne gabaryty). Tak po prawdzie to mam wrażenie, że D700 jest solidniej wykonane, ale może to wynikać z tej prostej przyczyny że egzemplarz D3x był mocno przechodzony jako demówka Nikona.

Obiektywy

Z lenistwa i wygody przy Canonie zdecydowałem się na zakup zoomów – wyposażyłem się od 16 do 200mm w trzech szkłach. O ile 16-35 f/2.8L był zacny to mój obecny Nikkor 14-24 f/2.8G bije go na łeb – lepszy pod każdym względem, a w szczególności jeśli chodzi o ostrość w rogach nawet na pełnej dziurze. Przypominam, że porównuję matrycę APS-C i pełną klatkę – testy na 5D wykazały jeszcze większe braki w rogach L-ki. Jedynymi minusami Nikkora są utrudnienia w montażu filtrów oraz spore bliki pod światło – na to pierwsze mam nadzieję zaradzić w niedalekiej przyszłości.

Drugi obiektyw, 24-70 f/2.8L, sprawował się znakomicie na moim staruteńkim 10D, jednak przesiadka na 50D wyciągnęła z niego sporo syfu – nie nadążał za gęstością pikseli na matrycy i objawiało się to dziwnymi podwójnymi brzegami podczas zdjęć pod światło oraz ogólnym ich zmiękczeniem – ponowne podpięcie go do 10D likwidowało te usterki. Ten zakres zastąpiłem standardem, czyli 50-tką f/1.4G, z którego jestem bardzo zadowolony. Przy pełnej dziurze przy ostrym świetle wykazuje lekkie aberracje chromatyczne, ale nic nadzwyczajnego a jego ostrość od f/4 powala na kolana. Tymczasowy komplet dopełni Zeiss ZF 2/100 Makro-Planar T*, a później będę się rozglądał za tele …

D3x miałem okazję przetestować z 24-70 f/2.8G – obiektyw bardzo mi się podoba, jest niesamowicie uniwersalny w tej kategorii, mniejszy od odpowiednika Canona i świetny optycznie. Nie jestem w stanie powiedzieć, który jest lepszy. Bokeh na pełnej klatce vs. APS-C oczywiście bardziej mi odpowiada, ale moja ostatnia awersja do zoomów powoduje że to szkiełko w najbliższej przyszłości nie zagości w moim plecaku.

Produkt końcowy, czyli zdjęcia

Najważniejsze w końcu są zdjęcia jakie robimy naszym sprzętem i tutaj dopiero widać znaczną różnicę. Zdjęcia z 50D charakteryzowały się znacznym rozmyciem spowodowanym m.in. dyfrakcją, która zaczyna występować już przy f/7.6 (f/6.3 w Canonie 7D, f/13+ w D700, f/9 w D3x). Szumy widoczne przy ISO 100 również mnie zaczęły zniechęcać – owszem przy ISO 800+ radził sobie lepiej niż 10D, ale lata świetlne dzielą go od D700. Mówię oczywiście o subiektywnych wrażeniach, ponieważ Nikona charakteryzuje monochromatyczne ziarno, przypominające fotografię analogową. 50D z kolei posiada znacznie więcej kolorowych plam typowych dla chroma noise.

D3x nie testowałem powyżej ISO 400, więc niewiele mam do powiedzenia na temat szumów w nim, ale preferuję jakość zdjęć z niższego rangą brata. Nie dlatego, że takiego mam, tylko wynika to z mojej niechęci do dużej gęstości matryc. Znacznie ważniejsze dla producentów powinno być zwiększanie dynamic range oraz samej jakości zdjęcia. W jaki procent z nas drukuje billboardy, które i tak nie ogląda się z odległości 10cm?

Na moją listę wymarzonych aparatów trafia D3s (obok Leici M9), a D3x pozostawię dla fotografów studyjnych dla których według mnie znacznie lepiej się nadaje.

PS. Jutro mam nadzieję na jeszcze kilka godzin nocą spędzonych z D3x, więc postaram się o jakiś Time Lapse.

iTunes – tańcząca klawiatura!

15 października 2009 · 20:59

Masz podświetlaną klawiaturę w MacBooku (Pro)? Lubisz mrugające światła? Wystarczy zainstalować plugin iSpazz od Keindesign.

Plugin można pobrać z następujących linków:

iSpazz by Keindesign

Link bezpośredni do ściągnięcia iSpazz

Aby zainstalować plugin, wystarczy rozpakować zipa i przenieść plik Backlight Visualizer.bundle do katalogu:

~/Library/iTunes/iTunes Plug-ins/.

Polska ścieżka: ~/Biblioteka/iTunes/iTunes Plug-ins/

Następnie w iTunes musimy wybrać z menu Widok/Efekty wizualne/Backlight Visualizer (View/Visualizer/…). Po właczeniu piosenki wystarczy z tego samego menu wybrać Pokaż Wizualizację i voila! Domowe disco!

Aplikacje na iPhone – iBlip

15 października 2009 · 10:31

W AppStore ukazała się pierwsza konkurencja dla Calineczki, która była pierwszym klientem BLIPowym dla iPhone. iBlip w odróżnieniu od Calineczki jest darmowy – na tej podstawie zakładam, że niemal wszyscy się na niego rzucą.

IMG_0408IMG_0409IMG_0410

Testowałem go zaledwie chwilę, ale szukałem najważniejszych dla mnie rzeczy – możliwości przeglądania stron internetowych z linków bez wychodzenia z aplikacji oraz podgląd zdjęć w taki sam sposób. Obie funkcje działają prawidłowo. Miłym dodatkiem będzie zapewne sekretarka bez której zawsze zdarza mi się zgubić jakiegoś priva puszczonego do mnie, gdy nie jestem przy komputerze.

Wstępna ocena jak najbardziej pozytywna!

Link do AppStore: iBlip

Update:

Niestety nie działa mi dodawanie zdjęć – z aparatu jak i z albumu. Jedna próba nawet spowodowała wywalenie się app do SpringBoard. Od innych w międzyczasie dowiedziałem się, że wiele osób ma problemy z sekretarką oraz podobnie jak ja – ze zdjęciami. Jako, że jest to produkt darmowy to cierpliwie będę czekał na update. :-)

D3s – pierwsze filmy trafią na YouTube

14 października 2009 · 20:26

Przesadnie nie interesują mnie funkcje video najnowszych lustrzanek, głównie z powodu potrzeby posiadania profesjonalnego statywu najlepiej ze stabilizacją, zewnętrznym mikrofonem oraz ogromnym doświadczeniem – to nie dla mnie.

Zainteresowanym jednak chciałem pokazać jedne z pierwszych filmów nakręconych w pełni D3s – prawdopodobnie poza niskimi szukami przy wysokich czułościach nie charakteryzują się niczym specjalnym – nie mi to oceniać.

Zapraszam.