Jeśli chcecie mnie wesprzeć to zapraszam do kupna mojego poradnika "Jakim jesteś Makiem?".

Koniec eBook Readerów?

· Wojtek Pietrusiewicz · 9 komentarzy

Świat otaczający nas ulega względnie powolnemu procesowi digitalizacji. Wszelkie zbiory są skanowane, samplowane oraz fotografowane, a następnie umieszczane w mniej lub bardziej publicznie dostępnych miejscach – oczywiście przez internet.

Book scanning

Pamiętam jak pojawiły się pliki mp3 15 lat temu – miałem wtedy w domu modem o zabójczej (jak na te czasy) prędkości 9600Kbps. Ściągnięcie piosenki zajmowało mi wtedy przeciętnie od półtorej do dwóch godzin … chyba, że zerwało połączenie co zdarzało się nader często. W końcu łącza zapewniała nasza ukochana TP S.A.

Dzisiaj niewiele się zmieniło w naszym kraju – płyty CD dalej królują na półkach dla uczciwych, a dla z mniejszymi skrupułami czekają całe dyskografie w zasięgu kilku kliknięć myszką. iPod (i podobne) zrewolucjonizowały sposób i przede wszystkim wygodę słuchania, katalogowania oraz sychronizowania muzyki – skończyło się żmudne kopiowanie wybranych utworów do odpowiednich katalogów na urządzeniach typu Creative Nomad MuVo (którego wspominam z obrzydzeniem). Za granicą za sprawą sklepów z muzyką jest znacznie lepiej, ale płyty CD są nadal bardzo popularne.

Podobnie wygląda świat filmów – o ile mamy VoD u providerów, materiały w 720p w iTunes Store, możliwość streamowania contentu do XBox360 (wkrótce PS3) z serwisów typu NetFlix to w naszym kraju dalej to pozostaje abstrakcją. Odważniejsi przesiedli się na Blu-Ray, a tradycjonaliście uparcie kupują płyty DVD. Odpowiednie źródła w internecie oczywiście udostępniają to wszystko w wielu różnych formatach i rozdzielczościach, jednak nie ma jednego prostego rozwiązania w stylu iTunes Store.

iTunes Store

Od dłuższego czasu kombinuję nad zrezygnowaniem z regularnej telewizji (która w domu jest praktycznie nie oglądana) na rzecz kupowania filmów czy muzyki w zależności od zachcianki z danego dnia. Materiały z iTunes Store w USA czy UK pozostaną niestety dla polskiego internauty nielegalne w oczach naszego prawa … Drugim problemem potencjalnie jest przestrzeń – o ile na półce zawsze uda mi się upchnąć kolejne niebieskie pudełko z filmem w 1080p (o nienagannej jakości) to dysk twardy w AppleTV ma znacznie mniejszą pojemność, a niższa rozdzielczość (720p) też nie jest zachęcająca – w końcu nie po to zaopatrywałem się w odpowiednią plazmę.

Prasę przestałem kupować już kilka ładnych lat temu. Niewygodny format, zaśmieca dom, a na dodatek niepotrzebnie niszczy drzewa. Już niemal całkowicie korzystam ze stron internetowych Gazety i podobnych, niestety o różnym poziomie profesjonalizmu. Przez moment nawet zainteresowałem się serwisem eGazety, ale zniechęcił mnie dostarczany format – na iPhone byłby raczej niewygodny w obsłudze.

nook

W zeszłym tygodniu na poważniej zainteresowałem się kupnem eBook Readera, a konkretnie Amazon Kindle. W międzyczasie również na rynku pojawił się pierwszy (obok Sony’ego) poważny konkurent od Barnes & Noble – nook. Oparty na Androidzie, z dodatkowym kolorowym dotykowym ekranem (wykonanym w technologii zastosowanej w iPhone) stanowi ciekawy kąsek. Pozostałoby to jednak urządzenie dedykowane do czytania niemalże wyłącznie w domu (ew. na wyjazdach wakacyjnych), ponieważ jestem zwykłym leniem i nie chce mi się targać kolejnego urządzenia ze sobą. Ograniczona w praktyce funkcjonalność do jednej czynności powoduje, że na dłuższą metę nie wróżę takim urządzeniom wielkiem przyszłości – owszem Kindle sprzedał się w ilości przekraczającej 3 miliony w USA, ale w skali globalnej jest to zaledwie promil w porównaniu z innymi urządzeniami jak chociażby telefony komórkowe czy komputery. Kolejni konkurenci w tym segmencie rynku jednak są ciągle zapowiadani i wygląda na to, że prawdziwa walka o klienta ma się dopiero rozpocząć.

Tymczasem pojawią się kolejne plotki i podejrzenia co do tabletu od Apple – od jakiegoś czasu sporo źródeł donosi o tym, że do siedziby w Cupertino dostarczane są w hurtowych ilościach książki (do skanowania?) oraz o negocjacjach z wydawnictwami przez przedstawicieli firmy. W odróżnieniu od niepewności dotyczących iPoda touch, cel oraz grupa docelowa nowego urządzenia będzie jasno określona. Cena niewątpliwie będzie istotnym elementem sukcesu rynkowego – przewidywana jest na poziomie ok. $600-800, czyli 2-3 krotnie wyższa od eBook Readera. Dodatkowe możliwości, które w wielu przypadkach mogą zastąpić laptopa/netbooka mogą być kartą przetargową w wyborze – w końcu wygodniej mieć mniej urządzeń w domu. Wielką niewiadomą jest dalej system operyacyjny, jednak prawdopodobnie bedzie mu bliżej do iPhoneOS niż do OS X, nad czym bardzo ubolewam – jak już wspominałem, byłoby to idealne urządzenia do przeglądania zdjęć w terenie, robienia kopii karty CompactFlash czy nawet wstępnej obróbki, gdyby dało się uruchomić Lightroom. Podobnie jak muzyka, aplikacje i filmy – to iTunes Store będzie zapewne służył jako punkt dostepowy do gazet, książek czy magazynów (o ile plotki się potwierdzą oczywiście). Szkoda tylko, że znowu będziemy poszkodowani i zmuszeni do kupowania Gift Cards za absurdalne kwoty na Allegro albo przy okazji pobytu za granicą. Nie to dla mnie akceptowalne rozwiązanie. A może już tych problemów nie będzie i jednak powstanie polski iTS?

Patrząc na potencjalne możliwości takiego tabletu przychodzi mi jedna myśl do głowy:

Czy wojna pomiędzy czytnikami eBooków zakończy się zanim się rozpocznie i produkty klasy Kindle zginą śmiercią naturalną?

Chcesz zwrócić mi na coś uwagę lub skomentować? Zapraszam na @morid1n lub na forum.

  • ciastek

    Wszystko zależy od ceny. Tablet jest zbyt cenny i musi mieć zbyt dobry ekran, smartfon jest zbyt mały. Więc jest IMO miejsce na energooszczędny, świetnie widoczny w dzień i tani ekran e-ink z możliwością przechowywania książek.

  • Przerażająco krótkowzroczny i naiwny wniosek, moim zdaniem. Ale czy można wysnuć inny opierając się na plotkach o hipotetycznym urządzeniu Apple, którego nie widziało się na oczy oraz na wróżeniu („nie wróżę takim urządzeniom wielkiem przyszłości”)? Szkoda, że niektórzy twórcy taniej sensacji dla „makjuzerów” nie widzą świata poza Apple. Na szczęście Amazon, Sony i Barnes & Noble nie tylko widzą, ale i tworzą ten świat.

  • @makojad: czekałem na ripostę od jakiegoś czasu, szkoda że nie jest konstruktywna, ani nawet podparta rzeczywistymi faktami.
    Jeśli uważasz że jest krótkowzroczny to zapraszam do dyskusji – w końcu m.in. po to są komentarze. Ponadto, szkoda że szukasz zaczepki twierdząc że ktoś jest zaślepiony Apple – niestety jeśli nie zauważyłeś dotychczas to chwalę to za co IMO należy się pochwała, a krytykuję to co mi nie odpowiada (vide ostatnie iMaki). Obiektywny na pewno nie jestem i nie zamierzam być.
    Wracając na moment: Owszem, te firmy mają swoje wizje, jednak są to urządzenia o ograniczonym przeznaczeniu, a każdy z nich z kolei ma ograniczoną listę książek w odpowiednim formacie. Żaden z moim ulubionych autorów nie jest dostępny jako prosty przykład. Jak widać po mocno kulejącej sprzedaży, nie jest to też produkt który jest powszechnie uznawany za lepszy niż „sliced bread”. Postawiłem pytanie czy taki iTablet (pośrednio też miałem na myśli MS Courier) z „gorszym do czytania” ekranem, ale z większymi możliwościami, jest w stanie zabrać rynek eReaderom.
    Tak więc proszę o konstruktwną rozmowę, a nie bezpodstawną krytykę opartą na fałszywych słowach.

  • @moridin: Nie wdając się na sam początek w sprawę ofukiwania mnie za „niekonstruktywną rozmowę” i „bezpodstawną krytykę opartą na fałszywych słowach”, wyjaśniam, że skrytykowałem Twój wniosek ponieważ moim zdaniem ma słabe przesłanki:
    Twoja przesłanka nr 1: plotka o tablecie (czy innym niezidentyfikowanym urządzeniu). Tablet nie istnieje, jaki to więc argument dziś?
    Twoja przesłanka nr 2: napisałeś własnoręcznie: „nie wróżę takim urządzeniom wielkiem przyszłości” (pisownia pochodzi z oryginału), mając na myśli czytniki elektronicznych książek (czy jak to tam się po polsku nazywa, nie wiem dokładnie czy jest jakaś zwyczajowa nazwa). No więc o co chodzi, jeśli nie o wróżby (akurat tu negatywna – nie wróżysz przyszłości czytnikom)?

    Nie dość, że operujesz słabymi przesłankami, to jeszcze istnieje u Ciebie błąd w rozumowaniu, które prawidłowo brzmi następująco:
    1. Jeśli Apple wypuści czytnik e-książek, zaprzeczy Twojemu wnioskowi.
    2. Jeśli Apple wypuści tablet, nie oznacza to końca rozwoju czytników opartych na wyświetlaczu atramentowym i wirtualnych usługach księgarskich. Sugestia, że będzie to koniec czytników teraz istniejących jest dla mnie obecnie krótkowzroczna (biorąc pod uwagę obecną sytuację i wiedzę, choć te czynniki mogą się zmienić w czasie) i opiera się na naiwnym twierdzeniu.

    Ba, jeśli nawet Apple wyprodukuje wspaniały i intuicyjny czytnik książek, a nie tablet (czego sobie i zainteresowanym życzę), nie oznacza to, że inne czytniki znikną z rynku. Ty zaś sugerujesz, że mogą w sposób naturalny zniknąć przy tablecie (cytat: „{…} produkty klasy Kindle zginą śmiercią naturalną?”).
    Czy wraz z nadejściem „panowania” iPoda, z rynku zniknęły odtwarzacze mp3 innych firm? Wręcz przeciwnie, rozwijały się dość intensywnie. Czy inne komórki zniknęły gdy pojawił się iPhone? Czy potrzeba kolejnych przykładów, by zilustrować możliwą naiwność Twojego wniosku?

    Co do oskarżeń o „niekonstruktywność” i „bezpodstawną krytykę opartą na fałszywych słowach”, „nierzeczywiste fakty” – Moridin, gdybym był na Twoim miejscu, nie wypowiadałbym takich słów, nie bedąc w 100% pewien, że wiem co mówię, że umiem je podeprzeć argumentami, czyli konkretami, że jestem w stanie wykazać błąd czytelnika. Tę część zawaliłeś, wg mnie.
    W swojej krytyce zastosowałem tę zasadę – skrytykowałem Cię na podstawie Twoich własnych, konkretnych słów (zjawiska takie jak cytaty i powtórzenia Twoich własnych myśli chyba nie są Ci obce – mam nadzieję). Stosowanie tej zasady jest dość bezpieczne, jeśli chodzi o rozumowanie, nie przyznaje jednak automatycznie racji. Ja się nie spieram kto jest lepszym gdybaczem, tylko krytykuję 1. Twój sposób rozumowania, oparty na nieprawdziwych założeniach (tablet jest nieprawdziwy, przynajmniej jeszcze, a wróżenie nie daje żadnej pewności) oraz 2. naiwność wniosku i – moim zdaniem – 3. tworzenie taniej sensacji.
    A propos taniej sensacji – przede wszystkim zdanie nie dotyczyło tylko Ciebie, a obszar w którym dotyczyło Ciebie odnosił się do tego wpisu (nie poprzednich). Jeśli wpis jest tanią sensacją (wg mnie), jego autor jest twórcą taniej sensacji, prawda? Jest to uprawnione i logiczne odniesienie do rzeczywistości, nie ma tu błędu ani zaczepki. Co najwyżej możesz fuknąć na mnie i się obrazić. ;) Wytrawny rozmówca (i konstruktywny, używając Twojego określenia) nie obrażałby się, ani nie tłumaczył, gdyż tym samym przyznałby, iż jest rzeczywiście twórcą taniej sensacji. Co najwyżej starałby się udowodnić, że jego wpis nie jest tanią sensacją – ale udowodnić, nie przekonywać. ;)

    Niedobrze gdy bloger łatwo się daje wmanewrować we własne emocje i pisze zaraz oskarżenia wobec czytelnika, bez rozmysłu, bez poparcia. Bloger nie może z humoru sobie ot tak strzelać procą gdzie popadnie w czytelnika.
    Trochę zmienię temat, ale dostrzegam pewne charakterystyczne cechy polskich blogerów: wydelikaceni, nie lubią krytyki, boją się konfrontacji, czytelników uważają zwykle za mniej rozgarniętych, którym da się wszystko wcisnąć (nie opisuję Ciebie, generalizuję teraz, dla jasności) ;). I tak polska blogosfera, zamiast rozwijać się w kierunku specjalizacji, profesjonalizmu i coraz większej konkurencyjności, pozostaje na poziomie „jestem panem w swojej zagrodzie, jak zechcę mogę sadzić kwiaty w zimie i zbierać grzyby wiosną”. Czyli „wolnoć Tomku w swoim domku”. A pamiętamy jak się historia z Tomkiem skończyła. :)

    P.S. Twój argument z „nieobecnością ulubionego autora” był zabawny muszę przyznać i obnażył słabość ilościowego toru myślenia. Dlaczego? 1. Kindle nie ma w Polsce, więc oferta książek nie jest dostosowana nawet do średnich upodobań polskiego czytelnika. Trudno wyrokować o rynku na podstawie braku danych. 2. Na Kindle można wrzucać własne e-booki, więc jeżeli ktoś dysponuje swoim ulubionym autorem, nie widzę problemu. 3. Czytniki mają dobrą prasę i dosyć dużo się o nich pisze/słyszy (mam na myśli np. Wielką Brytanię). 4. Grupa docelowa czytelników książek jest grupą specyficzną i – co zrozumiałe – nie do końca tożsamą z hipotetyczną grupą docelową hipotetycznego iTabletu.

  • Niestety nie mam teraz czasu na wypracowanie, więc postaram się krótko w punktach odpowiedzieć – nie zawsze w odpowiedniej kolejności:
    1. Na jakiej podstawie twierdzisz, że nie istnieje? Bo go nie widziałeś? Prawdopodobnie nie widziałeś wielu rzeczy na świecie, tak jak i inni.
    2. „wróżenie” w tym wypadku to moje własne zdanie na ten temat – „podejrzewam/wróżę/na podstawie istniejących trendów zakładam” – jest to moje własne przekonanie i nie musisz się z nim zgadzać, ale nie możesz nazywać go wróżbą, gdyż nie ma w sobie nic mistycznego. ;-)
    3. Twierdzisz że jestem zaślepiony Apple, a to nie jest prawdą.
    4. Przez czytnik e-książek rozumiem urządzenie z ekranem e-ink – TabletPC jest kilka już na rynku i nie taką technologię mam na myśli.
    5. Wypuszczenie tabletu owszem nie oznacza końca czytników w samym sobie, ale jeśli ich sprzedaż spadnie do miejsca gdzie ich produkcja przestaje być nieopłacalna …
    6. Apple kontroluje rynek mp3 playerów – ma blisko 75% (ponad 225mln sztuk rocznie nie licząc urządzeń typu iPhone które też mają iPoda wbudowanego). SanDisk na drugim miejscu ma 7.2%. Microsoft na trzecim 1.1%. Różnica jest ogromna. Jeśli konkurencja nie wyprodukuje czegoś równie dobrego (a w przypadku iPodów widać że nie jest to łatwe zadanie z pewnych powodów) to ich sprzedaż będzie spadała do tak znikomych liczb, że w końcu produkt zostanie wycofany (umrze śmiercią naturalną).
    7. Kindle/Sony/Nook obecnie kosztują w rejonie $250 +- zależnie od modelu. Ich przeznaczenie jest jedno – czytanie książek. Jeśli miałbyś w podróż wybrać się np. z Kindle oraz konsolą do grania (PSP, DSi, obojętnie), czy nie lepiej byłoby za zbliżone pieniądze kupić jedno urządzenie, które zapewni Ci obie te czynności?
    8. Skrytykowałeś mnie nie na podstawie moich słów, tylko Twojego rozumienia moich słów, a to już nie pokrywa się z moim rozumowaniem. :)
    9. Jeśli czołowe osoby z najsłynniejszych gazet na świecie rozmawiają o tym produkcie podczas rozważania planów wydawniczych na przyszłość (New York Times) to rozumiem, że dla nich też ten produkt nie istnieje?
    10. Definicja taniej sensacji może być różna zależnie od osoby – wystarczy spojrzeć ile osób czyta Fakt. Rozumiem skąd u Ciebie przeświadczenie o tym, jednak wg. mnie nie była to nawet sensacja, biorąc pod uwagę, że o tablecie pisze się od dłuższego czasu.
    11. A gdzież to ja się obraziłem? :) Jeśli grałeś kiedyś w Secret of the Monkey Island (ulubiony przykład) to wiesz, że dla prawdziwego pirata ważniejsza od miecza jest cięta riposta – walka słowna jest jak najbardziej pożądanym elementem u mnie w komentarzach. :)
    12. E tam wydelikaceni. Walisz z grubej rury to tak też odpowiadam. ;-) Jeśli Ciebie obraziły moje komentarze, to może niesłusznie próbowałem wczuć się w Twój rytm.
    13. Nie jestem polskim czytelnikiem – założyłeś coś z góry, nie wiedząc nic o moich upodobaniach i potrzebach. Czytam niemalże wyłącznie angielskie książki, gdyż nienawidzę tłumaczeń.
    14. Nie znalazłem (ani nie mam zamiaru szukać) ebooków poza miejscami gdzie obecnie kupuję książki – chyba, że pojawi się odpowiednio duży e-sklep z moimi autorami.
    15. Grupa docelowa może się diametralnie zmienić, jeśli na rynku będzie urządzenie, które nie tylko pozwoli przy porannej kawie przeczytać gazetę, ale również sprawdzić emaile i pobuszować w WWW. Urządzenie, które wieczorem nie tylko pozwoli kontynuować lekturę, ale również odpowiedzieć na komentarze na blogu, zrobić zakupy do domu (tak – robię już przez internet) i wiele wiele innych.
    Nie sprawdzałem powyższego pod względem literówek itp. Ograniczony czas niestety. :)
    Pozdrawiam!

  • @ Makojad:

    Cytat:
    „Moridin, gdybym był na Twoim miejscu, nie wypowiadałbym takich słów, nie bedąc w 100% pewien, że wiem co mówię, że umiem je podeprzeć argumentami, czyli konkretami, że jestem w stanie wykazać błąd czytelnika. Tę część zawaliłeś, wg mnie.”

    Lekka przesada… ;-P Po to jest właśnie formuła blogu, żeby pisać kontrowersyjnie, prezentować swoje przemyślenia, opinie i sugestywne wnioski…

    Ogólnie muszę przyznać, że nieprzyjemnie czyta się Waszą kłótnię… (ktoś komuś ewidentnie próbuje udowodnić swoją wyższość…)

  • Pingback: Fusion Garage Joojoo – afrykańska magia()

  • Pingback: Złodzieje przekonali mnie do Apple()

  • Pingback: Polityka przyszłości()