Jeśli chcecie mnie wesprzeć to zapraszam do kupna mojego poradnika "Jakim jesteś Makiem?".

Po 33 dniach

· Wojtek Pietrusiewicz · 4 komentarze

Uznałem że czas podzielić się precyzyjniej wrażeniami nowego systemu, szczególnie że przez ostatnie trzy dni miałem przyjemność obcować z Nikonem D3x.

Body

Wyznaję zasadę, iż to nie korpus jest najważniejszą częścią zestawu. W pewnym stopniu zmieniło się to wraz z coraz lepszymi matrycami u niektórych producentów, jednak jeśli nie będziemy mieli dobrego szkła to najlepsza puszka nie pomoże. Różnice w stosunku do Canona 50D są znaczne – zaczynając od wagi, a kończąc na ergonomii. O ile trudno spierać się, który interfejs jest lepszy, gdyż w dużym stopniu zależy to od preferencji użytkownika, to podejście Nikona z osobnym przyciskiem czy przełącznikiem dla niemal każdej funkcji ma swoje zalety. Dzięki temu właśnie miałem możliwość natychmiastowej zmiany trybu AF z One Shot na Continuous, gdy wiewiórka zaczęła swój rudy bieg w moim kierunku. W Canonie wymagałoby to wciśnięcia jednego przycisku na górze aparatu oraz przekręcenia kółka – przez sześć lat nie opanowałem tej zmiany bez odrywania oka od wizjera. Wadą jest niewątpliwie przednie kółko pod palcem wskazującym – Canon umieścił je pod dużo wygodniejszym kątem. Cała reszta zależy już od indywidualnych preferencji. W każdym razie do body nie mam żadnych zastrzeżeń.

Wczoraj z przykrością pożegnałem się z D3x, którego miałem przez trzy dni. Niestety były to dni deszczowe i zimne bez żadnego ciekawego światła, więc udało mi się wybrać na dwugodzinny spacer do Łazienek. Zdjęć nie pokażę, bo po prostu nie ma czego – zachmurzone niebo i wredna aura nie podbudziły mnie twórczo. Miałem za to okazję trzymać go w ręce dłużej i po powrocie uznałem, że jest znacznie wygodniejszy w użytkowaniu od D700 z gripem (którego nie kupiłem celowo ze względu na absurdalne gabaryty). Tak po prawdzie to mam wrażenie, że D700 jest solidniej wykonane, ale może to wynikać z tej prostej przyczyny że egzemplarz D3x był mocno przechodzony jako demówka Nikona.

Obiektywy

Z lenistwa i wygody przy Canonie zdecydowałem się na zakup zoomów – wyposażyłem się od 16 do 200mm w trzech szkłach. O ile 16-35 f/2.8L był zacny to mój obecny Nikkor 14-24 f/2.8G bije go na łeb – lepszy pod każdym względem, a w szczególności jeśli chodzi o ostrość w rogach nawet na pełnej dziurze. Przypominam, że porównuję matrycę APS-C i pełną klatkę – testy na 5D wykazały jeszcze większe braki w rogach L-ki. Jedynymi minusami Nikkora są utrudnienia w montażu filtrów oraz spore bliki pod światło – na to pierwsze mam nadzieję zaradzić w niedalekiej przyszłości.

Drugi obiektyw, 24-70 f/2.8L, sprawował się znakomicie na moim staruteńkim 10D, jednak przesiadka na 50D wyciągnęła z niego sporo syfu – nie nadążał za gęstością pikseli na matrycy i objawiało się to dziwnymi podwójnymi brzegami podczas zdjęć pod światło oraz ogólnym ich zmiękczeniem – ponowne podpięcie go do 10D likwidowało te usterki. Ten zakres zastąpiłem standardem, czyli 50-tką f/1.4G, z którego jestem bardzo zadowolony. Przy pełnej dziurze przy ostrym świetle wykazuje lekkie aberracje chromatyczne, ale nic nadzwyczajnego a jego ostrość od f/4 powala na kolana. Tymczasowy komplet dopełni Zeiss ZF 2/100 Makro-Planar T*, a później będę się rozglądał za tele …

D3x miałem okazję przetestować z 24-70 f/2.8G – obiektyw bardzo mi się podoba, jest niesamowicie uniwersalny w tej kategorii, mniejszy od odpowiednika Canona i świetny optycznie. Nie jestem w stanie powiedzieć, który jest lepszy. Bokeh na pełnej klatce vs. APS-C oczywiście bardziej mi odpowiada, ale moja ostatnia awersja do zoomów powoduje że to szkiełko w najbliższej przyszłości nie zagości w moim plecaku.

Produkt końcowy, czyli zdjęcia

Najważniejsze w końcu są zdjęcia jakie robimy naszym sprzętem i tutaj dopiero widać znaczną różnicę. Zdjęcia z 50D charakteryzowały się znacznym rozmyciem spowodowanym m.in. dyfrakcją, która zaczyna występować już przy f/7.6 (f/6.3 w Canonie 7D, f/13+ w D700, f/9 w D3x). Szumy widoczne przy ISO 100 również mnie zaczęły zniechęcać – owszem przy ISO 800+ radził sobie lepiej niż 10D, ale lata świetlne dzielą go od D700. Mówię oczywiście o subiektywnych wrażeniach, ponieważ Nikona charakteryzuje monochromatyczne ziarno, przypominające fotografię analogową. 50D z kolei posiada znacznie więcej kolorowych plam typowych dla chroma noise.

D3x nie testowałem powyżej ISO 400, więc niewiele mam do powiedzenia na temat szumów w nim, ale preferuję jakość zdjęć z niższego rangą brata. Nie dlatego, że takiego mam, tylko wynika to z mojej niechęci do dużej gęstości matryc. Znacznie ważniejsze dla producentów powinno być zwiększanie dynamic range oraz samej jakości zdjęcia. W jaki procent z nas drukuje billboardy, które i tak nie ogląda się z odległości 10cm?

Na moją listę wymarzonych aparatów trafia D3s (obok Leici M9), a D3x pozostawię dla fotografów studyjnych dla których według mnie znacznie lepiej się nadaje.

PS. Jutro mam nadzieję na jeszcze kilka godzin nocą spędzonych z D3x, więc postaram się o jakiś Time Lapse.

Chcesz zwrócić mi na coś uwagę lub skomentować? Zapraszam na @morid1n lub na forum.

  • Troche to dziwnie wyszło – porównanie Fiata 126p, z powiedzmy Fordem Focusem i Mercedesem klasy S. Porównanie D700 z D3x od biedy „ma” sens (z powodu uwarunkowań parametrów technicznych – pełna klatka, historii konstrukcji, …), o tyle 50D to zupełnie inna klasa (crop, inny segment rynkowy, …).
    Sam mam teraz porównanie C350D, późniejszego 40D i najnowszego nabytku 5DmkII. Każda z tych puszek to zupełnie inna klasa. Różnica przy kolejnych przejściach była drastyczna – z powodów postępu i wciąż taniejącej technologii, z powodu parametrów i możliwości samego sprzętu. Stąd też powyższy test porównawczy D3x vs. D700 vs. 50D jest „odrobinę” nieobiektywny, tym bardziej że nie jest poparty żadnymi konkretami (cyfry, sample foto, …), tylko subiektywnymi, niemierzalnymi wrażeniami.

  • Tylko nie Focusem!!! Golfem jak już coś. ;-)
    Powiem Ci zupełnie szczerze że o ile trzymamy się ISO 100-200 to 10D bije jakością 50D, więc nie do końca Maluch vs. S-klasa.
    Oczywiście, że nie jest obiektywny :). Przedstawiam swoje wrażenia – na 5D MkII nie zdecydowałem się z tego samego powodu z jakiego nie kupiłbym D3x (kilka innych powodów też znajdę jak zapewne przeczytasz w innych wpisach).
    Zdecydowałem się na nie przedstawianie sampli bo od tego są serwisy zajmujące się porównaniami.

  • valeth

    24-70 canona był wyprodukowany w 2002 roku i jest przeznaczony na FF. Jest to dość stara konstrukcja i na 50D może już sobie nie radzić. Zresztą nie jest przeznaczona na aps-c choć z nimi współpracuje. Doskonale współpracuje z EOS 5d, natomiast z 5D mk II już niekoniecznie (gęstość matrycy). Pomimo wad i zalet szkło to jest niezastąpione w każdych warunkach. Jak Tobie udało się zastąpić je jedną nikonowską 50-tką (wcale nie taką ach ech)? Tego nie potrafię zrozumieć. Nie potrzebujesz ogniskowej 70 lub zbliżonej?
    Chyba, że kolejne zakupy niebawem :)
    Teraz już rozumiem dlaczego przeskoczyłeś na nikona. Dobierałeś szkła nie adekwatne do puszki :). Ale jak miałeś dobrać adekwatne skoro ich praktycznie nie ma…

  • valeth: Czekam na 85-tkę z AF-S którę jeszcze nie ma. ;-) W najgorszym wypadku wpadnie do plecaka drugi Zeiss jak Nikon niczego nie pokaże. Po 100-tce będę szukał tele dla wiewiórek – rejon 300mm myślę. Spokojnie sobie skompletuję zestaw, ale bez pośpiechu. :)
    Szczerze to brakowało mi dwóch rzeczy w Canonie – D700 (3D?) i 14-24.