Apple wysłało kolejne paczki użytkownikom iWork oraz iLife:
- iWeb 3.0.1 – 16MB
- iMovie 8.0.1 – 24.1MB
- iPhoto 8.0.2 – 88.8MB
- iWork ’09 Update 1 9.0.1 – 45MB
- iLife Support 9.0.2 – 1.4MB
Miłego ściągania!
Jeśli chcecie mnie wesprzeć to zapraszam do kupna mojego poradnika "Jakim jesteś Makiem?".
26 marca 2009 · 23:42
26 marca 2009 · 16:59
Co kilka dni przeglądając wiadomości ze świata czytam o sprawach sądowych w sprawie rozszczeń finansowych dotyczących złamania przez kogoś patentu sprzed kilku lat. Powoli zaczyna się z tego robić absurd.
Niedawno niejaki MONEC pozwał Apple za patent numer 6,355,678 pt. „Urządzenie elektroniczne, najchętniej książka elektroniczna”. Sam patent opisuje lekkie urządzenie z dotykowym ekranem, które jest w stanie wyświetlać mniej więcej jedną stronę na ekranie, a ekran jest płaski w ramce w stylu obrazu. Nawet nie będę komentował drugiego incydentu pod tym linkiem.
Prawda jest taka, że zamiast zająć się czymś pożytecznym, to cwaniacy zbierają haracz za pracę innych. To tak jakby dzisiaj ktoś opatentował „pojazd różno-kształtny, poruszający się na czterech kołach, najczęściej obutych w opony z fotelami w środku oraz kołem do sterowania”. Nawet jakby jakiś producent pozbył się kierownicy i zastąpił ją iPhonem, to zaraz znalazłby się pod ostrzałem prawników … Ale mniejsza o to …
Interesuje mnie natomiast kiedy świat pogrąży się w takim chaosie, że już nie będzie można niczego wyprodukować, ponieważ nikomu nie będzie się to opłacało. iPhone zniknie z rynków – patent na dzwonienie będzie miało AT&T, na AppStore i przesyłanie bezprzewodowe siakieś Affinity Labs, na kształt głośnika – Bose, a na sam koniec dowali jeszcze Pilkington – „First in Glass” – oczywiście za szybkę przed wyświetlaczem. Ludzie opatentują wszystko jak leci – nawet papierosy zmienią kształt, bo w dzisiejszym standardzie nie będzie wolno ich skręcać.
Patenty za odkrycia i wykorzystanie czyjejś pracy lub mózgu popieram, natomiast patenty do zarabiania kasy już nie tak bardzo … Na dzień dzisiejszy chyba warto zostać właścicielem szanowanej firmy prawniczej w USA, bo tam leży prawdziwa władza.
PS. 3majcie za mnie kciuki – może w końcu rzucę ten cholerny nałóg tytoniowy …
20 marca 2009 · 20:22
Michałowi Ratajczakowi udało się dobrać do ustawień modemu w iPhone OS 3.0 – kanał #iPhone na BLIPie jest dzisiaj zdominowany jego screenshotami i pokrewnymi informacjami.
Powyższe screenshoty przedstawiają wygląd GUI przy włączonym ‚data tethering’.
Tutaj macie również plik z ustawieniami dla tych, którzy wiedzą co robią: Orange_pl.ipcc
Czyżby wkrótce miało się w końcu pojawić nagrywanie oraz publikowanie filmów za pomocą iPhone:
Pod nową ikonką ‚Wiadomości’ (z ang. Messaging) pojawił się cień – telefon jednak nie:
A teraz czas na wszelkie znalezione błędy:
20 marca 2009 · 12:47
Jeśli jesteśmy abonentami MobileMe i chcemy korzystać z zasobów drugiego komputera, przykładowo jeśli będąc w pracy zapomnimy ważnych plików nad którymi pracowaliśmy poprzedniej nocy, to wystarczy skorzystać z prostej w konfiguracji oraz jakże wygodnej funkcji ‚Back to My Mac’.
W Preferencjach Systemowych klikamy w ikonkę ‚MobileMe’ i przechodzimy do ostatniej zakładki ‚Back to My Mac’. Następnie upewniamy się czy usługa jest włączona. Uruchamiamy to na wszystkich komputerach na których chcemy z tej funkcjonalności korzystać.
Na komputerze z którego będziemy się łączyli, ale do którego -nie- będzie wymagane połączenie nie potrzebujemy nic zaznaczać w opcjach Udostępniania – na obrazku akurat mam WebSharing włączony, ale z zupełnie innego powodu.
Możemy komunikować się z innym komputerem na dwa sposoby – albo za pomocą Wspóldzielenia Ekranu lub po prostu w celu osiągnięcia dostępu do dysku twardego. W każdym razie zgodnie z powyższym obrazkiem należy uruchomić jedną lub obie opcje – ‚Udostępnianie plików’ oraz ‚Współdzielenie ekranu’.
Po tej operacji w Finderze na pasku bocznym znajdziemy następującą ikonkę – pojawi się oczywiście tylko po uruchomieniu udostępniania. Jeśli nie widzicie tej ikonki, to kliknijcie w nazwę komputera, w moim przypadku ‚Saturn’, następnie w ‚Network’ – powinniście zobaczyć komputer zgodnie z poniższym obrazkiem. U mnie zazwyczaj po minucie automatycznie pojawia się w pasku bocznym.
Teraz pozostaje do wyboru: Connect As.. oraz Share screen.
Pierwsza opcja pozwala nam się podłączyć zdalnie do zasobów drugiego komputera i mieć dostęp do jego plików tak jakbyśmy przy nim siedzieli – od momentu zalogowania się (koniecznie musimy podać login oraz hasło z -tamtego- komputera) możemy je traktować jakby były na naszym komputerze, czyli kopiować, przenosić, itp. Uważajcie tylko przy kasowaniu.
Screen sharing również wymaga zalogowania się – jest do odpowiednik Windowsowego ‚Remote Desktop Sharing’ (RDS). Otwiera nam się okienko i widzimy wszystko dokładnie tak jakbyśmy siedzieli przy tamtym komputerze.
Przypominam, że logując się np. na konto „Mama” nie będziemy mieli dostępu do konta „Tata” – w obu przypadkach. Back to My Mac respektuje prawa dostępu do plików.
19 marca 2009 · 00:35
Serwis MacRumors donosi o odkryciu, wprawdzie przypadkowym, tzw. data tethering, czyli funkcjonowania iPhone jako modemu.
Bliżej nieokreślony deweloper „grzebał” w plikach odpowiedzialnych za ustawienia operatora (Carrier bundles) i udało mu się uruchomić ‚tethering’ poprzez USB. Podpowiada również, że połączenie bluetooth również zda egzamin do tego celu.
Smutna może to być wiadomość dla tych, którzy korzystają z Plusa, Play lub innych operatorów nie oferujących iPhone na polskim rynku. Ta funkcja bez edycji w/w plików może być niedostępna. Teraz pytanie czy Era do spółki z Orange zdecydują się na jej aktywowanie, aby móc korzystać z BlueConnect/Orange Freedom przypisanym do numerów telefonu …
19 marca 2009 · 00:09
Jako, że BS odpowiada na moje wczorajsze zarzuty wobec mojej opinii o prezentacji iPhone OS 3.0, więc nie pozostaje mi nic innego jak ponarzekać jeszcze bardziej. ;-) Ale zacznijmy od czego innego …
Dzisiaj prasa rozpisuje się jak to iPhone dojrzał, jakim stał się rewolucyjnym produktem – jest cudowny i wspaniały! Nie ważne, że przez ostatnie dwa lata niemal wszystkie media wieszały na nim psy, cały czas do znudzenia odwołując się do jego braków – tych samych, które po ogłoszeniu OS 3.0 stworzyły z niego rewolucyjny telefon.
Kopiuj/wklej, MMSy czy inna podstawowa funkcjonalność, która jest obecna w innych telefonach od wielu lat, nie spowodowały, że telefon nagle stał się rewolucyjny. To interfejs użytkownika takim go czyni! Apple stworzyło GUI, które nie dość że jest piękne, to dodatkowo jest bardzo intuicyjne oraz proste w użyciu, ale przede wszystkim szybkie. Wykonanie podstawowych czynności zajmuje mi znacznie mniej czasu niż na poprzednich aparatach oraz jak już wielokrotnie wspominałem – jest to pierwszy telefon od 1997 roku, który mi się nie znudził!
Wczorajsza konferencja Apple niewątpliwie przyniosła wiele długo oczekiwanych i dobrych zmian w OSie – czy one są „amazing” i „incredible”? Nie dla mnie. „Amazing” to byłaby możliwość uruchomienia trybu rentgenu w aparacie i zrobienia zdjęć co wieczór jęczącej sąsiadce. Niestety pozostanie to jeszcze przez chwilę science-fiction … jednak prostsza funkcjonalność jak nagrywanie filmów dalej nie zostało ogłoszone – zapewne Apple ma swoje plany względem tego, ale czemu w takim razie blokują aplikacje osób trzecich?
Nowe dodatki do iPhone są tym na co czekałem. Cieszę się z nich – bardzo ułatwią mi życie, szczególnie wysyłanie wizytówek i przekazywanie SMSów. Jednak pozwolę sobie znów ponarzekać na politykę Apple – nadal uważam, że te funkcje wprowadzili nie pod naciskiem użytkowników, którzy domagali się ich od czasu OS 1.0, ale pod wpływem konkurencji w postaci Palm Pre.
Nie da się ukryć, że model biznesu mają wspaniały – AppStore do spółki z iTunes to w tej chwili ich największe maszynki do robienia pieniędzy. Całkowicie rozumiem, że skupili się najpierw na portfelu, a dopiero później na drobiazgach, m.in. dlatego dzisiaj mają takie zapasy w banku – ale czy nie byłby to miły gest gdyby gros ogłoszonych wczoraj funkcji, został dodany wkrótce po tym jak zaczęto zgłaszać uwagi? Nie wierzę, że wprowadzenie przekazywania wiadomości, wysyłania wizytówek, funkcji modemu oraz MMSów zajęło programistom ponad dwa lata.
Nowościom mówię stanowczo TAK – polityce już niekoniecznie …
18 marca 2009 · 17:00
MacHeist w kóncu zaproponował mi aplikację, którą planuję używać na codzień. Zainstalowałem ją niedługo po zakończeniu kolejnej misji i używam do dzisiaj – a jest nią HyperSpaces – tym czym powinno być Spaces wbudowane w OS X.
Program oferuje następujące funkcje:
Osobiście nie korzystam z samego switchera – defaultowy skrót jest łagodny dla rąk, ale preferuję CTRL+n (gdzie n = 1 do 4). Za to napisy na pulpitach są wygodne, szczególnie jak często zmieniamy tapety … możemy też zmieniać ich położenie.
Program jest obecnie w fazie beta i poprzez MacHeist dostępna jest edycja tylko dla uczestników – finalna wersja będzie oczywiście płatna.
Polecam!
Dodatkowe zdjęcia – moje tła na czterech Spaces:
Update:
Niestety, ale program nie zdał egzaminu – zajmował straszne ilości pamięci i powodował problemy z ładowaniem obrazków w Safari i Firefox oraz powodował podobne problemy w filmach video – objawiały się one migotaniem pewnych obszarów podczas ruchu (w filmie) oraz podobnie podczas ładowania się zdjęć.
Na dzień dzisiejszy wylądował w koszu …
18 marca 2009 · 16:37
Engadget opublikował film pokazujący zapowiedziane funkcje. Bez zbędnych komentarzy, oto on:
17 marca 2009 · 21:07
Apple niedawno zakończył prezentację nowych możliwości w zapowiadanym jeszcze na ten rok firmware 3.0. Moje obawy jednak się spełniły – zamiast zaprezentować rewolucyjne rozwiązania, to po prostu doposażyli go w brakujące funkcje – funkcje, które są dostępne w wielu innych telefonach od wielu lat.
Jako ciekawostka tylko dodam, że 25% (na godz. 20:13) głosujących na Gizmodo oceniło że Kopiuj/Wklej jest najciekawszą nową funkcją.
Najważniejsza nowa funkcjonalność:
MMS:
Wiadomości graficzn0-zdjęciowo-filmowe są w Polsce dosyć popularne – szczególnie wśród kobiet. Jedna lubi przesyłać zdjęcia nowych ciuszków ze sklepu, a druga nowe podobje imprezowe. Faceci w moim otoczeniu mniej korzystają z tej funkcjonalnośći – raz w życiu dostałem MMSa od kumpla z liceum.
Złą wiadomością niewątpliwie pozostanie fakt nie dodania możliwości wysyłania i odbierania MMSów dla posiadaczy iPhone 2G. Apple twierdzi, że hardware w telefonie nie jest kompatybilny, jednak pamiętam, że SwirlyMMS mi działało bez większych przeszkód – znowu ktoś nas nabija w butelkę.
Push Notification Service:
Zamiast multitaskingu został uruchomiony PNS. Jak słusznie zauważył BS na Fotogenii – może być problem dla tych, którzy korzystają z iPhone w sieciach w których nie jest oferowany. Panowie z Apple twierdzą, że dużo pracy poświęcili na dostosowanie tej funkcjonalności dla wszystkich sieci operatorów komórkowych. Zapewne w Plusie czy Play specjalnie się nie napracowali.
Jeśli twórcy aplikacji sensownie to wykorzystają to powinno być to dużym atutem – przede wszystkim dlatego, że nie będziemy poświęcali baterii oraz szybkości pracy systemu na programy pozostające w tle.
Minusem tego jest niemożliwość ciągłego korzystania chociażby z nawigacji, gdy przychodzi SMS i chcemy go odczytać lub gdy ktoś do nas dzwoni.
Kopiuj/wklej:
Apple tłumaczy się, że implementacja tej funkcji trwała tak długo, ponieważ istniały potencjalne zagrożenia bezpieczeństwa – pewnie mają na myśli banki, loginy, hasła i tym podobne. Jednak miałem tą funkcjonalność w Nokii od momentu jej pojawienia się na rynku kilka ładnych lat temu, więc zwalam to na lenistwo i Palma Pre. Ale o tym za chwilkę …
SMS:
Czy naprawdę trzeba było aż tyle czekać, żeby wprowadzili podstawową funkcjonalność mojej pierwszej komórki – Motoroli StarTac – którą to kupiłem w … tak tak (!!) … 1997 roku. 12 lat temu. 12 lat!!!!
Śpieszę się pogratulować wszystkim użytkownikom iPhone, że teraz możemy kasować pojedyncze SMSy i przesyłać otrzymane wiadomości innym. Huuuuurrrrraaaa! (sic!)
vCard:
W końcu nie będę się ośmieszał przed klientami, gdy chcą mi wizytówkę przesłać. Jeśli mnie pamięć nie myli to pomimo, że vCard jest standardem, niektóre modele różnych marek miały problemy z prawidłowym odczytem tego formatu … generalnie chodziło o rozbieżności między np. Samsungiem, a Nokią – niekoniecznie zawsze wszystko współpracowało ze sobą. Mam nadzieję, że Apple będzie trzymało standard.
iPhone jako modem:
Czekałem na to, jak i pewnie wielu z Was. Niestety dalej będziemy czekać. Istotnym jest, że Apple ogłosiło implementację tej funkcjonalności w iPhone 3.0, jednak poinformowało również o koniecznej współpracy z operatorami komórkowymi.
Znowu nie rozumiem o co chodzi. Przecież w naszym kraju wystarczy jednynie driver do telefonu, aby komputer widział go jako modem. Każdy operator supportuje korzystanie z komórki jako modemu, od nas zależy czy wykupimy BlueConnect, iPlus czy Orange Freedom, czy wolimy płacić za połączenie jak za zboże.
Czekam dalej w takim razie – oby tylko Palm Pre nie pojawił się pierwszy …
Podsumowanie:
Jak to tylko amerykanie potrafia – zrobili z podstawowej funkcjonalności wielki show. Przyznam, że niektóre możliwości są bardzo miłym dodatkiem, jednak niewybaczalnym jest tak długie zwlekanie z dodawaniem podstawowych funkcji typu SMS czy kopiuj/wklej.
Odpowiedzią na pytanie „dlaczego teraz?” częściowo zapewne będzie zapowiadany wkrótce Palm Pre – pierwsza prawdziwa konkurencja dla iPhone, które w odróżnieniu od swojego wzoru, posiada pełne kieszenie wypchane wszystkim czego zapragniemy. Jeśli będzie oferował dodatkowo takie możliwości synchronizacji z mailem, kontaktami i książką adresową to niewykluczone, że się na niego skuszę. Trudno nie odnieść wrażenia, że 3.0 to po prostu facelift mający podnieść możliwości na poziom zapowiadanej konkurencji. Plusem pozostanie, że zdecydowali się na to teraz (a przynajmniej na zapowiedź i SDK), a nie dopiero po zobaczeniu co też Palm nowego wymyślił.
Potencjalnie ciekawą, ale w praktyce groźną, rzeczą jest możliwość dokonywania zakupu pakietów/poziomów/innych dodatków wewnątrz aplikacji. Pozwoli to niewątlipie na ograniczenie mnogości podwójnych programów w AppStore – wersji lite i pełnych. Jednak niesie to za sobą takie samo zagrożenie jak w przypadku Playstation 3. Dzisiaj bez dokupienia kolejnych samochodów, tras, czy poziomów nie jestem w stanie grać ze znajomymi, którzy jednak zdecydowali się upgrade’ować swoją grę – ceny dostępnych dodatków w przypadku jednego wybranego tytułu niestety przekroczyły wartość samej gry stąd zdecydowałem się nie płacić haraczu. A wiele developerów pragnie zarobić miliony – obawiam się, że niektórzy mogą niesprawiedliwie uaktywniać dodatkowe możliwości w ten sposób, które powinny być darmowe.
Apple w końcu nie mogło sobie pozwolić na ignorowanie swoich klientów, ale zastanawiające pozostanie fakt, że zaczyna spełniać ich prośby oraz requesty dopiero w obliczu pierwszego potencjalnego iPhone-killera. Jednak konkurencja jest bardzo ważna dla konsumentów …
Ten sam temat oczami innych:
Fotogenia – Koncert życzeń 3.0
AppleBlog – iPhone OS 3.0
MyApple – iPhone 3.0 – MMS, Kopiuj i Wklej oraz wiele więcej…
Spider’s Web – iPhone 3.0 – macie coście chcieli
16 marca 2009 · 23:50
Przemysław Pająk podsumował dla nas plotki o jutrzejszym pokazie Apple dotyczącym przyszłości iPhone w wersji 3.0. Wspomina między innymi o MMSach, pracy aplikacji w tle czy też wykorzystania telefonu jako modem …
Nie wiem jak Wy, ale jeśli to wszystko co Apple ma do pokazania, to lepiej żeby prezenter miał siatkę bezpieczeństwa przed sceną coby fruwające butelki nie trafiły go w głowę. Jeżeli wiodący producent innowacyjnych produktów na rynku wyskoczy przed widownią z czymkolwiek z powyższej listy jako główny punkt programu to może najzwyczajniej zwinąć interes, ponieważ zostanie wyśmiany. Ba! Goście zamiast odezwać się gromkimi brawami zaczną gwizdać (lub wydadzą z siebie jakże amerykański „boooo”, czytane „buuuu”).
Dotychczas iPhone bronił (i nadal broni) się interfejsem – jest unikatowy na rynku pełnym urządzeń bez żadnego sensownego GUI. Nadchodzi natomiast Palm Pre, który (jak się zapowiada) jako pierwszy zaproponuje jeszcze ciekawszy interfejs użytkownika, wraz z wieloma nowymi gestami, które zapewne będzie ciężko zrozumieć, ale jeśli nie będziemy zadawać zbytnią ilość pytań i nauczymy się ich na pamięć, to będziemy usatysfakcjonowani.*
Zawsze wykorzystywałem swoje telefony jako modemy i między innymi dlatego zdecydowałem się wykupić iPlusa do mojego abonamentu. Przy przenosinach na iPhone, iPlus pozostał i przydaje się – w 90% przypadków wystarcza mi funkcjonalność wbudowanego Mail.app i Safari. Jednak czasami chciałbym połączyć się z komputerem, aby móc do poczty dodać jakiś załącznik z laptopa – to chyba nie są przesadnie duże wymagania?
Rozumiem, że MMSy nie są priorytetem w USA, w końcu SMSy to dla nich nowość. Jednak dalej nie rozumiem problemu z zaimplementowaniem takiej funkcjonalności. Skoro programiści od SwirlyMMS sobie poradzili to Apple nie da rady? iPhone jest ponadto dostępny w kilkudziesięciu krajach na świecie od premiery modelu 3G. Może to sposób na zachętę do wykupienia MobileMe? Skoro jest Push to zdjęcie otrzymam tak szybko jak MMSa … ale dla większości to jednak nie jest to samo.
Na WWDC 2008 zapowiedziany został „Push Notification”, czyli kontrolowany przez Apple serwer, który dostarczałby do naszych iPhone’ów informacje o tym, że na przykład ktoś przebił naszą ofertę na Allegro poprzez wyświetlenie stosownej ikonki przy aplikacji – coś w stylu ilości nieprzyczytanych SMSów. Widać męczą się z tym bardzo … może problemy z MobileMe pokazały, że przy takiej przeogromnej ilości aplikacji w AppStore serwery padłyby na pysk dysząc z wycieńczenia, jak pies wracający po nocnych podbojach u sąsiedniej suczki z cieczką. Podejrzewam, że nawet ferma Leppera nie byłaby w stanie pokryć zapotrzebowania, gdyby każda aplikacja korzystała z tej funkcjonalności.
Apple chyba lekko strzeliło sobie w stopę, nabijając się z Windows Mobile i ich Task Managera. Może i ich system zapewnia dłuższą żywotność baterii, jednak powoduje korzystanie z programów typu iTrail jest pozbawione sensu – każda rozmowa telefoniczna czy SMS przerwie rejestrowanie trasy. Obawiam się, że powinni byli pozowolić korzystać z danych GPS czy okresowego pobierania wiadomości z serwisów typu Twitter, aby te aplikacje spełniały swoje zadania prawidłowo.
Sam AppStore jest tak przepełniony badziewiem, że dzisiaj naprawdę cięzko coś znaleźć – od czasu do czasu jednak przełamuję niechęć i staram się znaleźć coś ambitniejszego niż ‚wirtualne podkołderniki’. Ta szutka jednak rzadko mi wychodzi – dużo lepiej przedstawia się czytanie różnych blogów czy for z opisami i recenzjami wybranych programów, zatem nie dziwi mnie potencjalny pomysł z AppStore Premium. Podejrzewam, że to nawet sami poważni producenci jak Electronic Arts mogli wymusić na Apple taki krok – w końcu zależy im na promowaniu SimCity, a nie szukania go w gąszczu symulacji nalewania piwa czy Rycerza Jedi machającego telefonem.
Przed Apple rysuje się interesująca przyszłość, która może zostać zahamowana debiutem takich cacuszek jak Palm Pre. Czy tym razem pokażą rewolucję ikony jaką stał się iPhone czy też po prostu będzie to kolejny firmware który powinień mieć numerek 2.3.0 zamiast 3.0?? A może doczekamy się zupełnie nowego modelu telefonu niekompatybilnego z poprzednikami?
Wszystkiego dowiemy się już jutro o 18:00 …
* Moje doświadczenia ze staruteńim Palm Vx. ;-)
14 marca 2009 · 14:16
Na Fotogenii znajdziemy piękne klucze USB, a ja zapraszam do obejrzenia nowego dodatku do iPoda Shuffle – Shu-Lip od firmy Dexim. Producent zapewnia, że dzięki złączce wartej $9.90, będziemy mogli bez potrzeby użycia kabla ładować i synchronizować nową szuflę.
Ciekawy jestem czy będzie można przestawić tego iPoda w tryb mass-storage i korzystać z niego jak z pendrive’a. Gdyby złącze USB jeszcze na dodatek było chowane w adapterze to byłby to naprawdę ciekawy dodatek …
Przy okazji wspomnę tylko o wielu zapowiadanych słuchawkach ze sterowaniem na kablu do nowego iPoda. Ceny zapowiadają się w rejonie $49 do $99, czyli tanio przesadnie nie jest.
Scosche również pracuje nad szeregowym adapterem, abyśmy mogli skorzystać z naszych obecnych słuchawek zamiast wyrzucać obecne.
13 marca 2009 · 14:02
iPhone zawsze był krytykowany za spore braki. MMSów natywnie nie było, ale SwirlyMMS rozwiązał problem dla jailbreakerów. Nagrywania filmów również nie ma – powstała odpowiednia aplikacja do tego celu – znowu stworzona przez osoby trzecie. Jednak narzekania się nie kończyły …
Korzystam z tego produktu Apple już od ponad roku i jedynej rzeczy jakiej tak naprawdę mi brakuje to przekazywania wiadomości SMS – mógłbym co prawda zainstalować biteSMS z Cydii, ale jestem zbyt leniwy. Już prędzej wymienię żarówkę w kuchni. Wiele osób w moim otoczeniu przerzuciło się na wspomniany telefon i nikt nie marudzi przesadnie – urządzenia spełnia swoją rolę, a jeden kolega korzysta z niego w domu zamiast laptopa, jako urządzenie tylko i wyłącznie do odbierania maili i przeglądania WWW podczas wieczornego wylegiwania się na kanapie. Domowy tron jest też niewątpliwie świetnym miejscem, gdzie laptop niekoniecznie byłby wskazany. Fakt, że wspomniany kolega na codzień korzysta z Xperii, ta co się zwiesiła, ale przynajmniej jest fanem inaczej.
Ostatnio technika i możliwości tak gnają do przodu, że nikt nie zastanawia się po co to wszystko – ważne jest, aby były. Raz w życiu widziałem, żeby ktoś korzystał z video-rozmowy z komórki i to w celach testowych. A jednym powodem dla którego tą osobę zobaczyłem było mocne słońce tego dnia, które ekran Nokii zamieniło w lusterko. To był dzień, w którym odebrałem w/w aparat i mój pierwszy telefon 3g – osoba na drugim końcu tylko krzywo się na mnie spojrzała, zapytała czy już zadowoliłem swoją ciekawość i na koniec ostro stwierdziła, abym tego nigdy więcej nie robił, bo ludzie się krzywo patrzą. Fakt, że termin ‚telephone sex’ mógłby nabrać całkiem nowego znaczenia … gdyby nie to, że już ma nazwę w postaci ‚cybersex’ za pomocą webcama.
Największym problemem nadmiernej ilości bajerów jest ich niezawodność (a może zawodność?). Nasza rodzinna E92 ma niby wszystko co można sobie zażyczyć, tyle, że zawiesza się raz na 5 rozmów i wymaga restartu. Oczywiście posiada najnowszy firmware, a serwis „nie widzi żadnej wady”. A na produkt Apple nie mogę narzekać – aluminiowa tylna ściana jest troszkę porysowana, ale w mojej obronie mogę jedynie stwierdzić, że nie używam pokrowca. Szybka za to jest jak nowa. Telefon się również nie zawiesza … chyba, że uruchomię CannonGame stworzoną przez Discovery. Więc jej nie uruchamiam …
Pamiętajmy – nie kupuje się produktu, aby potem dopasować jego możliwości oraz oprogramowanie do własnych potrzeb – kupuje się produkt, który posiada funkcje czy software, którego potrzebujemy. Chyba, że nas na niego nie stać.
A cały czas dążyłem do tego, że niekoniecznie pakowanie większej ilości programów i nowej funkcjonalności do nowego iPhone 3.0 może się skończyć dobrze (poza nawigacją – bo ją chcę!). Jak Bartosz słusznie zauważa – nawet nie wiadomo, czy nowy firmware będzie kompatybilny z modelem 3G, a co dopiero oryginalnym iPhone.
Przy okazji od dawna chciałem wyrzucić z siebie jeden żal – po jaką cholerę potrzebujemy 3G do rozmów telefonicznych? Marginalnie lepsza jakość dźwięku? Wstawienie lepszych głośniczków i mikrofonów miałoby znacznie większy wpływ na to. Pojemność sieci jest mniejsza niż przy GSM, cześciej z tego powodu zrywa rozmowy, gdy przełączamy się na obciążoną komórkę podczas jazdy samochodem, a na dodatek droższy jest koszt jej wybudowania. Nie lepiej byłoby tak skonstruować telefony, aby rozmowy szyły po 2G, a tylko i wyłącznie pakiety danych były przesyłane po szybkim paśmie?
Trwa kryzys na świecie – ponoć. Ludzie starają się oszczędzać, aby nie musiec pozostawiać swoich samochodów na lotniskach, z pustymi kartami kredytowymi w schowkach. Sprzedaż pecetów spada, a tanich netbooków rośnie bardzo szybko. Tylko dlaczego? Po co ktoś chciałbym zastąpić, np. starego 15″ Thinkpada z CoreDuo i wypasioną kartą graficzną na 10-calowego plastikowego Eeeeee-hmmm-mmmm-ahhh-PC z procesorem słabszym od tego w mojej pralce, wyświetlaczem mniej czytelnym niż sąsiada 65″ plasma ze 100 metrów czy też pojemnością dysku o wielkości mózgu chomika. Hmm, może lepiej nie wnikać, ale wiele ludzi tak robi …
Przy okazji tego całego zamieszania, sporo ostatnio plotek o nowym netbooku od Apple. Nic na razie nie wiadomo. Nawet tego czy będzie rzeczywiście miał 10″ dotykowy ekran. Jeśli jednak zdecydują się wyjść naprzeciw kryzysu i zapewnić sobie sprzedaż na przyszłość, to pytaniem pozostaje jaki procesor zastosują, bo jeśli taki jak konkurencja do mojej pralki to nie wróżę im sukcesu, szczególnie po niedawno opublikowanych testach wydajności OS X na platformie Intel Atom. No chyba, że z rękawa wyciągną MiniOS X …
Często nie potrzebujemy nowych komputerów, ale je kupujemy. Jesteśmy gadżeciarzami. Zawsze znajdziemy powód na zakup czegoś nowego, a wydać $600 będzie na pewno prostsze niż $2000 na MBP.
Po cichu mam jednak nadzieję, że iTablet (czy jak mu tam) będzie miał w zestawie piórku oraz precyzję i rozdzielczość Wacoma Intuos3. Wtedy bez wahania go kupię zamiast znacznie droższego modelu Cintiq.
Fajnie jest pomarzyć prawda?
13 marca 2009 · 00:22
Za 5 dni, 17 marca, Apple zaprasza deweloperów na konferencję dotyczącą nowego software’u dla iPhone opisanego cyferkami 3.0. Przy okazji zaprezentuje SDK. Impreza będzie miała miejsce o godzinie 18:00 czasu UTC+1 (naszego).
Krążą już pierwsze podejrzenia a’propos czego nowego możemy spodziewać się w wersji 3.0.
Na początek zapewne od ponad roku obiecany Push Notification Server, czyli ‚Pchający Serwer Powiadomień’ (w baaaaaaaardzo wolnym tłumaczeniu). ;-) Rozumiem, że Apple chce uniknąć problemów z nadmierną ilością aplikacji uruchomionych w tym samym czasie i ogólnie to popieram ten pomysł. Zrozumiałem istotę problemu, gdy kolega demonstrował mi wspaniałego Sony-Ericsson Xperia X1: pierwszą rzeczą jaką zobaczyłem to była zwiecha, ponieważ miał za dużo programów otwartych. Osobiście cieszy mnie fakt, że nie muszę się tym martwić, sprawdzać, tracić na to czas – kolejne kilka sekund w życiu oszczędzone. Jednak brakuje mi np. Twittera chodzącego w tle, albo (gdybym miał iPhone 3G) chociażby program logujący przebytą trasę, typu iTrail. Niestety Applowy serwer ‚wypychający’ informacje do mojego iPhone w tym nie pomoże …
Drugim istotnym brakiem jest nawigacja samochodowa. Szczerze mówiąc nie wymagam nawet niesamowitej precyzji porównywalnej do profesjonalnych zestawów Garmina, bo chyba nie o to chodzi. Po prostu będąc w obcym mieście chciałbym móc dojechać lub nawet dojść do celu bez nadmiaru urządzeń – jedno w kieszeni mi wystarczy.
Trzecim i najważniejszym – płacę za 1GB danych miesięcznie – wykorzystuję na iPhone procent tego. Może w końcu doczekam się możliwości wykorzystania telefonu jako modemu przez legalny program w AppStore. Rozumiem, że Apple przede wszystkim myśli o swojej umowie z AT&T, ale Europa też kilka sztuk kupiła i może niekoniecznie wszyscy jesteśmy zainteresowani zakupem modemu wraz z kolejnym abonamentem …
Cóż – iPhone to znakomite urządzenie, proste i szybkie w użytkowaniu, ale jak każdy produkt nie jest doskonałe. Czekam teraz na krok Apple w kierunku wypełnienia braków. MMSy i przesyłanie plików przez BT mnie nie interesują.
12 marca 2009 · 11:41
W Software Update pojawiły się właśnie nowe zabawki do pobrania.
Na pierwszy ogień idzie Front Row 2.1.7 z poprawkami, aby był kompatybilny z iTunes 8.1.
iTunes 8.1 oferuje znacznie więcej:
Jak widać na załączonym obrazku, poprawki ważą 13.3MB za Front Row oraz 65.4 za iTunes 8.1.
Miłego ściągania.
11 marca 2009 · 23:07
Nie przepadam za miniaturyzacją. Szczególnie jak stosuje się tak okrutną terapię odchudzającą jak w najnowszym Shuffle. Cena też nie zachęca. Ani głosowe powiadamianie o wybranej playliście czy piosence. Taka metoda „odsłuchiwania” wybranego tekstu doprowadziłaby mnie do … stworzenia sobie tylko jednej playlisty. Posiadając ten gadżet z funkcją w postaci ‚voice-over’ byłaby dla mnie czystą stratą czasu i kolejnym powodem do irytacji. Prędzej czy później zacząłbym wyrywać sobie włosy i na starość narzekałbym na łysinę – a przecież Apple ma ułatwiać życie i być ergonomicze w użyciu?
Żona kolegi ma poprzedniego Shuffle, którego bardzo sobie chwali. Ma wgraną właśnie jedną playlistę i w drodze do pracy słucha swojej ulubionej muzyki. Ale najważniejszą cechą tego jej iPoda jest jego kolor – fioletowy, ulubiony, pasujący do wszelkich dodatków do ubioru, podkreślający jej nowoczesność. iPody są dzisiaj kolejnym elementem mody.
Ale nowy Shuffle nie spełnia również tej funkcji. Jest dostępny w aż dwóch wypalających oczy kolorach – srebrnym i … czekajcie na to … szaro-czarnym! Po pierwsze nie słyszałem nigdy o tym, aby panowie lubujący się w czarnych BMW czy Mercedesach stanowili gros klientów Apple. Po drugie nową czernią dzisiaj jest … biel. A gdzie podziała się ta fantastyczna tęcza z nowych iPodów nano? Gdzie podziało się złącze ‚dock’? Byłbym gotowy takiego zakupić, żeby go podłączyć w samochodzie – właśnie do takiego złącza. Pasuje tam iPhone, iPod classic, iPod nano 3g i 4g – a nowy nijak.
Cena nowej zabawki wynosi całkiem przyzwoite $79. Pod warunkiem, że kochamy standardowe słuchawki od Apple. Jesteśmy też na nie skazani przez najbliższe parę tygodni, ponieważ nowy iPod nie ma żadnych przycisków – urządzeniem steruje się właśnie z pilota przy słuchawkach. Apple zapowiada przejściówkę z pilotem do modeli innych producentów, jednak patrząc na akcesoria tej firmy, to cena będzie oscylowała w rejonie $30. Czyli już mamy $110. Większość zapewne pozostanie przy tych dołączonych w pudełku – pytanie tylko po co narzekamy na degenerację jakości muzyki przez format MP3 skoro słuchamy go na słuchawkach, które nadają się jedynie na zatyczki do uszu podczas snu – i to niezbyt wygodne.
Pomimo tych wszystkich wad, nowy Shuffle zapewne będzie się świetnie sprzedawał. Tylko czy nie lepiej dołożyć parę złotych i kupić sobie nano? Mamy bardzo funkcjonalny wyświetlacz, akcelerometr dla tych którzy preferują swoją muzykę „shaken, not stirred” oraz ostatecznie można nawet film lub teledysk obejrzeć. A kobiety będą dodatkowo mogły sobie dobrać kolor do garderoby torebki …
Nie jestem przekonany dopóki nie ujrzę tęczy w najmniejszym iPodzie.
Update:
Bez komentarza:
11 marca 2009 · 21:51
Udałem się dzisiaj po południu do Arkadii w Warszawie celem zobaczenia cóż to oni tam organizują. Spodziewałem się projektora, kilku krzeseł oraz trenera pokazującego różne magiczne szutczki na swoim komputerze.
Już na wejściu spotkała mnie miła niespodzianka – okazało się że do jednego Maka Pro i dwóch iMaków wystawowych podłączyli trzy różne tablety – Bamboo, Bamboo Fun Small oraz na deser: Cintiq 21″. :o)
Na początek wdałem się w rozmowę z grafikiem, artystą i fotomontażystą Tomkiem – facet konkrety, szybko i sprawnie na bieżąco pokazywał ciekawe techniki oraz możliwości nie tylko samych tabletów, ale również samych technik w Photoshopie. Przy okazji nauczyłem się interesującego sposobu wyostrzania zupełnie odrębnego od Unsharp Mask. Polecam – nie bójcie się zadawać mu pytania, przeszliśmy odrazu na ‚Ty’ – kontaktowy i rzeczowy facet.
Impreza będzie się powtarzała w każdą środę od godz. 16:30 do 19:30 – do odwołania lub zaniku zainteresowania zapewne. Jeśli na celu mają sprzedanie przy okazji Wacoma to udało im się – szkoda tylko, że cena jest taka zaporowa.
W przyszłym tygodniu zapowiedziane są modele Intuos3 A5wide i A4wide.
Przy okazji wspomnę o Bamboo i Fun – z tabletami niewiele mam wspólnego, więc jestem kiepskim wzorem, ale byłem pod wrażenia precyzji tych prostych „dziecięcych” modeli. Byłem w stanie przeprowadzić retusze, z którymi męczyłbym się myszką kilka ładnych minut, a zajęły mi parę sekund.
Model bez słowa Fun w nazwie jest koloru czarnego i ze względu na wysokie ścianki boczne zupełnie nie odpowiadał mi w kwestii ergonomii. Po prostu ostre brzegi wgryzały mi się w ręce. Biały Bamboo Fun natomiast ma brzegi opadające ku stołu i dużo lepiej się spisywał … na tyle dobrze, że skusiłbym się na niego, gdyby nie … Intuos3 i pogłoski o nowym Intuos4.
Aha – na koniec proszę, żeby nikt nie przychodził do iSpotu – po prostu zamierzam powtórzyć wizytę i po co mi wszyscy macie przeszkadzać. ;-)
Polecam, bo warto …
11 marca 2009 · 10:43
Stało się – Nitro zaoferował w pełni automatyczną metodę jailbreaku iPodów drugiej generacji za jedyne $15. Dev Team dosyć długo kazał sobie czekać na swój redsn0w i proszę bardzo – ktoś już na tym zarabia. Ciekawy tylko jestem czy korzystają z kodu Dev Teamu czy nie.
Hackerzy z tego ostatniego zarzekają się od dłuższego czasu, że nie przyjmują kasy w żadnej formie – nawet dotacje spotykają się z odpowiedzą: „Przyślijcie nam jakąś fajną pocztówkę.” Postawa godna polecenie przez większość – strażnicy wolności oferują darmowy produkt uwalniający posiadaczy iPodów ze szpon totalitarnego Apple, ale przede wszystkim oferują wybór pomiędzy AppStore, a Cydią wraz z Cydia Store, której debiut ma nastąpić wkrótce. A może po prostu czekają na lepsze oferty?
Widać, że dzisiaj bycie hackerem to wstęp do dużych pieniędzy – Włoch, który niedawno włamał się do banku już dostał kilkanaście ofert pracy za bardzo przyzwoite sumy przez różne instytucje, pomimo że nadal przebywa w więzieniu (niestety linka zgubiłem do artykułu z gazeta.pl i nie mogę znaleźć – jak ktoś znajdzie to proszę o podesłanie). Podobnie złożyciel Cydii – patrząc jakie obroty generuje AppStore i ile na świecie jest jailbreakowanych iPod Touch i iPhone to można śmiało stwierdzić, że jak nie dopadną go procesy sądowe to zarobi krocie.
Od wielu lat najlepsi są zatrudniani zamiast trafiać do więzienia – pamiętacie film „Catch me if you can” (Złap mnie jeśli potrafisz) Spielberga z DiCaprio i Hanksem w rolach głównych? Jednak dzisiaj robi się to świadomie – powiększa się swoje portfolio dla przyszłych pracodawców. Po prostu powstaje nowy model promowania samego siebie w trudnych czasach. A definicja hackerów/crackerów i innych terminów powoli zmienia się z czasem …
11 marca 2009 · 00:54
Dzisiaj nauczymy się korzystać z komendy ‚mkdir’ oraz ‚rmdir’. Na początek uruchomiamy Terminal. Przejdźmy do katalogu, gdzie możemy eksperymentować – osobiście pozostałem w domowym, czyli ~/.
Sprawdzamy jakie już mamy foldery w bieżącym miejscu:
Następnie tworzymy nowy katalog o nazwie na przykład „Temp1”:
Komendą ‚ls’ sprawdzamy od razu czy na pewno go stworzyliśmy. Możemy teraz do niego wejść i wyjść komendą cd:
Do kasowania katalogów korzystam z komendy ‚rmdir’. Ta komenda skasuje folder tylko i wyłącznie jeśli jest pusty! Do kasowania pełnych katalogów dojdziemy później – teraz można niechcący za dużo szkody wyrządzić w ten sposób.
Jako, że komendą ‚cd’ .. powróciliśmy do nadrzędnego folderu to teraz możemy skasować Temp1:
(spróbujcie wpisać ‚rmdir T’ i następnie wciśnijcie TAB)
Voila! Katalog zniknął … Przypominam – ta metoda jest bezpieczna – jeśli wewnątrz wybranego folderu mamy jakieś pliki to operacja nie zostanie wykonana.
10 marca 2009 · 19:10
Od wieków trwają wojny – obecnie jesteśmy w trakcie trzeciej … światowi producenci motoryzacyjni tworzą coraz większe potwory. Tytuł najpotężniejszego ostatnio nosi Audi RS6 o mocy 580KM. Również w niższych kategoriach trwa bój AMG, M GmbH, Quattro GmbH, SRT i wielu wielu innych skrótach literkowych …
Jednak nie tylko na tym froncie tak wiele się dzieje – światowi liderzy w małym i średnim obrazku tworzą matryce o niemożliwych do niedawna gęstościach pixeli. W klasie średniej i wyższej średniej małoobrazkowej króluje Canon ze swoim combo w postaci 50 i 5D. Klasa profesjonalna to od niedawna domena Nikona oraz Sony ze swoimi 24MP potworami – D3x oraz a900. W średnim formacie z kolei prowadzi 60 megapixelowy P65+ z Phase One …
Tak jak w sektorze motoryzacyjnym jaki i fotograficznym od jakiegoś czasu mówi się o zakończeniu bojów ilościowych i skupienie się na produkowaniu lżejszych i zwinniejszych samochodów czy polepszaniu jakości obrazu z aparatu.
Na trwającej przed paroma dniami wystawie PMA 2009 w Las Vegas, Akira Watanabe w wywiadzie powiedział:
Dwanaście megapixeli to, myślę, wystarczająco dla pokrycia potrzeb większości klientów. Nie mamy zamiaru konkurować w wojnie o megapixele dla E-System. Zamiast tego, Olympus skupi się na innych cechach takich jak zakres tonalny, reprodukcja kolorów i większy zakres ISO do robienia zdjęć w słabych warunkach oświetleniowych.
To dla nas bardzo dobra wiadomość – może dwaj wielcy – Canon i Nikon – postanowią postąpić w końcu podobnie. Zawsze będzie zapotrzebowanie na wyższe rozdzielczości przez najbogatszych i najbardziej wymagających, ale zwykli hobbyści nie potrzebują drukować bilboardów wielkości budynku. Poza tym faktem, wielkość pliku z mojego 10D w porównaniu z 30D urosła z rozsądnych 6-8MB do 15-20MB – wydłuża to też znacznie proces obróbki.
Olympus na własne życzenia jednak wytyczył sobie drogę pod górę – zamiast pójść śladem wszystkich postanowili stworzyć system 4/3 o współczyniku crop 2x w stosunku do klatki filmu 35mm. Poza tym postawili pieniądze na zdjęcia w formacie 4:3 – takie miały ówczesne telewizory i monitory komputerowe (i większości idioten-camera). Świat dzisiaj jednak patrzy na obrazy na panoramicznych ekranach 16:9 lub 16:10. Ponadto, mniejsze matryce oznaczają konieczność ciaśniejszego upchnięcia na nich pixeli, a to pogarsza jakość zdjęć i znacznie zwiększa szumy. Wystarczy porównać Canon 5D z Nikonem D700 – 21 vs. 12MP. Szkoda, bo swojego czasu aparaty Olympusa były moimi ulubionymi – dalej mam ich OM-2 i OM-4 ze stałkami Zuiko.
Teraz jedynie nowa technologia tworzenia matryc lub rozsądek w wojnie producentów może nas uratować od powolnej akceptacji degenerowania się jakości obrazu …
10 marca 2009 · 18:29
Termin Cloud Computing od jakiegoś czasu nabiera nowego znaczenia. Nie zaśmiecamy sobie własnych komputerów wieloma megabajtami plików, tylko trzymamy je na zewnętrznym serwerze. Wszystko jest pięknie i ładnie dopóki ktoś się do nich nie dobierze …
Chyba najpopularniejszymi serwisami tego typu są MobileMe wraz z zapowiadanym iWork oraz Google (Mail, Docs, itp.). Sam korzystam z wielu z nich – są wygodne, pozwalają mi mieć dostęp do tych samych danych z wielu miejsc czy komputerów – jedynie muszę zadbać o połączenie z internetem. MobileMe dodatkowo sychronizuje mi wszystkie dane na iPhone – super wygodna sprawa. Nie wątpliwie Cloud Computing odegra dużą rolę w przyszłości świata komputerów – już dzisiaj mówi się o systemach operacyjnych całkowicie leżących sobie na chmurce …
Największym potencjalnym problem jest bezpieczeństwo danych. Dopóki wszystko trzymaliśmy u siebie i mieliśmy dobrze zabezpieczoną sieć to trzeba było fizycznej obecności osoby przy naszym komputerze, żeby ukraść nasze tajne firmowe pliki … ostatecznie bardzo dobrego hackera – tyle, że wystarczyłoby wtedy wyłączyć prąd/odpiąć kabel od modemu. Teraz jednak musimy polegać na firmach trzecich, wierzyć że będą dbali o nasze dane jak o swoje …
Nie wiem co przyniesie przyszłość, ale dzisiaj już widać pierwsze luki, chociażby na przykładzie Google Docs – tym razem była to w sumie drobnostka, ale co się stanie jeśli ktoś w niezamierzony sposób udostępni dane finansowe czy jakieś przyszłościowe projekty dla szerokiej publiczności? Kto za to zapłaci? Czy są jakiekolwiek regulacje prawne chroniące konsumenta w tych kwestiach?
Czekają nas interesujące czasy …
10 marca 2009 · 14:12
Wiem wiem … zmieniam wygląd jak rękawiczki … ale ostatnio było sporo narzekań na theme bloga i dopiero wczoraj postanowiłem zobaczyć jak on wygląda na ekranie w rozdzielczości 1024×768 na starym Compaqu – najczęściej używaną przez odwiedzających jest zbliżona 1280×800.
Niestety nie było dobrze – przede wszystkim wszystko było duuuuużo ciemniejsze niż na moim MBP. Mam nadzieję, że teraz będzie się wygodniej czytało.
Zostawiajcie komentarze czy jest lepiej czy nie …
9 marca 2009 · 23:42
Najprzykrzejsze wypadki zdarzają się wszystkim – tylko kwestia czasu, nieuwagi, dzieci czy głupoty – mój Thinkpad już wytrzymał atak zawartości Coca-Coli. Niestety jeszcze gorsze zdarzenie niestety spotkało kolegę BLIPowca, mmmaslova.
Oto jego słowa opisujące całe zajście, jej przebieg, naprawę nowego MacBooka alu oraz porady co robić i jak uniknąć jeszcze poważniejszych konsekwencji:
Czołem,
Moja historia wygląda tak:
W środę 4 marca przy porannej kawie w pracy wywróciłem filiżankę z kawą na macbooka (najnowsza seria alu 2,4GHz, 4GB). Kawa z mlekiem, słodzona, pycha. Przez około 4 sekundy po prostu patrzyłem oniemiały co się dzieje, nie mogąc uwierzyć co się stało. Po tych około 4-5 sekundach podczas, których postarzałem się o 5 lat, zacząłem już zachowywać się tak jak należy, tzn. obróciłem laptopa do góry nogami. W międzyczasie kolega z biurka obok przyniósł mi papierowe ręczniki, które posłużyły do wycierania ściekającej już teraz wszystkimi otworami kawy. Kawa wyciekała np. przez złącza USB i port Ethernet. Podczas tego obracania musiałem nacisnąć przypadkowo przycisk od zasilania, gdyż zanim dotarło do mnie, że powinienem wyłączyć komputer, to na ekranie już był komunikat: „Czy na pewno chcesz wyłączyć komputer?”. Ponieważ nie działał touchpad (płynęła po nim kawa), więc wszystko zrobiłem cały czas działającą klawiaturą. Nawet przytomnie odpowiedziałem na pytanie Firefoxa, który zapytał się czy ma przywrócić karty po ponownym uruchomieniu :) Po wyłączeniu komputera błyskawicznie już zdjąłem klapę od baterii i dysku twardego i wyjąłem baterię. W sumie od zalania do wyjęcia baterii minęły może 2 minuty, wiem długo, dużo za długo, ale nie mam zbytniego doświadczenia w zalewaniu laptopów kawą, działałem intuicyjnie. Dzięki Bogu, że w nowych macbookach wyjęcie baterii zajmuje w sumie 3 sekundy, nie wiem co bym zrobił, jakby to był np. najnowszy 17” MBP Pro, w którym wyjęcie baterii wymaga już niezłych sztuczek, w szczególności odkręcenia całego dolnego panelu.
Kilka kolejnych minut siedziałem oniemiały trzymając macbooka do góry dnem, wycierając kawę, która ładnie spływała w róg komputera (w to miejsce skąd wyciągnąłem baterię). Przez najbliższą godzinę gdy komputer nieco podsechł (a przynajmniej mi się tak wydawało), cudem powstrzymywałem się od włączenia, choćby na chwilkę, żeby sprawdzić czy działa. Okazało się potem, że dobrze zrobiłem.
Pierwsza myśl, zadzwoniłem do kumpla, do którego mam pełne zaufanie w sprawach komputerowych, żeby po drodze do biura przywiózł komplet malutkich śrubkręcików. „Będziemy rozkręcać!”. Tej myśli trzymałem się jakieś 10 minut, po czym uznałem, że tacy z nas specjaliści, że możemy mieć potem problem ze skręceniem, nie mówiąc o wyczyszczeniu. Wpisałem w google’u hasła: „naprawa macbook wrocław” i znalazłem tę stronę:
Zadzwoniłem, chwilę porozmawiałem, w międzyczasie usłyszałem, że jak mam zamiar najpierw sam pogrzebać w komputerze, to ten serwis już się później nie podejmuje dalszych prac. Po chwili wahania, zrezygnowałem z samodzielnego grzebania w zalanym kompie i poprosiłem bardzo uprzejmego Pana o zabranie komputera. Specjalista był u mnie za niespełna godzinę. Spisaliśmy protokół odbioru komputera, zostałem pochwalony za szybkie wyjęcie baterii i mój macbook pojechał na serwis. Jeszcze w międzyczasie odkręciliśmy dysk twardy (jedna śrubka w macu alu), na którym na szczęście nie było ani jednej kropli kawy (oczywiście backupu nie posiadam, jutro nauczony całą tą sytuacją jadę kupić jakiś przenośny HDD i uaktywnić Time Machine). Ja tymczasem usiadłem do jakiegoś starego Asusa i zacząłem dalej pracować. Po pierwsze ujawniła się potęga Gmaila, całą pocztę miałem tak jak wyłączyłem Firefoxa na macu, super sprawa, bez tego byłbym przez te kilka dni ugotowany. Po drugie kto pod Windą wymyślił, że programów nie zamyka się japko+Q, a okien japko+W. W ogóle gdzie jest japko? Dlaczego nie działa multitouch? Dlaczego w Eksploratorze Windows nie mogę złapać katalogu i przeciągnąć go do bocznego panelu tworząc skrót? Z tymi i innymi problemami walczyłem przez kolejne dwa dni jakie pozostały do weekendu.
W międzyczasie byłem na bieżąco informowany z serwisu co się dzieje. Jak usłyszałem przez telefon, że macbook został na tyle skutecznie zalany, że każdy większy chip został z płyty wylutowany, oczyszczony pod spodem i z powrotem wlutowany, to mało nie zemdlałem. No cóż i tak już nie mam po tym zalaniu gwarancji…. Na szczęście potem przyszła informacja, że płyta główna działa, nie wiadomo jeszcze co z klawiaturą, która jest ponoć przymocowana za pomocą 60 śrubek. Gdyby była zepsuta, to Apple nie sprzedaje jej osobno, tylko można kupić, ale z całym topcasem, czyli w zasadzie z całą obudową, koszt drobne 1300 zł! Moje męczarnie trwały cały weekend, już zacząłem liczyć, czy stać mnie w chwili obecnej na nowego maca, ale na szczęście rano w poniedziałek informacja: Oprócz jednego rezystora, który należało wymienić, wszystko inne zostało oczyszczone i działa!. Uff, jedyne co pozostało to bardzo lekki zapach kawy :) podobno zniknie po kilku miesiącach. Miałem szczęście, że bardzo szybko wyciągnąłem baterię i że udało mi się powstrzymać od prób włączenia. Podobno takie eksperymenty bardzo źle się kończą (dym z komputera, itd.). No i miałem też szczęście, że kawa nigdzie nie dostała się do matrycy, gdyż naprawa tego jest już niemalże niewykonalna. To wszysko, bardzo chciałem polecić ten serwis, który uratował mój komputer. Ta kawa kosztowała mnie 1000 zł. Myślę, że załączone zdjęcia pokażą nakład pracy jaki został wykonany. Mając to na uwadze, na uznanie zasługuje tempo w jakim została wykonana naprawa. Kawę wylałem w środę, w poniedziałek przed południem mam maca przed sobą i wszystko działa. Jak dla mnie, to super błysk! Przy okazji dowiedziałem się, że jestem pierwszy w Polsce, który co kolwiek wylał na nowego maca alu i firma ta nie za bardzo miała doświadczenie w naprawie tych modeli. No cóż, po moim przypadku z pewnością tego doświadczenia nabrali :)
Porady sytuacyjne, gdy wylejesz na laptopa jakiś napój:
- obróć go do góry dnem, to nie czas na sentymenty, że kawa czy cola wyleją się na dywan, trudno
- jeżeli pracujesz na zasilaniu, natychmiast odłącz wtyczkę – NATYCHMIAST!
- natychmiast wyłącz komputer
- wyjmij baterię tak szybko jak to tylko możliwe
- wezwij fachowca
Czego nie wolno robić:
- pod żadnym pozorem nie próbuj np. po godzinie gdy komputer nieco przeschnie podłączyć sprawdzić, bo „może jeszcze działa”
Pozdrawiam i życzę nigdy takich przypadków nie doświadczać osobiście.
Pozdrawiam
mmmaslov
Oto nadesłane zdjęcia pechowego, ale już szczęśliwego Maka:
9 marca 2009 · 23:14
9 marca 2009 · 22:24
W porzednim wpisie uczyliśmy się jak zmieniać katalogi. Teraz skupimy się na wyświetlaniu zawartości katalogów oraz na sprawdzeniu dokładnie w jakim miejscu się znajdujemy.
Komenda ls (DOSowy i Windowsowy odpowiednik to dir):
Do wyświetlenia zawartości katalogu, czyli zobaczenia podobnego spisu plików i folderów jaki widzimy w Finderze, służy komenda ls.
1. Otwieramy nowe okno Terminala.
2. Wpisujemy: ls
Zgodnie z powyższym screenshotem zobaczycie listę plików oraz katalogów sortowaną poziomo. Jeśli chcemy zobaczyć więcej detali to:
3. Wpisujemy: ls -l
Teraz zostanie pokazana alfabetyczny spis w orientacji poziomej z większą ilością szczegółów (o tym za chwilkę).
4. Wpisujemy: ls -la
Ostatnia komenda pokazuje to samo co poprzednia, ale również pokazuje „.”, „..” oraz różne pliki z kropką na początku, np. „.localized”.
„.” to skrót do bieżącego katalogu (upraszczając)
„..” to skrót to nadrzędnego katalogu
„.<nazwapliku>” pliki zaczynające się kropką są plikami ukrytymi – zazwyczaj z jakiegoś powodu – nie kasujcie ich przypadkiem nie wiedząc co to jest :-)
Wracając na moment to porzedniej lekcji o zmianie katalogów – właśnie od „..” bierze się komenda „cd ..” – oznacza ona zmianę katalogu na nadrzędny (poprzedni, jeden wyżej – jak kto woli).
Pierwsza kolumna przy komendzie ls -l lub ls -la określa jakie mamy prawa dostępu do danego pliku/folderu. Literką „d” oznaczone są katalogi.
Pełny skład pierwszej kolumny to: d rwx rwx rwx (bez spacji – wstawiłem je aby zoobrazować podział)
Znaczenia poszczególnych literek:
d lub – oznacza katalog lub plik
r – prawo czytania (read)
w – prawo zapisania (write)
x – prawo uruchomienia (execute)
Myślnik – zamiast literki w grupie oznacza brak tego prawa.
Pierwsza grupa rwx: prawa właściciela do pliku/katalogu
Druga grupa rwx: prawa grupy użytkowników do pliku/katalogu
Trzecia grupa rwx: prawa wszystkich (pozostałych użytkowników) do pliku/katalogu
Przykład:
-rwxrwxr– oznacza, że jest to plik i wszyscy (inni użytkownicy) mają tylko prawo go czytać.
Trzecia kolumna komendy ls -la pokazuje kto jest właścicielem pliku/folderu.
Czwarta kolumna określa do jakiej grupy należy.
Piąta: rozmiar pliku/folderu w bajtach
Szósta, siódma i ósma: dzień, miesiąc oraz godzina ostatniej modyfikacji
Ostatnia kolumna pokazuje nazwę obiektu.
Komenda pwd:
Polecenie pwd po prostu pokazuje katalogu w którym się aktualnie znajdujemy. Czasami pomaga, gdy dużo nawigujemy i pogubliśmy się w strukturze katalogów.
Starałem się to przedstawić w sposób w miarę łatwy do zrozumienia dla wszystkich – rozumiem, że dla wielu to zbyt proste tłumaczenie, ale pamiętajcie że są zawsze ogarniający temat wolniej. ;-)
Miłych treningów.
9 marca 2009 · 16:40
Pozwoliłem sobie niemal od początku przepisać Poradnik: Jakim jesteś Makiem? Teraz jest więcej informacji, wszelkie dodatkowe informacje zostały zintegrowane z resztą tekstu oraz dodałem historę wybranych modeli. Mam nadzieję, że jest również bardziej przejrzyście.
Poradnik znajdziecie tutaj: Jakim jesteś Makiem?
9 marca 2009 · 11:45
Terminal jest Makową linią poleceń – odpowiednikiem cmd w Windows. Dla tych, którzy żyli w czasach DOSa zapewne będzie łatwiej przyswoić jego funkcjonowanie.
Po otwarciu Terminala (Applications/Utilities/Terminal.app) przywita nas powyższy ekran, oczywiście z inną nazwą komputera i użytkownika.
Pierwsze słowo – Saturn – to nazwa mojego komputera. Podobne nazewnictwo używa się w Windowsach.
Po dwukropku widzimy „~” (tyldę) – w systemach Unixowych tylda oznacza katalog domowy zalogowanego użytkownika. W tym wypadku pełny adres to /Users/moridin, czyli nazwa katalogu, w którym aktualnie się znajdujemy. Więcej o tym później.
Następnie widzimy moridin. To jest po prostu moja nazwa użytkownika – gdy korzystamy z wielu kont to przydaje się to nam w identyfikacji.
Zmiana katalogu:
Wpiszmy następujące polecenie:
Zostaniemy przeniesieni do najwyższego katalogu – mniej więcej jest to odpowiednik cd C:\ w Windows.
Teraz chcemy wrócić znowu do naszego domowego folderu:
Obie komendy zrobią dokładnie to samo – przeniosą nas do /Users/moridin. Tylda jest systemowym skrótem, który zawsze wskazuje do miejsca, gdzie znajdują się nasze osobiste pliki i ustawienia.
Przykładowo jeśli chciałbym dostać się do /Users/moridin/Music/iTunes/ to mogę zrobić to na dwojaki sposób:
Udogodnienia:
W DOSie lub Windowsach, gdy chcieliśmy podać ręcznie ścieżkę do wybranego folderu, pozostało nam sporo klepania. Mac OS X jest znacznie bardziej przyjazny, zresztą podobnie jak wszelkiej maści *nixy.
Miłego eksperymentowania.
8 marca 2009 · 21:24
Zapraszam do poradnika Jak geotagować zdjęcia. Z pewnością przyda się fanom fotografii korzystających z Maków, którzy mają podobne zainteresowania.
PC-towcom też nie zaszkodzi przeczytać. ;-)
8 marca 2009 · 21:13
Geotagging ostatnio staje się bardzo modny, na tyle że już nie tylko serwisy internetowe typu Flickr oferują możliwość pokazywania zdjęć na mapie. Użytkownicy Maków mają raj w postaci iPhoto z funkcjonalnością Places (ostatnio za pomocą pluginu można to samo osiągnąć w Aperture – nie testowałem osobiście, więc nie wiem jak to działa).
Niedawno zaopatrzyłem się w AMOD AGL3080, tzw. data logger i jestem bardzo zadowolony z jego funkcjonalności. Jest bardzo dokładny co widać na powyższym screenie – trasa zarejestrowana samochodem przy logowaniu co 10 sekund (zamiast defaultowej 1s). Jako, że urządzenie ma mi przede wszystkim służyć podczas robienia zdjęć to próbkowanie z taką częstotliwością w zupełności wystarczy, tym bardziej że pomimo warszawskich korków to pieszo poruszam się znacznie wolniej. Najważniejszym jest fakt, że po podłączeniu pod komputer widoczny jest jako pendrive/dysk twardy – nie ma potrzeby instalować driverów, a z tymi dla Maka nie jest łatwo.
Próbowałem różnej maści aplikacji na OS X, ale w końcu zdecydowałem się na następujące:
– GPSBabel+
– GPSPhotoLinker
Przede wszystkim są darmowe, a jednocześnie rewelacyjnie się sprawują. Obsługuje się je niezwykle prosto, intuicyjnie i nie powodują przed wczesnego łysienia spowodowanego wyrywaniem włosów z rozpaczy. GPSPhotoLinker dodatkowo obsługuje formaty RAW z lepsiejszych aparatów, czyli pliki z rozszerzeniami CR2, NEF, itp.
Instrukcja jak opisać zdjęcia współrzędnymi:
PAMIĘTAMY, ŻEBY USTAWIĆ DATĘ I GODZINĘ W APARACIE PRZED WYPRAWĄ ZDJĘCIOWĄ!!!
1. Pobieramy plik z loggera – w przypadku AMOD AGL3080 jest on zapisany w standardzie NMEA 0183.
2. Uruchamiamy GPSBabel+
3. Ustawiamy opcje zgodnie z powyższym rysunkiem:
3.1. Wybieramy opcję Quick GPSBabel+
3.2. Format pliku wejściowego ustawiamy zależnie od formatu jaki Wasz logger generuje.
3.3. Format wyściowy ustawiamy na GPX XML.
3.4. Zapisujemy plik.
4. Uruchamiamy GPSPhotoLinker:
4.1. Wybieramy tryb batch (odpowiedzialny za dopisanie współrzędnych do wielu zdjęć równocześnie).
4.2. Z paska na górze wybieramy Load Tracks i wskazujmy na plik z rozszerzeniem .gpx wygenerowanym przez GPSBabel+.
4.3. Również z paska narzędziowego wybieramy Load Photos – wybieramy zdjęcia robione w tym samym przedziale czasowym, w którym korzystaliśmy z data loggera.
4.4. Resztę opcji wybieramy zgodnie z powyższym obrazkiem – jeśli chce poeksperymentować to zapraszam.
4.4.1. Time weighted average point jest korzystny dlatego, że jeśli GPS zapisze np. dwie pozycje oddalone od siebie o 10 metrów o czasach, np. 10:44:25 i 10:44:35, a zdjęcie zrobimy o 10:44:30 to uśredni nam automatycznie pozycję między tymi dwoma.
4.5. WAŻNE: Nad zdjęciami ustawiamy strefę czasową w jakiej zostały zrobione zdjęcia jeśli jest odmienna od czasu systemowego! GPS zapisuje je w formacie UTC (GMT).
4.6. Wybieramy Batch save to photos upewniając się, że zaznaczyliśmy wszystkie załadowane zdjęcia (jeśli wybraliśmy opcję Process all loaded photos (not just selected) to nie ma potrzeby wybierać załadowanych zdjęć).
5. Zaimportować zdjęcia do iPhoto/Aperture.
Koniec! To naprawdę takie proste.
Teraz czekam, aż iPhoto/Aperture będzie potrafił przetworzyć pliki GPX i automatycznie dopisać pozycję do zdjęć znajdujących się już w bazie danych lub podczas importu. Generalnie nie jest potrzebny doktorat z fizyki jądrowej, żeby to zaimplementować, więc mam nadzieję że w 2010 roku wraz z premierą iLife ’10 pojawi się taka możliwość. :-)
Miłych szaleństw!
Aha – polecam serwis EveryTrail.com. Można tam uploadować same trasy w formacie GPX, aby zobaczyć je nałożone na mapy Google jaki i dodawać do nich zdjęcia. Na koniec możemy „odtworzyć” naszą trasę.
8 marca 2009 · 17:53
Dzisiaj rano po porannej lekturze RSS postanowiłem zainstalować Allegro na iPhone, wiedząc że będzie czas na przejrzenia aplikacji podczas przerwy w skokach narciarskich podczas obiadku.
Interfejs jest intuicyjny, bardzo w stylu Apple, więc nie miałem żadnych problemów z poruszaniem się po nim. Wszystko jest tam gdzie się tego można spodziewać i niespodzianek brak.
Można zapamiętać login i hasło do naszego konta (lub kilku) – nie jest wtedy konieczne podawanie wszystkich danych przy każdym logowaniu. Wygodne rozwiązanie, szczególnie że musiałem kilka razy logować się w przeciągu paru minut, ale o tym za chwilę.
Graficznie jest na bardzo przyzwoitym poziomie – zapewne można w paru miejscach wprowadzić bardziej atrakcyjne przycisku czy inne grafiki, ale nie straszy i nie zniechęca.
Funkcje wyszukiwania są bardzo wygodne – jeśli zdecydujemy się zalogować to możemy włączyć wyszukiwanie tylko w Moim mieście lub Moim województwie. Akurat przydało mi się na samym starcie, więc ucieszyłem się na widok tej opcji.
Galeria oraz opis samej aukcji jest w miarę czytelny – pod warunkiem, że sprzedający nie użyje żółtej lub jaaaaasno-szarej czcionki na białym tle. Na szczęście udało mi się tylko mieć problem z odczytaniem opisu jednego przedmiotu.
Podczas przeglądania aukcji można ją szybko i bez zbędnego błądzenia dodać do obserwowanych – wystarczy kliknąć w niebieski plusik obok tytułu.
Kasowanie jest również banalne – typowe podejście jak w iPhone.
Cieszę się, że autorzy tego programu zdecydowali się na rozsądne podejście do interfejsu Allegro. Nie kombinowali z własnym spojrzeniem na UI tylko skorzystali z dobrych i intuicyjnych metod obsługi pozostałych aplikacji na iPhone.
Mam jednak dwa zastrzeżenia – po pierwsze często przeszukuję Allegro w ten sposób, że wpisuję wyszukiwane słowo, np. „iPhone 16GB” i po wyświetleniu się wielu wielu wyników wybieram interesującą mnie kategorię – w tym wypadku „iPhone 3G”. Unikam w ten sposób przeglądania niepotrzebnych przedmiotów, które mnie kompletnie nie interesują. Niestety w wersji na iPhone możemy albo szukać w całej bazie danych Allegro, albo przeglądać wszystkie oferty w danej kategorii (nie można też w ostatnim wypadku wybrać miasta).
Drugim problemem było wyrzucanie mnie do SpringBoarda podczas wciskania „wyświetl więcej aukcji”. Defaultowo aplikacja pokazuje wybraną ilość wpisów (nie liczyłem – załóżmy, że 15). Po dojściu do spodu listy możemy wcisnąć wspomniany przycisk, aby wyświetlić kolejną porcję produktów. Co ciekawe, akurat przeglądałem aukcje iPhone 3G – czyżby to mój 2G obraził się na mnie i takie figle mi plótł, abym nie porzucił go?
W każdym razie polecam!
7 marca 2009 · 20:41
Coraz częściej widuje się komputery o wzornictwie zainspirowanym iMakiem Apple. Część z pozoru jest lepsza, część ma gorsze parametry, żaden nie ma OS X, ani jeszcze nie widziałem Hackintosha w takim wykonaniu.
W każdym razie Onkyo zaprezentował pięknie brzmiący E702A9 pod marką Sotec – chyba zalecane jest, aby popracowali trochę nad nazwą.
Parametry ma następujące:
Design nie jest zły, lepszy niż dotychczasowe, które widziałem. Pilot pomaga w funkcjonalności Media Centre, a zbudowany dock dla iPhone zapewne ma przyciągnąć obecnych klientów Apple … wątpliwe.
Źródło: NewLaunches