Jeśli jesteście fanami World of Warcraft — najwspanialszej gry na świecie — to Creative specjalnie dla Was (i dla mnie!) stworzył słuchawki w dwóch wersjach: z kablem lub bezprzewodowe. Według amerykańskiej strony producenta, obecnie przyjmowane są zamówienia, natomiast Polski sklep Creative pozwala je kupić z tego co widzę — dostawa od 7 do 14 dni. Kosztują odpowiednio €119.00 za wersję USB i €159 za bezprzewodową.
Niezależnie czy gracie po stronie Horde czy Alliance, wymienne wkładki z diodami pozwolą wczuć się w odpowiednią postać. Dodatkowo technologia VoiceFX pozwoli Wam mówić głosem swojego wirtualnego ja w świecie WoW.
Naturalnie Maki są supportowane — OS X 10.5 lub nowszy.
Nie chce ktoś mi takich przekazać do testów przypadkiem? Odkąd porzuciłem WoW dwa lata temu na rzecz życia w realnym świecie cały czas szukam powodu, aby do niego wrócić …
Przy okazji testów proponowanych przez grafmarr zauważyłem parę niepokojących objawów. Spróbowałem doprowadzić to samo zdjęcie w obu programach do tego samego stanu, korzystając z tych samych ustawień odszumiania, balansu bieli, korekty ekspozycji i tak dalej.
Niestety nie udało mi się uzyskać identycznych efektów … za to strasznie zmartwiła mnie sama jakość zdjęć z Aperture 3.
Lightroom 2.6:
Aperture 3:
Wszystkie parametry są niemalże identycznie ustawione — kliknijcie na obu zdjęciach (albo zapiszcie sobie na pulpit) i porównajcie szumy na niebieskim tle napisu Samson. Nie byłem w stanie pozbyć się szumu w Aperture 3 w żaden sposób, podczas gdy w LR w ogóle nie odszumiałem go.
@grafmarr: fullscreen rzeczywiście lekko przyśpiesza całość, ale cofanie się na przykład o jeden krok (cmd+z) kończyło się piłką plażową kręcącą się przez …. i teraz nie żartuję … 1 minutę. Alchemic z aperture.pl świadkiem, bo siedzieliśmy akurat na Skype. Zresztą też ma podobne sytuacje.
Nie wiem jak Apple ten software testował, ale kilka rzeczy jest zdecydowanie do poprawienia. Dla mnie ta wtopa jest mniej więcej równoznaczna z potrzebą dokręcania koła w aucie co 100km.
Zapraszam do obejrzenia screencast z porównania prędkości najnowszego Aperture 3 i Lightroom 2. Niestety dopóki to się nie poprawi to aplikacja nie zastąpi LR na moim Maku. Ale może zastąpi iPhoto? Poczekam na iLife ’10 …
PS. Przepraszam za trzaski — zapomniałem zamknąć okno podczas nagrania i odśnieżanie balkonu przez sąsiada tak dziwnie się nagrało …
Niedawno były 3. urodziny CoverSutra i przy okazji promocyjnej ceny nabyłem własną kopię. Dzisiaj, poza opisem aplikacji, będą do rozlosowania nagrody wśród uczestników dzięki uprzejmości Sophiestication Software.
CoverSutra to przede wszystkim zastępczy mini-player dla iTunes. Na środku ekranu, nad dockiem wyświetla nam aktualnie wykonywaną operację wraz z okładką płyty, wykonawcą i tytułem: play, pauza, następny/poprzedni utwór, itp. Naturalnie znika po paru sekundach nie wykonywania operacji na bazie w iTunes …
Dodatkowo możemy na biurku dowolnie umieścić mały pseudo-widget (górny screenshot – prawy dolny róg), który wyświetla okładkę oraz informacje o piosence przez cały czas. Podwójne kliknięcie w niego otwiera okienko:
Powyższy mini-player daje nam już większe możliwości bez konieczności wchodzenia w iTunes, wraz z włączaniem Shuffle i różnych trybów loop playback.
Na górnym pasku dodatkowo pojawia się okienko informacyjne — można je naturalnie wyłączyć. Osobiście ustawiłem ikonkę widoczną nad oknem w tryb ukryty. Pojawia się tylko podczas zmiany piosenek.
Fanów Last.fm zapewne ucieszy automatyczny upload słuchanych utworów do serwisu, ustawiany w preferencjach CoverSutra. Dodatkowo możemy również wybrać formę graficzną naszego widgetu na biurku.
Aplikacja jest banalna, jednak niesamowicie pomocna i polecam ją każdemu!
Ocena 5/5
—
Konkurs
Równocześnie zapraszam na konkurs — do wygrania są 3 numery seryjne do CoverSutra dla OS X. Zależnie od ilości uczestników, rozlosuję odpowiednią ilość kodów — 1 kod będzie sukcesywnie dodawany do puli co 10 uczestników, tj. 10-19 = 1 nr seryjny, 20-29 = 2 nr-y seryjne, 30-… = 3 nr-y seryjne.
Zasady:
1. Umieścić tekst:
Wygraj licencję dla CoverSutra (Mac) na Makowym ABC http://www.makoweabc.pl/2010/02/coversutra-i-konkurs/
na wybranym serwisie społecznościowym: BLIP, Twitter lub Flaker.
2. Oddaj głos w ankiecie w bocznym pasku obok tego wpisu (pod podcastem).
3. W komentarzach wklej link do powższej wiadomości oraz powiedz na co głosowałeś/aś w ankiecie.
4. Jedna osoba może zgłosić się tylko raz — podszywanie się nie będzie tolerowane.
5. Konkurs będzie trwał wstępnie do 23:59 w środę, 17. lutego 2010.
Wyniki
Dziękuję wszystkim za udział w konkursie! 21 zgłoszeń wg. zasad powinno przystąpić do losowania dwóch numerów seryjnych, ale pozwolę sobie rozszerzyć pulę do pełnych trzech. Mam nadzieję, że nikt nie będzie narzekał …
Dzisiaj Apple zaskoczył nas Aperture 3 — nową wersją jednego z większych konkurentów Adobe Lightroom, Capture One i podobnych. Jak zasiadłem do komputera po południu to zaskoczony byłem informacjami od znajomych (i obcych) o tej nowości — dzięki za podesłanie info!
W każdym razie szybko przystąpiłem do przejrzenia strony internetowej Apple podczas, gdy w tle ściągał się 30-dniowy trial. Na pierwszy rzut oka Aperture 3 sprawia wrażenie połączenia poprzednika z najnowszym iPhoto. Znajdziemy Faces, Places (Twarze i Miejsca?) oraz kilka innych znanych funkcji, m.in. ciekawie zestawione pokazy slajdów oraz ulepszone Pędzle (Brushes), których nie testowałem jeszcze.
Czy przesiądę się z Lightrooma na nowego Aperture to zaraz się okaże …
Tradycyjnie przypominam, że klik w screenshot powiększa go …
Import
Import obrazków jest zorganizowany wzorowo. Tradycjnie prawy pasek z opcjami jest niemalże pusty, ale po otworzeniu wszystkich menu mamy doprawdy niesamowitą ilość możliwości. Podobnie jak w iPhoto i poprzednim Aperture, zdjęcia możemy importować bezpośrednio do bibliotek w stylu iPhoto (pliki znajdują się wewnątrz jednego pliko-katalogu) lub zostawić je w oryginalnym miejscu na dysku.
Najciekawszą dla mnie nowością jest bez wątpienie możliwość zdecydowania jak mają być importowane komplety RAW+JPG — razem lub osobno, pomijając JPGa lub RAWa. Do wyboru do koloru. Tego mi brakowało!
Dla często i daleko podróżujących zapewne przyda się możliwość modyfikacji daty zrobienia zdjęcia podczas procesu importu — bardzo wygodne jak zapomni się zmienić daty w aparacie (ech … skąd ja to znam …).
Reszta opcji pozwala na przeróżne modyfikacje, np. nazw plików, zastosowania presetów, dodanie metadanych, itp. Nic nadzwyczajnego, jednak całość jest bardzo intuicyjna.
Organizacja
Organizujemy zdjęcia tworząc Projekty, które są odpowiednikami Wydarzeń z iPhoto. Nota bene jeśli zaimportujemy naszą bibliotekę z tego drugiego to zostanie zachowana pełna struktura z modułu iLife. Następnie możemy tworzyć albumy, inteligentne albumy i tym podobne — funkcjonalność dokładnie taka sama jak chociażby w iTunes czy ponownie … iPhoto. Możliwości ogromne, chociaż osobiście nie korzystałbym z nich zupełnie — Projekty w zupełności wystarczają.
Faces i Places
Ta funkcjonalność pierwszy raz pojawiła się w iPhoto ’09 i jest przez wielu lubiana i ceniona. Sam sporo korzystam z tych udogodnień, a w szczególności z Miejsc, które umożliwiają przede wszystkim powspominania odwiedzonych lokalizacji.
Sama funkcjonalność Miejsc jest praktycznie taka sama jak w iPhoto, jednak mam wrażenie że tutaj sprawuje się ciut lepiej — przede wszystkim ma ładniejsze etykiety nazw lokalizacji. Jest ich też chyba więcej i są bardziej szczegółowe.
Eksport
Okno eksportu zdjęć do JPG czy innych formatów zawiera kilka ciekawych presetów oraz możliwość tworzenia własnych. Całość sprawia wrażenie bardzo intuicyjnego i dobrze zorganizowanego modułu — brak zastrzeżen! Nie pamiętam jak i czy to było zaimplementowane w Aperture 2, ale obecna forma jest ciut lepsza niż ta w Lightroom 2.
Presety
Nie pamiętam również czy presety były dostępne w poprzedniej wersji, ale są obecne w Lightroom i poza ciut efektywniejszym wyglądem nie różnią się absolutnie niczym. Dodam jeszcze tylko, że w obu programach te presety są dla mnie absolutnie bezużyteczne — nie ma to jak dobry plugin od Nik Software czy konkurencyjnej firmy.
Strony WWW dla opornych
Aperture umożliwia tworzenie stron WWW na podstawie wybranych zdjęć z projektów — jest to zapewne jedna z szybszych metod, ale już chyba lepiej korzystać z albumów na Facebook czy Flickr (wbudowana możliwość uploadu jak w iPhoto). Ciekawsze efekty można uzyskać z iWeb ’09, a osobiście prefereuję rozwiązanie Imagevuex (pomimo, że jest na Flashu).
RAW
Zaskoczyła mnie możliwość podglądu wybranego podczas robienia zdjęcia punktu ostrości. Programy od producentów aparatów tradycjnie umożliwiają korzystanie z tego, jednak pierwszy raz widzę taką funkcjonalność u płatnej konkurencji. Podobnie jak cała reszta interfejsu, informacje EXIF są pięknie przedstawione, chociaż preferuję metodę Lightroom w którym te dane są widoczne przy samym zdjęciu niezależnie od aktualnie wybranej palety narzędzi.
Pokazy slajdów
Dają większe możliwości edycyjne niż te w iPhoto. Całość jest bardzo zbliżona do iMovie ’09 z wygodną opcją eksportu do predefiniowanych urządzeń, np. iPhone czy YouTube.
Pierwsze (z/w)rażenia
Interfejs jest bardzo zbliżony do tego w Aperture 2 i nie mam do niego żadnych większych zastrzeżeń — intuicyjność Apple przeważa w większości, jednak widzę kilka punktów które można poprawić. Niemniej jednak adaptacja z innych podobnych aplikacji (np. LR) przebiegnie szybko i sprawnie. Straszliwie mnie tylko denerwują skale na suwakach — zamiast przedziału -100 do 100% mamy -1.0 do 1.0 ze skokiem co 0.xx. Bez sensu — procenty są naturalnie rozumiane przez ludzi, a ta dziwna skala wymaga chwili zastanowienia, tym bardziej, że miejscami zakresy i skoki są różne.
Po uruchomieniu programu i imporcie zdjęć z dnia spędzonego w Parku Wilanów, pierwsza myśl jaka mi przyszła do głowy to że Aperture 3 jest poniekąd połączeniem iPhoto ’09 z Aperture 2 z poprawkami i paroma nowymi wodotryskami. Apple zresztą chyba chciałby produkt tymi fajerwerkami zaprezentować szerszej publiczności, a możliwość importu naszej całej bazy danych z iPhoto wraz z zachowaniem ich struktury, Wydarzeń i wszystkich danych zachęca do tego. Nie testowałem tego osobiście, ale wygląda to na bezbolesny proces.
Jednym z powodów rozdzielenia przez mnie zdjęć RAW od JPGów jest fakt, że te pierwsze zajmują dużo miejsca i znacznie spowolniłyby ładowanie się katalogu/biblioteki. W Lightroom wszystko mam zresztą podzielona na poszczególne lata (2009, 2010, itp) — załadowanie wszystkich zdjęć od 2003 roku (~100GB) z miniaturkami to jednak spore wyzwanie. Wydaje mi się, że w najnowszym Aperture sens ma również podobny podział wraz z jeszcze jedną biblioteką na same JPGi, jeśli chcemy dodatkowo zastąpić nim iPhoto.
Najgorsze zostawiłem na koniec … Apple tym produktem chce wymusić na mnie zmianę komputera, czego nie zrobię. MBP 2.5GHz z 4GB RAM nie powinień tak powoli ładować podglądu RAWów. Przykładowa czynność:
wybieram zdjęcie do obróbki
robię zoom na 100%
czekam 5-8 sekund
wyostrzam
czekam 5-8 sekund
zmniejszam wyostrzenie
czekam 5-8 sekund
To jest nie do zaakceptowania! Ta sama czynność w Lightroom 2.6 (naturalnie w trybie 64-bitowym) wykonuje się w na tyle szybko, że nie zdążę nawet przenieść wzroku z palety narzędzi na zdjęcie. Uwierzcie mi na słowo, że odległość jest podobna. Strasznie zawiodłem się na prędkości wykonywania operacji — może i osoby z najnowszymi iMac Core i7 nie będą narzekały, ale o ile szybciej na takim sprzęcie będzie chodził LR!? Nieśmiało jeszcze przypomnę — Apple, gdzie są do jasnej cholery gradienty, z których tak często korzystam w Adobe?!
Pogrzebię jeszcze w ustawieniach — może da się to przyśpieszyć … inaczej pozostaje mi tylko powiedzieć, że program został na dzień dobry spalony przez prękość funkcjonowania.
Ciąg dalszy na pewno nastąpi — w końcu mam jeszcze 29 dni …
Apple dzisiaj zaprezentowało najnowszą odmianę swojego sztandarowego produktu do obróbki zdjęć — Aperture w wersji 3.
Program nie tylko dodaje nową funkcjonalność, na którą wielu czekało z utęsknieniem, ale również integruje wiele znanych narzędzi chociażby z iPhoto ’09.
Na blogu zdążyłem już opublikować pierwsze wrażenia z krótkiej zabawy nowym programem.
Canon zaprezentowało światu swoje najnowsze dziecko — model amatorski 550D. Znajduje się w najlepiej sprzedającej się kategorii i niewątpliwie bijąca wszelkie rekordy ilościowe magiczna liczba 18 millionów pikseli przyciągnie wielu nowych klientów. Wspominałem już wcześniej co sądzę o takiej gęstości pikseli na matrycy. Nie dość, że szkła nie są w stanie przetworzyć tej rozdzielczości to zjawisko dyfrakcji występuje w modelu 7D w rejonie f/6-7. Wartość powinna być zbliżona w 550D ze względu na prawie identyczną matrycę. Źródła w Canonie donoszą, że są różnice pomiędzy nimi.
Społeczeństwo jednak goni za numerkami zamiast jakością. Sprzedawcy w sklepach też nie są przesadnie pomocni (ogólnie — zdarzają się wyjątki), a typowi konsumenci nie poświęcają wystarczająco dużo czasu na poznawaniu szczegółów technologii w którą się pakują. Gdybym mógł to kupiłbym ze dwa D700 i D3s „na półkę”, bo przyszłość zdecydowanie przestaje mi się podobać …
Specyfikacja techniczna 550-tki uległa poprawieniu w stosunku do poprzedniego modelu — największe zmiany nastąpiły w pomiarze światła, skali dostępnej kompensacji (w końcu +/- 5EV!!) i nowych trybów video. Niepotrzebne 1080p@20fps zostało zastąpione maks. 30 fps. 720p również przyśpieszyło. Zaskoczeniem dla mnie jest brak większego bufora — dla osób pstrykających w RAW zmniejszył się z 9 do 6 fotek. Poza tym jeszcze kilka zmian łącznie z nowym gripem (ech … przy każdym modelu wydatek) oraz obsługą standardu SDXC. Zastanawiam się czy i kiedy zadomowi się w wyższych modelach producentów, zastępując popularny CF.
Przeglądając sample nie byłem zachwycony jakością — straszne mydło … Czy pogoń za megapikselami kiedyś się skończy?
Jeżeli z jakiegoś powodu potrzebne jest kompletne zamrożenie wprowadzania zmian w Docku — rozkładzie ikon, rozmiarze, itp. — to wystarczy kilka prostych komend z poziomu Terminal.app (opisanego tutaj).
Odblokowanie robimy za pomocą tych samych komend zastępując słowo yes na no.
Zapewne administratorzy sieci mogę to wykorzystać, aby ujednolicić interfejs dla np. uczniów, a synowie zablokować pewnie zmiany swoim rodzicom, którzy notorycznie dzwonią z pytaniem: „A gdzie się tak ikona znowu podziała?„
Jesteś tajnym agentem? Nie możesz pozwolić sobie na pozostawienie śladów po skasowaniu ważnych plików? Apple oferuje bezpieczne opróżnianie kosza, które utrudnia odzyskanie danych nadpisując je śmieciami. Tradycyjnie pliki są w miarę łatwe do przywrócenia dopóki inne dane nie zajmą ich miejsca.
Aby włączyć bezpieczne opróżnianie kosza wystarczy wejść w preferencje Findera:
Klikamy na ikonkę Finder w docku lub po prostu pulpit.
Na górnym pasku, z lewej strony klikamy na napis Finder.
Wybieramy Preferencje i przechodzimy do zakładki Zaawansowane.
Zaznaczamy stosowną opcję zgodnie z poniższym screenshotem.
Ostrzegam przed kasowaniem w ten sposób dużej ilości danych — może to zająć kilka ładnych minut.
Sherlock Holmes — detektyw stworzony przez Arthur Conan Doyle jest zdecydowanie jedną z moich ulubionych pozycji. Zbiór opowieści geniusza polecam każdemu z czystym sumieniem — ostrzegam tylko, że nie będziecie mogli oderwać się od książki!
Guy Ritchie, geniusz za czarną komedią Snatch, tym razem postawił na amerykańskiego aktora Robert Downey Jr, znanego chociażby z Urodzonych moderców czy Iron Man. Słusznie wg. mnie. Niesłusznie wg. mojej drugiej połowy. Nie spełnił jej wyobrażenia o dystyngowanym angielskim dżentelmenie. Swój wizerunek za to zdecydowanie nadrobił grą aktorską. Jude Law wcielony w Watsona dostał nasza aprobatę, a Rachel McAdams grająca Irene Adler zapewne uwiedzie męską część publiczności …
Sam film polecam, pomimo że momentami zalatuje Jamesem Bondem w pseudo komediowych scenach z francuskim odpowiednikiem Jaws znanego z Moonraker. Mam jednak wrażenie, że reżyser zupełnie nie zrozumiał osobowości Watsona — jest zdecydowanie zbyt bojowy i dynamiczny. Sam scenariusz, pomimo delikatnego zamoczenia go w kulturze amerykańskiej, jest do zaakceptowania. Zagadki oraz ich tłumaczenia są przedstawione wzorowo, a sposób myślenia detektywa jest cały czas odpowiednio eksponowany przez odpowiednią narrację, nie odrywającą myśli od całości. Fani Sherlocka, a w szczególności jego metod dedukcji będą usatysfakcjonowani.
Najnowsza adaptacja Sherlocka Holmesa jest przeniesiona w nowe realia kinowe i wymagania widzów, jednak polecam ten film fanom książek Doyle’a. Teraz już tylko czekam aż pojawi się na Blu-Ray …
Posiadacze zagranicznych kont iTunes mogą bez problemu szukać podcastów w iTunes Store — Ci którym nigdy nie chciało się stworzyć konta mogą to albo zrobić wg. tego przepisu, albo dodawać podcasty za pomocą RSS. Do tej ostatniej metody wystarczy samo iTunes oraz link do feedu naszego podcastu.
Przepis:
1. Otwieramy iTunes.
2. W menu Zaawansowane wybieramy Subskrybuj podcast… lub jakkolwiek to przetłumaczyli.
Kolejny przypadkowy przeciek albo po porządna podróba — na witrynie Geekbench dostępny jest nowy MacBook Pro6,1 wyposażony w Intel Core i7 M 620 taktowany 2.66GHz. Wynik 5260 jest zacny — blisko 2x szybciej od obecnych MBP 2.66 z Core2Duo. Przeciw podejrzeniom o podrabianiu informacji są dane w BIOSie.
Mam nadzieję, że wkrótce zobaczymy nowe modele to będę miał powód na upgrade swojego.
Najnowszy software, 3.1.3 dla iPhone, umożliwia tethering, czyli wykorzystanie telefonu jako modemu dla komputera, w PlusGSM. Oto przepis:
1. Wchodzimy w ustawienia telefonu -> ogólne -> sieć-> dane przez sięc komórkową i zgodnie z lewym obrazkiem wpisujemy „internet” w polu APN w dziale Internet Tethering.
2. Wychodzimy poziom wyżej i zgodnie z prawym obrazkiem włączamy internet tethering.
3. Lewy obrazek dodatkowo obrazuje punkt 2.
4. Następnie uruchamiany Bluetooth.
5. Na Maku wchodzimy w Preferencje Systemowe i w Bluetooth dodajemy nowe urządzenie — jak znajdzie telefon to dodajemy go i następnie parujemy.
6. W panelu Bluetooth na telefonie powinniśmy teraz widzieć komputer.
7. Na Maku łączymy się z iPhonem za pomocą Bluetooth.
Serwisów społecznościowych na świecie przybywa w szybkim tempie, a użytkownicy decydują o ich życiu lub śmierci. MySpace ugina się pod naporem Facebook, Twitter dalej trzyma się mocno i mam ostatnio wrażenie, że z powodu niekończących się problemów BLIP coraz więcej Polaków zakłada tam konta. Nasza Klasa, Flaker … komunikatorów jest pod dostatkiem.
Dzisiaj mam konta na wszystkich powyższych, a obsługuję na kilka sposobów: Tweetie na Mac i iPhone dla Twittera, Facebook na WWW i iPhone, Flaker również zagościł w spisie w postaci flaKONIKa. aBLIP wczoraj natomiast wyleciał z autostartu ze względu na brak pełnej kompatybilności ze Snow Leopard, która ciągnie się od września zeszłego roku. Muzyczny last.fm również poznałem dopiero kilka dni temu.
Problemem największym, przynajmniej dla mnie, jest poznanie ich tajników i funkcjonalności. Dostaję wiadomość na BLIP, odpowiadam na AIM w iChat … ale po chwili otrzymuję telefon na Skype, aby szybciej ustalić szczegóły. Ustalenia wklejam na Facebook, a ten wpis po opublikowaniu znajdzie się automatycznie na Twitter, skąd zostanie pobrany przez BLIPa i Flakera. Jak to wszystko ogarnąć? Jak nad tym zapanować? Na pewno nie pomaga fakt, że każdy ma swój własny interfejs z inną funkcjonalnością niż pozostałe.
Największym potencjalnym problemem z BLIPem, Twitter i Flakerem jest to, że bloggerzy uczynili z niego własny kanał RSS — ze mną włącznie. Nie takie miały chyba przeznaczenie, ale chyba tylko Flaker próbuje rozwiązać problem poprzez możliwość integracji naszych wpisów w sensowny sposób. Podświadomie przeszkazda mi fakt, że otrzymuję wiadomość o tym samym wpisie w swoim kokpicie na BLIP, Twitter, a od wczoraj również na Flakerze. Jak już sięgnę do czytnika RSS to okazuje się, że większość nowości przeczytałem przed paroma godzinami. Czy jak znikną moje wpisy z tych kanałów to coś to rozwiąże? Czy inni postąpią podobnie? Śmiem wątpić …
Polska była zawsze wyjątkowa pod tymi względami — gdy wszyscy moi znajomi z czasów szkoły korzystali z MSN to GG biło rekordy popularności. Dzisiaj świat tweetuje, a polacy blipują … a ja już nie wiem w co ręce włożyć — rezgynacja z jednego oznacza utratę kontaktu z połową znajomych.
Może jednak kiedyś powstanie wspólne medium integrujące nas wszystkich? Bo pomimo jednoczenia się ludzkości odnoszę wrażenie, że mnogość tych serwisów jeszcze bardziej nas dzieli …
Niedawno narzekałem na brak multitouch w nowym telefonie od Google — modelu Nexus One produkowanym przez HTC. Chyba długie rozmowy Engadget z Erickiem Tsengiem pomogły, bo dzisiaj pojawił się multitouch … częściowo. Jest teraz pinch-to-zoom w przeglądarce WWW, Galerii oraz Google Maps. Ciekawe czy wprowadzali też tą funkcjonalność w wirtualnej klawiaturze …
Pojawił się nowy soft dla iPhone’ów. W najnowszym 3.1.3 znajdziecie następujące zmiany:
poprawiona dokładność raportowanego poziomu baterii na 3GS
naprawione błędy przez które nie chciały uruchamiać się aplikacje od osób trzecich w pewnych okolicznościach
naprawiono błąd który mógł powodować crash aplikacji podczas korzystania z jakońskiej klawiatury kana
To ostatnie większości z nas raczej nie dotyczy. Ciekawy jestem czy doczekamy się 3.2 czy cała rodzina urządzeń na iPhone OS od razu trafi do wersji 4.0 tego lata? A jak Wy sądzicie?
PS. Zapomniałem o JB-owcach. :-)
Jeśli macie telefon i polegacie na JB/unlock to wstrzymajcie się dopóki nie zostanie zaktualizowany odpowiedni soft.
W komentarzach pod wpisem iPadł padło kolejne stwierdzenie dotyczące tłumaczenia „It’s all about the display” (Przemka Pająka w tym wypadku) … że odnosi się to jednak ogólnie do iPada, a nie pracy baterii. Jako, że przez ostatnie kilka dni często pojawiają się podobne interpretacje od wielu osób to postanowiłem przetłumaczyć istotny fragment wywiadu Walta Mossberga ze Stevem Jobsem:
Steve Jobs: (…) a bit more than 10 hours.
Walt Mossberg: Really? Music … a lot more than 10 hours … probably? (nie usłyszałem dokładnie ostatniego słowa)
SJ: Music … it is 140 and something hours I think of continuous music playback.
WM: And for reading? How about for reading?
SJ: Just over ten.
WM: Just over ten?
SJ: Yeah.
WM: Because you know, Amazon …
SJ: It’s all about …. yes … it’s all about the display. Our chips don’t use hardly any power.
WM: But that’s the key. You’re doing an ebook reader that isn’t using e-ink, that’s using really beautiful colour, LED …
SJ: That you can read at night.
WM: On the other hand there’s a battery cost for that.
SJ: There isn’t … ‚cos you end up … plugging it in.
Wolne (i moje) tłumaczenie:
SJ: (…) ciut więcej niż 10 godz.
WM: Naprawdę? Muzyka …. dużo więcej niż 10 godzin … prawdopodobnie?
SJ: Muzyka … myślę, że coś około 140 i trochę godzin ciągłego odtwarzania.
WM: A do czytania? Jak to wygląda podczas czytania?
SJ: Trochę ponad 10.
WM: Trochę ponad 10?
SJ: Tak.
WM: Bo wiesz, Amazon …
SJ: Wszystko rozchodzi się … tak … wszystko rozchodzi się o ekran. Nasz procesory ledwo zużywają prąd.
WM: Ale to jest kluczem. Robicie czytnik e-książek który nie korzysta z e-papieru (e-atramentu), używając naprawdę piękny kolor, LED …
SJ: Który możesz czytać w nocy.
WM: Z drugiej strony, ma to istotny wpływ na żywotność baterii (nie jest słowo w słowo, ale chodziło mi o sens tłumaczenia).
SJ: Nie … bo i tak … podłączasz go do prądu.
Dla mnie z w/w słów jasno wynika, że rozmowa tyczy się baterii i jej żywotności, a nie wspaniałości samego ekranu. Jeśli uważacie co innego to proszę o komentarz z uzasadnieniem.
Wczoraj MG Siegler opublikował interesujący artykuł na TechCrunch.com, a mianowicie sugeruje on, że Apple pracuje nad kolejną wersją iPada — większą, cięższą i pod kontrolą OS X zamiast iPhone OS. Próbuje również cytować bohaterów filmu Contact z Jodie Foster: „Po co budować jedno skoro można mieć dwa za te same pieniądze?„
Problem w tym, że Apple na pewno ma już tablet na stole projektowym wyposażony w mocniejszy procesor, większy ekran i OS X. Zapewne ma też mniejsze wersje. R&D iPada w końcu rozpoczął się kilka lat temu — możemy śmiało przypuszczać, że Apple nie skupił swojej uwagi na jednym jedynym projekcie, tylko rozważał przynajmniej jeszcze jedną alternatywę.
Ponadto, powyższe zdanie wyrwane z filmu jest kompletnie nieadekwatne do sytuacji. Nawet jeśli Apple ma gotową produkcyją wersję iPad Pro z dokładnie takim samym ekranem, to procesor musi być inny. Tym samym cała elektronika w środku również będzie wymagała całkowitego przeprojektowania, włącznie z zupełnie innym modułem baterii. No chyba, że ktoś wierzy, że Apple pozwoli sobie na stworzenie trzeciego systemu operacyjnego obok iPhone OS i OS X?
Siegler ponadto insynuuje, że iPad Pro będzie wyposażony w ekran siegający nawet 15.4″. Przeznacznie miałby oczywiście odmienne, zastępując typowe laptopy, więc musiałby oferować dock w stylu obecnego iPada. Tylko, że ciężko mi wyobrazić sobie 2.5kg tableta trzymanego w ręce. Nawet opieranie go na kolanach nie będzie prostym zadaniem. Poza tym były już donosy o wzmacnianiu konstrukcji szkła obecnego iPada — większa wersja powodowałaby znacznie więcej kłopotów w tym zakresie.
Nie widzę takiego produktu w najbliższej przyszłości spod ręki Apple. Na pewno nie na piętach dopiero zapowiedzianego iPada. Przede wszystkim spowodowałoby to spore zmniejszenie jego sprzedaży; większość zdecydowanych wstrzymałaby swoje zapędy, aby zobaczyć czym tak naprawdę będzie nowe urządzenie.
Serwis MissionRepair.com donosi, że iPad posiada miejsce na wbudowaną kamerę iSight. Odkrycia dokonano po odebraniu części zamiennych dla wspomnianego iPada. Znaleziono odpowiednie wycięcie w metalu do którego idealnie pasuje cały moduł kamery z obecnych MacBooków unibody. Appleinsider już donosił o wsparciu kamery przez najnowsze iPhone OS SDK, a nowy fakt zdaje się potwierdzać, że na pewno rozważano montaż webcama. WSJ również donosił o pracach na rozpoznawaniem twarzy — zakładam, że chodzi o brak „kont użytkowników” które są największym minusem wg. mnie.
Wacom zaprezentował nową wersję swojego najpopularniejszego modelu Intuos4. Polegając na technologii Bluetooth zapewni bezprzewodową pracę potrzebującym. Ładuje się dalej za pomocą połączenia USB, jednak nie mogę znaleźć żadnej informacji na stronie Wacoma ile wytrzymuje na jednym ładowaniu. W odróżnieniu od wersji kablowej nie dostajemy w kompecie myszki co jest dużym błędem według mnie.
Intuos4 Wireless jest zbliżony rozmiarami do wersji Medium — ma około 2cm mniejszą powierzchnię w obu kierunkach i waży tyle samo (1kg). Cena wynosi $399, czyli $30 więcej niż za Medium.
Ciekawy jestem czy będzie tak samo szybko reagował jak wersja przewodowa, bo starszy Graphire znany był z lagów.
Mój Mac obchodzi obecnie 3. urodziny — serdeczne gratulacje i życzę Przemkowi kolejnych 97!
Do wygrania jest świetna paczka programów — w szczególności polecam trzy pozycje następujące pozycje:
Things
CleanMyMac
1Password
Sam korzystam z Things i właścicielom iPhone’ów polecam do kompletu wersją na mobilne iPhone OS — tworzą razem świetny duet z możliwością synchronizacji po WiFi.
Wiele ludzi decyduje się na prowadzenie różnych kolekcji – filatelistyka, monety czy też czarne książeczki z telefonami do pięknych kobiet. Mój wybór padł na filmy na Blu Ray i w pewnym momencie ich ilość zaczęła przerastać moją zdolność do spamiętania wszystkich tytułów. Szczególnie, że w rodzinie kilka osób również ma pozycje w tym formacie, więc zdarza się nam wymieniać płyty między sobą.
Na ratunek przyszedł Delicious Library 2. Aplikacja jest prosta z pozoru, ale pozwala nam na podobne zabiegi jak iTunes. Możemy w niej katalogować filmy, płyty CD, książki, magazyny i zapewne wiele innych rzeczy które mi nie przyszłyby do głowy. Wystarczy, że na produkcie znajduje się kod kreskowy – Delicious Library zrobi za nas resztę.
Dodawanie
Dodanie mojej pierwszej płyty do programu było wydarzeniem na skalę … rodzinną. Wszyscy zostali należycie poinformowani o tym jakie to wszystko jest wspaniałe oraz o wyższości Maków nad resztą. Na początku spodziewałem się, że będę musiał wyposażyć się w czytnik kodów kreskowych, popularnie spotykanych w supermarketach. Jakie było moje zaskoczenie, gdy okazało się że wbudowana w Maki kamera iSight może służyć zastępstwem! Wystarczy zbliżyć kod do zielonego pudełeczka i po chwili pozycja zostanie dodana na naszą półkę wraz z głosem czytającym tytuł płyty czy książki. Naturalnie okładka zostaje automatycznie wyszukana w internecie wraz z opisami i recenzjami, a następnie przypisana do produktu.
Wypożyczanie
Na pewno nie jestem jedynym w tej materii – tak często jak wypożyczam książkę czy film znajomym to rzadko widzę je ponownie, chyba że zapamiętam dokładnie kto poczynił to straszne faux pas. Korzystając z DL2 wystarczy do skanera (iSight) przyłożyć ponownie kod kreskowy filmu i trafi on na listę wypożyczonych. Aplikacja ponadto korzysta z kontaktów w Makowej książce adresowej oraz ustawia przypominacz w iCal tydzień później. Chyba wystarczy informacja, że od ciut ponad roku nie zniknął mi żaden film z półki …
Podsumowanie
Delicious Library 2 jest bardzo wszechstronną aplikacją, która między innymi umożliwia nam tworzenie list na podobnej zasadzie jak playlisty w iTunes – wystarczy wyszukać pozycje po wybranych kryteriach jak na przykład nośnik (Blu Ray, DVD, itp.) czy gatunek oraz wielu innych. Poza wymienionymi zaletami, ma też kilka wad. Nie zawsze można polegać na czytniku za pomocą iSight – jeśli w tle rusza się zbt wiele rzeczy to stanowczo prostestuje i nie potrafi rozpoznać kodu. O ile nie miałem nigdy problemów z filmami kupionymi za granicą, to internetowe bazy danych (głównie Amazon) nie zawsze potrafiły znaleźć pozycje z Polski. Skutkowało to potrzebą dodawania ręcznie okładek oraz dopisywania wszystkich informacji o filmie/książce ręcznie. Na szczęście są to rzadkie przypadki, na które głównie cierpią filmy dodawane do gazet.
Jeśli kolekcjonujecie podobne do mnie rzeczy, to jest to obowiązkowa pozycja na dysku twardym.
iPad jest zaledwie mutacją, powtórzeniem tego samego wzoru tylko na większą skalę, atrakcyjną zabawką dla zamożnych i znudzonych, efektem ubocznym rozwoju, zwykłym gadżetem.
iPad owszem jest większym iPodem touch, ale o nieporównywalnie większych możliwościach. Na dużym ekranie będzie można rozwinąć nowy sposób interakcji z użytkownikiem. Developerzy będą mogli stworzyć gry w zupełnie nowym wymiarze, potrafiące wykorzystać multi-dotyk wielu osób naraz. A ludzie będą mogli kupić czytnik e-książek, który potrafi o wiele więcej niż Kindle czy Sony Reader.
Wszystkie te dodatkowe aplikacje dla iPhonów i iPodów – mimo ich masy, różnorodności i wielu niewątpliwych zalet – nie definiują przecież podstawowych funkcji applowskich urządzeń – iPod służy do słuchania muzyki a iPhone do dzwonienia, prawda?
Nie prawda. Sam Jobs reklamował iPhone w swoim keynote jako: „A phone, an iPod, an internet communications device”. Bardzo wyraźnie temu dał wyraz (od mniej więcej 2:25):
Co więcej, iPad jest rozwinięciem tego ostatniego w szczególności. Znacznie wygodniejszym rozwinięciem. Oczywiście, że można większość z tego zrobić na iPhone, ale dzisiaj można już powiedzieć, że kosztem wygody i ergonomii. iPad pozwala też na znacznie więcej — iWork, iBookstore, pełnowymiarowa zewnętrzna klawiatura. Dzisiaj już wiem, że dla syna mojego znajomego będzie to jego jedyny komputer na studiach. Tani, ma wszystko co potrzebuje, a w akademiku bedzie mógł go włożyć do docka i spokojnie napisać tekst na klawiaturze. Wieczorem włączy film czy posłucha muzyki, na wykładzie będzie mógł robić szybkie notatki bez potrzeby taszczenia 3kg na plecach przez cały dzień. A jak już w Polsce dostrzeże się możliwości iBookstore to nie będzie musiał nawet nosić podręczników.
Pierwszym błędem jaki większość robi to zakłada, że jest to duży iPhone lub ma zastąpić laptopa i nie za bardzo mu to wychodzi. Otóż jest to iPad i jak Steve słusznie pokazał — ma wypełnić pewną lukę pomiędzy MacBookiem (Pro), a iPhonem.
Dla wielu osób, przy odpowiedniej organizacji pracy i zasobów, będzie teraz możliwe zastąpienie MacBooków … nie, nie iPadem … ale iMakiem. iPad ma w tym miejscu jedną ogromną zaletę nad laptopami: synchronizuje się ze swoim rodzicem. W zapomnienie odchodzi konieczność ręcznej synchronizacji bazy muzycznej czy filmowej, nie ma potrzeby dbania o subskrybowanie podcastów na obu maszynach, zakładam że pliki z iWork też będą się automatycznie uzupełniały. W zapomnienie odchodzi konieczność pamiętania o czynności, która jest przede wszystkim męcząca i czasochłonna. iPad ułatwi niektórym życie.
Nie jest to oczywiście idealne urządzenie. Nie bronię tutaj Apple — gdyby mieli więcej wyobraźni i pewności siebie, to mogliby stworzyć coś co powaliłoby nas na kolana.
Mogli stworzyć coś na wzór filmu „Avatar” Jamesa Camerona prawda?
Otóż pragnę zwrócić uwagę, że „Avatar” to jedynie odgrzewany amerykański kotlet przedstawiony w 3D. Niczym iPhone, przeniósł nową technologię projekcji z zastosowania niszowego dla mas. Znaczna większość ludzi wcześniej nie oglądała nigdy filmu w trzech wymiarach i to stąd głównie bierze się zachwyt. Jak rozdzielimy fabułę od całej tej fantastycznej graficznie otoczki to zostaje nam przeciętny scenariusz przedstawiający jednego człowieka, amerykanina naturalnie, który uratował świat.
Może iPadł nie jest ewolucją czy rewolucją, ale na pewno zrewolucjonizuje podejście osób do korzystania z komputera. A do jego noszenia nie będzie potrzebny plecak — część z nas korzysta ze skórzanych teczek na dokumenty. Teraz wystarczy do tej teczki wrzucić iPada.
Temat staje się powoli dla większości zwyczajnie nudny — wiem o tym i tych z Was przepraszam, jednak warto jeszcze poruszyć parę kwestii, które dotychczas nie zostały powiedziane.
iPhone OS 3.2 — mały krok dla Apple, jeszcze mniejszy dla geeków. Wiem, że SDK przeszło sporo zmian, ale na wierzchu poza przeskalowaniem grafiki i paru nowych funkcji to tak naprawdę niewiele uległo zmienie. Przede wszystkim zmarnowana jest ogromna powierzchnia samego ekranu — lock screen nie posiada żadnych wigdżetów, tło również nie. Liczę, że patent w stylu Intelliscreen pojawi się również w iPhone.
Zwróćcie uwagę, że iPad nie ma jeszcze certyfikacji FCC — dopóki jej nie uzyska to nie trafi do sprzedaży. Ewidentnie Apple przyśpieszyło prezentację ze względu na chęć zachowania specyfikacji urządzenia dla swojej prezentacji. FCC nie jest znane z dotrzymywania jakichkolwiek sekretów. Jednak mam też wrażenie, że zabrakło czasu na dopracowanie iPhone OS pod potrzeby iPada.
Przypominam, że dopiero niedawno przyznali, że nie wiedzieli jak pozycjonować iPoda touch. Zrobili to za nich klienci kupując go przede wszystkim jako konsolę do gier. Otóż podobną przypadłość może mieć iPad, gdzie Apple bało się wypromować go w jakimś konkretnym kierunku, nie będąc pewnym rzeczywistych potrzeb swoich klientów. Teraz mają 2-6 miesięcy na poznanie ich opinii, a jest ich mnóstwo!
Możliwe, że za 60 57 dni już pojawią się jakieś modyfikacje czy też nowe aplikacje i funkcjonalność, ale według mnie znacznie bardziej prawdopodobnie przewidziano je na premierę OS 4.0 na przełomie czerwca i lipca tego roku. Zresztą to fantazja developerów uczyniła z combo jakim jest iPod touch i iPhone to czym są dzisiaj i nie widzę powodu dla którego nie nastąpi to z iPadem.
Apple nie kocha Flasha, a stali czytelnicy wiedzą że ja też za nim nie przepadam. Zbieżność przypadkowa — osobiście chodzi mi o fakt, że jest to kloc zżerający baterię i uruchamiający na MBP wiatraczki na pełną moc. O ile to jest miłe przy sporych mrozach, gdyż mogę sobie ogrzać ręce i nogi to w lecie już niekoniecznie. Nie wiem czy Apple ulegnie wrzasku przeciętnego konsumenta, ale skoro krytykują tak bardzo sam Flash player od Adobe to czemu nie napiszą własnego? Może naturalnie chodzić o mnogość gier dostępnych za darmo we Flashu — za Bejeweled 2 na iPhone zapłaciłem, a za pomocą Flasha można w niego grać za darmo … Pomijając ostanią kwestię to wprowadzenie własnego playera wraz z funkcjonalnością ClickToFlash byłoby znakomite dla nas — kto chce to ma, a ja mogę dalej ignorować tą technologię.
Wierzę natomiast, że iPhone OS 4.0 przyniesie multitasking lub w najgorszym przypadku jego namiastkę. Nie było widocznie czasu na rozwiązanie sposobu przełączania się pomiędzy aplikacjami w obecnej wersji. Wątpię, aby trafiło to do mniejszych braci iPada, jednak sam tablet powinień mieć taką możliwość.
Nie zniechęcę się jednak do zakupu tego urządzenia — jako data-bank dla zdjęć jest to korzystny zakup, tańszy od np. Epson P-7000 kosztującego tyle co model 32GB z 3G. Tak ma większy dysk, ale nic innego nie potrafi robić. Poza tym chciałbym mieć możliwość opisania go przez pryzmat własnych doświadczeń, a nie cudzych. Podejrzewam, że wiele osób które marudzi również wyciągnie kartę i przeciągnie ją przez terminal w sklepie …
A tymczasem czekam z niecierpliwością na WWDC 2010, zapowiadane wstępnie na przełom czerwca i lipca 2010 roku.
Steve Jobs został pomylony ze Stevem Ballmerem (CEO Microsoft) — wierzę że jest to zwykłe zaćmienie umysłu autora artykułu na TVP Info. Czasami człowiek patrzy się na tekst i za żadne skarby nie widzi, fakt faktem dosyć sporego, kruczka.
27 stycznia, 2010 przejdzie do historii jako niezwykły dzień. Niezwykły ze względu na okoliczności przed i po wystąpieniu Steve Jobs & Co. na prezentacji najnowszego dziecka Apple — iPada. Mam na myśli wielomiesięczne przypuszczenia, oskarżenia, kłamstwa i przecieki na temat nowego tablet. Takiej wrzawy przed imprezą nie widziałem nigdy, a dzisiaj nastąpiła fala czegoś co powoduje, że mam ochotę cisnąć czymś ciężkim.
Właściwie to już wczoraj — północ minęła — położyłem się spać po całej nocy spędzonej nad poznawaniem tajników publikowania podcastów. Przed udaniem się pod kołdrę jeszcze przejrzałem cóż nowego spłodziły serwisy newsowe i właściwie poza relacjami ze specyfikacji technicznej oraz paroma filmami na YouTube, niewiele się tak na prawdę działo. Dopiero druga połowa dnia pokazała jak wszechobecna jest krytyka nowego iPada. Cała redakcja Engadget podsumowała go negatywnie, TUAW również przesadnie zadowolony nie był. Polskie blogi nie pozostały mu dłużne i wpis na Fotogenii najmniej mi przypadł do gustu. Osobiście było w nim dla mnie za dużo agresji, ale może to tylko moje odczucia. Niemniej jednak podsumowanie Bartka jest negatywne dla iPada jak i całego Apple:
Skoro ludzie chcą sobie kupić deseczkę bylibyśmy frajerami ignorując ich portfele – taki napis mógłby się spokojnie znaleźć na tylnej ściance iPada. Zawsze szanowałem Apple między innymi dlatego, że nie ulegało takim pokusom mając niezbyt wiele do zaoferowania. Najwyraźniej nie można tego robić w nieskończoność… Nie wiem jak wy ale ja w każdym razie nie znajduje żadnego racjonalnego powodu dla którego miałbym kupić sobie iPada. Nawet mocno naciągając rzeczywistość. I kieszenie. Są zdecydowanie zbyt małe.
Pierwszym błędem jaki większość robi to zakłada, że jest to duży iPhone lub ma zastąpić laptopa i nie za bardzo mu to wychodzi. Otóż jest to iPad i jak Steve słusznie pokazał — ma wypełnić pewną lukę pomiędzy MacBookiem (Pro), a iPhonem. Jeśli komuś brakuje wyobraźni na pomysł jak go wykorzystać to znaczy, że nie jest to produkt dla niego. Sam od dłuższego czasu wspominałem o tym, że brakuje mi małego komputera obok mojego 17″ MBP, który służyłby do podróży i na kanapę. Tą lukę miał wypełnić Air, jednak na dzień dzisiejszy już raczej tego nie uczyni. Otóż wyobraźnię mam i wiem dokładnie do czego wykorzystam tablet Apple.
Po pierwsze będzie mi służył do pisania — nie wiem na ile wirtualna klawiatura zda egazamin, jednak możliwość podłączenia Apple Wireless Keyboard, którą już posiadam nota bene, będzie nieoceniona. Akcesoria takie jak dock i case na pewno dokupię, aby to ułatwić. Ponadto, mobilny iWork również pozwoli mi edytować obecne dokumenty oraz tworzyć kolejne.
Po drugie, zgodnie z reklamą Apple, przeznaczę go do przeglądania internetu na kanapie oraz z czasem do sterowania kinem domowym — wygląda na to, że producenci akcesoriów są na dobrej drodze do stworzenia bardzo ciekawego rozwiązania.
Po trzecie z pomocą camera connection kit będzie to idealny sposób na robienie backupu zdjęć podczas wyjazdu, a jak Jobs da to może i pliki RAW (NEF) obsłuży prawidłowo. Biorąc pod uwagę, że tzw. photo viewers wysokiej klasy kosztują dwa razy tyle co iPad, to nie jest to zły interes. Kilka filmów do samolotu też będzie wygodniejsze w odbiorze niż na ekranie 3GS.
Po czwarte — na tronie obecnie króluje iPhone. Teraz zastąpi go tam iPad — co prawda niektórzy montują odpowiednie półki na laptopy na przeciwko muszli, ale ja się takiej nie dorobiłem. ;-)
Po piąte — Skype. Często z niego korzystam, głównie do rodzinnych rozmów aby nie marnować pieniędzy na komórkach. Jestem wtedy uwięziony przed komputerem, a iPad pozwoli mi na komfortowe wylegiwanie się na kanapie czy balkonie. Owszem, iPhone to też potrafi, ale z bliżej nieznanych przyczyn nie potrafię przekonać się do korzystania z niego w tym celu. Tutaj też potencjalnie może przeszkadzać brak kamery, ale cóż — po prostu nikt nie będzie musiał oglądać mojej paskudnej facjaty.
W pracy iPhone mi niemalże całkowicie zastąpił komputer — w 99% przypadków wystarcza mi w zupełności. Niestety jako, że często posiłkuję się kilkudziesięciostronicowymi PDFami, które trzymam na iDisk, to tutaj spisuje się najsłabiej. Ekran jest zwyczajnie za mały do sprawnego czytania drobnego druku, a nie mam czasu na przesuwanie, przybliżanie i klepania przez 20-30 stron. iPad do tego powinień nadać się znakomicie.
Myślicie zapewne, że będę go bronił do ostatniej kropli krwi — otóż nie uważam go jako rewolucyjnego produktu. Cała technologią, którą już znamy z iPhone została po prostu supersized i powstała dzięki temu nowa nisza. Nie uważam iPada natomiast za przerośniętego iPhone, głównie dlatego że nie potrafi dzwonić, ale również z powodu wygody patrzenia na znacznie większy ekran. Koniec z wytężaniem wzroku!
A MacBook Air? Na pewno potrafi więcej, ale za 2-3 krotnie większe pieniądze. Poza tym laptopa już mam … nawet dwa jeśli policzę starego Thinkpada.
Rewolucja? Stanowczo nie! Ewolucja jak najbardziej. Rewolucyjna ewolucja wręcz! Jeśli developerzy zaczną portować swoje aplikacje na niego, a nie widzę powodu dla którego nie mieliby tego robić, to może się to okazać jeszcze ciekawsza zabawka — w szczególności dla muzyków i artystów.
A dla tych z Was, których jeszcze nie przekonałem do potencjału tego urządzenia — jeśli szukacie akurat ramki cyfrowej do pokoju to zamiast kupować np. 10″ Kodaka za blisko 1000PLN nie lepiej kupić iPada za 40% więcej? Nie dość, że ma znacznie lepszy ekran IPS to jeszcze ma fajne wbudowane slideshows. ;-)
Gwarantuje Wam, że gdyby nie powstał wcześniej iPhone/iPod touch to mielibyście szczęki na podłodze.