facet ogląda w nocy pornola nagle zza pleców słyszy „daj kawałek do tyłu – właśnie takie firanki chciałam mieć”
Cytat dnia — Norbert Cała
28 grudnia 2011 · 01:41
Jeśli chcecie mnie wesprzeć to zapraszam do kupna mojego poradnika "Jakim jesteś Makiem?".
28 grudnia 2011 · 01:41
facet ogląda w nocy pornola nagle zza pleców słyszy „daj kawałek do tyłu – właśnie takie firanki chciałam mieć”
27 grudnia 2011 · 18:40
Jonathan Geller z Boy Genius Report donosi, że na jesieni 2012 roku doczekamy się zupełnie nowego iPhone’a w nowych szatach. Premiera ma odbyć się mniej więcej w tym samym przedziale czasowym, w którym zobaczyliśmy iPhone’a 4S. Dodatkowo, ma zostać wykonany z gumy lub plastiku — podobnego do materiałów użytych przy konstrukcji bumperów. Te ostatnie mają być „wbudowane” w telefon. Guma ma mieć podwójne znaczenie: po pierwsze ma chronić przednią ściankę przed uszkodzeniami, a po drugie ma łączyć przód z nową, aluminiową tylną ścianką. Guma również będzie przykrywała przeprojektowaną antenę, otaczającą cały telefon, co pozwoli Apple’owi zastosować metalowy tył bez plastikowych wstawek, znanych chociażby z pierwszego iPhone’a czy iPadów obu generacji. BGR również przypomina o wcześniejszych „raportach”, które mówią o aluminiowym tyle oraz o większym, około 4-calowym wyświetlaczu.
Jestem przekonany, że projektanci cały czas próbują rozwiązać problem łączenia anteny z aluminium. Czego by nie powiedzieć o modelach 3G iPada oraz o pierwszym iPhone’ie, to plastikowe wstawki są średnio eleganckie i psują płynność całego designu. Sporo osób również narzeka na łatwo tłukące się ekrany w smartphone’ach — poprzednie generacji telefonów, typu Nokia, były praktycznie niezniszczalne pod tym względem. Najlepszym przykładem jest mojej mamy 6310, który nie ma prawa istnieć po tym co przeszedł. Taki „wbudowany” bumper z pewnością poprawi ten mankament. Jaki by nie był nowy iPhone, jestem przekonany, że będzie ponownie wyznaczał trendy oraz przodował pod względem jakości wykonania oraz użytych materiałów. Konkurencja przecież jeszcze nie dogoniła iPhone’a 4/4S, pomimo że mieli na to już blisko dwa lata.
23 grudnia 2011 · 15:33
Maciek Skrzypczak znalazł poradę, która może Was zainteresować — informuje jak skalibrować sobie przycisk Home w iPhone’ie. Zakładam, że działa to również w iPodzie.
Do wykonania rekalibracji będziemy potrzebowali tylko trzech prostych kroków:
- Uruchamiamy jedną z domyślnych aplikacji, jak np. Giełdę lub Pogodę.
- Przytrzymujemy przycisk Power, aż do ukazania się paska u góry z informacją „Wyłącz”.
- Wciskamy i przytrzymujemy przycisk Home do momentu, gdy otwarta aplikacja się zamknie, a my zostaniemy przeniesieni do SpringBoard.
Maciek musiał powyższą operację wykonać dwa razy zanim zadziałało to u niego.
Źródło: iDownloadBlog via iMagazine
23 grudnia 2011 · 14:22
23 grudnia 2011 · 12:43
PGS Software przygotował bardzo ciekawą ofertę polskich bajek dla dzieciaków do App Store na obie platformy iOS — iPhone’a i iPada. Poszczególne pozycje już pojawiły się na Top 10 w kategorii książek i nie stało się tak bez powodu. Książki są pięknie wydane, a moje największe zastrzeżenie dotyczy jedynie formy w jakiej się pojawiają — chciałbym zobaczyć po prostu jeden sklep pt. „Bajki Polskie”, gdzie mogę kupić wszystkie dostępne książki za pomocą mikropłatności wewnątrzaplikacyjnych.
Obecnie dostępne jest sześć pozycji, które można zobaczyć na tej stronie, a w przygotowaniu są kolejne dwie:
PGS przygotowało dla Was kody — zostawcie tylko proszę komentarz z informacją, które wykorzystaliście, aby innym było łatwiej.
Miłego czytania!


Zapraszamy do naszego średnio-świątecznego odcinka, który jest prawie bez cenzury w części początkowej, a na koniec, w dziale bloopers, Panowie popuszczają wodze fantazji. Jeśli zatem macie dzieci w okolicy, to zdecydowanie zatkajcie im uszy.
Poza tym wywiązała się ciekawa dyskusja na temat „fanboye vs. nawiedzeni” — tutaj głos głównie zabrał Norbi, który próbował to wytłumaczyć w racjonalny sposób. Nie wyszło mu. Przy okazji rozgadaliśmy się również na temat otwartości, a raczej jego brak, Androida oraz przewidujemy stworzenie nowej waluty: jeden Zuckerberg to sto Like’ów. Popłyneliśmy również przy omawianiu ciekawych produktów dostępnych na Kickstarterze.
Linki do poszczególnych tematów znajdziecie podczas odsłuchu samego podcastu, a szczegółowy spis treści znajduje się poniżej.
Partnerem Nadgryzionych jest Audioteka.pl – serwis zajmujący się dystrybucją audiobooków do pobrania i odtwarzania na komputerze, na mp3-playerach, komórkach, sprzęcie HiFi i w autach.
Jeśli dokonujecie zakupu poprzez WWW, to wprowadzając kod promocyjny „Nadgryzieni” dostaniecie 10% zniżki!!! Niestety nie dotyczy to zakupów przez aplikację na iPhone ze względu na politykę Apple.
Jeśli macie pytania to tradycyjnie zapraszamy do komentarzy tutaj lub na Facebooku.
Subskrybujcie Nadgryzionych w iTunes — zdecydowanie najwygodniejsza metoda.
[powerpress]
22 grudnia 2011 · 09:12
Choć to tylko niepotwierdzona plotka, to według analityka Gene’a Muntera iPhone 5 będzie sporo różnić się wyglądem od modelu 4S. I nie tylko wyglądem. Twierdzi on bowiem, że nowy telefon Apple’a będzie wyposażony w układ NFC oraz łączność LTE, a to wszystko w połowie przyszłego roku.
Wczoraj pisałem o problemach z baterią względem technologii LTE. Apple nie wprowadzi tego układu do iPhone’a dopóty dopóki nie spadnie absurdalny pobór prądu tego typu układów. Biorąc też pod uwagę ograniczony zasięg 4G, nie ma to też większego sensu dopóki sieci komórkowe nie powiększą zasięgu nowej sieci.
22 grudnia 2011 · 09:04
Dlatego postanowiliśmy spróbować i zainstalować Liona na komputerze, którego konfiguracja nie była w żaden sposób dobierana pod OS X i… wszystko zadziałało jak należy.
Chip.pl stworzyło Hackintosha metodą, która jest potępiana przez wielu speców w tym temacie — wszystko działa do pierwszego uaktualnienia OS. Być może nasz własny iStig wypowie się dlaczego są lepsze metody.
21 grudnia 2011 · 13:33
Takie są najwyraźniej efekty wyścigu twórców urządzeń mobilnych na jak najatrakcyjniejszy wygląd, kosztem podstawowej funkcjonalności, przy raczej niezbyt głośnym sprzeciwie użytkowników, którzy tracą na tym przecież najwięcej. Co nam bowiem nawet z czterech rdzeni, jeśli w połowie dnia nie jesteśmy już w stanie skorzystać z żadnego z nich, chyba że odnajdziemy miejsce, w którym możemy zainstalować nasz sprzęt razem z ładowarką?
Piotr tutaj błędnie łączy dwie różne kwestie — zużycie baterii oraz zwiększone zużycie baterii w wyniku bugów w systemie operacyjnym. Osobiście, dla przykładu, nigdy nie miałem problemów z iPhonem (żadnym) poza jedną wersją iOS 5.0 beta. Bugi można poprawić. Pojemności baterii znacząco już nie zwiększymy. Albo brane jest to pod uwagę podczas designu danego modelu, albo kończy się to farsą jak poniżej.
And then there’s the battery life. It’s well known that LTE can put a real hurting on phone longevity and that appears to be the case here as well, our Nexus struggling to hold on to a charge in day-to-day use with all antennas firing. We’ve as of yet had very limited time with the thing, but in our 24 hours of intensive testing we had to reach for the charger multiple times. Using Google Navigation with LTE enabled? The battery drained so fast our in-car charger couldn’t keep up, leaving us unsure of which exit to take off the 101.
Gdyby tylko istniała firma produkująca telefony, która przedkłada design i funkcjonalność nad całą resztą. Oh wait! ;-)
21 grudnia 2011 · 12:54
W Androidzie brakuje mi tez pewnej konsekwencji co do wyglądu interfejsu użytkownika. Każdy program wygląda inaczej i działa inaczej. Sam wygląd wielu aplikacji, np. tych opartych na tekście (czytniki RSS, przeglądarki www, czytniki e-booków) był dla mnie mocno staroświecki.
Cały UI Androida 2.x wygląda jak z poprzedniej epoki — bardzo szybko się zestarzał. Ikony wyglądają jak te obecne w Windows 95 czy XP. Nie znalazłem też jeszcze ani jednej aplikacji, która spowodowałaby, że klęknąłem z wrażenia. Ciekawy jestem natomiat jak wygląda Path 2.0 na Androidzie … bo na iOS powala.
21 grudnia 2011 · 12:13
Na Benchmark.pl, przy recenzji Galaxy Nexus, jest piękna strona, na której znajduje się pierdyliard benchmarków. Rozumiem, że nazwa serwisu zobowiązuje, ale te liczby nie mówią mi aboslutnie niczego o wydajności telefonu. Czy te słupki oznaczają, że jest szybko? Czy dwukrotny wzrost w jakimś-tam-benchmarku zauważę na co dzień? Jedno zdanie Dariusza Dudziaka przekazało więcej informacji niż te wszystkie słupki.
Benchmarki sprzętu mobilnego uważam za całkowicie zbędne. Znacznie ważniejsze są subiektywne wrażenia z płynności i wydajności systemu. To najbardziej osobiste komputery jakie możemy nosić obecnie i to właśnie te osobiste i subiektywne wrażenia potrafią spowodować, że będziemy z nich korzystali z przyjemnością lub niechęcią.
21 grudnia 2011 · 11:59
Recenzja Samsung Galaxy Nexus w Chip.pl:
Znakiem szczególnym Galaxy Nexus-a są popularne przyciski „powrót“, „strona główna“ oraz nowy przycisk „ostatnio używane“, które są teraz całkowicie wirtualne. Jest to dobrym rozwiązaniem, zarówno od strony funkcjonalności jak i całego designu.
To rozwiązanie jest tak dobre, że w recenzjach zagranicznych wszyscy niechcący wciskają te przyciski zamiast np. klawisz spacji na wirtualnej klawiaturze. Nie ma to jak przetestować własny design.
21 grudnia 2011 · 11:06
Otóż smartfon z takimi parametrami budził moją nadzieję na ponadprzeciętną wydajność i płynność działania. Byłem po cichu przekonany, że wypadnie zdecydowanie lepiej od mojego Galaxy S II. Tymczasem po zainstalowaniu takiego samego zestawu aplikacji jaki mam w SGS II, Galaxy Nexus zdecydowanie zwolnił i nawet zaczął delikatnie przycinać się podczas przewijania pulpitów. Nie jest to może powód do płaczu, ale jak na tak high-endowy smartfon z najnowszym systemem, takie „efekty specjalne” nie powinny się zdarzyć.
Takiej sytuacji to spodziewałbym się przy kolejnej wersji OS najwcześniej. Widocznie to cena jaką płaci się za wolność.
20 grudnia 2011 · 16:34
Na Galaxy Nexusie Android 4.0 Ice Cream Sandwich działa wręcz doskonale. System pracuje bez zacięć, nie zdarzają się żadne lagi czy opóźnienia w reakcji na polecenia dotykowe. Interfejs, przeglądarka i aplikacje działają płynnie.
Mam spore wątpliwości co do tej płynności po zaobserwowaniu Androida 2.3.x na dwurdzeniowym 1.4GHz SoC.
19 grudnia 2011 · 16:31
Dawno nie pisałem o plikach DMG — są to obrazy dysków i odpowiedniki Windowsowych plików ISO. Po ich zamontowaniu pojawiają się obok naszych dysków twardych zainstalowanych w komputerze. Pisałem o nich szerzej w 2008 roku. Jeśli jednak z jakiegoś powodu chcemy zamontować DMG z linii poleceń to nie ma nic prostszego … no może poza dwuklikiem na sam plik poprzez GUI.
hdiutil attach ścieżka_do_naszego_pliku.dmg (np. ~/Documents/Stuff.dmg)./dev/disk4.hdiutil detach /dev/disk* (gdzie * w tym przypadku to /dev/disk4).Listę aktualnie zamontowanych dysków/obrazów możecie uzyskać za pomocą komendy diskutil info.
Smacznego!
19 grudnia 2011 · 12:17
Klasyczna muzyka, piękne samochody (po mniej pięknym tuningu) oraz dziewczyny — czego chcieć więcej?
19 grudnia 2011 · 12:05
Pierwszy raz pojechałem na dłuższy wyjazd wyposażony tylko i wyłącznie w telefon — iPhone 4S oczywiście. Nie brałem ani lustrzanki, ani swojego Panasonica LX31. Największy problem to oczywiście brak możliwości stworzenia małej głębi ostrości, chyba że obiekt zainteresowania znajduje się bardzo blisko obiektywu. Do tego dochodzi jeszcze fakt, że iPhone jak na telefon i inne słabe aparaty słabo sobie radzi w warunkach z kiepskim oświetleniem. Kiepsko w porównaniu z lustrzankami, ale całkiem zacnie w porównaniu z kompaktami. Osobiście mnie to przeszkadza i jestem znacznie bardziej zadowolony ze zdjęć z D700 … tak zdaję sobie sprawę, że nie ma się czemu dziwić. Plusem jest oczywiście wygoda. Ogromna wygoda. Leżący w kieszeni iPhone był cały czas ze mną, na stoku, przy drinku i nie musiałem dźwigać osobnego plecaka z gratami do niego. Przy wyłączonym roamingu danych dzień kończyłem na 70-80% naładowania. Niestety zapomniałem ze sobą wziąć Joby GorillaPod oraz Glifa, więc nie porobiłem w końcu nocnych zdjęć, czego najbardziej żałuję …
14 grudnia 2011 · 06:54
Od paru dni mam wątpliwą przyjemność korzystania z iPhone w warunkach ekstremalnych. Czyli bez dostępu do sieci poza hotspotami. Roaming kosztuje, a płacenie kilkanaście złotych za każdą rozpoczętą sesję z internetem wydaje się być bez sensu. W każdym razie mam okazję zobaczyć jak zachowuje się bateria bez tych ciągłych powiadomień, błysków, bipnięć, tiknięć i wibracji. Przy okazji jest to świetne porównanie do iPhone 4 mojej mamy, dla której służy tylko jako telefon i aparat.
Na wstępie podpowiem, że temperatury, w których przebywam, są znacznie niższe od typowych, w tym domowych. 4S-ka w zasadzie cały czas znajduje się w kieszenie przy sercu i służy przede wszystkim do robienia zdjęć. Wspomniane temperatury, skaczące pomiędzy -12, a 6 stopni Celsjusza, niewątpliwie skracają dzienną porcję energii jaką jest w stanie dostarczyć wbudowany akumulator. Pomimo tego, jeśli rzeczywiście nie korzystam z dostępu do netu, na koniec dnia wskaźnik oscyluje w rejonie 70-80%. Przypominam: wykorzystanie ogranicza się do SMSów, dzwonienia, robienia zdjęć i kręcenia video. To są bardzo zbliżone wartości do iPhone’a 4, wykorzystywanego w niemalże identyczny sposob, poza kręceniem filmów.
Ciekawostką jest oleofobiczne pokrycie iPhone’a 4S względem poprzednika. Dotychczas kilkukrotnie, każdego dnia, przejeżdżałem telefonem po spodniach lub koszulce, aby wyczyścić ekran. Nie robię tego już. Wystarczy włożyć go do kieszeni, aby sam się „domył”. Nie wiem czy pokrycie ekranu czymś się różni względem modelu 4, ale znacznie łatwiej utrzymać go w czystości. Jeść może z niego nie będę, ale …
Smacznego!
9 grudnia 2011 · 15:21
Całość robi piorunujące wrażenie – nie dość, że Flipboard i Zite naprawdę mają w końcu realnego konkurenta, to na dodatek ten konkurent jest od nich mocniejszy w przedbiegach. W końcu to Google, który jest właścicielem najpopularniejszej usługi do obserwowania kanałów RSS na świecie. To Google, który Google Currents oczywiście opiera na koncie Google, który w jednym momencie dodaje całego naszego Google Readera do obserwowanych w Google Currents. To Google, który od razu podpowiada nam, żeby przy poszczególnych tekstach klikać w przycisk +1.
Pioronujące wrażenie? Być może dla osób, które nie widziały Flipboard na iPad lub iPhone. Dla tych, którzy tego doświadczyli … może co najwyżej przywołać wspomnienia z OnSwipe — wtyczki do WordPressa. Przypomnę również, że zarówno Zite jak i Flipboard integrują się z Google Readerem.
Jak już wspominałem w artykule na iMagazine, Google miał szansę wziąć ten segment szturmem. Zamiast tego, jedyne co zrobił to pokazał kolejny produkt w szatach beta, który dostępny jest tylko w USA1 oraz dla niektórych kompletnie nie działa. Jak dodamy do tego fakt, że Google nie potrafi wykorzystać statystyk, które generujemy poprzez Google Readera — chodzi mi tutaj o sprofilowanie użytkownika jeśli chodzi o jego ulubione źródła, najchętniej czytanych autorów, najczęściej przeglądane typy artykułów czy newsów. Mieli ogromne pole do popisu i zupełnie go nie wykorzystali.
Są za to dwa plusy: można klikać w +1 oraz projektować oraz udostępniać właśne strony na podstawie naszych blogów/stron/serwisów/YouTube’a. Szkoda, że narzędzie do projektowania też lubi się wysypać. Czekam na znaczącą poprawę.
9 grudnia 2011 · 11:31
Obiecałem sobie, że będę częściej ogarniał zdjęcia z iPhone’a, które nota bene znajdziecie pod napisem Instagram w pasku bocznym obok tego wpisu, żeby uniknąć zbiorów po 30+ zdjęć, których nie jestem w stanie ogarnąć ani podpisać bez poświęcenia połowy dnia. Pewnie powinienem z tego zrobić noworoczne postanowienie … W każdym razie zapraszam do dziewięciu zdjęć z ostatnich paru dni.
Klik powiększa zdjęcie.
Vespa uchwycona na Starówce w Warszawie na tle starej kamienicy.
Biały iPod Video 5.5G — siostra mojego czarnuszka.
Srebrny iPod shuffle spersonalizowany cytatem Jimiego Hendrixa — „Music is my religion.”
Zdjęcie zrobione o świcie na trasie Warszawa-Wrocław, przy okazji artykułu Szczyt Nonszalancji*.
Biografia Steve’a Jobsa w twardej oprawie.
SKM-ka odjeżdża z PKP Powiśle.
Premiera nowego modelu Porsche 911.
Mikołaj przyniósł prezent!
9 grudnia 2011 · 11:15
Kilka dni temu Przemek wykazał zainteresowanie moim blogiem i moją przyszłością jako blogera, zadając mi podobne pytanie, do tego jakie Jobs zadał Sculley’owi.
Dramatyzm, podstęp, intryga. Szykuje się ciekawe widowisko. Idę po popcorn.


Dzisiaj mamy zaszczyt gościć Liroya. Tak … tego Liroya. Scyzoryka. Grand Papa Rapa. Skanda-La. Kingpina. Rozmawiamy z nim o jego pomysłach dotyczących iTunes i App Store w związku z nadchodzącą premierą nowej płyty. Przy okazji opowiada trochę o początkach z Makami, które w jego przypadku sięgają 1995 roku oraz o planach na przyszłość.
Dzisiejszy odcinek odznacza się większym niż zwykle chaosem, spowodowanym głównie nietypowym podziałem odcinka, gdzie wywiad wypada w jego środku, ale również ze względu na dosyć kontrowersyjny wpis Przemka Pająka, którego komentowaliśmy na żywo podczas nagrania. Reszta tematów jak zwykle do przejrzenia poniżej.
Linki do poszczególnych tematów znajdziecie podczas odsłuchu samego podcastu, a szczegółowy spis treści znajduje się poniżej.
Partnerem Nadgryzionych jest Audioteka.pl – serwis zajmujący się dystrybucją audiobooków do pobrania i odtwarzania na komputerze, na mp3-playerach, komórkach, sprzęcie HiFi i w autach.
Jeśli dokonujecie zakupu poprzez WWW, to wprowadzając kod promocyjny „Nadgryzieni” dostaniecie 10% zniżki!!! Niestety nie dotyczy to zakupów przez aplikację na iPhone ze względu na politykę Apple.
Jeśli macie pytania to tradycyjnie zapraszamy do komentarzy tutaj lub na Facebooku.
Subskrybujcie Nadgryzionych w iTunes — zdecydowanie najwygodniejsza metoda.
[powerpress]
8 grudnia 2011 · 15:49
Paweł Piotrowski:
Norbi, prawdziwy dziennikarz nie robi poprawek – on je tuszuje ;)
8 grudnia 2011 · 09:21
Kindle Classic posiada jedynie szczątkową klawiaturę, ale jest tam parę skrótów, które ułatwią nam codzienne korzystanie z Kindle.
Szczegółowe i konkretne informacje — przydadzą się każdemu właścicielowi Kindle. Mnie na pewno …
7 grudnia 2011 · 09:58

Święta za pasem. Czas zakupów i długich rozmyślań nad tym, jakie upominki wybrać w tym roku. Czym obdarować bliskich by sprawić im nieco radości, a jednocześnie by prezenty miały sens i przydały się obdarowanym?
Jak co roku staramy się Wam ułatwić podjęcie odpowiednich i trafnych decyzji. Oddajemy Wam nasz subiektywny poradnik zakupowy, w którym mamy nadzieję znajdziecie inspirację w tym trudnym momencie roku.
Korzystając z okazji chciałem złożyć Wam, drodzy Czytelnicy, życzenia świąteczne od nas, całego zespołu iMagazine. Życzymy Wam, abyście byli szczęśliwi, zdrowi i spełnieni.
Żeby nadchodzący rok 2012 był dobry, spokojny bezpieczny i obfity w różnego rodzaju pozytywne niespodzianki.
Wszystkiego najlepszego!
6 grudnia 2011 · 09:20
Computer scientists have discovered a weakness in smartphones running Google’s Android operating system that allows attackers to secretly record phone conversations, monitor geographic location data, and access other sensitive resources without permission.
Odkryta, przez uczonych z uniwersytetu w North Carolina, luka została potwierdzona przez Google i Motorolę. HTC i Samsung na razie wolno reagują i/lub ignorują problem.
Źródło: Daring Fireball
6 grudnia 2011 · 09:12
Using designs intended for a full screen on a 7-inch tablet is like squeezing a size-10 person into a size-7 suit. Not going to look good. But that’s what the Fire is trying to do. Accessing full (desktop) sites on the Fire was a prescription for failure in our testing. Users did much better when using mobile sites.
Jakob Nielsen publikuje wyniki testów użytkowników telefonów z Android i iPhone’ów, z których wynika, że na 7″ tabletach1 znacznie lepiej spisują się strony mobilne. Ich pełnoprawne odpowiedniki mają zwyczajnie zbyt małe pola dla grubszych palców. Może Steve Jobs miał trochę racji mówiąc, że trzeba by było spiłować sobie palce?
5 grudnia 2011 · 16:39
You put out a product that has failures right away, and even if you fix it a year later, it just doesn’t sell. It’s the same thing with any smartphone today. It comes out and it has something horribly wrong about it. You can fix everything wrong about it, and it still won’t sell. It has missed its window of opportunity.
Most Android phones seem born out of the necessity of suits to have a flavor of phone for every possible member of any possible demographic.
Nie mam pojęcia skąd on wywnioskował, że Woz ma na myśli Androida, pomimo że się z nim zgadzam. Tak się w każdym razie tworzy odpowiednio zachęcające tytuły… [sic!]
5 grudnia 2011 · 14:29
W zeszłym tygodniu poruszyliśmy kwestie stabilności i kompatybilności pakietu Adobe CS pod Mac i Windows z Rafałem z Foxrabbit. Wspominałem zresztą o tym w ostatnim odcinku Nadgryzionych. Słuchacz Paweł podjął temat, który wydaje się być interesujący, więc za zgodę zainteresowanych pozwolę sobie wkleić nasze treść maili — może ktoś będzie miał coś ciekawego do dodania od siebie.
Nie zgadzam się z wygłoszoną opinią, że jeśli programy Adobe, to PC. Jako osoba stosunkowo nie dawno switchująca się mam możliwość porównania wersji InDesigna na obu platformach i nie widzę wielkich różnic, baaa powiedziałbym, że nawet na macu jest ciut stabilniejsza – w przypadku pc, średnio co 4-6 godzin muszę robić restart programu, który mocno zwalnia, a często po prostu się wywala, czego nie obserwuje.
Być może opinia wypowiedziana przez człowieka z Fox Rabbit opierała się na porównaniu różnych wersji językowych, gdzie polskie wersje językowe są tragicznie. Ewidentnie widać różnice w stabilności i szybkości. Bugów można jeszcze wymienić parę, np. w Photoshopie, np. filtr Reduce Noise nie ma polskiego okna dialogowego z ustawieniami. Podobnie było z Dust&Scratches, w którym ten defekt naprawione po 4 czy 5 wersjach.
Jak pod koniec biografii Steva zauważono – firma Adobe jest teraz kierowana przez handlowców, co wpływa na jakość ich produktu. Pracując zarobkowo od 1997 na pc, macach, korzystając z oprogramowania różnych firm, bez mrugnięcia okiem mogę stwierdzić, że firma Adobe i jej produkty, już od dawna dryfuje w kierunku produktów Corela – co chwila nowa wersja, dużo wodotrysków, coraz gorsza funkcjonalność i stabilność. Najlepiej to widać po Lightroomie, który wg. przegrywa przy obsłudze dużych bibliotek zdjęć z Aperture, a jeśli chodzi o narzędzia do edycji i jakość wywoływanych RAWów przegrywa od dawna praktycznie na całej linii z DxO Optics, a wersja 3 ledwo go zbliżyła.
Co do samego używania maców do zastosowań PRO, niestety to akurat zaczyna się robić prawda, ale to akurat wynik olewania tego segmentu przez samo Apple – skasowanie serwerów, brak aktualizacji linii Mac Pro oraz pogłoski o jej skasowaniu…
Cześć,
przede wszystkim, jak sam wiesz, to śliski temat. Jestem na 100% pewien, że wywoła żywiołowe reakcje i kolejną świętą wojnę. Poza tym problem nie dotyczy tylko Adobe. Dlatego głos zabiorę w nieco szerszym ujęciu:
wyłącznie na Macach pracuję od 2006 r. Używam ich zarówno w domu jak i w pracy. W domu wiadomo – obsługa wszystkiego co elektroniczne odbywa się via urządzenia Appla – i jest to doskonałe rozwiązanie. Cała rodzina przekonała się do tych rozwiązań, wygoda korzystania jest ogromna i bardzo to doceniam. W pracy jednak (wydawnictwo i studio graficzno-fotograficzne) od zawsze mieliśmy środowisko mieszane: pecetowo-macowe. Mimo pozornie zgodnej współpracy, wymiany plików między platformami, itd. problemy były i są do dzisiaj. Ba, dzisiaj powoli dochodzę do wniosku, że ilość drobnych niedogodności przy pracy na tyle mocno ogranicza moją produktywność, że mocno zastanawiam się nad przesiadką na peceta. Zaznaczam – to tylko moje zdanie – bo od razu słyszę mniej więcej taki krzyk i lament za uszami: „nie podoba się, niech spada”. No właśnie chyba tak zrobię i Mac w pracy będzie służył do obróbki zdjęć. Oczywiście dla pracującego samodzielnie freelancera komputery Appla to pewnie świetne rozwiązanie. Ale w warunkach w jakich ja pracuję, już bym się zastanowił. I nie chodzi tylko o oprogramowanie Adobe. Wymienię parę niedogodności:
- w domu korzystam z Liona, w pracy wciąż Leopard (nie Snow). Dlaczego? Upośledzone funkcje drukowania i obsługa post scriptu. Dlaczego Apple odciął mnie od tej funkcjonalności? Leopard był ostatnim systemem, który ma to czego potrzebuję do pracy.
- praca w sieci – gubienie plików i zrywanie połączenia sieciowego wewnątrz grupy roboczej – ten problem istnieje od Panthery, a pewnie wcześniej i do dzisiaj nie został rozwiązany. I nie chodzi mi tu o sieć złożoną z dwóch czy trzech komputerów, ale o 12 stanowiskową (mieszaną) + dyski NAS + zewnętrzne drukarki i plotery.
- współpraca z MS Office – czy się komuś podoba czy nie – jest to standard. Nawet wersja 2011 nie daje rady przy zaawansowanej obsłudze np. Worda – zapuszczanie makr, obsługa GREPU, czyszczenie tekstu do składu przed wlaniem do InDesigna – na Macu? No niestety, nie da rady. I ja wiem, że być może to wina MS, ale proszę mi wybaczyć, co mnie to obchodzi? To upośledza środowisko produkcyjne w jakim się poruszam w pracy.
- Finder – brak możliwości wklejenia ścieżki dostępu do pliku nie tylko w sieci, ale nawet na własnym komputerze – np. w celu wysłania Skypem pracownikowi, żeby nie musiał szukać teczki.
- Adobe – nigdy nie korzystałem z wersji z polskim interfejsem, więc tu nie mam pojęcia jak to wygląda.
InDesign – u Pawła wszystko działa – świetnie. U mnie wywala się bardzo często (pracuję tylko na plikach po sieci) na MacuPro ośmiordzeniowym z 16 GB ramu. Często to znaczy kilka razy dziennie. Czyja to wina? Nie wiem. U kolegów pracujących na pc – działa. Kolejna kwestia – skróty z klawiatury – np. komenda alt+0215 na pc daje taki znak: ×, na macu aby otrzymać to samo trzeba albo wejść do palety glifów albo wejść w okno podglądu znaków, przewinąć się do symboli matematycznych i odszukać ów znak – trochę długa ta operacja jak na skrót prawda?
Illustrator – nie narzekam – działa, funkcjonalność taka sama jak na pc.
Photoshop – j.w.
Lightroom – tu o dziwo złego słowa nie powiem. Mam kilka sporych bibliotek foto i mimo dosyć zaawansowanych działań na rawach program NIGDY mi się nie wysypał – tu przyznam, nie korzystałem z wersji pc, więc nie mam porównania. Natomiast zarówno Lightroom jak i przywołany Aperture (którego filozofia działania nie podoba mi się po prostu) to w środowisku profesjonalnych fotografów (przynajmniej tych z którymi miałem okazję rozmawiać) programy traktowane jak nieco bardziej zaawansowane zabaweczki. To może skrajna opinia, ale podobno nic nie może się równać z Capture One, z którego niestety nie korzystałem. Ale i nie miałem potrzeby, bo na moje potrzeby LR jest ok.
Podsumowując – tak jestem w rozterce. Bardzo lubię maki. I na pewno z nich nie zrezygnuję zupełnie, ale niestety do pracy zarobkowej następnym komputerem jaki wybiorę będzie pecet. Ilość, mimo wszystko drobnych, ale irytujących błędów i niedogodności na Macintoshu w moim przypadku osiągnęła punkt krytyczny.
Acha, to wyłącznie moje zdanie. Nie zamierzam z nikim polemizować i wdawać się w jakiekolwiek dywagacje. Dyskusja o wyższości maca nad pecetem i odwrotnie jest całkowicie poza mną. Więc pozwólcie, że w tej dyskusji więcej głosu nie będę zabierał.
Cześć,
przede wszystkim, jak sam wiesz, to śliski temat. Jestem na 100% pewien, że wywoła żywiołowe reakcje i kolejną świętą wojnę. Poza tym problem nie dotyczy tylko Adobe. Dlatego głos zabiorę w nieco szerszym ujęciu:
Ok, tyle że ja się odnosiłem do samej wypowiedzi o craszach indyka na macu.
wyłącznie na Macach pracuję od 2006 r. Używam ich zarówno w domu jak i w pracy. W domu wiadomo – obsługa wszystkiego co elektroniczne odbywa się via urządzenia Appla – i jest to doskonałe rozwiązanie. Cała rodzina przekonała się do tych rozwiązań, wygoda korzystania jest ogromna i bardzo to doceniam. W pracy jednak (wydawnictwo i studio graficzno-fotograficzne) od zawsze mieliśmy środowisko mieszane: pecetowo-macowe. Mimo pozornie zgodnej współpracy, wymiany plików między platformami, itd. problemy były i są do dzisiaj. Ba, dzisiaj powoli dochodzę do wniosku, że ilość drobnych niedogodności przy pracy na tyle mocno ogranicza moją produktywność, że mocno zastanawiam się nad przesiadką na peceta. Zaznaczam – to tylko moje zdanie – bo od razu słyszę mniej więcej taki krzyk i lament za uszami: „nie podoba się, niech spada”. No właśnie chyba tak zrobię i Mac w pracy będzie służył do obróbki zdjęć. Oczywiście dla pracującego samodzielnie freelancera komputery Appla to pewnie świetne rozwiązanie. Ale w warunkach w jakich ja pracuję, już bym się zastanowił. I nie chodzi tylko o oprogramowanie Adobe. Wymienię parę niedogodności:
- w domu korzystam z Liona, w pracy wciąż Leopard (nie Snow). Dlaczego? Upośledzone funkcje drukowania i obsługa post scriptu. Dlaczego Apple odciął mnie od tej funkcjonalności? Leopard był ostatnim systemem, który ma to czego potrzebuję do pracy.
- praca w sieci – gubienie plików i zrywanie połączenia sieciowego wewnątrz grupy roboczej – ten problem istnieje od Panthery, a pewnie wcześniej i do dzisiaj nie został rozwiązany. I nie chodzi mi tu o sieć złożoną z dwóch czy trzech komputerów, ale o 12 stanowiskową (mieszaną) + dyski NAS + zewnętrzne drukarki i plotery.
Ale ja wcale nie twierdzę, że Mac jest jedynie właściwym rozwiązaniem – czasy kiedy power maci z quarkiem miały za konkurencję win95 z pagemakerem lub corelem już dawno minęły.
Może za mało dobitnie się wyraziłem – sam uważam, że Apple oddaje ten segment rynku bez walki, jak wspomniałem przez olewanie gałęzi sprzętu dla rynku pro i tak jak słusznie zauważyłeś przez kierunek rozwoju OS Xa.
3. współpraca z MS Office – czy się komuś podoba czy nie – jest to standard. Nawet wersja 2011 nie daje rady przy zaawansowanej obsłudze np. Worda – zapuszczanie makr, obsługa GREPU, czyszczenie tekstu do składu przed wlaniem do InDesigna – na Macu? No niestety, nie da rady. I ja wiem, że być może to wina MS, ale proszę mi wybaczyć, co mnie to obchodzi? To upośledza środowisko produkcyjne w jakim się poruszam w pracy.
Tutaj akurat trudno podjąć mi jakąkolwiek polemikę – akurat wielostronicowe teksty dostaje już poczyszczone, gotowe do wlania. Samego GREPU akurat też rzadko muszę używać – na tyle rzadko, że nie widzę różnic.
InDesign – u Pawła wszystko działa – świetnie. U mnie wywala się bardzo często (pracuję tylko na plikach po sieci) na MacuPro ośmiordzeniowym z 16 GB ramu. Często to znaczy kilka razy dziennie. Czyja to wina? Nie wiem. U kolegów pracujących na pc – działa.
Jak pisałem we wcześniejszym mailu – ja nie widzę problemu – pracuje na dwóch komputerach, pc i mac, o podobnych parametrach i o wiele stabilniejsza jest wersja na macu, co nie znaczy że jakoś powala. A co do pracy z pecetowym indykiem w sieci – tu wcale nie jest lepiej. Baaa sam mogę podać przykład jednego z wrocławskich wydawnictw, w którym zaczęto zapisywać dokumenty InDesigna na dyskach lokalnych.
Ja powiem tak – akurat kończę testowanie triala nowego Quarka i mimo, że ostatnio wydałem nie mało pieniędzy na Design Premium na jedno stanowisko i upgrade na dwóch innych, zaczynam myśleć o dokupieniu 3 Quarków.
Kolejna kwestia – skróty z klawiatury – np. komenda alt+0215 na pc daje taki znak: ×, na macu aby otrzymać to samo trzeba albo wejść do palety glifów albo wejść w okno podglądu znaków, przewinąć się do symboli matematycznych i odszukać ów znak – trochę długa ta operacja jak na skrót prawda?
Ale ja naprawdę nie chciałem bronić na siłę Apple’a. Zdaję sobie sprawę z ograniczeń tego systemu. Moja wypowiedź dotyczyła tylko i wyłącznie produktów Adobe, które MOIM zdaniem są po prostu coraz gorsze i platforma nie ma tu znaczenia.
Illustrator – nie narzekam – działa, funkcjonalność taka sama jak na pc.
Ja też, aczkolwiek przy dużych plikach zawierających bitmapy, mam wrażenie, że ciut lepiej działa odświeżanie obrazu, ale to bardzo subiektywna opinia.
Photoshop – j.w.
A tutaj się nie zgodzę. Przy dużej ilości otwartych zdjęć lub paru większych, na pc miewam spore problemy, mimo włączonej obsługi OpenGLa i o niebo lepszej karty graficznej.
Lightroom – tu o dziwo złego słowa nie powiem. Mam kilka sporych bibliotek foto i mimo dosyć zaawansowanych działań na rawach program NIGDY mi się nie wysypał – tu przyznam, nie korzystałem z wersji pc,
No mi też nie, ale po prostu czasami przestoje są mocno irytujące przy dużej bibliotece zdjęć
więc nie mam porównania. Natomiast zarówno Lightroom jak i przywołany Aperture (którego filozofia działania nie podoba mi się po prostu) to w środowisku profesjonalnych fotografów (przynajmniej tych z którymi miałem okazję rozmawiać) programy traktowane jak nieco bardziej zaawansowane zabaweczki. To może skrajna opinia, ale podobno nic nie może się równać z Capture One, z którego niestety nie korzystałem. Ale i nie miałem potrzeby, bo na moje potrzeby LR jest ok.
Ok. Kumam. Może akurat jestem tutaj lekko spaczony – dla jednego z pism o fotografii w wolnych chwilach robię testy i porównania tego typu programów, trochę tych programów już się przez moje łapy przewinęło i w mojej opinii LR po prostu jest średniakiem, a biorąc pod uwagę jego cenę, jedną z najwyższych na rynku, to kupowanie go (wg. mnie) to nieporozumienie.
Podsumowując – tak jestem w rozterce. Bardzo lubię maki. I na pewno z nich nie zrezygnuję zupełnie, ale niestety do pracy zarobkowej następnym komputerem jaki wybiorę będzie pecet.
A tutaj Cię zaskoczę, bo w przyszłym roku, będę musiał zatrudnić 2, może 3 osoby, postawić im sprzęt do pracy i też się schylam ku pecetom.
Ilość, mimo wszystko drobnych, ale irytujących błędów i niedogodności na Macintoshu w moim przypadku osiągnęła punkt krytyczny. Acha, to wyłącznie moje zdanie. Nie zamierzam z nikim polemizować i wdawać się w jakiekolwiek dywagacje. Dyskusja o wyższości maca nad pecetem i odwrotnie jest całkowicie poza mną. Więc pozwólcie, że w tej dyskusji więcej głosu nie będę zabierał.
Spoko, rozumiem. Gwoli wyjaśnienia, ja też wcale nie zamierzam dyskutować na temat wyższości Świąt Bożego Narodzenia i Wielkiej Nocy. Mój komentarz, być może opacznie zrozumiałeś, wcale nie tyczył tego, ale samych produktów Adobe, nie zależnie od platformy.
Pozdrawiam i życzę miłego wieczoru.
Od siebie jeszcze dodam, że denerwuje mnie olewanie przez Adobe Apple’owego HIG oraz funkcjonalności dostępnej chociażby pod Lionem. Gdybym mógł się przesiąść na konkurencyjne produkty, to zrobiłbym to bez wahania.
5 grudnia 2011 · 13:50
iOS, w dziale typowo traktowanym jako dla osób niepełnosprawnych, skrywa dwie bardzo interesujące funkcje — powiadomienia o nadchodzącym połączeniu za pomocą diody od aparatu oraz możliwość zdefiniowania własnych rytmów, czyli zdefiniowania jak telefon ma wibrować.
Aby uruchomić wybrane funkcje, należy przejść do Ustawienia → Ogólne → Dostępność i właczyć odpowiednie pola, zgodnie z obrazkiem. Teraz wystarczy wejść w wybrany kontakt, rozpocząć jego edycję i zmienić rodzaj wibracji dla wybranej osoby lub po prostu udać się do Ustawienia → Dźwięki, aby dokonać globalnej zmiany.
Smacznego!