Jeśli chcecie mnie wesprzeć to zapraszam do kupna mojego poradnika "Jakim jesteś Makiem?".

Dyskusja o Adobe na Mac vs. PC

· Wojtek Pietrusiewicz · 12 komentarzy

W zeszłym tygodniu poruszyliśmy kwestie stabilności i kompatybilności pakietu Adobe CS pod Mac i Windows z Rafałem z Foxrabbit. Wspominałem zresztą o tym w ostatnim odcinku Nadgryzionych. Słuchacz Paweł podjął temat, który wydaje się być interesujący, więc za zgodę zainteresowanych pozwolę sobie wkleić nasze treść maili — może ktoś będzie miał coś ciekawego do dodania od siebie.

Paweł pisze …

Nie zgadzam się z wygłoszoną opinią, że jeśli programy Adobe, to PC. Jako osoba stosunkowo nie dawno switchująca się mam możliwość porównania wersji InDesigna na obu platformach i nie widzę wielkich różnic, baaa powiedziałbym, że nawet na macu jest ciut stabilniejsza – w przypadku pc, średnio co 4-6 godzin muszę robić restart programu, który mocno zwalnia, a często po prostu się wywala, czego nie obserwuje.

Być może opinia wypowiedziana przez człowieka z Fox Rabbit opierała się na porównaniu różnych wersji językowych, gdzie polskie wersje językowe są tragicznie. Ewidentnie widać różnice w stabilności i szybkości. Bugów można jeszcze wymienić parę, np. w Photoshopie, np. filtr Reduce Noise nie ma polskiego okna dialogowego z ustawieniami. Podobnie było z Dust&Scratches, w którym ten defekt naprawione po 4 czy 5 wersjach.

Jak pod koniec biografii Steva zauważono – firma Adobe jest teraz kierowana przez handlowców, co wpływa na jakość ich produktu. Pracując zarobkowo od 1997 na pc, macach, korzystając z oprogramowania różnych firm, bez mrugnięcia okiem mogę stwierdzić, że firma Adobe i jej produkty, już od dawna dryfuje w kierunku produktów Corela – co chwila nowa wersja, dużo wodotrysków, coraz gorsza funkcjonalność i stabilność. Najlepiej to widać po Lightroomie, który wg. przegrywa przy obsłudze dużych bibliotek zdjęć z Aperture, a jeśli chodzi o narzędzia do edycji i jakość wywoływanych RAWów przegrywa od dawna praktycznie na całej linii z DxO Optics, a wersja 3 ledwo go zbliżyła.

Co do samego używania maców do zastosowań PRO, niestety to akurat zaczyna się robić prawda, ale to akurat wynik olewania tego segmentu przez samo Apple – skasowanie serwerów, brak aktualizacji linii Mac Pro oraz pogłoski o jej skasowaniu…

Rafał odpowiada …

Cześć,

przede wszystkim, jak sam wiesz, to śliski temat. Jestem na 100% pewien, że wywoła żywiołowe reakcje i kolejną świętą wojnę. Poza tym problem nie dotyczy tylko Adobe. Dlatego głos zabiorę w nieco szerszym ujęciu:

wyłącznie na Macach pracuję od 2006 r. Używam ich zarówno w domu jak i w pracy. W domu wiadomo – obsługa wszystkiego co elektroniczne odbywa się via urządzenia Appla – i jest to doskonałe rozwiązanie. Cała rodzina przekonała się do tych rozwiązań, wygoda korzystania jest ogromna i bardzo to doceniam. W pracy jednak (wydawnictwo i studio graficzno-fotograficzne) od zawsze mieliśmy środowisko mieszane: pecetowo-macowe. Mimo pozornie zgodnej współpracy, wymiany plików między platformami,  itd. problemy były i są do dzisiaj. Ba, dzisiaj powoli dochodzę do wniosku, że ilość drobnych niedogodności przy pracy na tyle mocno ogranicza moją produktywność, że mocno zastanawiam się nad przesiadką na peceta. Zaznaczam – to tylko moje zdanie – bo od razu słyszę mniej więcej taki krzyk i lament za uszami: „nie podoba się, niech spada”. No właśnie chyba tak zrobię i Mac w pracy będzie służył do obróbki zdjęć. Oczywiście dla pracującego samodzielnie freelancera komputery Appla to pewnie świetne rozwiązanie. Ale w warunkach w jakich ja pracuję, już bym się zastanowił. I nie chodzi tylko o oprogramowanie Adobe. Wymienię parę niedogodności:

  1. w domu korzystam z Liona, w pracy wciąż Leopard (nie Snow). Dlaczego? Upośledzone funkcje drukowania i obsługa post scriptu. Dlaczego Apple odciął mnie od tej funkcjonalności? Leopard był ostatnim systemem, który ma to czego potrzebuję do pracy.
  2. praca w sieci – gubienie plików i zrywanie połączenia sieciowego wewnątrz grupy roboczej – ten problem istnieje od Panthery, a pewnie wcześniej i do dzisiaj nie został rozwiązany. I nie chodzi mi tu o sieć złożoną z dwóch czy trzech komputerów, ale o 12 stanowiskową (mieszaną) + dyski NAS + zewnętrzne drukarki i plotery.
  3. współpraca z MS Office – czy się komuś podoba czy nie – jest to standard. Nawet wersja 2011 nie daje rady przy zaawansowanej obsłudze np. Worda – zapuszczanie makr, obsługa GREPU, czyszczenie tekstu do składu przed wlaniem do InDesigna – na Macu? No niestety, nie da rady. I ja wiem, że być może to wina MS, ale proszę mi wybaczyć, co mnie to obchodzi? To upośledza środowisko produkcyjne w jakim się poruszam w pracy.
  4. Finder – brak możliwości wklejenia ścieżki dostępu do pliku nie tylko w sieci, ale nawet na własnym komputerze – np. w celu wysłania Skypem pracownikowi, żeby nie musiał szukać teczki.
  5. Adobe – nigdy nie korzystałem z wersji z polskim interfejsem, więc tu nie mam pojęcia jak to wygląda.

InDesign – u Pawła wszystko działa – świetnie. U mnie wywala się bardzo często (pracuję tylko na plikach po sieci) na MacuPro ośmiordzeniowym z 16 GB ramu. Często to znaczy kilka razy dziennie. Czyja to wina? Nie wiem. U kolegów pracujących na pc – działa. Kolejna kwestia – skróty z klawiatury – np. komenda alt+0215 na pc daje taki znak: ×, na macu aby otrzymać to samo trzeba albo wejść do palety glifów albo wejść w okno podglądu znaków, przewinąć się do symboli matematycznych i odszukać ów znak – trochę długa ta operacja jak na skrót prawda?

Illustrator – nie narzekam – działa, funkcjonalność taka sama jak na pc.

Photoshop – j.w.

Lightroom – tu o dziwo złego słowa nie powiem. Mam kilka sporych bibliotek foto i mimo dosyć zaawansowanych działań na rawach program NIGDY mi się nie wysypał – tu przyznam, nie korzystałem z wersji pc, więc nie mam porównania. Natomiast zarówno Lightroom jak i przywołany Aperture (którego filozofia działania nie podoba mi się po prostu) to w środowisku profesjonalnych fotografów (przynajmniej tych z którymi miałem okazję rozmawiać) programy traktowane jak nieco bardziej zaawansowane zabaweczki. To może skrajna opinia, ale podobno nic nie może się równać z Capture One, z którego niestety nie korzystałem. Ale i nie miałem potrzeby, bo na moje potrzeby LR jest ok.

Podsumowując – tak jestem w rozterce. Bardzo lubię maki. I na pewno z nich nie zrezygnuję zupełnie, ale niestety do pracy zarobkowej następnym komputerem jaki wybiorę będzie pecet. Ilość, mimo wszystko drobnych, ale irytujących błędów i niedogodności na Macintoshu w moim przypadku osiągnęła punkt krytyczny.

Acha, to wyłącznie moje zdanie. Nie zamierzam z nikim polemizować i wdawać się w jakiekolwiek dywagacje. Dyskusja o wyższości maca nad pecetem i odwrotnie jest całkowicie poza mną. Więc pozwólcie, że w tej dyskusji więcej głosu nie będę zabierał.

Paweł ripostuje …

Cześć,

przede wszystkim, jak sam wiesz, to śliski temat. Jestem na 100% pewien, że wywoła żywiołowe reakcje i kolejną świętą wojnę. Poza tym problem nie dotyczy tylko Adobe. Dlatego głos zabiorę w nieco szerszym ujęciu:

Ok, tyle że ja się odnosiłem do samej wypowiedzi o craszach indyka na macu.

wyłącznie na Macach pracuję od 2006 r. Używam ich zarówno w domu jak i w pracy. W domu wiadomo – obsługa wszystkiego co elektroniczne odbywa się via urządzenia Appla – i jest to doskonałe rozwiązanie. Cała rodzina przekonała się do tych rozwiązań, wygoda korzystania jest ogromna i bardzo to doceniam. W pracy jednak (wydawnictwo i studio graficzno-fotograficzne) od zawsze mieliśmy środowisko mieszane: pecetowo-macowe. Mimo pozornie zgodnej współpracy, wymiany plików między platformami,  itd. problemy były i są do dzisiaj. Ba, dzisiaj powoli dochodzę do wniosku, że ilość drobnych niedogodności przy pracy na tyle mocno ogranicza moją produktywność, że mocno zastanawiam się nad przesiadką na peceta. Zaznaczam – to tylko moje zdanie – bo od razu słyszę mniej więcej taki krzyk i lament za uszami: „nie podoba się, niech spada”. No właśnie chyba tak zrobię i Mac w pracy będzie służył do obróbki zdjęć. Oczywiście dla pracującego samodzielnie freelancera komputery Appla to pewnie świetne rozwiązanie. Ale w warunkach w jakich ja pracuję, już bym się zastanowił. I nie chodzi tylko o oprogramowanie Adobe. Wymienię parę niedogodności:

  1. w domu korzystam z Liona, w pracy wciąż Leopard (nie Snow). Dlaczego? Upośledzone funkcje drukowania i obsługa post scriptu. Dlaczego Apple odciął mnie od tej funkcjonalności? Leopard był ostatnim systemem, który ma to czego potrzebuję do pracy.
  2. praca w sieci – gubienie plików i zrywanie połączenia sieciowego wewnątrz grupy roboczej – ten problem istnieje od Panthery, a pewnie wcześniej i do dzisiaj nie został rozwiązany. I nie chodzi mi tu o sieć złożoną z dwóch czy trzech komputerów, ale o 12 stanowiskową (mieszaną) + dyski NAS + zewnętrzne drukarki i plotery.

Ale ja wcale nie twierdzę, że Mac jest jedynie właściwym rozwiązaniem – czasy kiedy power maci z quarkiem miały za konkurencję win95 z pagemakerem lub corelem już dawno minęły.

Może za mało dobitnie się wyraziłem – sam uważam, że Apple oddaje ten segment rynku bez walki, jak wspomniałem przez olewanie gałęzi sprzętu dla rynku pro i tak jak słusznie zauważyłeś przez kierunek rozwoju OS Xa.

3. współpraca z MS Office – czy się komuś podoba czy nie – jest to standard. Nawet wersja 2011 nie daje rady przy zaawansowanej obsłudze np. Worda – zapuszczanie makr, obsługa GREPU, czyszczenie tekstu do składu przed wlaniem do InDesigna – na Macu? No niestety, nie da rady. I ja wiem, że być może to wina MS, ale proszę mi wybaczyć, co mnie to obchodzi? To upośledza środowisko produkcyjne w jakim się poruszam w pracy.

Tutaj akurat trudno podjąć mi jakąkolwiek polemikę – akurat wielostronicowe teksty dostaje już poczyszczone, gotowe do wlania. Samego GREPU akurat też rzadko muszę używać – na tyle rzadko, że nie widzę różnic.

InDesign – u Pawła wszystko działa – świetnie. U mnie wywala się bardzo często (pracuję tylko na plikach po sieci) na MacuPro ośmiordzeniowym z 16 GB ramu. Często to znaczy kilka razy dziennie. Czyja to wina? Nie wiem. U kolegów pracujących na pc – działa.

Jak pisałem we wcześniejszym mailu – ja nie widzę problemu – pracuje na dwóch komputerach, pc i mac, o podobnych parametrach i o wiele stabilniejsza jest wersja na macu, co nie znaczy że jakoś powala. A co do pracy z pecetowym indykiem w sieci – tu wcale nie jest lepiej. Baaa sam mogę podać przykład jednego z wrocławskich wydawnictw, w którym zaczęto zapisywać dokumenty InDesigna na dyskach lokalnych.

Ja powiem tak – akurat kończę testowanie triala nowego Quarka i mimo, że ostatnio wydałem nie mało pieniędzy na Design Premium na jedno stanowisko i upgrade na dwóch innych, zaczynam myśleć o dokupieniu 3 Quarków.

Kolejna kwestia – skróty z klawiatury – np. komenda alt+0215 na pc daje taki znak: ×, na macu aby otrzymać to samo trzeba albo wejść do palety glifów albo wejść w okno podglądu znaków, przewinąć się do symboli matematycznych i odszukać ów znak – trochę długa ta operacja jak na skrót prawda?

Ale ja naprawdę nie chciałem bronić na siłę Apple’a. Zdaję sobie sprawę z ograniczeń tego systemu. Moja wypowiedź dotyczyła tylko i wyłącznie produktów Adobe, które MOIM zdaniem są po prostu coraz gorsze i platforma nie ma tu znaczenia.

Illustrator – nie narzekam – działa, funkcjonalność taka sama jak na pc.

Ja też, aczkolwiek przy dużych plikach zawierających bitmapy, mam wrażenie, że ciut lepiej działa odświeżanie obrazu, ale to bardzo subiektywna opinia.

Photoshop – j.w.

A tutaj się nie zgodzę. Przy dużej ilości otwartych zdjęć lub paru większych, na pc miewam spore problemy, mimo włączonej obsługi OpenGLa i o niebo lepszej karty graficznej.

Lightroom – tu o dziwo złego słowa nie powiem. Mam kilka sporych bibliotek foto i mimo dosyć zaawansowanych działań na rawach program NIGDY mi się nie wysypał – tu przyznam, nie korzystałem z wersji pc,

No mi też nie, ale po prostu czasami przestoje są mocno irytujące przy dużej bibliotece zdjęć

więc nie mam porównania. Natomiast zarówno Lightroom jak i przywołany Aperture (którego filozofia działania nie podoba mi się po prostu) to w środowisku profesjonalnych fotografów (przynajmniej tych z którymi miałem okazję rozmawiać) programy traktowane jak nieco bardziej zaawansowane zabaweczki. To może skrajna opinia, ale podobno nic nie może się równać z Capture One, z którego niestety nie korzystałem. Ale i nie miałem potrzeby, bo na moje potrzeby LR jest ok.

Ok. Kumam. Może akurat jestem tutaj lekko spaczony – dla jednego z pism o fotografii w wolnych chwilach robię testy i porównania tego typu programów, trochę tych programów już się przez moje łapy przewinęło i w mojej opinii LR po prostu jest średniakiem, a biorąc pod uwagę jego cenę, jedną z najwyższych na rynku, to kupowanie go (wg. mnie) to nieporozumienie.

Podsumowując – tak jestem w rozterce. Bardzo lubię maki. I na pewno z nich nie zrezygnuję zupełnie, ale niestety do pracy zarobkowej następnym komputerem jaki wybiorę będzie pecet.

A tutaj Cię zaskoczę, bo w przyszłym roku, będę musiał zatrudnić 2, może 3 osoby, postawić im sprzęt do pracy i też się schylam ku pecetom.

Ilość, mimo wszystko drobnych, ale irytujących błędów i niedogodności na Macintoshu w moim przypadku osiągnęła punkt krytyczny. Acha, to wyłącznie moje zdanie. Nie zamierzam z nikim polemizować i wdawać się w jakiekolwiek dywagacje. Dyskusja o wyższości maca nad pecetem i odwrotnie jest całkowicie poza mną. Więc pozwólcie, że w tej dyskusji więcej głosu nie będę zabierał.

Spoko, rozumiem. Gwoli wyjaśnienia, ja też wcale nie zamierzam dyskutować na temat wyższości Świąt Bożego Narodzenia i Wielkiej Nocy. Mój komentarz, być może opacznie zrozumiałeś, wcale nie tyczył tego, ale samych produktów Adobe, nie zależnie od platformy.

Pozdrawiam i życzę miłego wieczoru.

Od siebie jeszcze dodam, że denerwuje mnie olewanie przez Adobe Apple’owego HIG oraz funkcjonalności dostępnej chociażby pod Lionem. Gdybym mógł się przesiąść na konkurencyjne produkty, to zrobiłbym to bez wahania.

Chcesz zwrócić mi na coś uwagę lub skomentować? Zapraszam na @morid1n lub na forum.

  • Anonim

    Ja się przeniosłem na produkcji konkurencji i nie narzekam. Nie używam na chwilę obecną niczego od Adobe do obróbki zdjęć i wcale nie narzekam, nie widzę gorszych efektów itp. Może jestem zbyt mało profesjonalny ale o ile w grę nie wchodzi zaawansowany retusz (re-imaging jak to ostatnio ktoś ładnie nazwał) to da się żyć bez oprogramowania Adobe.

  • Na co konkretnie?

  • Pingback: Dyskusja o Adobe na Mac vs. PC | Makowe ABC()

  • Anonim

    Dxo Optics Pro + DxO Film Pack do wywoływania RAWów, kolorystyki. Aperture do selekcji zdjęć, ewentualnego retuszu. Do tego mam jeszcze pluginy NIK Software ale głównie korzystam z Sharpenera do wyostrzenia na koniec i czasami Viveza do bardziej selektywnej pracy ze światłem i kolorem.

  • Tomek Przymusiński

    z tym znakiem (Multiplication) to trochę naciągana sprawa – powiedz no mi drogi kolego jak w Windowsie można wprowadzić ze skrótu klawiaturowego: (Greek Sigma, Greek Omega, Greek pi mały i duże, Greek beta, Variation, Integral, Root i wiele innych)  windows ma mniejsze wsparcie w tym temacie choć akurat na macu nie ma Multiplication i oraz 3 fraction.
    http://flylib.com/books/en/1.58.1.278/1/

    a pamiętanie np: niemieckich  diaktryków na windowskie (wszystkie alt + nr…) to jest dużo bardzie upierdliwe niż pamiętanie że niemce  są pod alt+u a następnie u lub e lub a
    identycznie jest z zankami czeskimi francuskimi ect. (na polskiej klawiaturze)
    Dużo prościej jest kiedy się ma polską klawiaturę a nie hamerykańską – ale co zrobić polska dziwny kraj – i teraz już nie ma gdzie kupować takiej klawiatury – tylko na zamówienie.

    Ponadto w Samym indyku są jeszcze dodatkowe skróty

    klawiatura  (Unicode Hex Input) – TUTAJ JEDNAK JAK WINGROZA OPTION + Numer, ale plus jest taki że są one identyczne dla wingrozy i maKosa – można to na pamięć wykuć.

    jeszcze prościej dopisać sobie dowolny skrót np: (x) zamienia nam na Multiplication, ustawiamy to w w preferencjach systemowych ->  zastępowanie symboli i tekstu ((pikuś beluś).
    Z tym że zawsze na wierzchu mam textedit (nowego indyka nie udało mi się zmusić do ustawień systemowych).

    Mam jeszcze pytanie w jaki sposób Jabco odcięło cię pod Postscriptu – ja mam snow leoparda i wszystko jak najlepiej funkcjonuje

    Ponadto współpraca pakiet adobe plus automator plus skrypty jest dobra.
    O wzorach matematycznych w eps nie wspomnę dzięki graph i epsie – owszem jest mathmagic ale np. do 10 wzorów matematycznych – dupa blada 120 ziela za dużo.

    Co do sieciowej pracy się nie wypowiem bo wolę jednak pracować pod Adobe Incopy bo od tego jest indyk serwerowy.
    A jeszce nigdy nie zerwał mi MAC żadnego połączenia serwerowego gdzie sieć funkcjonuje pod REdhatem – co innego pod windows serwer i jakieś grupy robocze o innych nazwach niż opisy komputerów.

    Ale ja jestem człowiek, który nie może tego prawidłowo ocenić – nigdy nie miałem windowsa – próbowałem ale właśnie takie drobiazgi jak umlałty przy korekcie (pamiętanie milion razy alt + jakiś numer) mnie zniechęciły a teraz to nie wiem czy mi się chce uczyć wingrozy.

    Pozdrawiam
    klaus

  • Anonim

    prace na mac’u zakonczylem wraz z pojawieniem sie pierwszych Inteli, OS X 10.4 i CS2. Zestaw byl na tyle problematyczny, ze ‚zmusil’ mnie do przesiadki na PC. Wg mnie ostatnim stabilnym systemem byl OS 9.1 i PPC G4. Obecnie, uzywam zestawienia Win7 64bit i CS3 bez wiekszych klopotow. Jedyne problemy ze stabilnoscia sa zauwazalne w Illustratorze przy zamykaniu programu – system zamarza na kilka chwil przy tej operacji.

  • Michał Żelezniakowicz

    ZGADZAM SIĘ! 
    OS 9 wymiatał. Był jak iA Writer – do pracy, nic nie odwracało uwagi. 
    Ówczesne wersje Windowsa mogły się schować. Podobnie było ze stabilnością Adobiego. Photoshop na maca był stabilny jak Himalaje i szybki jak tsunami. 
    Po wprowadzeniu OS X sytuacja się diametralnie zmieniła. Wodotryski i bajery nie sprzyjają stabilnej pracy. Nie można robić systemu dla ludu i pogodzić tego z zastosowaniami pro. 
    OS X i PPC G5 to porażka. Każdy pecet objeżdżał ten duet jak chciał. Indesign od którego zaczęła się ta dyskusja w wersji Win był ok 2x szybszy. 
    Sytuacja się zmieniła po wprowadzeniu Inteli. Mac „odetchnął” i dostał skrzydeł. Można było znowu zacząć używać go do pracy. 
    Obecnie sytuacja jest mnie więcej taka: 
    – Photoshop wersja Mac szybsza (program się nie zatyka), 
    – Ilustrator wersja Mac stabilniejsza, 
    – Indesign wersja Win szybsza, wychodzi to dopiero przy naprawdę wrednych, dużych projektach (600 stron tabelek na Win działa, na Macu nie da się pracować; robienie indeksu w książkach w wersji Macowej tragicznie wolno, Win odrobinę zwalnia, ale o niebo lepiej); stabilność obu platform bez zarzutu; działanie wersji Macowej po sieci super (serwer Ubuntu i protokuł AFP); grepy działają na obu platformach ;) wersja Win szybciej.
    Różnice które poruszali przedmówcy to są smaczki (featur’y) systemu Win i OS. trzeba się z nimi pogodzić i polubić. Każdy oferuje coś co drugiemu brakuje. Adobe jest narzędziem (dla mnie młotkiem). Co za różnica czy walicie nim w ścianę czerwoną czy zieloną?
    Swoje przemyślenia opieram na ciągłej pracy od 1998 r. zarówno na Macach jak i Pecetach. Jak się nie postawi obu obok siebie to różnice te nie są tak widoczne. 
    To że wydawnictwa, drukarnie itp. pracują na Macach nie wynika z tego że są one lepsze (ładniejsze na pewno). Wynika to z ich przeszłości. Kupując software i Maca w latach 90. kupowało się stabilność i szybkość. Z biegiem lat granice się zacierały, ale software pozostawał. Robiło się upgrady softu, potem sprzętu i tak spirala się nakręcała. Istne perpetum mobile.

  • Krzysztof Troszczyński

    Przy designie i dtp nie używanie Adobe jest nie możliwe. 

  • Anonim

    Dlatego właśnie napisałem z punktu widzenia „fotografa” ;)

  • >> Nie można robić systemu dla ludu i pogodzić tego z zastosowaniami pro.

    Jobs nigdy nie chciał robić PRO, tylko zawsze dla ludu. „difrentnego”, ale dla ludu.

  • Krzysztof Troszczyński

    Bardzo dobry temat.

    Przesiadłem się na Mac jakieś 2 lata temu m.in. dla tego że jako grafik pracujący na PC wciąż słyszałem że jak dizejnować to tylko na Mac. Od tamtej pory w pracy używam PC, w domu Mac, konfiguracja podobna, ale krew jasna mnie zalewa jak biorę robotę do domu.

    Powiem wprost – nic mnie tak nie rozczarowało na Mac jak Adobe Creative Suite.

    Adobe na Mac przymula i to z wersji na wersję coraz bardziej. Rzeczą do której się już przyzwyczaiłem jest wciąż kręcące się kolorowe kółeczko kursora myszy chcące jak by powiedzieć „poczekaj chwilę”. Przypomina mi się praca na Corelu pod Win98 ;]

    Adobe pod Win jest zdecydowanie szybszy, pod Mac zdecydowanie stabilniejszy. Jedynym problemem CS 5/5.5 pod Win7 na którym pracuję jest to że potrafi się czasem wysypać. InDesign częściej, Illustrator rzadziej (tutaj naprawdę spory postęp z wersji na wersję), Photoshop rzadko. Po za tym pracuje się na nim bardzo komfortowo. Osobiście jest to dla mnie mniej uciążliwe niż ciągłe zadyszki aplikacji pod Mac OS X. Reszta jest kwestią przyzwyczajeń i smaczków. Jako stary użytkownik Windozy muszę jednak stwierdzić iż ergonomia pracy na Adobe CS w tym systemie  jest dla mnie znacznie lepsza niż pod Mac. Chyba nigdy nie przyzwyczaję się do bałaganu jaki panuje w środowisku Cocoa ;).

  • W moim przypadku zarówno Photoshop jak i Dreamweaver dla Mac działają ZDECYDOWANIE szybciej i stabliniej niż wersja dla Windowsa. Dlatego nie zgodzę się, że Adobe pod Win jest zdecydowanie szybszy.