W zeszłym tygodniu miałem ogromny zaszczyt być zaproszonym do Kina Kultura przez Ambasadę Argentyny na pokaz filmu „Chce się żyć” Macieja Pieprzycy. Reżyser niestety nie przybył na spotkanie ze względów osobistych, czego bardzo żałowałem jak się okazało po filmie. A pokazywany film dziełem wybitnym z całą pewnością jest. Gdyby był produkcji amerykańskiej to nie wątpię, że otrzymałby Oskary za rolę pierwszoplanową, reżyserię oraz muzykę, a być może nawet więcej. Zrobił na mnie ogromne wrażenie i mam tylko nadzieję, że plotki na temat tego co się działo pomiędzy ekipą filmu, a człowiekiem, na którego życiu film bazuje, są fałszywe.
Główny bohater tego wydarzenia jako jedyny wyszedł wzorowo z opresji czymś czego się zupełnie nie spodziewałem.
To jednak nie samo przedstawienie zapewniło u mnie największą atrakcję wieczoru. Duchową z pewnością, ale nagrodę za satyrę zdecydowanie zdobył człowiek, który spowodował u mnie salwę śmiechu podczas poczęstunku na kolacji po pokazie. Główny bohater tego wydarzenia – nazwijmy go Ziutek1 – jako jedyny wyszedł wzorowo z opresji czymś czego się zupełnie nie spodziewałem. Obowiązywał casual dress code, więc większość Panów miała na sobie jeansy i marynarki, ale zdarzali się również osoby pod krawatem lub muchą. Byli też tacy, którzy wybrali na ten wieczór wojskowe glany – artyści są w końcu ponad obowiązującymi zasadami i nie kłuło to w oczy…
Wszystkie dania, łącznie z wspomnianą baraniną, były przygotowane tak, aby jeść je rękoma.
Scena, która wywołała moje rozbawienie wydarzyła się przy stole, na którym stały przekąski i startery, w tym przepyszna baranina podana w formie kulek. To danie było rozstawione co kilkadziesiąt centymetrów na całej jego długości i w strategicznych miejscach umiejscowiono mise z sosem ziołowym, który dopełniał danie. Na brzegu oczywiście znajdowały się talerze, którymi każdy mógł się poczęstować, a wszystkie dania, łącznie z wspomnianą baraniną, były przygotowane tak, aby jeść je rękoma – kanapeczki z tatarem, łososiem i innymi, podobnymi pysznościami. Wyjątkiem były wspomniane kulki mięsne nadziane na wykałaczki.
Inni nadgryzali je częściowo, a potem ponownie umieszczali je w sosie, ku niezadowoleniu bardziej spostrzegawczych.
Brak łyżek oraz innych sztućców powodował konsternację w temacie sosu ziołowego. Niektórzy goście prawidłowo maczali kulki w nim, aby następnie je w całości umieścić w ustach. Inni nadgryzali je częściowo, a potem ponownie umieszczali je w sosie, ku niezadowoleniu bardziej spostrzegawczym. W pewnym momencie jednak dostrzegłem bohatera – Zuitka – który rozpoczął krucjatę wzdłuż stołu. Nie miał litości dla tatara ani łososia. Barania również mu się poddała i znalazła na talerzyku. Dopiero sos ziołowy w misie, bez narzędzi do jego nakładania, spowodował pauzę w polowaniu. Ziutek jednak długo się nie zastanawiał. Sięgnął do kieszeni i wyjął z niej profesjonalnego i niemałego multitoola, który wyglądał na produkt Leathermana. Po odstawieniu talerza wyciągnął z niego pokaźnych rozmiarów ostrze, którym następnie rozpoczął nakładanie ziołowego dodatku na odstawione naczynie pełne zdobyczy. Nałożywszy mały kopiec, sięgnął po chusteczkę, przetarł go nią, a następnie złożył i włożył go z powrotem do kieszeni. Objawienie, szok i niedowierzanie na twarzach innych Panów była bezcenna i nawet moja salwa śmiechu nie była w stanie odwrócić ich uwagi.
Chrzanić konwenanse – czasami trzeba po prostu radzić sobie samemu.
- Zbieżność z prawdziwym imieniem zupełnie przypadkowa. ↩


Chcesz zwrócić mi na coś uwagę lub skomentować? Zapraszam na @morid1n lub na forum.