Jeśli chcecie mnie wesprzeć to zapraszam do kupna mojego poradnika "Jakim jesteś Makiem?".

Trzy Kolory na Czerskiej

· Wojtek Pietrusiewicz · 4 komentarze

Rzadko zdarza mi się pisać o gastronomii, ale czasami warto wspomnieć o niektórych miejscach. Po pierwsze dlatego, że może ktoś na tym skorzysta, a po drugie to co mi ostatnio podano było tak dobre, że grzechem byłoby o tym nie wspomnieć.

Trzy Kolory 02Trzy Kolory znajdują się w budynku po starej fabryce na Mokotowie w Warszawie, przy ulicy Czerskiej. Restauracja z zewnątrz nie sprawia dobrego wrażenia, a reklamują się trzema elementami — café, restauracją i muzyką. Tej ostatniej nie miałem okazji doświadczyć, ale pozostałe jak najbardziej. W lokalu, poza stołami oraz dwoma ogródkami (od ulicy i od tyłu) znajduje się również kącik zabaw dla najmłodszych, a w ogródku jest też zjeżdżalnia, trampolina i inne rzeczy, które powodują, że chciałbym być dzisiaj bobasem. Otwarta jest od 8:00 rano do 24:00, więc można tam pojawić się praktycznie o każdej porze dnia i liczyć na wszystko czego dusza zapragnie — z umiarem oczywiście.

Trzy Kolory — Żółty

Moja Żona twierdzi, że frappe serwują bardzo dobre. Sam skusiłem się tam na co innego — belgijskiego Florisa. To jasne piwo o niskiej zawartości alkoholu (około 3,6%) jest idealne na obecne temperatury, mocno przekraczające 25 stopni Celsjusza w cieniu. Oferuje idealną porcję alkoholu i orzeźwienia, a dostępne smaki są wyborne — od mango, poprzez truskawki, porzeczki czy inne jagody. Polecam osobiście to pierwsze — przepyszne. Nie za słodkie, brak goryczy … mniam!

Trzy Kolory — Fioletowy

Trzy Kolory 03To jednak część restauracyjna zmotywowała mnie do napisania tych słów. Moja Żona wczoraj oświadczyła, że ma ochotę na kolację poza domem, więc długo się nie zastanawialiśmy i udaliśmy się po nowe doznania. Obsługa na miejscu była bardzo uprzejma, a ceny w karcie wahają się od 20 złotych za pastę do 44 złotych za steka. Ale jakiego! Występuje w dwóch wersjach, przy czym sam zdecydowałem się na pierwszego na liście w karcie:

Stek z polędwicy wołowej w sosie Jack Daniels, podany z pieczonymi batatami i warzywami z grilla, z gruszkowym kremem balsamicznym.

Drugi zapowiada się równie interesująco, więc na pewno przy następnej okazji nie omieszkam go spróbować.

Mięso było grubości dobrych 6–7 centymetrów, krwisto wysmażone i spoczywało na wspomnianych batatach podanych w formie puree. Prawdziwa ekstaza dla podniebienia. Nie tego spodziewałem się za czterdzieści i cztery złote, tym bardziej, że zdarzało mi się płacić znacznie więcej za sporo gorzej przyrządzone dania. W każdym razie, mięso było lepsze niż stek urugwajski w Nabo przy Skwerze Starszych Panów. Grillowane warzywa przebiły najlepsze podawane w restauracji Hyatta przy Belwederskiej, a puree z batatów zmasakrowały analogiczną twórczość kucharza w Prowansji na Koszykowej. Uczta była nieziemska i mogę ją szczerze wszystkim polecić. Moja Druga Połowa podpowiada mi, że linguini z polędwicą było bardzo dobre — jej brak zachwytu nad nim tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że podjąłem właściwą decyzję.

Tylko nie zapomnijcie tego Florisa zamówić!

Zdjęcia: Trzy Kolory

Chcesz zwrócić mi na coś uwagę lub skomentować? Zapraszam na @morid1n lub na forum.

  • BGN

    Obym nie zapomniał przy następnym wyjeździe do Warszawy. Może nawet się spotkamy skoro dość często bywacie z Żoną. ;-)

  • Foty z boku tekstu zgapione od Opydo.

  • ??

  • See ya. ;-)