Jeśli chcecie mnie wesprzeć to zapraszam do kupna mojego poradnika "Jakim jesteś Makiem?".

Pendolino, mój pierwszy raz i jak kradną w PKP InterCity

· Wojtek Pietrusiewicz · 31 komentarzy

Tydzień temu miałem okazję odbyć swoją pierwszą podróż Pendolino, a dwa tygodnie temu złapałem pierwszy kurs zwykłym InterCity od ładnych paru lat. Jedna z nich była przepełniona spokojem, a druga frustracją – w sumie mogłem się tego spodziewać ze swoim szczęściem.


Pierwszą podróż pociągiem w życiu, jaką pamiętam, odbyłem na pokładzie TGV we Francji. Nie wiem skąd, dokąd ani po co jechaliśmy, ale pamiętam, że podwójnie sprzedali nasze1 miejscówki. Po paru minutach przyszła rodzina, która zaczęła się awanturować o swoje prawa i nie robiło im różnicy, że wszystkie nasze bilety były identyczne. Poszli w końcu po konduktora, z którym niezwłocznie wrócili, a ten próbował nas wygonić z pociągu. Zakładam, że fory dawał tamtej rodzinie, bo byli Francuzami. Pamiętam, że Tata awanturował się po angielsku z nim… a raczej próbował, bo Francuz jak to Francuz – ani be, ani me – i tłukł po swojemu. Rodziciel zrezygnowany po paru minutach bezowocnej rozmowy po Polsku mruknał: – A gadaj sobie dalej! I tak cię nie rozumiem! – Francuz zamilkł. Spojrzał się niepewnie, odwrócił się na pięcie, zawołał rodzinę próbującą zająć nasze miejsca i razem wszyscy odeszli. Więcej już się nie pojawił.


Pierwszą samodzielną podróż pamiętam do dzisiaj – miałem wtedy około piętnastu lub szesnastu lat. Celem podróży był Gdańsk, gdzie mieliśmy spędzić kilka dni na graniu w MUD-y i RPG. Była ciężka zima, śnieg zalegał wszędzie, a my mieliśmy przed sobą osiem godzin w PKP. Nie pamiętam ilu nas było, ale mieliśmy niefart trafić akurat na wagon pełny kiboli. Wszystkie przedziały zajęte. W korytarzu nie dało się ruszyć. Na szczęście udało mi się przepchnąć w rejon pieca, którego promień grzania wynosił mniej niż metr. Reszta marzła w czapkach, rękawiczkach i szalikach. Dojechaliśmy bez uszczerbku na zdrowiu, pomimo że zaledwie kilka metrów od nas wywiązała się niemała bójka. Powrotu już za to zupełnie nie pamiętam, ale za taki stan rzeczy odpowiedzialne były raczej procenty… których oczywiście nie mogłem spożywać, bo nie byłem pełnoletni. Pozostańmy więc na tym, że wiek i znieczulenie pomogły przetrwać ten horror.


W życiu niewiele czasu spędziłem w pociągach na terenie Rzeczypospolitej Polskiej – preferowałem zawsze inne środki transportu. Dwa tygodnie temu, po raz pierwszy po kilkuletniej przerwie, podróżowaliśmy z żoną PKP InterCity2. Przedziały jak za starych dobrych czasów – trzy osoby siedzące obok siebie na przeciwko kolejnych trzech. U nas akurat jedno miejsce było wolne, więc komfort nieznacznie większy niż być powinien. W pierwszej klasie miejsca są chyba dwa na dwa, ale ich cena nas skutecznie odstraszyła – bilety kupowaliśmy w ostatniej chwili. Nasz wagon miał nawet Wi-Fi, który zaskakująco sprawnie działał – zapewniał go T-Mobile o czym nie omieszkał informować na każdej wolnej przestrzeni szklanej. Wolałem jednak korzystać z Hotspotu z iPada – LTE na przemian z 3G od Plusa było w zupełności wystarczające i pozwoliło na komfortową pracę i rozrywkę na 99% trasy. Był jeden problem – wagon tak mocno hajcował, że momentami ciężko było wytrzymać w przedziale. Na szczęście obok mieliśmy WARS-a, więc mogliśmy udać się tam na ochłodę. Droga powrotna była podobna z tą różnicą, że na przeciwko mnie nie siedziała Iwona, a młoda dziewczyna, która cały czas ocierała się swoimi nogami o moje. Dziesięć lat temu może i spodobało mi się to, ale „dzisiaj” zastanawiałem się jedynie czy ma owsiki, że nie może usiedzieć na miejscu…


Nie ukrywam, że boję się jeździć pociągami ze zwykłymi przedziałami lub w wagonach sypialnych. Osobiście znam już cztery osoby, które zostały w nich okradzione ze wszystkiego, a jedną, której skrojono walizkę ze znaczną sumą gotówki w niej3. Ta pierwsza czwórka została potraktowana gazem usypiającym i po tym jak już stracili świadomość wraz z osobami w przedziale, obudzili się bez niczego: pieniędzy, kart bankomatowych i kredytowych, portfeli, dowodów osobistych, praw jazdy, kart lojalnościowych oraz nawet bez pasków w spodniach. PKP im nie pomogła, bo nie mieli dowódów osobistych ani żadnej innej możliwości udowodnienia swojej tożsamości. Rodzina nie mogła znajomemu kupić biletu z tego samego powodu. Policja ich pogoniła. Skończyło się na tym, że mniej fortunny znajomy wracał do domu trzy dni na gapę i stopem. Reszcie udało się szybciej na szczęście. Co ciekawe, nie widziałem, aby ten temat był poruszany przez prasę, a skoro ja osobiście znam cztery osoby, którym to się przydarzyło na przestrzeni sześciu lat, to musi to być znacznie częstsze niż nam się zdaje.


Tydzień temu w końcu przypasowała nam godzina odjazdu Pendolino z Warszawy do Wrocławia4. Niestety jest dosyć głupia – o 16:20 jeszcze większość osób pracuje. No ale udało się. Jechaliśmy drugą klasą, a pociąg rzeczywiście jest bardzo nowoczesny. Na tyle, że jego konstrukcja działa na zasadzie klatki Faradaya – wewnątrz w zasadzie nie ma zasięgu5 i nawet GPS w telefonie (ani iPadzie) nie chciał lokalizować nas częściej niż raz na kilometr lub dwa. Tym samym nie udało mi się zweryfikować maksymalnej osiąganej prędkości, która według zapowiedzi PKP gdzieś w rejonie Częstochowy przekroczyła 200 km/h. Przez jakieś pięć lub dziesięć minut… Pomijając jednak to jak popędalaliśmy to cała podróż jest bardzo komfortowa – fotele są wygodne, stolik mieści MacBooka Air, a obsługa rozdaje darmową wodę, herbatę, kawę lub sok. Najważniejsze jest jednak to, że miejsca na nogi jest pod dostatkiem – w końcu mogę je wygodnie wyciągnąć.

Życie jednak lubi rzucać kłody pod nogi.

Po kwadransie od ruszenia z Warszawy Centralnej przemieściliśmy się do WARS-a, aby zjeść obiad. Połowa wagonu posiada ze trzy lub cztery stoliki z miejscami stojącymi, a w drugiej połowie są stoliki z czterema fotelami przy każdym – w sumie jest ich chyba sześć lub osiem6. Wszystkie były zajęte, przez sześć lub osiem rodzin po trzy osoby. Miejsca stojące były puste więc takowe zajęliśmy, ale najpierw chwyciłem parę menu dla nas – kelnerka powiedziała, że zaraz podejdzie. Po kwadransie oczekiwania na przyjęcie zamówienia nie wytrzymałem i udałem się do barku, aby je złożyć osobiście. Poprosiłem o pierogi ruskie dla siebie.

– Niestety nie ma! – usłyszałem.
– Żartuje Pani, prawda? – zapytałem z niepewnym spojrzeniem na twarzy.
– Nie! Mówię całkiem serio! – odpowiedziała z radością i głupawym uśmieszkiem na twarzy.

Czekałem na ciąg dalszy, ale wspomniany uśmieszek nie zniknął jej z ust. Wynika z tego, że na cały pociąg, kwadrans po wyruszeniu z Warszawy, sześć do ośmiu rodzin złożyło zamówienie na wszystkie pierogi ruskie jakie były na wyposażeniu kuchni… czyli cztery lub pięć porcji. A przynajmniej tylu się doliczyliśmy na stołach. Świetnie. W sumie dobry kawał. Będzie miała co opowiadać swoim współpracownikom.

Zamówiliśmy kanapkę z mięsem na ciepło oraz kurczaka z ziemniakami i surówką. Na zamówienie czekaliśmy blisko trzydzieści minut, pomimo że przed nami czekały tylko dwa posiłki na przygotowanie. Kanapka składała się z dwóch kromek lekko wyschniętego chleba, dwóch kawałków mięsa, które niczego się nie trzymały i kawałka sałaty. Za piętnaście złotych. Nosz kurwa! Lepsze sprzedają za trzy zeta w moim lokalnym monopolowym. Można też znaleźć smaczniejsze na śmietniku. Prawie jak trzydzieści lat temu.


Może i wagony są lepsze. Może i komfort jest wyższy, a nawet znacznie. Nie ma jednak internetu7, a cała podróż trwa o trzy minuty dłużej niż EIC, który nie przekracza 120 160 km/h8. Przekonuje mnie jednak mniejsze prawdopodobieństwo kradzieży, czas na poczytanie książki na iPadzie, a z WARS-a nie mam już zamiaru korzystać – PKP do dnia dzisiejszego nie odpisało. Niestety pomimo nowego hardware’u obsługa się nie zmieniła od lat 90-tych…

Kiedyś zmuszę się, żeby spisać moje uwagi na temat systemu rezerwacji biletów, który jest całkowicie pozbawiony logiki – dzisiaj już nie mam na to siły.

  1. Rodziców i moje.
  2. Pociąg oznaczony jako EIC.
  3. Głupota tej osoby – nie wolno tak przewozić pieniędzy.
  4. Oznaczenie EIP – Express InterCity Premium
  5. Marny Edge ciężko takowym nazwać.
  6. Nie liczyłem dokładnie.
  7. Jeszcze – rzekomo ma wkrótce być.
  8. Z tego co wiem.

Chcesz zwrócić mi na coś uwagę lub skomentować? Zapraszam na @morid1n lub na forum.