Jeśli chcecie mnie wesprzeć to zapraszam do kupna mojego poradnika "Jakim jesteś Makiem?".

Indie – dzień 7 – Wodospad Dudhsagar – morze mleka

· Wojtek Pietrusiewicz · 2 komentarze

Iwona bardzo chciała pojechać zobaczyć wodospad Dudhsagar, który znajduje się na wschodniej granicy stanu Goa. Byłem sceptyczny, ale chciałem jej sprawić przyjemność. Ten dzień okazał się być największym koszmarem naszego wyjazdu – obyło się bez jakiś specjalnych dramatów, ale spędziliśmy pół doby na nogach lub ściśnięty w samochodach, przy 35 stopniowym upale i wróciliśmy do mieszkania po zmroku, całkowicie wycieńczeni.


blogPW1_8456_2000px

Samochodem do Colem

Taksówki dzielą się na trzy rodzaje, a my zdecydowanie polecamy wziąć ten pośredni model.

Na wyjazd do Dudhsagar proponujemy zarezerwować sobie pełny dzień. My wstaliśmy o 6:00 rano, aby zdążyć z pakowaniem i śniadaniem. Punktualnie o 8:00 przyjechał po nas samochód, którego zamówiliśmy poprzedniego dnia – tak późny wyjazd był błędem, co tłumaczymy poniżej. Dołączył do nas znajomy Włoch, którego poznaliśmy w Dona Paula, więc koszty nieco się zmniejszyły. Jako, że taksówki dzielą się na trzy rodzaje – maleńkie Suzuki Maruti, większe Toyoty wyglądające trochę jak Ford Galaxy czy VW Sharan oraz rzadziej spotykane terenówki – to zdecydowanie polecamy wziąć ten pośredni model. Droga jest długa, a komfort jazdy nieporównywalnie większy, co przy ciągłym hamowaniu, przyśpieszaniu i jeździe pod prąd przy średniej prędkości wynoszącej 30–40 km/h ma spore znaczenie. Toyota z kierowcą kosztowała nas 2500 rupii (około 125 PLN) na 14 godzin, z czego my pokryliśmy około 1600 rupii, a resztę Salvo – nasz znajomy.

blogPW1_8457_2000px

Pieszo do wodospadu

Sam dojazd do miejscowości Colem zajmuje około dwóch godzin, zależnie od natężenia ruchu, robót drogowych oraz przeszkód na trasie. Tam możemy zdecydować się pieszo dojść do wodospadu – cała trasa ma około ośmiu kilometrów, na której są trzy brody, w których woda sięga do pasa, a suchą stopą na pewno tam nie dojdziemy. Na pieszą podróż należy przeznaczyć przynajmniej cztery godziny – nie jest to spacerek po lesie.

blogPW1_8469_2000px

Terenówką jest szybciej i wygodniej

Nam udało się dostać bilet z numerem “104”, a to oznaczało pięć i pół godziny czekania, pomimo, że sprzedawca zapewniał nas, że nie będziemy czekali dłużej niż półtorej.

Wygodniej w Colem kupić bilet na terenówkę, która dowiezie nas prawie pod sam wodospad. Do jeepa wchodzi sześć osób, a każda musi wnieść opłatę w wysokości 350 rupii (około 17 złotych). Kasa punktu sprzedaży biletów otwiera się około 9:00 (czasami wcześniej) i bardzo polecamy dojechać przed czasem – wyjazd z Panaji około 6:00 rano jest wskazany. Nam udało się dostać bilet z numerem “104”, a to oznaczało pięć i pół godziny czekania. Podkreślamy: 5,5 godzin, pomimo, że sprzedawca zapewniał nas, że nie będziemy czekali dłużej niż półtorej. W małej wiosce, w której nic nie ma. W tym czasie należy kupić obowiązkowe na czas podróży kapoki. Tak – takie kubraczki zapewniające, że nie utoniemy jeśli samochód wywróci się w brodzie… lub nagle wodospad zaleje całą dolinę. Koszt kapoka wynosi 30 rupii od osoby i po powrocie należy je później zwrócić… pomimo, że je kupiliśmy.

blogPW1_8476_2000px

Jedziemy!

Jak już doczekaliśmy popołudnia, po opróżnieniu niezliczonej ilości butelek wody, Pepsi i Red Bulli, przyszła nasza kolej. Wsadzono nas do terenówki marki Force (nie pytajcie nas co to za samochód), który z terenówką ma wspólny jedynie wygląd. Poza tym wyposażono ją w napęd na tylne koła, resory piórowe pochodzące najprawdopodobniej z Poloneza, które na dodatek nie zapewniały absolutnie żadnej amortyzacji oraz łyse opony drogowe, nie nadające się na bezdroża. Wraz z rodziną hinduskich turystów, przekroczyliśmy pierwszy bród i zatrzymaliśmy się przed wjazdem na teren parku krajobrazowego, gdzie należało wnieść kolejne opłaty:

  • 20 rupii od każdej dorosłej osoby,
  • 10 rupii od każdego dziecka lub studenta,
  • 30 rupii za każdy aparat fotograficzny,
  • 150 rupii za każdą kamerę wideo,
  • 7500 rupii za “kamerę profesjonalną”, cokolwiek by to nie oznaczało;

blogPW1_8479_2000px

(…) ich mikroskopijne silniki, mające tyle mocy co Fiat 126p Maluch Town, nie potrafiły ich z niej wyciągnąć.

Dalsza podróż do docelowego placyku pod wodospadem, trwała około półtorej godziny zamiast obiecanych czterdziestu minut. Wynikało to z faktu, że pseudo-terenówki zakopywały się w brodach, napełniały do połowy wodą, a ich mikroskopijne silniki, mające tyle mocy co Fiat 126p Maluch Town, nie potrafiły ich z niej wyciągnąć. Wszyscy pozostali kierowcy musieli gołymi rękoma wypychać je, aby nie blokowały przejazdu. Każdy jeep potrzebował tym samym kilkunastu minut, aby przejechać przez najtrudniejszy i ostatni bród.

blogPW1_8485_2000px

Spacer do wodospadu

Nie warto ubierać się w buty, bo trasa nie jest na tyle wymagająca, aby były konieczne (…)

Jeepy dojeżdżają do placyku, który jest około piętnastu minut spacerem od podnóża wodospadu… dziesięć jeśli po drodze nie robimy zdjęć. Sam spacer jest bardzo przyjemny, ale dla mniej wprawnych osób jest kilka przeszkód po drodze, w postaci większych lub mniejszych kamieni, które należy pokonać najlepiej “w kucki”. Są też małe strumienie i rzeczki, przez które należy przejść. Iwona zdecydowała się na skórzane sandały, a ja miałem takowe z gumy – niewątpliwie mój wybór był lepszy, ale oboje dotarliśmy na miejsce bez problemów. Nie warto ubierać się w buty, bo trasa nie jest na tyle wymagająca, aby były konieczne (chyba, że idziemy całą drogę od Colem!), tym bardziej, że bez zmoczenia nóg nie dotrzemy do Dudhsagar.

blogPW1_8496_2000px-2

Wodospad Dudhsagar

Według mieszkańców regionu w grudniu ilość wody znacząco spada i nie jest już tak spektakularna.

Dudhsagar, w wolnym tłumaczeniu, oznacza “morze mleka”. Czasami tłumaczone jest również na “rzeka mleka”, ale przekaz jest chyba jasny – chodzi o wygląd wzburzonej wody, która spada z wysokości 603 metrów. Dudhsagar jest tym samym drugim najwyższym wodospadem w Indiach – palmę pierwszeństwa dzierżą “Jog Falls”. Dudhsagar warto odwiedzić przede wszystkim w październiku, zaraz po porze deszczowej. Ogromna ilość wody spadająca do małego jeziorka na dole wodospadu jest bardzo imponująca. Według mieszkańców regionu w grudniu ilość wody znacząco spada i nie jest już tak spektakularna. U podnóża wodospadu można się kąpać jeśli ktoś ma ze sobą strój kąpielowy. Można też spotkać tam małpy, które będą próbowały ukraść nam wszystko co trzymamy w rękach, a przede wszystkim jedzenie.

blogPW1_8502_2000px

A sam wodospad? Biorąc pod uwagę ile zachodu potrzeba, aby się do niego dostać to nie uważamy, aby był tego warty. Koszt nie jest co prawda duży, ale lepiej te pieniądze przeznaczyć na kilka wybornych kolacji z tygrysimi krewetkami.

blogPW1_8510_2000px

Chcesz zwrócić mi na coś uwagę lub skomentować? Zapraszam na @morid1n lub na forum.

  • Danutkka<3

    Hejka. Wpadłam na stronkę, która oferowała doładowanie do telefonu ;).
    O dziwo je dostałam :D
    To ta strona : http://amitam.co.pl/s/doladowanie-do-telefonu

  • UrszulaPirog

    Jestem swiezo po podróży do Indii i wodospad mnie zachwycil! Wyjechalismy z Calangute o 8 rano taksowka i podroz byla bardzo przyjemna i komfortowa.Nie czekalismy na “jeepa” a bylismy tam ok 10. Rzeczywiscie komfort jazdy tym cudem taki sobie. No i po drodze 300 rupii od samochodu zeby zobaczyc “big fish”. Droga trwala ok godz, moze jechalo sie tak dobrze, bo to byla juz druga polowa marca. Najbardziej ubawilismy sie , bo Hindusi paradowali w tych kapokach w ten zar w nie klimatyzowanych samochodach a kiedy przybyli pod wodospad nie weszli do wody! Malpy chytre, wyrywaja wszystko! Na koncu bylismy swiadkami jak w parku narodowym taksówkarze myja swoje auta! I nie wygladalo to jakby komus przeszkadzalo! Park narodowy procz wodospady i “big fish” nic ciekawego! Ale moim zdaniem warto! Kapiel w rzeskiej wodzie pod wodospadem rekompensuje trudy i niedogodnosci!