Jeśli chcecie mnie wesprzeć to zapraszam do kupna mojego poradnika "Jakim jesteś Makiem?".

Google kocha wydawców, a Apple kocha nas

· Wojtek Pietrusiewicz · 7 komentarzy

(…)chodzi przede wszystkim o fragment mówiący o tym, że jeśli wydawca oferuje coś poza App Store, to taka sama lub lepsza oferta musi być dostępna wewnątrz aplikacji (…)

Od początku można było się spodziewać, że wydawcom nie spodobają się nowe ograniczenia dotyczące modelu subskrypcji w App Store. Wyrazy dezaprobaty pojawiły już już wczoraj i obawy ciągle narastają. Przypominam, że chodzi przede wszystkim o fragment mówiący o tym, że jeśli wydawca oferuje coś poza App Store, to taka sama lub lepsza oferta musi być dostępna wewnątrz aplikacji za pomocą wbudowanych mikropłatności. Drugim punktem spornym są dane czytelników …

Dotychczas takie platformy jak na przykład Zinio, oferowały po prostu linki do swojej strony WWW ze sklepem, gdzie mogliśmy podać nasze dane osobowe, wpisać numer karty kredytowej i wykupić subskrypcje na wybrane gazety lub czasopisma. Teraz Zinio będzie musiał oferować taką samą lub lepszą cenę za pomocą in-app purchases i oddać 30% Apple’owi. Z jednej strony wydaje się to być nieuczciwe, ale popatrzmy na to szerzej. Po pierwsze to platforma należąca do Apple, więc czemu mają na niej nie zarabiać? To w końcu firma, której głównym zadaniem jest przynosić dochód. Po drugie udostępniają wydawcom ogromną publikę z całego świata, którzy mogą być potencjalnymi klientami i jak widać na przykładzie takim jak Angry Birds — da się nawet coś na tym zarobić.

Kolejnym zarzutem wydawców jest brak możliwości sprzedawania równocześnie papierowych i elektronicznych wersji swoich magazynów. Seriously?

Pytanie czy 30% to dużo — nie jestem w stanie na to odpowiedzieć, bo każdy wydawca, każde czasopismo i każda gazeta ma różne koszty i rentowność całej inwestycji. Niemniej jednak, App Store daje możliwość zaistnienia w e-świecie inwestując stosunkowo małe pieniądze. Na pewno mniejsze niż otwieranie własnej platformy, sklepu, systemu płatności i tak dalej. Niektórzy jednak już twierdzą, że oddając 30% Apple musieliby sprzedawać swój produkt ze stratą — cóż, darmowa przejażdżka się skończyła i mogą teraz albo podnieść ceny, albo ciąć koszty. Inni z kolei obawiają się, że Apple z czasem podniesie swoją marżę, na przykład do 50%. Osobiście nie wydaje mi się to możliwe, ale nie spodziewałbym się też zapewnienia z Cupertino o utrzymaniu obecnych marż przez na przykład najbliższe 3 lata. Kolejnym zarzutem wydawców jest brak możliwości sprzedawania równocześnie papierowych i elektronicznych wersji swoich magazynów. Seriously? Nie wyobrażam sobie potrzeby kupowania obu jednocześnie i chyba jedynym powodem, dla którego klienci decydują się na taki krok to otrzymywanie e-magazynu za darmo z makulaturą.

Zdecydowanie największym ukłonem w stronę konsumentów jest defaultowo wyłączone współdzielenie się naszymi danymi z wydawcami. Tym ostatnim nie podoba się fakt, że “większość użytkowników nie włączy funkcji dzielenia się danymi osobowymi.” A kto w normalnym stanie umysłu chciałby przekazywać wydawcom swoje imię i nazwisko, dane teleadresowe i numer karty kredytowej? Te dane są im potrzebne tylko i wyłącznie po to, aby móc je sprzedać reklamodawcom. Wystarczy, że Apple je ma. Przynajmniej spamu na skrzynkę nie dostaję — tą na klatce schodowej i też na tą wirtualną.

Elle i Popular Science stwierdziło, że “publiczność (…) jest zbyt duża, aby ją ignorować.”

Są jednak wydawcy, których cieszy możliwość dotarcia do tak dużej liczby użytkowników i mają nadzieję, że ilość wynagrodzi konieczność płacenia 30% prowizji Apple. Elle i Popular Science stwierdziło, że “publiczność (…) jest zbyt duża, aby ją ignorować.” Wspominają, że niższa prowizja byłaby bardziej zachęcająca, ale że “są w stanie pracować na takich warunkach na dzień dzisiejszy.”

Nie bez przyczyny Google postanowił się włączyć do bitwy ze swoim One Pass, który stosuje podział 90/10 zamiast Apple’owego 70/30. Mniejsza o szczegóły techniczne i różnice pomiędzy tymi dwoma systemami — podstawowym i najważniejszym faktem jest to, że Google robi ukłon w stronę wydawców, defaultowo oferując im wszystkie nasze dane, włącznie z adresem email. Można to wyłączyć jednak podejrzewam, że 90% osób nawet nie będzie sobie zdawało sprawy, że jest taka możliwość. Przypominam, że Apple domyślnie ma to wyłączone.

(…) podstawowym i najważniejszym faktem jest to, że Google robi ukłon w stronę wydawców, defaultowo oferując im wszystkie nasze dane, włącznie z adresem email.

Na koniec dnia to my decydujemy czy dana platforma nam odpowiada czy nie. Liczba 10 miliardów pobrań aplikacji z App Store sugeruje, że to co Apple oferuje jest do zaakceptowania. Jeśli wydawca świadomie decyduje się na opuszczenie tak bogatego i dynamicznego rynku to sam sobie strzela w stopę … A my pewnie znajdziemy coś równie ciekawego do czytania, słuchania czy oglądania. Ponadto mam większe zaufanie do firmy, która dba o moje dane niż do takiej, która chętnie je sprzedaje osobom trzecim.

Źródła: Macworld, TechCrunch, MacNN, Twitter i inne

Chcesz zwrócić mi na coś uwagę lub skomentować? Zapraszam na @morid1n lub na forum.

  • Pingback: Po MWC: Zwycięzca może być tylko jeden. « Spider's Web()

  • Fajnie że o tym piszesz, bo faktycznie robi się gorąco. Nie wiadomo jak na nowe zasady zareagują wydawcy. Z jednej strony nie mają wyjścia, a z drugiej będą chcieli pewnie za wszelką cenę osłabić atrakcyjność zakupów wewnątrzaplikacyjnych.
    Jeśli wziąć pod uwagę np. Kindle for iOS, to Amazon może po prostu zablokować synchronizację książek kupowanych w ten sposób – jak to się dzieje w przypadku darmowych próbek i książek z innych źródeł.
    Tak czy inaczej, z punktu widzenia czytelnika, przy założeniu, że cena w out-of-app i in-app jest taka sama – nowy sposób kupowania jest zdecydowanie wygodniejszy niż przez przeglądarkę.

  • Też jestem ciekawy jak to się zakończy. Patrząc na postępowanie Apple — jak protesty będą za duże i pojawi się widmo spraw sądowych to mogę zmodyfikować swoje stanowisko.

    Prawda jest taka, że chyba Kindle obecnie jest najszerzej dostępną platformą — mają aplikacje na wszystko co istotne. Niestety jako Polak mogę legalnie kupować książki tylko w Kindle Store USA, a to oznacza, że … nie mam co kupować bo pozycje, które mnie interesują nie są tam dostępne. Są w Amazon UK natomiast, więc pewnie wystarczyłoby drugie konto z adresem w UK … ale nie chce mi się iść w tą stronę.

    Szkoda, że Polacy chcący legalnie czytać po angielsku są zmuszani do kombinowania lub piractwa.

  • To się powinno zmienić, bo Kindle Store to realnie najlepsza platforma do publikacji e-książek. Polacy będą tu publikować, i już publikują, nawet po polsku.

  • Myślisz, że dam radę założyć konto na Amazon UK z adresem UK, ale kartą z PL, żeby kupować książki w UK?

  • jeśli masz pilną potrzebę, to spróbuj, nie trafiłem na żadną informację, że taki sposób przechodzi. Ja bym poczekał aż książka będzie dostępna w US.

  • Książka jest w US, ale nie dla klientów spoza US. Porażka. Ech …