Jeśli chcecie mnie wesprzeć to zapraszam do kupna mojego poradnika "Jakim jesteś Makiem?".

Re: Tak mu napiszę!

· Wojtek Pietrusiewicz · 12 komentarzy

Ten wpis jest odpowiedzią na „Tak mu napiszę!” na blogu Segritty.

Jakiś czas temu rozstałem się ze swoją dziewczyną. Nie mogłem z nią już wytrzymać! Cały czas jej się coś nie podobało. “Wynieś śmieci” krzyczała w środku meczu, “znowu zostawiłeś podniesioną deskę” dziamgała wieczorem… Miałem już tego serdecznie dosyć. Tą pieprzoną deskę zostawiałem podniesioną, bo ona jakoś nie kwapiła się do robienia tego, a poza tym to przecież jej było ją łatwiej opuścić niż mi podnieść. Nawet specjalnie kupiłem taką z samozamykaczem, żeby przestała marudzić. Pomogło?! Oczywiście, że nie…

Tylko ten seks! To dopiero było coś. Mieszkać, ani żyć, się z nią nie dało, ale seks był niesamowity. Na szczęście udało mi się ją przekonać do pozostania “przyjaciółmi”. Opiliśmy to nawet, a potem całą noc spędziliśmy na bzykaniu. Takim filmowym… Szkoda tylko, że rano tak długo musiałem czekać, aż sobie pójdzie. Szlag mnie trafiał, ale co miałem robić – miałem nadzieję, że te negatywne emocje z czasem wygasną.

Obgadaliśmy to wielokrotnie z kumplami przy wódce – to był najlepszy plan działania. Przyjaźń na imprezach i seks w nocy, a w dzień błogi spokój. Przynajmniej nikt mi nie będzie kazał tej pieprzonej deski opuszczać! Ale najgorsze były dni po tym jak spędzała czas z tymi swoimi koleżankami. Jestem w stanie się założyć, że rozbierały na czynniki pierwsze i analizowały wszystkie nasze problemy, a potem wspólnie wyciągały zupełnie niewłaściwe wnioski. Przez kilka następnych dni zawsze było piekło w domu. Nigdy chyba nie zrozumiem jak można nie rozumieć podstawowych zasad – oglądam mecz, to zajmij się sobą i nie zawracaj mi dupy pierdołami!

Tego wieczoru wybrałem się z ekipą do Huśtawki. Kumpel miał przyprowadzić jakieś fajne dupy do wyrwania. Niestety, okazało się, że są brzydkie jak noc. Musiał nieźle popić jak je poznał… Cóż, zdarza się najlepszym, więc wyciągnąłem swojego iPhone’a z kieszeni, odblokowałem go przyłożeniem odciskiem palca, upewniając się najpierw, że wszyscy to widzą. Niech nie myślą, że mam zwykłą 5-tkę! Musiałem się ratować swoją byłą – nie miałem żadnej ochoty na bzykanie tych przypadkowych kretynek. Wykręciłem numer i czekałem… Włączyła się poczta głosowa. “No tak”, pomyślałem. Znowu siedzi z którąś ze swoich koleżanek-analizatorek. Cóż – wysłałem jej iMessage:

Jestem w Huśtawce. Wpadaj!

Kilka drinków i będzie znowu całonocne dymanie… Zerknąłem na ekran! Ohoho! Odczytała. No to minie parę minut zanim odpisze – najpierw koleżanki jej będą musiały doradzić co.

Po chwili na ekranie pojawiły się trzy kropki… Pisze coś. Zniknęły. Znowu się pojawiły… Ponownie brak. Coś się dziewczyny chyba plączą w zeznaniach. Będzie łatwe branie, ale chyba trzeba będzie się postarać bardziej niż zwykle. Wino zamiast wódki. To powinno wystarczyć. Zdecydowanie.

Poczułem wibracje… w końcu! Jest odpowiedź. Walnąłem jeszcze jedną łychę przed odczytaniem SMSa. Chyba celowo wysłała, abym pomyślał, że poprzednie próby uznam za błąd iMessage. Nie ze mną takie numery!

Nie bede ci sie, kurwa, z niczego tlumaczyc!

Spojrzałem z niedowierzaniem. Jeszcze raz przeczytałem od początku do końca. Przeskoczenie kilka etapów rozmowy to była nowość, ale nie to mnie zaskoczyło. Ma przecież, kurwa, iPhone’a, a nawet nie potrafi napisać SMSa z polskimi znakami! Ja pierdolę. A autokorekta?!?

Walnąłem kolejną łychę i poszedłem wyrwać tego paszteta, którego Grzesiek przyprowadził, bo nie miałem już do niej siły… Najpierw jednak odpisałem.

Pierdolę! Nie opuszczam deski!

Chcesz zwrócić mi na coś uwagę lub skomentować? Zapraszam na @morid1n lub na forum.