Jeśli chcecie mnie wesprzeć to zapraszam do kupna mojego poradnika "Jakim jesteś Makiem?".

Apple winne w sprawie zmowy cenowej z wydawcami przeciwko Amazon →

· Wojtek Pietrusiewicz · 7 komentarzy

Adi Robertson:

The Department of Justice accused the companies of banding together to keep ebooks above Amazon’s rock-bottom discounts and chip away at its Kindle-fueled runaway lead in the ebook market. To do so, they relied on an agency model, which allowed publishers — not retailers — to set prices. The case hinged not on the agency model directly, but on the allegation that Apple’s Eddy Cue and others met with publishers and suggested they accept the model, then helped them coordinate pricing. By doing so, Apple could boost its market share, and publishers could avoid the dreaded $9.99 price point that Amazon offered. Cote agreed, saying that fear of Amazon had driven publishers to accept Apple’s price-fixing deal.

To strasznie śliski temat, ponieważ jak to zwykle bywa, są poruszone odmienne kwestie – prawne oraz logiczno-etyczne. W tej chwili to Amazon dyktuje ceny za jakie wydawcy mają sprzedawać swoje produkty, a to jest niebezpieczne z przynajmniej kilku powodów. Po pierwsze, jest wiele przypadków, w których Amazon traci na każdy sprzedanej sztuce, jednocześnie budując swój monopol. Wydawca w tym czasie dostaje na tyle dużo, że nie traci na interesie. W pewnym momencie jednak może nadejść moment, w którym Amazon obniży wypłacany wydawcom procent od sprzedaży, „bo sprzedajemy je poniżej kosztów.” Z drugiej strony, to co robiło Apple z wydawcami, ustalając z góry ceny, aby odbudować rynek, wydaje się być rozsądne i jednocześnie nielegalne. Jest jeszcze trzecia strona medalu: konsumenci. Fajnie jest płacić mniej, ale czy warto to robić, ryzykując, że w przyszłości rynek padnie całkowicie? Ciężki temat, na którego opinii zapewne jest tak dużo jak ludzi nim zainteresowanych.

Chcesz zwrócić mi na coś uwagę lub skomentować? Zapraszam na @morid1n lub na forum.

  • Jacek Sklepowicz

    W temacie ebooków zastanawia mnie inna rzecz, mianowicie milcząca akceptacja cen przez klientów. W stosunku do książki drukowanej, wydawcy odpada koszt przygotowania do druku (matryca), samego druku oraz marża hurtowni książek i księgarni. Weźmy dla przykładu „Grę o tron”, obecnie w Empiku za 45 PLN (paperback), w cenie jest VAT 5%, co daje netto 40 PLN. Marża księgarni i hurtu to, lekusiem, 20 PLN. Druk pewnie z 5 PLN. Po odliczeniu tych pozycji, wydawcy książki papierowej zostaje 15 PLN, w tym również jego zysk. Rozumiem oczywiście że księgarnia ebookowa, typu Woblink, też ma swoje koszty i potrzebna jest jej marża. Niepotrzebny jest jednak hurt, koszt transportu, ubezpieczenia w transporcie, magazynowania, koszt fizycznego magazynu, sklepu detalicznego (z reguły w dobrej lokalizacji). Załóżmy że księgarnia ebookowa bierze marżę 30% od ceny wydawcy, czyli 5 PLN. Razem netto 20 PLN, plus VAT @23%, czyli 25 PLN brutto dla klienta – normalna cena, bez promocji, upustów itd. A w takim np. Woblinku ebook „GoT” kosztuje 40 PLN. Ergo, obecnie model sprzedaży ebooków nijak nie odzwierciedla mechaniki dystrybucji elektronicznej. I jakoś to wszyscy akceptują.

  • dc

    Nie rozumiem dlaczego zakładasz, że nowy kanał dystrybucji/przygotowania produktu musi być tak samo zoptymalizowany jak system działający dziesiątki lat? Chociażby skład książki jest inny i nowy, więc więcej kosztuje bo rynek nie jest pełny ludzi, którzy zrobią to tanio. Dystrybucja też nie jest banalnym tematem i firmy pewnie sobie sporo liczą za projekt i consulting. Specjaliści i rozwiązania się upowszechnią to ceny spadną.

    No i nie zdziwiłbym się jakby sobie doliczali podatek od potencjalnej kradzieży.

    A na koniec oczywista prawda, pewnie sam ją znasz, ludzie płacą bo im się pieniądze zgadzają. Nie patrzą czy innym się zgadzają.

  • Jacek Sklepowicz

    Zakładam że każdy koszt stały, typu skład książki, rozkłada się na liczbę egzemplarzy i nie robi wielkiej różnicy. Dajmy na to 10 tys PLN / 10 tys egz daje 1 PLN/egz. Marżę na dystrybucję uwzględniłem w kalkulacji, niższą niż realnych sklepów, bo e-księgarnia nie musi np. wynajmować lokalu przy ruchliwej ulicy. A książki papierowe też się kradnie, chociażby kserując lub skanując.

  • dc

    Niebezpiecznie jest zakładać, że ebooki dotyczy taka sama ekonomia skali. Chętnie bym zobaczył jakieś porównanie, ale ciężko mi sobie wyobrazić rzeczowe porównanie.

    Wynajęcie lokalu, magazynu to proste sprawy – to robi się od wielu lat. Płaci się ludziom, żeby to zrobili za Ciebie tanio. Wynajęcie racka w data center to trudniejsza rzecz. Płaci się ludziom, żeby w ogóle to zrobili.

    No i bądźmy szczerzy, co się częściej zdarza, ctrl-c, ctrl-v na pendrive pliku .epub czy kserowanie całej książki? Rozumiem obawy wydawców.

  • Jacek Sklepowicz

    Podaj pls konkretną krytykę/zaprzeczenie mojego przykładu kosztowego, z oszacowaniem liczbowym. Przyjmijmy np. 10.000 egzemplarzy. Jestem otwarty na dyskusję, ale bez gdybania.

  • dc

    No ale my od początku „gdybiemy”. Nie rozumiem jak mam podać „zaprzeczenie” takiego gdybania jak w pierwszym poście. Zakładasz marżę zwykłej księgarni 50% a elektronicznej 30%. Wątpię w to, bo to o czym piszesz, że odpada księgarni elektronicznej jest nieznaczące w ekonomii skali. Wątpię też w to, że licencja wydawnicza na papierową książkę i elektroniczną jest ta sama. A do tego jestem pewien, że infrastruktura informatyczna dla takiej księgarni nie jest trywialna i dużo kosztuje.

  • Jacek Sklepowicz

    Ja nie mówię wcale, że infrastruktura księgarni internetowej jest trywialna i darmowa. Zakładam dla e-księgarni marżę 30%, mniejszą od realnej księgarni, bo znam realia kosztów działania sklepu detalicznego w lokalu >200 m2 przy ruchliwej miejskiej ulicy. Pamiętaj że w handlu papierowymi książkami jest również hurtownia, która też zgarnia swoje $$$. Licencja jest kosztem stałym, rozkłada się na egzemplarze.