Jeśli chcecie mnie wesprzeć to zapraszam do kupna mojego poradnika "Jakim jesteś Makiem?".

Cytat dnia – Paweł Tkaczyk

· Wojtek Pietrusiewicz · 4 komentarze

Następnym razem zamiast pisać artykuł, spróbuj odnaleźć kogoś, kto już to zrobił dobrze. I skieruj tam swoich odbiorców. Będą Ci wdzięczni.

Paweł Tkaczyk

Chcesz zwrócić mi na coś uwagę lub skomentować? Zapraszam na @morid1n lub na forum.

  • SSebastian

    Streszczając przedstawiony cytat: „Jeśli najdzie Cię ochota do pracy to usiądź i poczekaj aż Ci przejdzie”

    Jeszcze nigdy cytat dnia nie był bardziej wyrwany z kontekstu i przez to beznadziejny. Rozumiem co chcesz przekazać ale zarówno cytat jak i artykuł do którego się odnosi jest beznadziejny. Rozumiem ideę niepowielania niepotrzebnie informacji lub generowania „newsów” za pomocą magii Ctrl-C Ctrl-V ale w przedstawionym artykule wieje nostalgią za czasami komuny gdzie podana informacja była jedynie słuszna i własciwa. Nie trzeba było oceniać, nie trzeba było myśleć bo już to ktoś „zrobił”.

    Przeanalizujmy co autor ma na myśli:

    „Pamiętam czasy dwóch kanałów telewizyjnych i trzech gazet na krzyż (przy czym określenie „na krzyż” stoi niejako w sprzeczności z ich misją). Poprzeczka oddzielająca „ważne” od „mało ważne” była w nichpostawiona bardzo wysoko.”
    Ja też pamiętam. Poprzeczka w nich była ustawiona przez KC PZPR i ZSRR które miały na straży cenzorów i treść była zgodna z powszechnie obowiązującą linią partii.

    „Dwadzieścia lat temu nikt nie ośmieliłby się kwestionować autorytetu Grażyny Torbickiej, dziś internauci bez mrugnięcia okiem „zwalniają Kuźniara” za pomocą tysiąca wysłanych e-maili.”
    Pomiędzy panią Torbicką a Kuźniarem istnieje „spora ” różnica. Widocznie autor bardzo tęskni za czasami dwóch programów telewizyjnych w których wypowiadały się jedynie „autorytety”. Życie było proste o odpowiedni przesiew informacji dbał cen… Kurator treści (czasem wyposażeni w dodatkowe narzędzia wspomagające)
    Dla informacji autora w średniowieczu nie wolno było kwestionować autorytetu kościoła bo kościelni „Kuratorzy treści” mieli o wiele bogatszy i bezpośredni arsenał środków tłumaczących.

    „Kiedy mieliśmy dwa kanały telewizyjne, gromadziły one dziesiątki milionów telewidzów – Stawka większa, niż życie czy Czterej pancerni i pies stawały się ikonami kultury, ich znajomość była… nieunikniona.”
    Nie zapomnijmy o pochodach z okazji 1 Maja – tam to dopiero była frekwencja. Kilka dni temu (13 grudnia) obchodziliśmy rocznicę bohaterskiej postawy „Kuratorów Treści” którzy byli zdecydowani walczyć o odpowiednią jakość informacji które otrzymywaliśmy.

    „Pomyśl o masowej widowni Milionerów. A pamiętasz Koło fortuny? Czujesz różnicę?”
    Tak czuję. Są to jedne z powodów dla których do dzisiaj nie mam telewizji w domu.

    „Bo teraz nie tylko mass media są w stanie produkować informacje o globalnym zasięgu – może to robić każdy z nas.”
    Brawo, własnie o to walczyliśmy – o wolność. Czujesz różnicę?

    „W 10 minut założysz nowy blog i możesz podzielić się swoimi przemyśleniami z każdym, kto zechce Cię słuchać lub czytać.”
    TAAAK to się nazywa wolność wypowiedzi. Jeśli masz coś do przekazania to będziesz miał czytelników lub słuchaczy, a jak nie to zginiesz w odmętach morza informacji.

    „I zaczyna cenić nie informacje same w sobie (bo tych ma pod dostatkiem), ale informacje odpowiednio przefiltrowane.”
    chcemy cenzury?

    „Dzisiejszy content marketer to coraz częściej kurator treści, niekoniecznie jej autor.”
    Cenzor – pojęcie znane już w starożytnym Rzymie

    „Następnym razem zamiast pisać artykuł, spróbuj odnaleźć kogoś, kto już to zrobił dobrze. I skieruj tam swoich odbiorców. Będą Ci wdzięczni.”
    Przyganiał kocioł garnkowi.

  • Myślę, że inaczej interpretujesz jego słowa. To co tutaj robię rownież podpada pod kuratora treści. To samo robi Flipboard, Zite i inne, podobne narzędzia. Wystarczy znaleźć balans pomiędzy treścią obcą, komentarzem oraz ich priorytetem. Z mojej strony istotny jest komentarz ze względów róznych – raz się nie zgadzam, innym razem chce coś dodać od siebie. Jednocześnie wzajemna wymiana interesujących artykułów, przepisów czy newsów oraz komentarze pozwalają dotrzeć czytelnikom do treści ktorych sami byc może by nie znaleźli. Dodatkowo pozwala mi to na przekazanie własnej opinii na wybrane tematy.

  • SSebastian

    Ja rozumiem ideę którą autor chce przekazać, ale argumenty które są użyte wskazują na tęsknotę za minionym totalitarnym systemem, ograniczonym dostępem do informacji i jedyną słuszną linia przekazywania informacji.Nie jest problemem tekst i idea, a argumenty. Od dziecięcych lat polegamy na opinii przekazywanej bezpośrednio dotyczącej wszystkiego: – ta książeczka jest fajna, -ta bajka jest śmieszna, -ta zupka jest dobra. W szkole wymienialiśmy się opiniami na temat książek, muzyki, filmów. Nauczyliśmy się filtrować informację: lubię książki jak Wojtek, ale wolę muzykę którą słucha Ania, a filmy fajne poleca Karol i Michał. To nie jest nic odkrywczego ani niespotykanego. Ty również polecasz jakieś artykuły w sieci dodając jakiś swój komentarz. To co jest inne to tolerancja kretynizmu. Gdzieś na „wiodących blogach technologicznych” pojawi się tekst który ma za zadanie osiągnąć jak najwięcej odsłon (tak jak idiota szkolny przykuwał uwagę na 5 minut), a inni (Ty też) zaczynają analizować zdanie po zdaniu ten tekst, robiąc dokładnie to czego oczekuje autor – zwiększanie oglądalności. W ten sposób najbardziej zaniżamy jakość tej informacji. Autorzy wiedzą, że głupie teksty będą miały większą oglądalność niż rzetelne tematyczne analizy.

  • Wisława Szymborska kiedyś napisała maturę z interpretacji własnego wiersza. Dostała czwórkę ;)
    Też bym dostał, jak widzę, bo zupełnie nie wiem, co miałem na myśli ;)