Jeśli chcecie mnie wesprzeć to zapraszam do kupna mojego poradnika "Jakim jesteś Makiem?".

Pada śnieg, Fuji X100 się kurzy, a Quattro ma przewagę

· Wojtek Pietrusiewicz · 13 komentarzy

Zapuszczaliście żurawia za okno? A do telewizora? Na TVN24 pokazują dantejskie sceny z południa kraju, gdzie śnieg już zasypał krajobraz. Jak oglądałem materiał z Jeleniej Góry to myślałem, że to wyciągnięte z archiwum. Serio. Wszystko białe. W Szklarskiej Porębie spadło ponad 20 centymetrów. Śniegu! No i powoli dociera to też do mnie. Do stolicy. Leżącej w Polsce centralnej jak to ładnie ujmują prezenterzy telewizyjni. Na mapie jakoś tak bardziej na wschód leży, ale nie będę się kłócił … przynajmniej oddzielony jestem Wisłą. Ale ja nie o tym … Wkurzony jestem na maksa pogodą. Przez ostatnie dwa tygodnie było pięknie, ciepło … prawie jak w lecie. Nadszedł długi weekend, wszyscy cieszyli się wyjazdem na majówkę … a ja dostałem do testów Fuji X100. Pisałem już o nim jakiś czas temu. Tyle, że wtedy nie widziałem jeszcze zdjęć jakie produkuje, a to wpływa na ocenę całości. Mam to Fuji na kilka dni, cieszę się nim z jednej strony jednocześnie przeklinając z drugiej … a za oknem deszcz, śnieg i zimno. Nie mam już 20 lat, żeby mi to nie przeszkadzało. Zamiast marznąć na dworze, grzeję kości pod kocykiem, jednym okiem oglądając Real vs. Barca. Murphy! Zlituj się chłopie!

Z nudów czytałem sobie archiwalne wpisy na Blogomotive, zupełnie nie rozumiejąc jak można być aż tak nieobiektywnym … Normalnie fanboy jak ja, tylko BMW zamiast Apple. Mnie nazywają geekiem lub gadżeciarzem, a takiego zaraz zaczną od dresiarzy wyzywać. Nie wiem w sumie co gorsze. Blogo w każdym razie opisywał swoje doświadczenia jak na autostradzie w pobliżu mojego rodzinnego miasta wyprzedzał go motocyklista. To była jedna z tych chwil, w której czas staje w miejscu. Dla mnie też kiedyś czas się zatrzymał.

Sytuacja wydarzyła się kilka lat temu. Wracaliśmy z Warszawy do Wrocławia z moją ex. Nie pamiętam dlaczego ani po co. Pamiętam za to, że pogoda była ładna, słońce świeciło i było ciepło. Zjechaliśmy już z katowickiej i minęliśmy Bełchatów, za którym jest ładny odcinek przez las. Dobra droga, lepsza widoczność, praktycznie żadnych skrzyżowań, a największym zagrożeniem do dzisiaj są leśne zwierzaki. Podróżowaliśmy wtedy Audi A4 1.8T quattro — marką, którą nota bene Blogo nienawidzi. Tradycyjnie przestrzegam ograniczeń w wioskach, bo dużo pijaczków i dzieci, ale poza zazwyczaj jest ogień. Tak też było tym razem … dwójka, trójka … dobiliśmy do optymalnej prędkości przelotowej na tym odcinku … czwórka, a z przeciwka nadjeżdża kilka samochodów, z których pierwszy lub drugi był czymś w rodzaju Iveco TurboDaily — taki mały TIR. Dzień był naprawdę bardzo miły, więc i ja byłem zrelaksowany. Do samochodów z przeciwka pozostało jakieś 100 metrów, a ja wcisnąłem sprzęgło i zacząłem wrzucać piąty bieg. Lewa ręka samotnie spoczywała na kierownicy, gdy nagle trzeci samochód wyjechał na mój pas, prosto przed maskę! Moja prędkość oscylowała w rejonie 140–150 km/h, skończyłem zmieniać bieg, a do samobójcy i potencjalnego mordercy z przeciwka pozostało około 30 metrów. Pamiętam tylko, że samochód był granatowy i miał maskę typową dla starszych Audi 80 … Przestałem myśleć, mój mózg stracił kontrolę nad ciałem, które zaczęło polegać wyłącznie na instynkcie. Szarpnąłem kierownicą w prawo … jedną ręką — nie wiem co robiłem z prawą w tym momencie. Nie wiem też jak bardzo szarpnąłem. Miałem wrażenie, że mija wieczność, ale nagle słyszę wrzask! Głośny, kobiecy, prawdziwie przerażony pisk zdolny obudzić zmarłego. Ten moment pamiętam! Ten krzyk! Musi przecież oznaczać, że za bardzo zbliżamy się do rowu i drzew za nim — szarpnąłem kierownicą w lewo! Z tych ułamek sekund, od pierwszego do drugiego szarpnięcia, nie widziałem ani nie zapamiętałem niczego. Mózg nagle zaskoczył! Jesteśmy nadal na drodze! Na środku naszego pasa, ale lecimy już lekkim poślizgiem. Przy tej prędkości łatwo wyprowadzić auto z równowagi … Audi już zbliża się do środka jezdni, przed nami pusto, auta nas minęły, a moja noga wciska pedał gazu w podłogę. Z całych sił. Lata ćwiczeń opłaciły się … samochód będzie do opanowania. Położyłem drugą rękę na kierownicy, zrobiłem kontrę, ponownie lekki poślizg, tym razem w drugą stronę, kolejna kontra — delikatniejsza — i samochód się uspokoił. Puściłem pedał gazu, zauważyłem że zbliżamy się wioski i zatrzymałem samochód na poboczu przy jej początku. Wyciągnąłem z samochodu paczkę fajek, na nogach z waty wysiadłem i podszedłem do rowu, usiadłem w nim i wypaliłem dwa … jeden po drugim. Do auta wróciłem dopiero jako emocje opadły.

Powyższa sytuacja nie śni mi się po nocach na szczęście, nie mam też żadnych obaw przed podróżowaniem tym odcinkiem drogi — trafił się debil po prostu. Nie pierwszy i nie ostatni. Ale fakt, że było blisko. O ile pierwszy unik to był refleks, a drugi skręt pobudzony bodźcem przenikliwego, kobiecego krzyku, to właśnie wciśnięty pedał gazu uratował nas przed rowem i drzewami. Niewątpliwie przewaga spokoju, stabilności i trakcji Quattro też. A przy tej prędkości nie skończyłoby się to dobrze. Gdybym go nagle puścił, zachwiałbym równowagę samochodu, waga przeniosłaby się na przednie koła i w najlepszym wypadku skończyłoby się na pełnym Aaltonenie1. Nieobciążony tył kończy się brakiem kontroli w tej sytuacji, a samochód obraca jak z procy … Dlatego każdemu polecam poczytanie na temat, a potem ćwiczenie, ćwiczenie i jeszcze raz ćwiczenie. Pustych parkingów i placów w nocy jest pod dostatkiem i o ile na co dzień nikt2 nie będzie driftować po publicznych drogach, to w sytuacjach podbramkowych takie umiejętności mogą uratować Wam i Waszym bliskim życie.

Aha … jak już będziecie jechać poćwiczyć to dajcie znać, to wpadnę z X100 …

  1. Obrót o 360 stopni.
  2. Prawie — debili nie brakuje.

Chcesz zwrócić mi na coś uwagę lub skomentować? Zapraszam na @morid1n lub na forum.

  • Niestety większość w tym momencie zrobiłaby instynktownie coś zupełnie odwrotnego. Czasem nawet niewielka wiedza ponad to, czego uczą na kursach prawa jazdy może uratować życie, albo wyprowadzić auto z niewyobrażalnych sytuacji. http://youtu.be/gPCGnkApnDU

  • Świetny link!

  • nevoX

    W takiej sytuacji próbuję sobie wyobrazić jak by ta sytuacja wyglądała na motocyklu. Ciarki przechodzą po plecach, bo przy takich prędkościach… wiadomo.

  • Ano właśnie to jeden z powodów dla którego mój jednoślad idzie na sprzedaż. :-)

  • Pan Jabu

    Może i trafił się debil, ale jazda z prędkością 150 km/h też zbyt mądra nie była. Właśnie dlatego, że można trafić na debila (albo choćby i na leśnego zwierzaka).

  • Yanek

    ..a co tam sprzedajemy fajnego? :)

  • A czy ja gdzieś napisałem, że nie jestem? :-) Z tą różnicą, że mam jakąś tam wyobraźnię.

  • GSR 600. Wrzuciłem nawet linka na FB.

  • Mnie w dość podobny sposób uratowało BMW… RWD… gdyby nie duża moc i sztywne zawieszenie to teraz pisał bym do Was z zaświatów… tak gdzieś od 4-5 lat…

  • mARTa

    Mnie wiedza nie uratowała, tzn mojego samochodu… Straciłam kawałek czasu z życiorysu i zostawiłam samochód na drzewie…
    Byłabym w tym przypadku tym… debilem ;) Wyprzedzałam z ciut większą prędkością. Małolata w prującym samochodzie nie spodobała się facetowi wyprzedzanemu… Drogę znałam na pamięć – z domu do miasta. Za mną wyskoczył kolejny samochód, który też chciała spacerniaczka wyprzedzić. Pech chciał, że spacerniaczek jak zobaczył, że wyprzedzam go ja, zaczął się ścigać. Zaczęła się górka- z przeciwka zjeżdżał samochód. Z trzech stron miałam samochody- moją reakcją obronną był skręt w lewo… trafiłam w drzewo…

    Na szczęście było to setki lat temu. Teraz mam lepszy wóz, młoda jak wtedy już nie jestem i jak czasem zdarzał się jakiś goguś który chciał się ścigać… Pokazywałam mu co o nim myślę… :D

  • Dziękuj, że żyjesz. :)

    Osobiście waliłbym w tego po prawej. Za przyśpieszanie przez wyprzedzanego powinni wieszać za jaja.

    Mam mocniejsze auto od wielu i często przyśpieszam jak wyjeżdżam z wioski … zdarza się, że ktoś już zaczyna mnie wyprzedzać. Odpuszczam wtedy, czekam i dopiero go ponownie wyprzedzam. Pomimo, że odjechałbym mu to pewnych rzeczy po prostu się nie robi.

  • wyszyna

    U nas też słabe auto nie jest Wojtek, ale tak jak mówisz i jak wynika z tego wszystkiego – BRAK ZAUFANIA do innych kierowców – są potencjalnymi zabójcami… Ja osobiście ufam łącznie 4 kierowcom… Marcie, ojcu, kumplowi i… Sobie… Reszta jest na czarnej liście…

  • Pan Jabu

    To ufasz o czterem kierowcom za dużo. Każdy może popełnić błąd, bez premedytacji.

    Ja nawet sobie nie ufam.