Przemysław Pająk:
W Stanach można pozywać za wszystko – o to, że podłoga w McDonaldsie była śliska, a nie było o tym informacji, lub o to, że Apple reklamuje 16 GB przestrzeni dyskowej w iPhonie 6, a de facto jest w nim tylko 12,7 GB dostępne dla użytkownika. Temu ostatniemu akurat mocno kibicuję. Może gdy Apple przegra w sądzie, to przestanie stosować przykre dla klientów sztuczki marketingowe.
Można też podawać do sądu za to, że ktoś komuś kibicuje – powód dla sprawy zawsze się znajdzie. Na przyszłość raczej sugeruję zwrócić uwagę na bezsensowny system sądowy w USA, gdzie każdy może każdego pozwać za nic.
Ile kosztuje iPhone 6? W Ameryce – 649 dol., a patrząc na oficjalne polskie ceny – 2949 zł. To więcej niż ceny zdecydowanej większości flagowych modeli konkurencyjnych producentów smartfonów, ale nie na tyle więcej, by zupełnie odstraszać potencjalnie zainteresowanych iPhone’ami klientów.
Tak. Zdecydowanie więcej. iPhone 6 w Europie kosztuje €699. Samsung Galaxy Note Edge €849. BlackBerry Passport €599. HTC One M8 16 GB €519. Nexus 6 32 GB €634, a 64 GB €699. Lumigon T2 HD €704. Samsung Galaxy Note 4 32 GB €699. blackphone PrivatOS €639. Motorola Moto X 2014 16 GB €529. Zdecydowanie więcej.
Jeśli chodzi o flagowce to zdecydowanie tańszy był Nexus 4 i 5 od konkurencji. Powyższych modeli tak bym nie określał.
P.S. Cena w USA jest ceną netto podczas gdy w Polsce brutto. Nie od dziś wiadomo, że to przecież Apple ustala stawki VAT w Europie.
Tyle, że… każdy kto używa iPhone’a, przynajmniej od wersji iPhone 4, wie o tym, że model 16 GB, a taki właśnie oferowany jest w podstawowej cenie 2949 zł to wersja, z której wiele nie wyciśniemy.
Możemy chyba śmiało założyć, że jestem większym poweruserem niż zwykły użytkownik. Gdybym chciał, to bez problemów zmieściłbym się na 16 GB. Nie trzymam gier na iPhonie, a gdybym zrezygnował z archiwalnych zdjęć z kilku ostatnich lat oraz ograniczył muzykę do paru playlist, to nie miałbym z tym żadnych problemów. Dotyczy to zresztą każdego telefonu – 10 GB wystarcza mi w zupełności. Oczywiście nie zmienia to faktu, że mam model 64 GB, bo chcę mieć większy komfort w jego dysponowaniu. Z obecnych 64 GB wykorzystuję 15…
Dostępnej przestrzeni dyskowej jest tam de facto 13 GB, a gdy wybierzemy sugerowaną przez Apple’a opcję backupu w iCloud, to tracimy kolejne 2, 3 GB miejsca.
Już wiele lat temu mniej przestrzeni dla użytkownika oferowały inne telefony z innymi systemami operacyjnymi. Z tego co pamiętam to Przemek jakoś nie chciał ich producentom utrzeć nosa.
Bzdurą jest też fakt, że backupowanie w iCloud zabiera nam dodatkowe 2-3 GB miejsca na iPhonie. Podkreślę, wytłuszczę i wyitalikuję: bzdurą.
W ofercie Apple nie ma bowiem modelu 32 GB lecz jest od razu model z 64 GB dyskiem, który kosztuje o 100 dol. więcej (749 dol.), a w przypadku złotówek 450 zł więcej (3399 zł). Każdy, kto zna realia cen dysków flash wie, że to iście bandyckie zagranie, bowiem różnica cen dysków z 16 i 64 GB jest znacznie, znacznie mniejsza.
Po pierwsze, jeszcze kilka miesięcy temu za dodatkowe $100 otrzymywało się w sumie 32 GB. Teraz mamy dodatkowe 48 GB dla łącznej sumy 64 GB. Normalnie pozwałbym ich za to, że dali więcej. Chamy.
Pomimo tego, uważam, że Apple powinno obecnie oferować pułapy 32/64/128 GB. Nie robią tego, bo zarabiają na tym dodatkowych kilkaset milionów dolarów rocznie, z czego zapewne cieszą się inwestorzy. Nie zmienia to jednak faktu, że wartość poziomu zadowolenia klientów jest warta znacznie więcej i może odbić się to czkawką w przyszłości.
Są w każdym razie dwie strony tego medalu, zależnie czy i tak mieliśmy zamiar kupić 32 GB i nagle okazało się, że za te same pieniądze otrzymaliśmy 64 GB, czy liczyliśmy na to, że otrzymamy dodatkowe 16 GB za cenę modelu podstawowego.
Skarżą oni Apple’a nie tylko o to, że kłamie w swoich reklamach informując o 16 GB miejsca na dane w iPhone’ach, ale także o to, że nie da się w smartfonach Apple rozszerzyć pamięci np. kartami SD, a także o to, że Apple sugestywnie wymusza na użytkownikach, którym kończy się przestrzeń dyskowa przejście na płatne opcje iCloud.
Nie są to praktyki, których nie stosowaliby inni producenci smartfonów – w końcu informując o rozmiarach dysków wszyscy podają informacje o pełnych wartościach bez tego, ile zabiera instalacja systemu operacyjnego – jednak Apple wykorzystuje to do brudnej marketingowej gry, w której promuje sztucznie obniżone ceny.
Nie za bardzo rozumiem co Przemek ma na myśli mówiąc „brudna gra marketingowa”, ale prawdopodobnie chodzi mu o informacje, że można dokupić przestrzeń w iCloud. Nie ma się to jednak nijak do dostępnego miejsca na urządzeniu – wykorzystywana jest przede wszystkim do ustawień i dokumentów dla aplikacji, które się synchronizują ze sobą oraz dla backupów i zdjęć. Te pierwsze i tak muszą być na telefonie – jeśli je usuniemy to aplikacja nie będzie miała do nich dostępu. Przestrzeń dla backupów dotyczy tylko iClouda, bo nie są one trzymane na urządzeniu, a zdjęcia – nie musimy ich przecież trzymać ani tu, ani tu.
A gdy kończy się przestrzeń w iCloud? Tak – Apple informuje, że się kończy i że można dokupić dodatkową przestrzeń. Nie jest to nachalne. Tak samo robi Dropbox, Box.net, OneDrive, Google Drive, Evernote i wiele innych firm oraz producentów smartfonów – jeszcze nie spotkałem się z tym, żeby te informacje mi przeszkadzały, chociaż Dropbox w tej kwestii był wyjątkowo uparty, co kilka dni informując mnie, że wkrótce zakończy się moja promocja z HTC.
I dlatego kibicuję, aby ten proces zbiorowy (bo na taki liczą klienci z Miami) utarł Apple’owi nosa.
Przemek kibicuje dlatego, że Apple to „bandyci”? Dlatego, że prowadzą „brudną grę marketingową”?
A może dlatego, że temat się dobrze klikał i tak naprawdę mu to kompletnie wisi czy ktokolwiek utrze Apple nosa? Bo gdyby mu zależało na tym, to nie wyszczególniałby samego Apple, ale poszedłby na krucjatę przeciwko wszystkim producentom, którzy oferuję modele z 16 GB, na których często jest jeszcze mniej przestrzeni dla użytkownika.

Chcesz zwrócić mi na coś uwagę lub skomentować? Zapraszam na @morid1n lub na forum.