Jeśli chcecie mnie wesprzeć to zapraszam do kupna mojego poradnika "Jakim jesteś Makiem?".

WWDC 2014 okiem developera

· Wojtek Pietrusiewicz · 38 komentarzy

Marek Moi, znajomy i developer, „marudził” dzisiaj na Twitterze, że chciałby coś napisać na temat wczorajszego wydarzenia – na szczęście udało mi się go zmotywować i przygotował świetny artykuł. Zapraszam poniżej, gdzie oddaję mu głos.

Marek Moi

Programiści są jacyś dziwni. Nawet, jeżeli tylko piszą coś hobbystycznie, z doskoku. Właściwie to tacy są nawet gorsi. Pasjonaci. Mają nie po kolei w głowie…

Wspominałem już, że mają nie po kolei w głowie?

Kiedy zbliża się kolejna konferencja WWDC, programiści czekają na nowości. Nie, nie czekają na nowy głos Siri, czy dodatkowe szablony Pages. Czekają na zabawki. Dla jednych będzie to ekran o nowych proporcjach, dla innych nowa usługa w chmurze. Jeszcze inni zachwycą się możliwością wychylenia się poza piaskownicę. To są ich zabawki, to ich kręci.

Wspominałem już, że mają nie po kolei w głowie?

Wszyscy zapomnieli na chwilę o sprzęcie, bo nie sprzęt był tu istotny.

Wczorajsza konferencja zaczęła się bardzo miłym gestem. Symbolicznym docenieniem pracy deweloperów i ich wkładu w rozwój całego środowiska. Wszyscy zapomnieli na chwilę o sprzęcie, bo nie sprzęt był tu istotny. Mogę sobie tylko wyobrażać, jak czuła się widownia na sali. Ja przed telewizorem poczułem się częścią większej wspólnoty, ważnej wspólnoty. Nawet jeżeli dołożyłem tylko malutkie, mikroskopijne wręcz cegiełki w budowę tego gigantycznego zbioru aplikacji w App Store. Było miło.

Potem było… nudnawo. Ewolucja systemów operacyjnych – oczekiwana. Kilka funkcji – niespodzianych. Twitter, jak to Twitter, ćwierkał na okrągło, bo konferencję śledzili też normalni ludzie – użytkownicy. Jednak programiści czekali na coś innego i w końcu się doczekali. Na ekranie pojawiła się ikona DEV…

Pojawiły się też nowe zabawki. Fajne zabawki. Długo wypraszane i oczekiwane zabawki. Ale jedna z nich przyćmiła wszystkie inne – Swift.

Wraz z prezentacją kolejnych informacji milion myśli przewalało się przez głowę. Nowe możliwości. Nowe zagrożenia. Szok.

Swift był kompletnym zaskoczeniem, przynajmniej dla mnie. Wraz z prezentacją kolejnych informacji milion myśli przewalało się przez głowę. Nowe możliwości. Nowe zagrożenia. Szok. Konferencja była transmitowana na cały świat, oglądali ją ludzie różni. W większości prawdopodobnie „nietechniczni”. Siłą rzeczy nie można było zagłębiać się w szczegóły całego środowiska Xcode i składni tego nowego języka. Dlatego od razu po konferencji programiści rzucili się na oficjalną dokumentację dostępną online. Można też było pobrać książkę z iBookstore.

Zacząłem ją przeglądać i poczułem się trochę dziwnie. Staro… Składnia języka okazała się bardzo uproszczona i intuicyjna. Przeglądałem dalej i nagle kolejny szok. W oficjalnej dokumentacji Apple dotyczącej nowego języka programowania zaczęły pojawiać się infantylne emotikonki. Pieski, krówki i inne kolorowe żyjątka.

Zrzut ekranu 2014-06-02 o 21.43.45

Sprawa zaczęła wyglądać mało poważnie. To była oczywiście drobnostka, ale wpisała się w to lekkie poczucie zagrożenia odczuwane podczas prezentacji. Bo co, ja stary wyjadacz Objective-C, który latami dorabiał się własnych metod pracy, został niniejszym wrzucony do śmietnika historii? A po mnie przychodzi takie coś? Emoji? Co to ma w ogóle być? Co gorsza, tych nieszczęsnych emotikonek zaczęło pojawiać się coraz więcej. Może w swoim założeniu miały tylko rozluźnić techniczny język książki, ale w pierwszych godzinach wywołały wśród Twitterowiczów reakcje niedowierzania i czasem nawet oburzenia. Przyznaję ze wstydem, że u mnie również…

Mój pierwszy „program” – standardowe „Hello World!” – napisałem trochę prześmiewczo w tej właśnie konwencji.

helloworld

Kolejna godzina zabawy w nowym środowisku pokazała jednak coś innego.

Swift jest prosty. Bazuje trochę na C, ale jest językiem wyższego poziomu. Bardziej podobnym do języka naturalnego. To powoduje, że jest świetny do nauki programowania, a rozwiązanie „Playground” pozwala na eksperymenty i sprawdzanie wyników „w locie”. Dla kogoś, kto dopiero zaczyna przygodę z programowaniem, całość nadaje się znakomicie. Oczywiście nie jest tak, że wszystko dzieje się magicznie samo. Dokumentację wciąż trzeba przeczytać, a program własnoręcznie napisać. Jednak tego pisania jest teraz mniej, a w trakcie edycji kodu środowisko samo zadba, żeby nieświadomy (vel niedouczony) programista nie wszedł na pole minowe. O co nawiasem mówiąc bardzo łatwo w dotychczasowym Objective-C.

iOS simulator 3D SwiftTo, co dla „świeżych” programistów jest zaletą, może być wadą dla starych wyjadaczy. Trzeba zmienić sposób myślenia. Momentami odpuścić. Może nawet lekko zgłupieć… Jednak po chwili zabawy takie uproszczenie zaczyna przynosić korzyści. Widzę to po sobie – aż chce się korzystać z tych nowych zabawek.

Jednocześnie z nowym językiem Apple rozwinęło też całe środowisko Xcode. Podkradli kawałek tortu dotychczasowym zewnętrznym bibliotekom. Wprowadzając SceneKit otworzyli wielu programistom świat łatwej grafiki 3D. W kilka chwil przerobiłem dostarczony przykład, zmieniłem obiekty i uruchomiłem prostą aplikację pozwalającą na manipulowanie bryłami. Cały program to ledwo kilkadziesiąt linii kodu. A to tylko początek eksperymentów.

Wiele stron zostało mi jeszcze do przeczytania, wiele godzin do przeklikania. Ale tak jak wielu prawdopodobnie deweloperów czuję ekscytację i chcę poznawać to nowe narzędzie.

Na koniec jeszcze jedno. W zasadzie nie odczuwam braku nowego sprzętu. Nie obchodzi mnie to, że nie pokazano teraz nowego iPada. Na to przyjdzie jeszcze czas. Za to wczoraj był dzień dewelopera. I jako deweloper mogący pochwalić się kilkugodzinną już znajomością Swift jestem więcej niż zadowolony.

@MarekMoi

Chcesz zwrócić mi na coś uwagę lub skomentować? Zapraszam na @morid1n lub na forum.