Jeśli chcecie mnie wesprzeć to zapraszam do kupna mojego poradnika "Jakim jesteś Makiem?".

Polscy kierowcy nie potrafią jeździć po autostradach!

· Wojtek Pietrusiewicz · 17 komentarzy

Ktoś mądry na łamach Interii napisał kilka sensownych zdań. Postaram się poniżej wyciągnąć najważniejsze z zaobserwowanych błędów, a każdemu polecam przeczytać całość bardzo uważnie. To ile kobiet i mężczyzn przez ten weekend nie miało pojęcia co robić ani jak to robić na S8, S2 i A2 woła o pomstę do nieba.

Włączanie się do ruchu

Na autostradach istnieją tzw. pasy włączania (…)

(…) wjeżdżając na autostradę, wpakujemy się na prawy pas z prędkością 30-40 km/h i dopiero na tym pasie będziemy rozpędzać pojazd, stworzymy bardzo poważne zagrożenie! Ktoś jadący za nami z prędkością (załóżmy) 140 km/h napotka nagle przed sobą zawalidrogę wlokącą się w żółwim tempie. Zostanie zmuszony do intensywnego hamowania lub nagłej zmiany pasa ruchu.

Dlatego właśnie powinniśmy maksymalnie rozpędzić auto jeszcze na pasie włączania i przed jego końcem płynnie wjechać na prawy pas autostrady.

Pisałem o tym tutaj.

Lewy pas służy tylko do wyprzedzania

A zatem jedziemy prawym pasem, wyprzedzamy pojazd jadący przed nami, wjeżdżając na lewy pas, po czym natychmiast po zakończeniu wyprzedzania powracamy na pas prawy. Niestety, na polskich autostradach można wielokrotnie zobaczyć auta, które kontynuują jazdę lewym pasem i zjeżdżają na prawy dopiero wtedy, gdy ktoś pojawi się tuż za nimi.

Nie jeździmy na zderzaku

Finał jednak nietrudno przewidzieć. Kierowca pierwszego pojazdu gwałtownie hamuje i drugi wpada na niego. A za chwilę trzeci, czwarty, piąty. Bardzo wiele takich właśnie wypadków (15 %) zdarza się na polskich autostradach.

Podsumuję jeszcze od siebie: jeśli jedziemy 140 km/h i ja nacisnę hamulec do połowy, bo coś się przede mną dzieje i muszę zahamować, to Ty będziesz mi siedział w bagażniku zanim zdążysz zareagować. Po prostu zanim Twoje oko zobaczy moje światła stopu, zanim przekaże komunikat do nogi, zanim noga wciśnie hamulec i zanim hamulce się zacisną, to zdążysz już pokonać te kilka metrów, które nas dzieliły. Back off!

Czy na autostradzie wolno się zatrzymywać?

Zapamiętajcie, drodzy kierowcy! Na autostradzie w ogóle nie wolno się zatrzymywać i to w żadnym miejscu poza tzw. miejscami obsługi podróżnych. Tam są stacje paliwowe, toalety, sklepy itd.

Nie!!! Pchać samochodu do najbliższego zjazdu też nie!1

Przegapiliśmy zjazd

(…) jeśli na autostradzie przegapiliśmy wyjazd, nie hamujmy broń Boże gwałtownie, nie próbujmy cofać. Trudno, trzeba jechać dalej, choćbyśmy musieli pokonać dodatkowo 50 km.

Shit happens. Ceną jest dojazd do następnego zjazdu. Been there, done that.

Jak wyjechać z autostrady

Niestety, także w tym przypadku wielu polskich kierowców popełnia kardynalny błąd – hamują już na prawym pasie, niekiedy ze 140 do 50-60 km/h, a dopiero potem zjeżdżają na pas wyłączania. Jest to bardzo niebezpieczne postępowanie.


Serio – przeczytajcie całość. Po ostatnim weekendzie jestem więcej niż przekonany, że znaczna większość nie ma pojęcia jak się zachować na drodze.

  1. Nie żartuję – widziałem na własne oczy na A2.

Chcesz zwrócić mi na coś uwagę lub skomentować? Zapraszam na @morid1n lub na forum.

  • Ja bym tylko dodał, że praktycznie te wszystkie porady dotyczą poruszania się po innych trasach czy nawet miastach (no może poza tym lewym pasem, bo wiadomo, że w godzinach szczytu wszyscy nie będą jechać tylko prawym pasem, ale i tak pamiętać należy że w Polsce ruch jest prawostronny i trzeba jeździć pasem prawym).

  • Radosław Szeja

    Rozumiem, że ten wpis nie tylko przez artykuł z interii :) Niektórzy śmią twierdzić, że jazda 210km/h lewym pasem jest dokładnie taka sama w Niemczech jak w Polsce, więc poza prawnym zakazem, nie ma przeciwskazań by tak jeździć.

  • Oczywiście jest to droga hamowania, pomijająca reakcję, narastanie ciśnienia w przewodach etc. Chodziło mi głównie o różnicę pomiędzy samochodami przy identycznej reakcji kierowców, pomijając stan opon, temperaturę tarcz etc…

  • Niestety czarna codzienność na naszych drogach. Dołożę jeszcze problem drogi hamowania, gdybyśmy jednocześnie zaczęli hamować ja potrzebuję 37m ze 100km/h do zatrzymania, a samochód za mną (np. Yaris) 39m, dla 140km/h różnica będzie większa.

  • Grzegorz

    Pisałem post ale wydaje się, że amba go skonsumowała. 37m…. To piękna teoria, bo to czysta droga hamowania a nie zatrzymania. Tak sięskłada, że odstępy między pojazdami, drogi i czasy hamowań to mój prwyatny fioł na codzień więc podam może link do kalkulatora uświadamiającego jak źle jeździmy i jak małe odległości trzymamy podczas jazdy: http://goo.gl/GsfS2q – do przeczytania, przemyślenia i zaszczepienia innym.

  • mef

    Niestety, sama prawda. Kultura jazdy na polskich autostradach woła o pomstę do nieba.
    Co gorsze, wszystko to dzieje się przy niewielkim przecież ruchu na tychże autostradach.
    Strach pomyśleć co działoby się, gdyby było podobnie do np Zagłębia Ruhry lub autostrad holenderskich.

  • Oczywiście jest to droga hamowania, pomijająca reakcję, narastanie ciśnienia w przewodach etc. Chodziło mi głównie o różnicę pomiędzy samochodami przy identycznej reakcji kierowców, pomijając stan opon, temperaturę tarcz etc…

  • SSebastian

    Holowanie na autostradzie też jest zabronione.

  • Grzegorz

    OK. Fajnie jednak uświadomić ludziom, iż owe 37m to abstrakcja niemal awykonalna w relanej jeździe. Cieszy mnie jednak, że choć Ty jeden jesteś świadom składowych faktycznej drogi zatrzymania.

  • Sama prawda co piszesz teraz oraz co pisałeś w sierpniu. Mimo, że nie jeżdżę długo oraz często i z własnego rozsądku cenię sobie komfort jazdy mój oraz innych członków jazdy :)

  • koglow

    Nie ograniczałbym się tylko do polskich autostrad… Miałem okazję jechać Dusseldorfu do Kolonii i muszę powiedzieć, że tam też się dzieją straszne sceny… O lewym pasie “tylko do wyprzedzania” to u nich chyba tylko legendy krążą…

  • Michal Mynarski

    “Na autostradach istnieją tzw. pasy włączania (…)”

    Które notorycznie są za krótkie (A4), posiadając zwykłe auto z 100~130 KM nie zdążę się na nim rozpędzić do żadnej sensownej prędkości.

    “Lewy pas służy tylko do wyprzedzania”

    Przy natężeniu ruchu jaki zazwyczaj można spotkać na autostradach jest to praktycznie niemożliwe. Tir za tirem, albo prawy pas pełny osób które jadą 100 ~ 120 (i niech jadą, mają prawo) w 100 m odstępach.

    Brakuje mi tu największego punktu odnośnie ciężarówek / autokarów. Wyprzedzanie, gdy jeden od drugiego jedzie 5 km/h szybciej.

    Poza tym nie pisałbym kolejny raz o “polskich kierowcach”. Parę razy pojeździłem po słynnej A58 w Westfalii, Dusseldorf, Koln, Krefeld i tam przy większym natężeniu ruchu jest naprawdę nieciekawie. Lewy pas służący do wyprzedzania widzieli chyba tylko na filmach instruktażowych, jeżdżenie na zderzaku i na styk wchodzenie między barierki a jadącego obok tira. To tak z głowy sobie przypominam.

  • ahl-i-batini

    Odnośnie pasów włączania: Problemem jest psychologia. Wbrew pozorom włączenie się jest trudnym manewrem, który jest obowiązkowy. Mamy do czynienia z ograniczoną przestrzenią, dużą zmianą prędkości i estymacją kilku wartości – miejsca i prędkości pojazdów na prawym pasie. W końcu co się stanie, gdy rozpędzimy się do 100km/h, pas się skończy a miejsca na prawym pasie nie będzie?

    Co do jazdy na zderzaku – warto dodać, że im większy odstęp, tym płynniejsza jazda. Na autostradzie ale też w mieście – większe odstępy, mniejsze korki.

    Trzy grosze od teoretyka ruchu – zawodowo badam ruch uliczny.

  • januszp

    nie tylko po autostradach, ogólnie w ogóle znaczna część ma problem z poprawną jazdą, że o kulturze nie wspomnę…..

  • Radek

    Włosi jeżdżą po swojemu – u nich brak kierunkowskazu im samym w niczym nie przeszkadza. Po prostu uruchamiają wyobraźnię za kołkiem i potrafią przewidywać. Duży ruch uczy ich nie marnowania czasu na zastanawianie się nad manewrem, czy tzw “zamiar” wykkonania manewru – oni po prostu ten manewr wykonują – jeśli się to zrozumie, jazda między nimi nawet w ekstremalnych warunkach nie stanowi żadnego problemu.

  • belike81

    No nie wiem. Byłem we Włoszech kilkukrotnie, i im bardziej na południe tym bardziej ta jazda na “przewidywanie” coraz bardziej robi się ekstremalna. Sycylia to już ogólnie walka o przetrwanie (z 2 pasów kierowcy robią 4 itp.).

    To przewidywanie nie wychodzi im też najlepiej, co ładnie widać po karoseriach samochodów. Szukanie takiego bez wgniotki i otarć na zderzakach i błotnikach to jak szukanie igły w stogu siana.

  • Radek

    ja bym jeszcze dodal jeden punkt, który tak dla autora jak i dla “kopisty” może być trudny do wychwycenia. 140 km/h jest na autostradzie prędkością DOPUSZCZALNĄ a nie OBLIGATORYJNĄ. Mało tego – mimo dozwolonej prędkości maksymalnej 140 km/h zazwyczaj na trasie o długości ok. 500 km na palcach jednej ręki można policzyć tych, którzy po przekroczeniu 130 km/h nie przekraczają dopuszczalnej 140 km/h. Zatory na lewym pasie autostrady nie tworzą się przez to, że ktoś wyprzedza rząd ciężarówek (nota bene jadących tak, że niemożliwe jest bezpieczne zjechanie na prawy pas po wyprzedzeniu każdej z nich) jadąc z prędkością 120-130 km/h – korki tworzą się przez to, że za wyprzedzającym te ciężarówki jechali lewym pasem głównie ci, którzy w nosie mają ograniczenie 140 i nagle muszą hamować, bo ktoś śmiał im – królom tej oto autostrady – zwolnić poniżej dopuszczalnej… a potem wrzask, że lewy pas zablokowany ;)
    Błędy i brak płynności ruchu to nie jest tylko wina “zawalidrogi”, ale to problem egoisty za kółkiem innego auta, któremu brak wyobraźni, brak kultury. Widzisz przed sobą “zawalidrogę”? no to zwiększ dystans – po co wisisz mu na ogonie – on pojedzie szybciej jeśli go zmusisz, ale czy to będzie bezpieczne jeśli nie jest pewny tego co robi? Lepiej chyba pozwolić mu to robić wolniej, i w miejscu gdzie to możliwe po prostu takiego żółwia objechać, wyprzedzić, przeskoczyć… W krajach, gdzie bywa jeszcze mniej autostrad kultura na drodze jest wyższa, bo ludzie mają szacunek do swojego czasu. Szanują to, że inni mogą przyjechać później, a ci drudzy szanując czas tych pierwszych wsiadają do auta wcześniej (bo mają wyobraźnię i wiedzą, że na drodze sytuacje mogą być różne). U nas cywilizacyjnie jesteśmy zapuszczeni, a gnamy i poświęcamy swój czas bo się wszystkim spieszy. No właśnie, wszystkim – ale to nie mi się spieszy, tylko najczęściej komuś (klientowi, szefowi, zwierzchnikowi, innym). Szkoda czasu i życia na błyskanie długimi i klakson. Można trafić na nieogara który wtedy właśnie spanikuje i spowoduje wypadek. Twój szef, albo klient co najwyżej złoży Twojej żonie kondolencje – no przecież nie powie, że to on wymagał Twojej obecności na spotkaniu natychmiast ;)