Jeśli chcecie mnie wesprzeć to zapraszam do kupna mojego poradnika "Jakim jesteś Makiem?".

Krytyk filmowy, a bydło

· Wojtek Pietrusiewicz · 10 komentarzy

Tytus Hołdys wczoraj powiedział kilka słów, które musiały być powiedziane – zbluzgał „krytyków filmowych”. Słusznie zresztą. Sam miałem parę razy w życiu okazję być na pokazach prasowych nowości i muszę powiedzieć, że z większym chamstwem się jeszcze nie spotkałem.

Bezczelna gówniara, pomimo zdenerwowania na sali dalej kontynuowała rozmowę.

Pamiętam raz scenę w kinie gdzie nastolatka w połowie seansu odebrała rozmowę od koleżanki i na pełny regulator zaczęła sobie z nią rozmawiać. Bezczelna gówniara, pomimo zdenerwowania na sali dalej kontynuowała rozmowę. Przede mną siedział barczysty mężczyzna, popularnie zwany „karkiem”, w dresach na dodatek, z paskiem gratis. W pewnym momencie wstał i wrzasnął na nią, żeby odłożyła telefon albo wsadzi go jej tam gdzie słońce nie dociera. Natychmiast usłuchała.

Do kina chodzę stosunkowo często i przeważnie jest miło i spokojnie. Największym problemem jest to, że niektórzy uważają, że po całym dniu, przepoceni i śmierdzący, mają prawo wychodzić do publicznych miejsc. Apeluję o prysznic i mydło. A jak nie wiesz czy śmierdzisz czy nie to zapytaj się kogoś – męczenie kilkudziesięciu osób na sali swoim odorem nie jest dla nikogo miłe.

Otóż nie, drogi krytyku filmowy – nie jesteś ani kozakiem, ani cool.

Najgorzej jednak jest na pokazach prasowych – ludzie czują się chyba zbyt dobrze w „swoim” towarzystwie i muszą koniecznie pokazać jakimi to nie są kozakami. Otóż nie, drogi krytyku filmowy – nie jesteś ani kozakiem, ani cool. Jesteś zwykłym bydłem, który przeszkadza ludziom w oglądaniu to co ich fascynuje – kina. Nie interesuje mnie powód Twojej arogancji – jeśli z nią przyszedłeś to wyjdź natychmiast i nie obrzydzaj nią innym dnia. A jeśli Ci się nudzi to marny z Ciebie krytyk – tak istnieją oczywiście wyjątki.

Powiem krótko: następnym razem jak będziesz gadał, przeszkadzał lub śmierdział, szczególnie na pokazie prasowym, to narobię Ci publicznie wstydu przed całą salą. Kulturalnie wytknę Ci w czym mi, i innym zainteresowanym tym co się dzieje na ekranie, przeszkadzasz i co powinieneś zrobić – skoro nikt Ciebie nie wychował to nie widzę innego wyjścia.


Tytus ujął to dosadniej…

Chcesz zwrócić mi na coś uwagę lub skomentować? Zapraszam na @morid1n lub na forum.

  • MacAztek

    Zaczynamy, kto pierwszy rzuci kamień?

  • albertszczepaniak

    Nie chodzę do multipleksów (nie licząc kilku wyjątków), wybieram zawsze kina studyjne (Kino pod Baranami, Ars, itd. – mieszkam w Krakowie). Nigdy nie zdarzyło mi się mieć problemu w kinie. Nikt nie gadał, hałasował, „śmierdział”.
    Chciało by się dogryźć i powiedzieć, że to problemy Warszawy :)

    Nie mówię tego – Panie Wojtku – złośliwie, rozumiem, że czasem ciężko znieść złe zachowanie innych i czasami trzeba zwrócić uwagę, jednak nie wyobrażam sobie powiedzieć komuś, że śmierdzi. Nie wiem też, czy można kulturalnie narobić wstydu, bo to z założenia jest niekulturalne.
    Dostrzegam problem w tym co Pan napisał, jednak nie do końca akceptuję jego rozwiązanie. Może się czepiam, ale to rzuciło mi się w oczy.

    PS Zachowanie Tytusa też jest strasznie kulturalne :)

  • Kulturalnie w tym znaczeniu, że bez przekleństw. Wiesz – miarka u mnie już dawno się przebrała. :-/ Niestety dotyczy to również innych miast.

  • Niestety tak jest. Mieszkam w Warszawie nie jest dla mnie nowością takie zachowanie ludzi w kinie. Zresztą to samo jest w środkach komunikacji publicznej i na ulicach stolicy. W dupach się już przewraca nowobogackimi i aroganckim stołeczniakom :). Ja zwyczajnie z takich ludzi drę łacha choć wiem że oni uważają sie za pępek świata. Cóż takie czasy. Moj kolega ma na to określenie „polaczkowatość”. Rada na koniec – wiecej dystansu do siebie i szacunku dla innych.

  • Keczup

    … a przeklinanie i rzucanie mięsem jest kulturalne?

  • Richard Klarks

    Spokojnie To nie ten Hołdys ;)

  • Richard Klarks

    Dlatego nie ma sensu chodzić do kina, a filmy proponuje oglądać w domu

  • Grzegorz Stępień

    Zło rodzi zło.

  • Paweł Kleka

    Polecam większy telewizor lub projektor :-)

  • MDW2

    Jeżeli po kimś się ostro „jedzie” to nie trzeba używać „Ci” i „Tobie”. Bardziej adekwatne jest wtedy „ci” i „tobie”. :)
    Generalnie w sieci trochę zbyt często zwracamy się do kogoś z wielkiej litery i to się trochę zdewaluowało. Pierwotnie zwroty w tej formie miały pokazać wyjątkowy szacunek do kogoś, a teraz wygląda to tak, że „Ci” jest standardem, a „ci” oznacza zupełny brak szacunku.