Jeśli chcecie mnie wesprzeć to zapraszam do kupna mojego poradnika "Jakim jesteś Makiem?".

Indie – dzień 1 – Podróż z Warszawy do Stambułu i przez Mumbaju… do Panaji

· Wojtek Pietrusiewicz · 15 komentarzy

Gdy piszę te słowa to jesteśmy poniekąd na półmetku podróży do naszego celu. Czasowym półmetku, ponieważ przed nami jeszcze jeden godzinny lot, ale musimy na niego odczekać blisko osiem godzin… A wszystko zaczęło się w Warszawie…

Warszawa

Lot z Warszawy do Stambułu odbył się bez przeszkód i wyjątkowo sprawnie – mam tutaj na myśli przede wszystkim obsługę na Okęciu, która czasami bywa bardzo problematyczna – nadgorliwość niektórych ochroniarzy jest zdecydowanie męcząca.

blogPW1_8025_2000px

Stambuł

Dzieci zaczęły płakać, stewardesom powypadały metalowe półki z szafek wraz z drzwiczkami, ale szkód cielesnych nie było.

Niestety samo lądowanie w Stambule było już mniej przyjemne. Na wstępie zostaliśmy ustawieni do kolejki i zrobiliśmy dwa kółka nad miastem, w towarzystwie innych samolotów rejsowych. Następnie pilot lądował przy silnym bocznym wietrze, więc posadził nierówno samolot, wyprostował go i dopiero wtedy depnął po hamulcach. Dzieci zaczęły płakać, stewardesom powypadały metalowe półki z szafek wraz z drzwiczkami, ale szkód cielesnych nie było. Zostało nam już tylko 30 minut na przejście na drugą stronę lotniska i złapanie 777 do Mumbaju. Na szczęście przy bramce czekał na nas James Bond wśród obsługujących podróżnych – przetransportował nas na drugą stronę terminala w kwadrans, przy okazji omijając wszelkie punkty security. Nie dość, że nas nie sprawdzali to nawet nie musieliśmy pozbywać się napojów zakupionych przed wylotem z Okęcia.

Słuchawki

Do obejrzenia dostaliśmy wszystkie sezony Big Bang Theory oraz 49 stron filmów, po 6 na każdej, co dało łącznie blisko trzysta pozycji, w tym sporo nowości.

Lot z Turcji do Indii trwał pięć i pół godziny, dzięki czemu dano nam znacznie bardziej komfortowy samolot, z dosyć zaawansowanym systemem multimedialnym. Niestety nie było internetu, ale do obejrzenia dostaliśmy wszystkie sezony Big Bang Theory oraz 49 stron filmów, po 6 na każdej, co dało łącznie blisko trzysta pozycji, w tym sporo nowości. Naturalnie, aby nie przeszkadzać innym podróżnym, dostarczono każdemu z osobna słuchawki douszne o niestandardowym złączu samolotowym – dwa mini-jacki obok siebie. Nic nowego, a jakże to upierdliwe… żeby w XXI wieku nie móc skorzystać z własnych…

Same słuchawki były czarne, wykończone na wysoki połysk, z tandetnego plastiku bliżej nieokreślonego pochodzenia. Loga na nich również nie udało nam się zindentyfikować, a szkoda, bo tak nawet nie wiem kogo mam się czepiać. Najgorszą cechą tego akcesorium był jego rozmiar. Nie wiem czy pamiętacie kiedyś magnetowidy albo kamery wideo – wszystko było gigantycznych rozmiarów. Tak właśnie wyglądały te słuchawki, które ledwo mieściłem do swoich uszu… a małych nie mam… w młodości zastanawiałem się czy rodzice nie powinni mi ich zmniejszyć… No cóż – świetny samolot, wyborny wybór filmów, pyszne jedzenie… i jeden fuckup, który spowodował, że praktycznie nie dało się korzystać z tego systemu multimedialnego. Wycierpiałem do końca tylko i wyłącznie z powodu Reese Witherspoon… A uszy nadal mnie bolą.

Mumbaj

Hindusi na lokalnych lotach rzekomo lubią sprzedawać więcej biletów niż jest miejsc w samolocie.

Godzinę temu dojechaliśmy na lotnisko krajowe bardzo podejrzanym autobusem, który podróżował przez slumsy rozciągające się wokół lotniska i pozostało nam jedynie siedem godzin do odlotu do Panaji – jest teraz 7:00 rano, a lot mamy około 15:001. Niestety nie wybieramy się do miasta, ponieważ czas podróży do centrum wynosi na tyle dużo, że na miejscu mielibyśmy zaledwie godzinę lub dwie na zwiedzanie. Hindusi na lokalnych lotach rzekomo lubią sprzedawać więcej biletów niż jest miejsc w samolocie, więc nie chcemy ryzykować spóźnienia.

Internet mamy dzięki uprzejmości pana w punkcie informacji, który na swój własny numer telefonu założył nam konto, dzięki któremu publikuję te słowa. Niestety jest ważne przez jeszcze godzinę, więc do zobaczenia po drugiej stronie, jak w końcu uruchomię MiFi.

  1. Zegarki musiałem przestawić o +4:30.

Chcesz zwrócić mi na coś uwagę lub skomentować? Zapraszam na @morid1n lub na forum.

  • Maciej Czechowski

    Najważniejsze,że nie ma nudy ;)

  • bmilewski

    Podobno straszny tam brud i bieda :(

  • god1ne

    kurka super podroz

  • dc

    „Nic nowego, a jakże to upierdliwe… żeby w XXI wieku nie móc skorzystać z własnych…”

    No naprawdę, adaptery są po 2$ na ebayu. Wiele lini ma adaptery na wyposażeniu – do sprzedaży lub wypożyczenia. No a nowsze samoloty mają już normalne wejścia odkąd tylko słuchawki stały się odpowiednio tanie. W końcu podwójny jack nie powstał, żeby ludzie nie korzystali ze swoich słuchawek tylko po to, żeby nie kradli samolotowych.

  • W samolocie oglądałeś „This means war”? :)

  • Paweł MMR

    Czy obsługa samolotu nie prosiła o bezwzględne wyłączenie wszelkich urządzeń elektronicznych podczas startu i lądowania?

  • Nie. Telefony itp. O aparatach nie wspominali. FAA zresztą nie wymaga już tego w USA.

  • O właśnie!

  • domel

    Udanego wypoczynku!

  • Wojtku a propos słuchawek – dwie dziurki, dwa kanały nadawania – można się przełączać w odsłuchu pomiędzy wersjami językowymi emitowanego filmu. Ja używałem swoich słuchawek wkładając jacka do jednego z gniazd (ciekawostka: wsunięty w całości nie przenosił dźwięku, wsunięty do połowy wszystko cacy). Nie wiem czy tak jest we wszystkich samolotach. Na pewno tak było na trasach dalekiego zasięgu w maszynach LOT-u. Udanych wakacji.

  • Karol

    Jak Big Bang Theory to Kaley Cuoco, a nie Reese Witherspoon (?)

  • Nope. :-)

  • Jadzia

    Take off and Landing – w czasie lotu mozna sobie robic co sie chce. To pomimo wszystko dalej krytyczna czesc lotu.

  • Jadzia

    Zalezy od lini i od obslugi :) a wlasciwie jak sprawdza.” All electronic devices for takeoff and landing should be switch off ” :) NORMALNIE – wedlog procedury.

  • Już się zmieniły zasady. Nic nie musisz.