Jeśli chcecie mnie wesprzeć to zapraszam do kupna mojego poradnika "Jakim jesteś Makiem?".

Kenia – dzień 2 – Malaria i podstawy higieny

· Wojtek Pietrusiewicz · 22 komentarze

Wczoraj ugryzł mnie pierwszy komar, zresztą podczas publikowania pierwszego tekstu z tej serii. Dzisiaj drugi. Odpowiednio w kostkę i mały palec u stopy. Pomimo, że wcześniej czytałem trochę o samej malarii oraz znam pi razy drzwi zasady higieny osobistej w tym kraju, to trochę przeraziło mnie to co znalazłem na Wikipediach oraz podobnych miejscach.

Szczepienia i podstawy higieny

Jadąc do Kenii i podobnych krajów należy przygotować się przede wszystkim od strony szczepień. Sama Kenia akurat nie ma żadnych wymaganych szczepień, poza jednym specyficznym przypadkiem – jeśli przekraczamy granicę lądową to należy okazać dowód na szczepionkę przeciwko żółtej febrze. Polskie szpitale zakaźne jedynie informują, iż zalecane są: tężec, błonica, polio, WZW A+B, wspomniana żółta febra, dunga (której epidemia akurat wybuchła niedaleko stąd) oraz coś tam jeszcze. Zabijcie mnie, ale nie przypomnę sobie szczegółów. Całkowity koszt wszystkich tych szczepień oscyluje w rejonie 1000 PLN, zależnie od tego ile dawek będziecie musieli przyjąć oraz z jakim wyprzedzeniem zaczniecie je przyjmować. Jest to koszt, który z odpowiednim przygotowaniem można rozłożyć w czasie, aby nie odczuć tego po kieszeni. Wiele osób zupełnie je pomija i większości nic się nie dzieje. Prawdopodobieństwo jest niskie, szczególnie jeśli nie zamierzacie podróżować po kraju, ale zawsze jest … no właśnie … “ale”. Zdrowie jest zawsze najważniejsze i warte każdych pieniędzy.

Bardzo ważnym jest pamiętanie o tym, że nie pijemy, połykamy czy nawet nie dotykamy do ust wody z kranu. Dotyczy to również, a nawet przede wszystkim, lodu. Drink czy napój przeważnie jest zimny, ale nie schładzajcie go lodem – z oczywistych względów. Każde mycie zębów, płukanie ust i innych tego typu miejsc, robimy za pomocą wody butelkowanej, otwartej przez nas. Tak – jest to upierdliwe, ale trzeba o tym pamiętać. Zawiodę również fanów krwistego mięsa, jajek na miękko oraz podobnych smakołyków – to pierwsze ma być well done, a jajka gotowane przez minimum pięć minut. Podejdźcie do tematu z rozsądkiem, stosując się do powyższych wskazówek, które zresztą znajdziecie w każdym poradniku podróżnika, a nic złego nie powinno się stać.

Malaria

To jest temat, który mnie lekko zaniepokoił. W Mombasie wszędzie stoją znaki “drogowe” ostrzegające o malarii. Ludność, a nie turystów. To daje do myślenia. Bilboardy i ściany budynków są z kolei częściowo zdominowane przez firmy produkujące i sprzedające moskitiery oraz silne repellenty przeciw komarom. Podobnie zresztą wygląda to w miejscowej telewizji. To wszystko wzięte razem ze wspomnianym ukąszeniem komara powoduje, że bliżej zainteresowałem się tematem tego pasożyta.

Jeśli dobrze pamiętam, to malaria występuje w pięciu odmianach (koniecznie te informacje skonfrontujcie z fachową literaturą – mam tutaj ograniczony dostęp do internetu), z której dwa lub trzy rodzaje są bardzo odporne na wszelkie leki przeciwmalaryczne. Na tego pasożyta nie ma szczepionki, a 20% zachorowań kończy się śmiercią. Co więcej – malarone, najbardziej polecany przez lekarzy lek, nie zapewnia stuprocentowej ochrony przed infekcją. Pierwsze objawy można zaobserwować dopiero po tygodniu do miesiąca od ukąszenia. W najbardziej krytycznej sytuacji człowiek ma dwadzieście godzin, od wystąpienia pierwszego objawu, na specjalistyczną pomoc lekarską. Maluję tutaj oczywiście najczarniejszy scenariusz, ale cóż mam powiedzieć – taki obraz siedzi mi w głowie.

Malarone, obecnie polecany przez lekarzy, należy brać na dwa dni przed wyjazdem oraz do tygodnia po powrocie z kraju, w którym występuje malaria. Jedno pudełko kosztuje od około 160 do 240 PLN, zależnie od apteki, która go sprzedaje. Warto poszukać taniej – udało mi się nabyć go za tą niższą cenę. Od razu też odradzam zakup leku przez internet w “promocyjnych” cenach po 80-100 PLN za opakowanie – w znaczącej większości są to nic nie warte podróbki, które nie dają absolutnie żadnej ochrony. Wszystko należy oczywiście skonfrontować z lekarzem, a sam lek jest na receptę.

Pamiętajcie o jednym – przed wyjazdem do krajów typu Kenia, warto zainteresować się szczegółowo szczepieniami, zasadami higieny oraz kupić repellent o stężeniu TDDE powyżej 30%. Żaden Off czy Autan – to są specyfiki, które tutaj nie działają. W tym wypadku armata na komara rzeczywiście jest potrzebna.

Tymczasem mi z tyłu głowy nadal pozostaje wizja, że być może już jestem zarażony. Cóż – shit happens, a o skutkach ukąszeń poinformuję Was za 7 do 30 dni.

Chcesz zwrócić mi na coś uwagę lub skomentować? Zapraszam na @morid1n lub na forum.

  • Maciej Winiarski

    To niedobrze :/ liczę, że wyjdziesz z tego cało.

  • Dzieki. Ja też.

  • Dzieki. Ja też.

  • JakubOstaszewski

    Hmmm połowy tych szczepień nie miałem, reszta jest w UK za darmo.Byłem w gorszych krajach niż Kenia, mieszkałem w gorszych warunkach niż zapewne hotel w którym ty mieszkasz, jadłem w tubylczych miejscach, piłem wodę prosto ze studni, no i poza sraczką nic się nie stało.Nie ma co panikować , ani być przewrażliwionym, prawda jest taka, że pewnie nasze sterylne i “zdrowe” jedzenie kończy się rakiem po wielu latach.

  • SSebastian

    Fajna wycieczka:
    – wyjdziesz na ulicę – możesz wrócić nawet bez bokserek ( a komary latają nad głową i koło d… też),
    – idziesz na plażę – nie możesz posiedzieć 5 minut spokojnie, bo komary (duże i małe),
    – przy posiłku nie zjesz nic surowego (np. sałaty) bo pewnie nie myte, a jak myte to jeszcze gorzej,
    – kąpiel to jak rosyjska rultka, albo wypadną Ci włosy albo zęby,
    – a po ukąszeniu komara masz 30 dni stresu jak po seksie w liceum.
    A wydawało się, że taki fajny ten prezent od Teściowej – wycieczka do Kenii ;)

    Przypomiał mi się ten “szkolny” dowcip:

    Trzej Polacy wrócili z Ameryki po kilku miesiącach pracy. Przed spotkaniem z żonami postanowili iść do lekarza przebadać się, bo to nigdy nie wiadomo co człowiek złapie na obczyźnie. Wszedł pierwszy. Nie ma go pół godziny, w końcu wychodzi załamamy.
    – No i co lekarz powiedział? – pytają koledzy.
    – AIDS!
    Wchodzi drugi, znowu go długo nie ma. Wychodzi załamany.
    – No i co?
    – AIDS!
    Wchodzi trzeci. Nie ma go jeszcze dłużej. Nagle wybiega uradowany:
    – Kiła! Kiłeczka! Kiłunia!!

    Powodzenia i wracaj zdrowy.

  • jikollo

    Trochę dramatyzujesz. Zdrowy i silny człowiek ma tak marginalne szanse na zachorowanie na malarię, że bez sensu zawracać sobie tym głowę. Byle nie jeść surowego i nie pić wody innej, niż butelkowanej. Raczej na urlop się jedzie wypocząć, a nie denerwować potencjalnymi zagrożeniami. Prędzej można wpaść pod samochód, niż uchwycić malarię, a przechodząc przez ulicę raczej nie rozważasz opcji potrącenia przez pędzące auto. :)

  • Marcin Dmochowski

    Bez obaw – musiałbyś mieć ogromnego pecha, żeby po 2 ugryzieniach mieć malarię. Co najważniejsze: w większych miastach komary albo nie przenoszą malarii albo przenoszą tą słabszą odmianę. Ta najgorsza (co to w 48 godzin może zmienić Ci mózg w galaretkę czy jakoś tak) to raczej domena terenów podmokłych w głębi lądu. Deet i będzie dobrze. Malaron na wakacje warto wziąć ale przy dłuższych pobytach lepiej oszczędzać wątrobę…

  • Troszkę wyolbrzymiasz i nie wiem skąd pomysł, że to prezent od teściowej. :)

  • Zależy w jakim kraju z tym przechodzeniem. ;-)

  • Mirx

    Wiele razy kusiła mnie Kenia, ale zawsze wybierałem bardziej cywilizowane miejsca. Za podobne pieniądze można pojechać do Tajlandii i na Kubę. Za ciut większe na Bali i na południe USA. Po Twojej relacji chyba wyleczę się na dobre z okolic w których jesteś. Zdrowia życzę i faktycznie nie przejmuj się, choć przyznam, że znam człowieka, który załapał malarię i trochę się z nią męczył.

  • JakubOstaszewski

    Znam ludzi jeżdżących co roku do Tajlandi i przyjeżdżają z malarią regularnie, zresztą na urlop jedzie się wypocząć w fajnym klimacie , który w Kenii akurat jest ok, zaś ten w Tajlandii, Indonezji, Malezji może dać w kość . Tak na marginesie przed tego typu wyjazdami , każdy powinien zagrać w FarCry 3 wtedy już nigdzie nie będzie chciał jechać – a gra jest najlepsza w jaką chyba grałem w życiu.

  • JakubOstaszewski

    Samochód jak samochód, ale na żadne Safari to się chłopie nie wybieraj ( no chyba, że te z OŚ X) , bo jak nic stado słoni cię startuje , ale zostaniesz pożarty przez lwa.

  • SSebastian

    To nie pomysł to doświadczenie:)

  • Carlito R

    Przede wszystkim, nie musisz się obawiać każdego ugryzienia komara. Malarię przenosi tylko komar widliszek. Poznasz go po tym, że jest bezgłośny (co mu się nie chwali, niestety) i charakterystycznie unosi odwłok podczas ugryzienia – inne komary układają odwłok równolegle do powierzchni skóry. Wiem, zadne to pocieszenie, bo jak już zaobserwujesz te zjawiska, będzie po “jabłuszkach”, no ale na pocieszenie – nie każdy komar ma zarodki malarii, więc ugryzienie widliszka jest warunkiem koniecznym, ale niewystarczającym. Z dobrych rad dodać mogę: noś wieczorem jasne lub białe ubrania z długim rękawem/nogawką. Jasny kolor odstrasza komary nie mniej skutecznie, jak repelenty. A i statystykami też się nie przejmuj: po pierwsze firmy farmaceutyczne lubią “trochę” wyolbrzymiać, po drugie statystyka obejmuje wszystkie przypadki choroby, a więc w zdecydowanej większości niedożywionych mieszkańców Afryki, często dzieci, w krajach o jeszcze niższym poziomie służby zdrowia niż w Kenii.

    Baw się dobrze!

  • Dzięki za fachowe info i życzenia!

  • No to psuję Ci statystyki. :-)

  • Od razu przypomniała mi się historia Kingi Choszcz, która zwiedziła kawał świata, robiła wiele dobrego… aż do momentu kiedy dopadła ją malaria :(

    Dlatego ja mimo pociągu do Afryki, wolę ograniczać się do Starego Kontynentu.

  • Pingback: Kenia, 2012 – fotoreportaż | Makowe ABC()

  • nata

    hej mam pytanie na tmat afryki bo ja lece do beninu …jaki okres przed wyjazdem robiles szczepionki?

  • Miesiąc. Polecam zacząć 6 msc przed bo inaczej masz przesrane. :)

  • Marcin Dmochowski

    Przesrane? Jedynie z obolałymi ramionami i udem (lub udami) ;)

  • Będziesz miał tryb “przyśpieszony” który nie jest tak skuteczny. Żółta febra, polio, tężec, dur brzuszny, WZW A+B i coś jeszcze chyba. Leki na malarię i na regulację bakterii w przewodzie pokarmowym.