Jeśli chcecie mnie wesprzeć to zapraszam do kupna mojego poradnika "Jakim jesteś Makiem?".

Ebooki – problem z licencjami

· Wojtek Pietrusiewicz · 17 komentarzy

Niedawno marudziłem trochę na obecne paradoksy związane z posiadaniem książek oraz prawami do wykorzystania ich na innych urządzeniach, w szczególności elektronicznych. Faktem jest, że koszty wydania ebooka wcale nie są małe – proces jest przecież bardzo podobny do tego w jaki wydaje się książkę, z tą różnicą, że odpadają wszystkie procedury drukowania. Ktoś inny z kolei napisał, w komentarzach naturalnie, że legalne jest kopiowanie treści do własnego wykorzystania, na przykład robienie skanu do PDFa książki, której jesteśmy właścicielem. To działa na podobnej zasadzie jak pobieranie zripowanych filmów z internetu – nie jest to przestępstwem jeśli posiadamy oryginał na płycie Blu-ray. Ale czy na pewno?

A co w sytuacji, w której posiadam Star Wars na Blu-ray, ale pobieram wersję zripowaną z DVD, ponieważ chcę ją wrzucić na swojego iPada i HD nie jest dla mnie konieczne? Przecież to może być ciut inny film, na innej licencji. Czy to nadal legalne? A pobieranie z internetu skanu książki, którą mam w papierze? A co jeśli różnią się wydaniami? Wiem jedno – jeśli do drzwi zapuka PG1 i znajdą ripy filmów na dysku, to wątpię, aby zatrzymali się i zapytali mnie czy mam oryginały … Shoot first, ask questions later.

Wracając jednak do tego o tytułowym problemie – od dawna chwalę Kindle Store, ponieważ mają tam praktycznie wszystko co lubię. Korzystam z wersji amerykańskiej, ponieważ ta w UK ma znacznie miejszy wybór książek dla osób mieszkających poza granicami tego kraju. Podobnie jest zresztą w przypadku USA, z tym, że ta rozbieżność nie jest aż tak duża. W każdym razie postanowiłem kupić kolejny tom książki Roberta Jordana – tym razem dwunasty. Czternasty i ostatni ma premierę na początku przyszłego roku i akurat przez grudzień zdążę przeczytać dwa poprzedzające, które jedynie słuchałem w formie audiobooka dotychczas – dwukrotnie, ale jednak.

Na kilka godzin przed wyjazdem, zrelaksowany, wszedłem do Kindle Store i szukam. Szukam i przeglądam. Przewijam i klikam. Serio – największą wadą serii “Koła Czasu”2 jest fakt, że kolejne tomy są nieczytelnie opisane jeśli chodzi o numery książek. A więc, mamy “The Eye of the World – Book 1 of the Wheel of Time”. Prosto prawda? Ale mamy również “The Gathering Storm”, która jest akurat dwunastym tomem serii. Napis “Book 12” jednak można dopiero znaleźć głęboko o opisie książki. Wiedząc to, niespecjalnie przejmowałem się, że nie mogę jej znaleźć. Robiłem to na iPadzie, a liczba wyników była ogromna – łatwo w końcu coś przegapić. Sfrustowany, wszedłem na Wikipedią i znalazłem listę tytułów kolejnych tomów. “The Gathering Storm” tym razem zadziałało – wyszukiwarka Amazonu wypluła kilkadziesiąt książek o tym lub o podobnie brzmiącym tytule. Niestety autorem żadnej z nich nie był Jordan. Lekko zaniepokojony, udałem się do komputera, ponownie przeszukałem Amazon USA i … znalazłem ją! Kilknąłem czym prędzej w odpowiedni przycisk, a strona poprosiła mnie o zalogowanie się. Przywitał mnie napis: “This item is currently unavailable.” Niedostępny? Nakład im się skończył? Może bitów zabrakło? Dopiero kliknięcie w kolejnego linka wyjaśniło sprawę – licencja nie pozwala Amazonowi na dystrybuowanie tego tomu poza USA. Fuck.

Mogłem próbować przepisać mojego Kindle z amerykańskiego sklepu do UK i tam spróbować kupić to co potrzebowałem. Mogłem, ale tego nie zrobiłem, z wielu powodów. Nie wiem jak to zrobić. Nie wiem czy to w ogóle jest możliwe. Co stanie się z moimi książkami z amerykańskiego sklepu? Nie znałem żadnej procedury, ani ich wyniku. Wybrałem więc to co człowiek zazwyczaj wybiera – najprostsze rozwiązanie. Jako, że Kindle jest już zarekwirowany to zmuszony jestem czytać na iPadzie mini. Na szczęście jest to znacznie wygodniejsze rozwiązanie niż na jego dużym bracie. Nie zmienia to jednak faktu, że na iPadzie korzystam z Kindle.app, który jest uniwersalny i dostępny również na Androidzie – to wbrew pozorom ważne, szczególnie, że nie wiemy co przyniesie przyszłość. W każdym razie udałem się do jedynego miejsca, gdzie miałem pewność, że dostanę to co chcę bez konieczności rejestrowania, podawania swoich danych osobowych czy karty kredytowej. Do iBookstore.

Apple ma w ofercie wszystkie książki z serii The Wheel of Time, więc stałem się posiadaczem dwunastego i trzynastego tomu. W kolejnym sklepie. Niekompatybilnym z innymi. Rzecz w tym, że dobrze czyta mi się na “miniaku”, a cena jaką zapłaciłem za książkę, była niższa od tej w Amazon USA. Sporo niższa. Jest też pre-order na czternasty tom, który mnie korci. Bardzo.

Na dzień dzisiejszy rynek jest mocno podzielony pomiędzy księgarniami oraz krajami. Jeśli chcemy zdecydować się na korzystanie tylko z jednej, to szybko dojdziemy do wniosku, że nie jesteśmy w stanie spełnić wszystkich zachcianek. Zawsze będzie czegoś brakowało – albo licencja okaże się niesprzyjająca, albo cena, a najczęściej to co potrzebujemy jest, ale u konkurencji. Kolejne konto, kolejna aplikacja, kolejne wklepywanie wszystkich swoich danych. Cały ten rynek jest frustrujący i niewygodny dla końcowego użytkownika. Zresztą dokładnie tak samo jak każdy inny z rodziny “starych mediów” – radia, telewizji, kina3. Każde z nich nie ma pojęcia jak funkcjonować w tym nowym, elektronicznym świecie. Nie rozumieją też piractwa – nie rozumieją iTunes Store i muzyki w nim sprzedawanej. Nie rozumieją Spotify, Deezera i Rdio. Nie chcą stracić kontroli nad swoimi królestwami, więc zamiast ułatwiać ludziom dostępu do ich treści, utrudniają je, coraz bardziej je zamykająć i wydając coraz większe pieniądze na “chronienie praw autorskich” oraz “obronę przed piractwem”.

A wystarczy zrobić coś na wzór iTunes Store / iBookstore / App Store – na tyle łatwe w korzystaniu, że przestaje się opłacać szukać pirackich wersji. Gwarancja prostoty, jakości i dostępności działa cuda. A tymczasem ja muszę spisać dokładnie gdzie mam którą książkę, bo już się w tym wszystkim pogubiłem.

  1. Policja Gospodarcza.
  2. The Wheel of Time.
  3. Hollywood.

Chcesz zwrócić mi na coś uwagę lub skomentować? Zapraszam na @morid1n lub na forum.

  • Damian Skibniewski

    Wiem jedno – jeśli do drzwi zapuka PG i znajdą ripy filmów na dysku, to wątpię, aby zatrzymali się i zapytali mnie czy mam oryginały … Shoot first, ask questions later. – z tego co wiem pobieranie jest legalne na własny użytek , udostępnianie jest nie legalne . Oczywiście nie popieram pobierania płatnych treści za darmo ale z tym ”Shoot first, ask questions later” to przesadziłeś :)

  • de_MarK

    Przeciez sa rozne sklepy – Amazon, Google, Apple, Woblink itp.itd. Dla kazdego cos dobrego. W czym zatem problem?

  • Nie wiem na ile to urban legend, ale w Polsce wg. przepisów nielegalne jest pobieranie oprogramowania, multimediów już nie. Nielegalne jest udostępnianie.

  • A co do Kindle, to możesz wysłać swoją książkę w formacie .mobi. Kupioną gdziekolwiek, i nadal możesz ją synchronizować między czytnikiem, a aplikacją – łącznie z ostatnią nieprzeczytaną stroną… Więc możesz swoją elektroniczną biblioteką trzymać w jednym miejscu, własnie u Amazonu.

    Fajnie by było, jakbyś miał dostępne w jednym sklepie wszystko i najtaniej, ale nie ma też co narzekać, że musisz korzystać z 10ciu różnych aplikacji. Przesłanie pliku .mobi do Amazonowej chmury to dokładnie dwa kliknięcia.

  • “Zabiorą komputer, a potem będą zadawali pytania.”

  • Tylko że najpierw trzeba mieć mobi.

  • A iBookStore pozwala chociaż pobrać niezabezpieczony .epub, czy można czytać tylko na urządzeniach Apple?

  • Maciej Winiarski

    Taki, że trzeba myśleć, gdzie co jest, kombinować… Strata czasu.

  • de_MarK

    Monopol bylby lepszy? Myslenie i dokonywanie wyborow zbyt meczace jest?

  • Maciej Winiarski

    Nie chodzi o monopol. To byłby zamęt. To się synchronizuje z tym, to tak, to w ten sposób…

  • de_MarK

    Kazdy moze wybrac dostawcow, ktorzy mu najbardziej odpowiadaja. To ma byc zamet?

  • Piotr Kusio

    To nie urban legend, to przepisy. Konkretnie kodeks karny :)

  • Piotr Kusio

    Ad Star Wars – pobierać możesz, choćbyś i oryginału nie miał. To niezbyt eleganckie, nie niekaralne. Oczywiście, o ile nie udostępniasz tychże treści, więc co do zasady p2p odpada.

  • Nic mi na ten temat niewiadomo.

  • Mateusz Dworak

    Sugeruję przeczytać ustawę o prawach autorskich, jak wół stoi tam, że możesz korzystać z materiałów już rozpowszechnionych (czyli pobierać z Internetu filmy/muzykę na własny użytek). Nie dotyczy to oprogramowania.

  • Pingback: Kenya – dzień 3 – Z iPadem mini wśród małp | Makowe ABC()

  • Bardzo dobry artykuł, może trochę niepotrzebnie napisałeś o tych cenach, bo bywa odwrotnie, że Amazon ma taniej niż iBookstore