Jeśli chcecie mnie wesprzeć to zapraszam do kupna mojego poradnika "Jakim jesteś Makiem?".

Wiadomość do Erica Schmidta i Androida →

· Wojtek Pietrusiewicz · 20 komentarzy

Eric Schmidt o aktywacjach Androida na poziomie 1.3 miliona dziennie:

Do the math.

John Kirk:

All right, Mr. Schmidt. I’ll do the math. Activations are only part of the equation. The numbers that you keep conveniently not telling us are margins, revenues and profits. Activations without those numbers are meaningless. Market share without those numbers are meaningless. You want us to do the math, Mr. Schmidt? Your numbers – without context – are mathematically meaningless.

Now I have no doubt that Android has margins, has revenues, has profits. I have no doubt that Android is making money. What I SERIOUSLY doubt is just how much money Android is making. You want us to take you seriously, Mr. Schmidt? Tell us those numbers.

Google dostarcza Androida dla ludzi, ale zarabia na nich grosze w porównaniu z ich pozostałymi działami. Apple za to zgarnia 77%1 zysków. Ciekawe, której firmy akcjonariusze są bardziej zadowoleni.

  1. Q2 2012.

Chcesz zwrócić mi na coś uwagę lub skomentować? Zapraszam na @morid1n lub na forum.

  • Jakie problemy mają ludzie, wow :) Skąd ta pewność, że Google zarabia grosze? Rozumiem, że można mieć jakieś wątpliwości. Sam zakładam, że Android jeszcze nie zarabia kokosów, ale gdzie jest informacja o tych groszach? Ładnie poproszę. Poza tym istnieje jeszcze coś takiego jak plan długoterminowy itd. Nic nadzwyczajnego, że firmy działają, jak działają, a zaczynają zarabiać dopiero po latach. Oczywiście w wypadku Google oczekiwania są wyższe, ale takie marudzenie, że potężne liczby podawane przez Shmidta są „bez znaczenia” jest słabe. Zresztą tytuł artykułu Kirka mówi sam za siebie.

  • Raf_304

    Ciekawy jestem jednego, dlaczego wycinasz nieprzychylne sobie posty. Tak z ciekawości pytam. Miłość własna?

  • Akurat Disqus sam Ciebie wrzuca do spamu bez mojej pomocy. Komentarzy akurat nie wycinam, ale Ty zapewne wiesz lepiej.

  • A dlaczego nikt nie pomyśli, że Google nie chce zarabiać na Androidzie? Ten system może być po prostu „drogą” do jakiegoś celu, jak Google+ (np. gromadzenia danych). I dopiero na tym celu chcą zarabiać. W takim wypadku nie da się tak łatwo przenieść ilość aktywacji na zysk.

  • Kamil Rojewski

    Akcjonariusze akcjonariuszami ale użytkownicy raczej nie powinni się cieszyć, że jakaś firma na nich bardziej zarabia niż inna na swoich. To tak jakby się cieszyć z wyższych podatków.

  • „Put Up Proof Of Profits Or Shut Up”?! Czy tylko ja uważam taki tytuł za żenujący?

    A Wracając do sprawy – nie lubię za bardzo takiego myślenia „globalnego” – za wszystkich. Mówienia, że iPhone lub Android jest „lepszy, bo…”. Sprzęt odbieramy wyłącznie subiektywnie i nawet jeśli sam czasem głoszę jakieś „maksymy”, to tylko przez pryzmat własnej osoby;)

    Mnie cieszy to, że Androidów jest coraz więcej, bo dzięki temu, jako użytkownik Anroida mogłem przerzucić się z SMSów na Talka (z większością znajomych), z rozmów na Hangout (z – niestety – jeszcze nielicznymi). Bo dzięki temu mam już kilku znajomych, między którymi mogę przesyłać pliki Android Beamem itp. I szczerze – niespecjalnie interesuje mnie to, jak stoi Android finansowo (ok – może trochę, bo interesuję się branżą). Oczywiście fajnie, jeśli przynosi dochody, bo tylko jeśli „projekt Android” będzie opłacalny, będzie mógł się rozwijać.

    Ale kurczę, takie krzyki „no pokaż ile zarabiasz, no pokaż, żebym mógł się z ciebie śmiać!” jest dla mnie dość śmieszne. Tym bardziej, że chodzi tu o rywalizację między zarobkami „twoimi, a moimi”. A ten autor czuje dumę z tego, że firma, którą bardziej poważa zarabia więcej niż inna? Co z tego w ogóle?;)

  • Myślę że bardziej mu chodzi o propagandę i hipokryzję.

  • Zależy jak na to spojrzymy.

  • Tak jest po części, ale co zrobią jak reklamy się skończą? Monetyzacja z mobilnych urządzeń jest na dzień dzisiejszy bardzo słaba, a trend właśnie w tym kierunku podąża.

  • Kamil Rojewski

    Trudno na to patrzeć inaczej. Firma sprzedaje ilościowo mniej, a zarabia więcej. Wniosek jest jeden – wyciąga dużo więcej pieniędzy od klientów. A typowego użytkownika nie obchodzi ile dana firma jest warta, czy jaki ma kurs akcji. Te dane są dla niego zupełnie nieprzydatne. Natomiast obchodzi go (a przynajmniej powinno) jaki % ceny idzie do kieszeni firmy. Dlatego informacja, że dana firma zarabia ogromne ilości pieniędzy jest dla użytkownika informacją złą, bo te pieniądze pochodzą z jego kieszeni i idą do kieszeni akcjonariuszy (upraszczając oczywiście). Dlatego moja analogia do podatków jest w tym przypadku słuszna – płaci się więcej, tylko żeby ktoś inny dostał więcej. Więc z czego tu się cieszyć i czym się chwalić?

  • Upraszaczasz nadmiernie argument, który wcale nie do końca jest taki łatwy do analizy. Pamiętaj, że jak Apple wypuściło iPada to miało na nim +-30% marżę, a jednocześnie żaden inny producent nie był w stanie się do niego zbliżyć cenowo, bez sprzedawania swoim produktów poniżej kosztów. iPad jest najlepiej i jednocześnie jednym z najtańszych tabletów w swojej klasie (szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę jakość wykonania oraz zastosowane podzespoły). Mogliby go sprzedawać taniej, ale wtedy nie byłoby pieniędzy na R&D – coś za coś.
    Widzę co dzieje się w innych branżach (specjalistycznych i profesjonalnych), gdzie klienci żądają coraz niższych cen, a w odpowiedzi otrzymują bankrutujące firmy i brak wsparcia dla sprzętu wartego miliony PLN.
    P.S. Zwróć też uwagę, że MacBook Air jest również jednym z najtańszych komputerów w swojej klasie. Modele tańsze mają albo gorsze podzespoły, albo są znacznie gorzej wykonane.

  • Kamil Rojewski

    iPad i MBA – może i są jednymi z tańszych w swojej klasie. Inna kwestia jak zdefiniować taką klasę (rozmiar, funkcjonalność?). Tylko co z głównym motorem napędowym – iPhone + akcesoria do wszystkich sprzętów? iPhone nie jest wart swojej ceny i to jest fakt – wystarczy trochę poszperać i poczytać, oczywiście filtrując wszelkie fanbojskie historie z jednej i z drugiej strony barykady. Do niego trzeba obowiązkowo kupić zestaw akcesoriów – a to jedna czy druga przejściówka/kabelek, a to bumper, a to jakiś futerał czy inna podstawka. Sam z siebie jest niekompatybilny praktycznie z niczym oprócz sprzętu Apple, więc naturalnie trzeba dokupić a to coś obsługującego AirPlay, a to komputer (MBP – chyba lider wśród niewartych swojej ceny) z OSX, żeby nie rzucać mięsem patrząc jak iTunes działa na Windowsie itd. A jak się kupi tysiąc aplikacji i korzysta z ich usług chmurowych, to naturalnie trzeba dalej siedzieć w ich ekosystemie, żeby móc z nich dalej korzystać. Jednym słowem – jak się wejdzie, to już ciężko wyjść. A każdy kupiony element ma na sobie marżę, zwykle większą niż podobna rzecz u konkurencji. I tak krok po kroku inwestuje się w firmę (bo nie w siebie) coraz więcej. Potem pojawiają się kolejne rekordy wartości firmy, a ludzie się cieszą, że ich idole są najbardziej wartościowi na świecie. Tylko nie pomyślą, że ta cała wartość wyszła z ich kieszeni i nigdy już tam nie wróci.

  • Tak z ciekawości: pracowałeś kiedyś na OS X dłużej niż dzień?

    iPhone jest warty swojej ceny IMO. Ma obecnie jeden z najszybszych SoC na rynku, najlepszy ekran IPS LCD z najwierniejszym odwzorowaniem kolorów i wiele innych zalet, których nie dostrzegasz.

    Nie ma obowiązkowych akcesoriów. Ja przykładowo nie mam żadnego poza dodatkowym kablem. Twoje argumenty tyczą się każdego telefonu na rynku, tyle że większość prawie nie ma akcesoriów.

    Nie trzeba kupować niczego z AirPlay. Możesz z Dock, po kablu lub poprzez BT jak każdy inny telefon.

    MBP jest warty swojej ceny jeśli to jest narzędznie, którego potrzebujesz. Wcale nie jest droższy od konkurencji, jeśli porównasz go do takiego samego sprzętu.

    iTunes na Windowsie kiepsko działa. Za rogiem iTunes 11 – może będzie lepiej.

    Niby ciężko, ale nie przesadzałbym – tak samo ciężko z Androida czy WP7.

    Inwestuje się w siebie jeśli wiesz co i po co kupujesz, oraz potrafisz to wykorzystać.

    Patrzysz strasznie wąsko na temat. Spójrz szerzej bez uprzedzeń.

  • Hipokryzję? (żeby nie było wątpliwości – wiem co to słowo znaczy, tylko nie do końca, co tutaj robi)

  • Odnoszę się m.in. do faktu, że Schmidt był w radzie Apple.

  • Kamil Rojewski

    Owszem pracowałem. Wprawdzie zatrzymałem się na SL ale to raczej ma małe znaczenie.
    Co do wartości iPhona – jedyną obiektywną metodą oceny jest po prostu porównanie kosztów produkcji do marży. Nie ma sensu się przerzucać subiektywnymi argumentami w stylu „najlepszy ekran LCD”, bo można go zbić zwykłym „ja preferuję OLED” i nikt z definicji nie będzie wstanie udowodnić wyższości swojej racji. Dlatego od razu zaznaczyłem, że należy przefiltrować subiektywne opinie obu stron.
    Akcesoria nie są obowiązkowe – prawda. Jednak większość coś ma – bumper, przejściówkę czy inne rzeczy. Każda z nich to $ idące do kasy Apple. Nie oszukujmy się, ludzie mają tego dużo. Możesz twierdzić, że przykładowo nie trzeba nic kupować z AirPlay – prawda. Tylko to jest argument z gatunku „nie musisz korzystać z aplikacji do smartfona”. Można, tylko wtedy samemu sobie obcina się funkcjonalność. A jak ktoś chce przerzucić obraz tabletu/telefonu na TV, to co wtedy? Trzeba się zaopatrzyć w cokolwiek z ekosystemu Apple.
    Jeśli chodzi o MBP to nie trafiłeś. Ostatnio szukałem mocnego laptopa do pracy (zaznaczę jeszcze raz – do pracy) i pod tym względem nic nie przebije skonfigurowanego przeze mnie Della Precision. Fakt – wyszedł dużo drożej niż MBP ale pod względem funkcjonalności i supportu nie ma sobie równych. Coś podobnego do MBP pod względem mocy wychodziło taniej, a support był również o niebo lepszy. Jeśli chodzi o sprzęt do pracy, to Apple jest złym wyborem. Kiedyś było dobre ale teraz bardziej robią zabawki z mocnymi wnętrznościami, niż faktyczne stacje robocze.
    Z tym inwestowaniem w siebie również nie trafiłeś. Jeśli mam sprzęt X i droższy sprzęt Y, a mogę ich obu w ten sam sposób wykorzystywać, to jakim cudem kupno Y jest inwestycją w siebie? Nie mówię tu o Apple, tylko ogólnie o dowolnej firmie i dowolnym sprzęcie. Skoro oba sprzęty tak samo dobrze wykonają swoje zadanie, to inwestycją w siebie będzie zachowanie funduszy na coś innego. Tu uprzedzenia czy preferencje co do firmy nie wchodzą w grę. Kwestia tylko zastanowienia się jak się będzie danego sprzętu używało. Jak ktoś preferuje sprzęt Apple, HTC czy Samsunga z tego czy innego powodu, to ok. Tylko niech nie twierdzi innej osobie, że to jedyny dobry wybór i porządna inwestycja, bo tak nie jest. Ktoś inny może mieć zupełnie inne wymagania.

  • Nie ma sensu się przerzucać subiektywnymi argumentami w stylu „najlepszy ekran LCD”, bo można go zbić zwykłym „ja preferuję OLED” i nikt z definicji nie będzie wstanie udowodnić wyższości swojej racji. Dlatego od razu zaznaczyłem, że należy przefiltrować subiektywne opinie obu stron.

    Niezupełnie. Wystarczy porównać ekrany za pomocą kolorymetrów czy innych, bardziej zaawansowanych metod mierzenia jakości ekranu. Specjaliści już to robili, a osobiste preferencje nie mają absolutnie nic wspólnego z tym czy dany ekran jest lepszy czy gorszy.

    A jak ktoś chce przerzucić obraz tabletu/telefonu na TV, to co wtedy? Trzeba się zaopatrzyć w cokolwiek z ekosystemu Apple.

    Nope. Wystarczy jakikolwiek telewizor i jakikolwiek komputer – jest do tego oprogramowanie firm trzecich.

    Jeśli chodzi o MBP to nie trafiłeś. Ostatnio szukałem mocnego laptopa do pracy (zaznaczę jeszcze raz – do pracy) i pod tym względem nic nie przebije skonfigurowanego przeze mnie Della Precision. Fakt – wyszedł dużo drożej niż MBP ale pod względem funkcjonalności i supportu nie ma sobie równych.

    Sam sobie przeczysz. Stosuję maszyny Dell służbowo w instalacjach i często do konfiguracji dostarczane są laptopy tej firmy. Większego gówna jeszcze nie widziałem pod względem jakości wykonania. Tylko Thinkpad w moim przypadku ma jakikolwiek sens.

    Jeśli chodzi o sprzęt do pracy, to Apple jest złym wyborem.

    Mów za siebie. :-) Zależy po co i do czego.

    Jeśli mam sprzęt X i droższy sprzęt Y, a mogę ich obu w ten sam sposób wykorzystywać, to jakim cudem kupno Y jest inwestycją w siebie?

    Zarówno Fiat Panda jak i Ferrari dowiozą Cię do punktu B. Tylko to tak jakby nie to samo…

    Skoro oba sprzęty tak samo dobrze wykonają swoje zadanie, to inwestycją w siebie będzie zachowanie funduszy na coś innego.

    Z jednej strony. Z drugiej jest tyle argumentów, że nie da się podać konkretnych przykładów bo każdy inaczej patrzy, ma inne potrzeby i inaczej wykorzystuje sprzęt. Audiofil nie kupi gównianych głośników – wyda na nie małą fortunę i będzie się cieszył, że kupił je tak tanio. Fotograf nie kupi kompaktu, fan motoryzacji nie kupi dużego Fiata, itp. itd. Niektórzy nie kupują byle gówna, bo „działa tak samo”. Liczy się dla nich wygląd, jakość wykonania, UI, UX, itp. Możesz mówić o sobie, ale nie możesz tego przenosić na innych.

  • Kamil Rojewski

    Ok, jeśli mówisz o obiektywnym porównywaniu sprzętu to dobrze. W ten sposób da się wszystko porównać i podjąć decyzję. Niestety, w większości ludzie przerzucają się subiektywnymi argumentami i wychodzą z tego bezsensowne wojny.
    Jeśli jest jakieś rozwiązanie moje przykładu to dobrze – znaczy, że nie jest (przynajmniej pod tym względem) tragicznie. Jednak konieczność mieszania do tego komputera nie brzmi zachęcająco ale to taki szczegół.
    Możesz powiedzieć gdzie sobie przeczę jeśli chodzi o laptopy? Twierdziłem, że MBP nie wart jest swojej ceny bo udało mi się coś podobnego skonfigurować taniej. Gdzie tu jest zaprzeczenie? Udało mi się również złożyć coś dużo mocniejszego ale dużo drożej. Tu też zaprzeczenia nie widzę. Jeśli chodzi o jakość wykonania, to nie wiem co masz do zarzucenia. Magnezowe obudowy, a nie jakieś tanie aluminium; wszystko płynnie działa; totalna konfigurowalność i możliwość naprawy; dobrze wykonanie odprowadzanie ciepła – nawet przy pełnym obciążeniu nic nie jest przycinane; wodoodporne klawiatury etc. Sama słodycz.
    Widzę, że rzuciłeś motoryzacyjne porównanie. Widziałem dużo fanatyków Apple, co coś takiego stosują, a potem są grzebani pod ciężarem prawdziwych argumentów. A co do tego konkretnego porównania – jeśli dla kogoś ważny jest jedynie dojazd do B to kupi Pandę i będzie szczęśliwy. Jak mówiłem – zależy czego ludzie wymagają. No i jak rozumiem Ferrari ma być odpowiednikiem Apple? Z tym się nie też zgodzę ale to kolejny z kategorii subiektywnych argumentów.

    „Możesz mówić o sobie, ale nie możesz tego przenosić na innych.”

    I zrozumienia tego wszystkim fanom Apple życzę.

  • To dalej nie wiem o co cho. Ale mogę bez tej wiedzy żyć, więc odpuszczam temat