Jeśli chcecie mnie wesprzeć to zapraszam do kupna mojego poradnika "Jakim jesteś Makiem?".

Wszyscy jesteśmy inni; jedni lubią Apple, a inni kochają Androida

· Wojtek Pietrusiewicz · 48 komentarzy

Dzisiaj na Twitterze miałem interesującą, aczkolwiek krótką dyskusję na temat kulinarnych pyszności jakie można kupić w Ikei. Mianowicie rozchodziło się o hotdogi za zeta. Tak, za złotówkę. Jeśli dobrze pamiętam to jeszcze polecano mi łososia i torcik szwedzki, a Ikeę nazwano “lokalem gastronomicznym”. Wybaczcie, ale z lokalem gastronomicznym ma tyle wspólnego, co gejsza z prostytutką.

W życiu cenię sobie dobre rzeczy. Produkty dopracowane, stworzone z dbałością o szczegóły, funkcjonalne. Cenię sobie również dobrą kuchnię. Zauważcie, że napisałem “dobrą”, a nie “drogą”. Niby drobna różnica, ale tylko z pozoru. Można w końcu kupić hamburgera w McDonald’s za 2 zeta, a można pójść do Burger Bar i zapłacić 24. Stek za 30 PLN przeważnie będzie smakował gorzej niż taki za 70 PLN, ale wystarczy kupić dobrą argentyńską wołowinę1 i danie przyrządzić samemu. Tanio nie będzie, ale na pewno taniej niż w “dobrej” restauracji. Wreszcie można zamówić sobie w Tokio wołowinę z Kobe2 za $300–500 za maleńką porcję, ale można również … hmm … akurat w tym wypadku alternatyw raczej brak. Ale wiecie o co mi chodzi – niektórzy zadowolą się hamburgerem z McDonalda, inni kupią drogi obiad w restauracji, a jeszcze inni ugotują sobie wyśmienite danie za pół ceny. Najgorsze jest to, że Ci pierwsi wyjdą z fast-fooda zadowoleni, Ci drudzy mogą być zawiedzeni kucharzem, a trzecia grupa prawdopodobnie będzie wymieniała co mogła zrobić lepiej.

Mam wrażenie, że podobnie wygląda podział na ludzi, którzy doceniają komputery wyglądające jakby były żywcem wyciągnięte z lat 80-tych. Duże, brzydkie klocki stojące pod biurkiem lub ceglaste laptopy wykonane z trzeszczącego plastiku ich zwyczajnie satysfakcjonują. Ci ludzie są szczęśliwi, nie dążą do perfekcji i nie zależy im na tym jak coś wygląda. Możliwe też, że zakładają sandały na skarpety. Wbrew pozorom nie obrażam ich, pomimo że tak to brzmi – oni po prostu mają inne potrzeby, wymagania i co innego jest dla nich ważne.

Wszyscy jesteśmy inni.

Macuser, lub też iPhone-user, bo zdaje się, że tych jest więcej, przeważnie docenia piękno designu. Robiąc zakupy patrzy na to jak dany produkt będzie się komponował z wnętrzem mieszkania, a kolor dopasuje do przewodniego motywu w swoim domu. Pilnuje się, żeby biurko na którym stoi jego komputer, prawdopodobnie Mac, było minimalistyczne, posprzątane i zadbane. Podobnie zresztą postępują osoby, które cenią sobie styling/tuning samochodów, a w szczególności niemiecki “clean look”. Całość musi ze sobą grać, a lakiery muszą się wzajemnie uzupełniać lub tworzyć odpowiedni kontrast. Przykładów możnaby mnożyć – to taka sama różnica jak pomiędzy bloggerami, gdzie pierwszy korzysta z Bloggera z najbrzydszym możliwym motywem, a inny woli Tumblra lub WordPressa z wyglądem dostosowanym do indywidualnych potrzeb.

Wszyscy jesteśmy inni.

Mamy różne potrzeby. Nie rozumiemy siebie nawzajem. Sam nigdy nie zrozumiem dlaczego ktoś w ogóle chciałby delektować się hamburgerem za 2 PLN3 czy laptopem brzydszym niż noc. Nie zrozumiem dlaczego ktoś zielony samochod na nieobniżonym zawieszeniu obwiesił czerwonymi spojlerami, przykleił na ośmiorniczkę chrom na błotniku i pomalował felgi w sraczkowate kropki. Podobnie te osoby nie zrozumieją dlaczego kogoś obchodzi stan czystości samochodu, co userzy widzą w produktach Apple i dlaczego zdecydowali się za zakup tak drogiego dwukanałowego wzmacniacza audio.

Najgorsze jest jednak to, że bardzo źle reagujemy na rzeczy, których nie rozumiemy. Jako naród. Jako ludzie. Nienawidzimy, szydzimy, zazdrościmy. Dzisiaj możemy S-klasę kupić dwa lub trzy razy taniej niż nowego Miniaka, a temu pierwszemu kierowcy puścimy spojrzenie pełne nienawiści i komentarz przepełniony jadem, podczas gdy do tego drugiej się uśmiechniemy. Paradoks, ale taką mamy naturę. Czas to zmienić …

… i wystarczy zrozumieć, że nie wszystko i wszystkich będzie nam dane zrozumieć.

Zdjęcie: Lexi Rose

  1. Taką prawdziwą.
  2. Pochodzącą z masowanych krów.
  3. Poza oczywistym powodem – kasą.

Chcesz zwrócić mi na coś uwagę lub skomentować? Zapraszam na @morid1n lub na forum.

  • michasz

    Hmm, wyszło na to że wszyscy różnią się… stanem konta w banku.

  • Damian Kursa

    Heh wiadomo ze można ugotować sobie w domu, np. pc-szarlotkę czyli HaMaćka :p Taniej a nadal lepiej niżeli zwykły blaszak z podrzędnej knajpy hłeheheh

  • To akurat prawda. Jednocześnie kompletnie nie zrozumiałeś przesłania lub zaliczasz się do grupy z kompleksami, o której zapomniałem wspomnieć.

  • michasz

    Wiesz co, nie zamierzam się tłumaczyć o co mi chodziło. Tym komentarzem straciłeś czytelnika, który czytał Twoje wpisy, kiedy miałeś jeszcze dwa równoległe blogi. :)

  • Czyli sam siebie przypisałeś do tej drugiej grupy z mojego komentarza. Zwróć uwagę że tam jest ‚lub’.
    Mały test z mojej strony. Wyciągnij wnioski na przyszłość, bo nie obraziłem Ciebie tylko sam siebie obraziłeś.

  • alekjed

    Coraz mniej odpowiadają mi treści publikowane na tym blogu. Mogę się mylić, ale zapachniało mi snobizmem.

  • Mylisz się. To nie kwestia ceny, tylko ile przyjemności można wyciągnąć z jakiejkolwiek ceny. Oraz parę innych rzeczy.

  • Przyszedł mi do głowy konkretny przykład: można kupić paskudne biurko za wiele tysięcy PLN lub prosty blat w Ikei za 300.

    Denerwuje mnie że ktoś doszukuje się snobizmu/kasy w temacie. Dla mnie to oznacza że go nie rozumie. Chodzi tutaj o coś zupełnie innego.

  • Idąc dalej tym tropem: dlaczego iPhone user który wyda 3K PLN jest snobem a ktoś kto wyda tyle samo na SGS3 już nie?

  • alekjed

    W snobizmie nie chodzi o pieniądze, lecz sugerowanie własnej wyższości. I tego tonu nie udało Ci się zamaskować w powyższym tekście.
    A jeśli ktoś kupuje drogi telefon, nie staje się snobem – co innego, jeśli się z tego powodu wywyższa.

  • Ale tak niestety jest rozumiana definicja snoba.

    W powyższym tekście nie wywyższam się, a jeśli tak to odebrałeś, to Twoje odczucia, do których masz prawo.

  • alekjed

    „Wszyscy jesteśmy inni” to truizm. Takie rzeczy można po prostu akceptować, ale jeśli ktoś odczuwa potrzebę tak obszernego skomentowania sptrawy to coś ewidentnie go uwiera.
    Plus nie piszę o tym, jak jest rozumiane to słowo, lecz co znaczy. http://bit.ly/PHrNRA

  • Wiem co znaczy. Piszę jak jest rozumiane celowo. M.in. to jest poruszanym problemem i treścią art.

  • Chyba sprzątnę sobie na biurku. Po przeczytaniu tego tekstu boję się o moją Makowość ;-P

  • Ja jutro dopiero. Kurz też zetrę. ;-) Ale ciiii ….

  • BGN

    Żegnaj, jakże nam przykro. Wg mnie świetny wpis.

  • Wierzę, że niezamierzone, ale przesłanie tego tekstu brzmi nieco inaczej: „osoby, które nie używają Apple, mają tandetny gust”. Nawet nie próbuję kontargumentować, bo wierzę, że to tylko nie najlepiej zaplanowana konstrukcja notki ;)

  • Naprawdę świetny tekst. Bardzo trafny i nie rozumiem osób oburzonych. Napisany w bardzo przystępny sposób, więc nie wierzę, że ktoś może go nie zrozumieć. Oburzenie musi wynikać z dostrzeżenia u siebie cech wspólnych do typu człowieka opisanego w poście. A wiadomo, niewygodna prawda w oczy kłuje. Tak dla jasności, nie miało to być złośliwe. Gratuluję tekstu.

  • No proszę, nie sądziłem, że moje kulinarne upodobania mogą stać się inspiracją do tekstu na bloga;) Ale powtórzę (i troszkę rozwinę) to, co napisałem na Twitterze – ja po prostu lubię jedzenie z Ikea:p

    Oczywiście nazwanie Ikea lokalem gastronomicznym było wyolbrzymienie,, ale tak – dalej uważam, że Torcik Szwedzki za 20PLN przebija każde inne danie;)

    Zanim się wypowiem, z tego co widzę muszę umiejscowić się jakoś w „hierarchii społecznej” panującej na tym blogu – jestem posiadaczem Maców, sztuk dwie. iMaca i Macbooka. Internet zapewnia mi Airport Express, backup – Time Machine. Ale nie czuję, żeby to stawiało mnie ponad innymi, żebym nagle stał się „smakoszem”, minimalistą, perfekcjonistą czy nie wiadomo kim.

    Moim zdaniem to, że wszyscy, cytat: „Macuser, lub też iPhone-user, bo zdaje się, że tych jest więcej, przeważnie docenia piękno designu” jest starym jak świat i (jeśli kiedykolwiek prawdziwym) dawno zdezaktualizowanym stereotypem.

    Nie wiem, czy moje mieszkanie odznacza się „pięknem designu”. Nie zakładam zegarka pod kolor samochodu, nie mam też trzech par okularów dopasowanych do różnych „outfitów”, ale i też nie noszę skarpet do sandałów:p

    Ja korzystam z Maców, bo spełniają moje potrzeby, bo są funkcjonalne – to dla mnie słowo klucz. Z tego samego powodu NIE korzystam już z mobilnych rozwiązań Apple.

    Mimo, że uważam je świetnie wykonane, to funkcjonalnością iPhone i iPad są dla mnie na poziomie gruntu. Gdybym zdecydował się na korzystanie z tych urządzeń, tylko dlatego, że „pasują mi do mieszkania”, albo odznaczają się „pięknem designu” byłbym zwyczajnie głupi. Nie chcę przed samym sobą udowadniać, że jestem głupi, bo mam szacunek do swojej osoby;)

    I to jest kluczem. Możesz jeść swoje steki za $300, proszę. Możesz się nawet tym „chwalić”, nie mam zamiaru Ci zabraniać. Możesz wrzucać screeny tego, jak ładnie wygląda Twój pulpit na iPhone.

    Ale dla mnie szacunek dla samego siebie to korzystanie z Maców, bo są funkcjonalne, Androida, bo na mobile nic go nie zastąpi – i chodzenie na kolację do Ikea (albo, jeśli jest się Krakusem – do Niebieskiej Nyski;) ) – nie dlatego, że to pasuje do ogólnie pojętego „dobrego stylu”. Dlatego, że lubię;)

    Smakoszem (tak samo, jak ekspertem, fachowcem, mistrzem) nie jesteś dlatego, że sam się tak nazywasz;)

  • Marcin Dmochowski

    Świetny tekst!

  • Wg. mnie możesz mieć tandetny gust. Wg. kogoś innego świetny. Ale masz rację – nie oceniałem tutaj gustów.

  • Cieszę się. :-) Nie Ty byłeś w domyśle tak btw – przecież nie znamy się w RLu. Tylko inspiracją. ;-)

  • c_mos

    To bardzo dobry tekst. Jesli chodzi o jedzenie, to od pół roku jestem na diecie. Zero hamburgerów i steków, za to dużo ryb. Świetnie wpływa na zdrowie i samopoczucie, pewnie równie dobry wpływ miałoby pozbycie się wszelkiego rodzaju elektronicznych gadżetów i spędzanie czasu w aktywniejszy sposób, ale jeszcze do tego nie dorosłem. Nie jestem pewien jednak, czy porównanie gastronomiczne sprzętu
    elektronicznego jest najlepszym wyborem. Może należałoby się zastanowić, na ubraniami, albo na przykład butami. To jakie są najlepsze zależy od tego, przy jakiej okazji. Nikt nie będzie kupował sobie super estetycznego włoskiego obuwia do pracy, czy chodzenia po górach. Za to jak ktoś stale bywa „na salonach” raczej nie wejdzie tam w butach przeznaczonych do roboty. Podobnie jest z komputerem, tabletem lub
    telefonem. Pominę przypadki, w których kogoś stać i ma ochotę kupić sobie kilka urządzeń na każdą okazję, tak jak to robi blondynka Pakosa z reklamy UPC. Jak, ktoś przychodzi do mnie po radę, to pytam się co chce z tym robić. Jeśli potrzebuje tabletu, w 90% przypadku prawie na pewno polecę mu iPada. W przypadku moich potrzeb jednak, tablet Apple kompletnie się nie sprawdza. Nie ma znaczenia tutaj cena, ani aluminiowe plecki (które i tak zasłoniłbym jakimś etui). Android to jest pewien kompromis, ale nawet mimo słabszej specyfikacji i kijowego wyglądu, w 95% MOICH przypadków użycia sprawdza się po prostu lepiej.

  • Kamil Czerniak

    Co do McDonalda: narzekasz, że ludzie, którzy kupią hamburgera będą z tego zadowoleni. No cóż – nie każdego obchodzi to, żeby coś miało wspaniały smak. Wolą, żeby był dobry, sycący i jednocześnie tani. Mówienie, że jedni są gorsi od drugich, bo nie kupują rzeczy lepszych (czyli w wielu przypadkach droższych) jest bez celu. Tak samo z komputerami. Ludzie nie mają wyboru pomiędzy Makami a PC. Jeżeli mam do wyboru podobne komputery za 2000 i 3500 zł, to co wybiorę? Ten za 2000 zł, chociaż nie jest tak ładny jak ten za 3500 zł. Sam korzystam z Windowsa, mi też to przeszkadza, mam dość kombinowania, by system działał w miarę sprawnie. Ale nic innego nie mogę zrobić. Hackintosh? Za dużo kombinowania, a i efekt kiepski. Kupienie MacBooka? Nie mam ochoty płacić 2x tyle za podobną konfigurację.

    Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma.

  • „Ktoś się rodzi księdzem, ktoś kurwą, a ktoś inny złodziejem… czasami ma to dobre strony, bo się można poznać.” – wszyscy jesteśmy inni.
    Generalnie kiedy czytam publikacje netowe na dany temat prawie nigdy nie zaglądam do komentarzy. Nie wiem dlaczego, ale tak właśnie jest. Tutaj po przeczytaniu zaledwie kilku linijek tekstu od razu załączył mi się „alert” pt. „w komentarzach może być grubo”. I co? Ano chyba nic.
    Moim zdaniem wpis jest OK, generuje ruch w szarych komórkach, nie nudzi i czyta się go dobrze.
    Nie wiem natomiast co ma do rzeczy pojęcie satysfakcji z posiadania danego „brzydkiego” sprzętu i brak w dążeniu do perfekcji.
    Można przecież mieć (nie z własnego wyboru) stary, brzydki warsztat (posiadany sprzęt) i tworzyć wyborne rozwiązania zahaczające o perfekcję. Można też z politowaniem patrzeć na tzw. Macusera czy też iPhone-usera, który stał się NIM wyłącznie pod wpływem opiniotwórczych blogów, a któremu brakuje świadomości dlaczego wybrał taką a nie inną markę. Na pytanie „dlaczego” nierzadko odpowiada „dla perfekcyjnego wyglądu”. Można szydzić, wyśmiewać, można toczyć, niczym Teodor toczył gównianą kulę, wojenki platformowe. Tylko po co? Dla sportu? Nie warto.

  • Ale czy ja napisałem, że taki jest gorszy?

  • Kamil Czerniak

    „Najgorsze jest to, że Ci pierwsi wyjdą z fast-fooda zadowoleni”

  • To samo pytanie ponownie. Proszę czytaj ze zrozumieniem.

    W tym zdaniu mówię o tym, że niektórym łatwiej cieszyć się życiem i są szczęśliwsi od osób bardziej wymagających.
    Znajomy kiedyś podał mi tak przykład:

    Wszedłem na tą cholerną górę z 10kg sprzętu foto na plecach a do zdjęcia ustawiałem się pół godziny. Zanim zdążyłem wcisnąć spust, obok mnie przeszedł chłopak z idioten-kamera, cyknął zdjęcie, lampa błysnęła, pomimo że góra którą fotografował była kilometr dalej i odszedł zadowolony … A ja ze swojego zdjęcia do dzisiaj nie jestem w 100% zadowolony.

  • Zauważ, że ustalenie tego, kto jest „osobą wymagającą” także jest trudne, jeśli w ogóle wykonalne.

    W moim mniemaniu np. użytkownicy iUrządzeń (mobilnych) są o wiele mniej „wymagający”, niż użytkownicy Androidów, bo muszą godzić się na – w niektórych kwestiach – znaczne ograniczenie wyboru i możliwości

  • Oczywiście, że to wszystko jest płynne i zależy od punktu widzenia. Ja podałem tylko kilka przykładów, ale jak wspominałem w tekście – są ich setki, tysiące lub miliony.

  • mef

    Zniszczyłeś tym komentarzem cały bełkot zawarty w tej, przeraźliwie stereotypowej i głupiej przez to, notce.

  • Świetny tekst. Ci co krytykują to chyba oburzeni skrzypiących laptopów którzy poczuli się urażeni. Chyba każdy czytając ten artykuł starał się siebie w którąś grupę spasować.
    Każdy się czym innym zadowala, a Ci którzy mają mniejsze wymagania nie mogą pojąć dlaczego komuś nie wystarcza to na co oni się zdecydowali.
    Nie raz muszę przedstawiać argumentację moim znajomym czy rodzinie.

  • Moridin, doskonaly tekst. Lapidarne ujecie tematu. Kwintesencja!
    Dla mnie wazne jest jak cos wyglada, jaka ma funkcjonalnosc i jak mi sluzy oraz komponuje sie w spojny ekosystem. Istotne jest tez to, co dana rzecz mi oferuje i jakie korzysci z tego mam, z przyjemnoscia uzytkowania wlaczne. Lubie czystosc, estetyke i minimalizm. Niektorym nie przeszkadza brzydota, topornosc, zle funkcjonowanie, lub tez niedostrzegaja tego co inni i tez sa szczesliwi, tak samo jak my. Szanuje to. Wole zaplacic wiecej i miec to co chce, taki juz jestem. Cenie sobie ladny design i funkcjonalnosc. Dlatego tez szanuje ludzi ktorzy wybieraja np. Apple, Nikona i Audi.: -) Wszystko ma swoja cene. A dobry projekt, innowacyjnosc i funkcjonalnosc sa istotne!

  • Hamburger w Mc Donald’s kosztuje 3,50, a nie 2 zł.

  • Widocznie była promocja.

  • Strefa niskich cen kiedyś kosztowała 2 zł, a teraz 3,50 zł. To stałe ceny.

  • Kupujesz komputer czy konfigurację?

  • Większość ludzi gustu po prostu nie ma. To jest problem.

  • Funkcjonalność iPhone’a i iPada na poziomie gruntu? Nie rozumiesz filozofii tych produktów. One mają działać. Ich prostota to ich siła. To jest powód dla którego, mimo ich dość wysokiej ceny, spotykamy je na każdym kroku. Ludzie nie chcą przeładowanego możliwościami sprzętu. Mając za dużo opcji w rezultacie z mniejszej ich ilości korzystają. Przeładowanie odpycha.

  • Może nie tyle nie rozumiem, co – nie przemawia do mnie. Ja po prostu chcę „móc”;)

  • OK jestem przed kompem, więc oto moja odpowiedź na poszczególne fragmenty.

    Moim zdaniem to, że wszyscy, cytat: „Macuser, lub też iPhone-user, bo zdaje się, że tych jest więcej, przeważnie docenia piękno designu” jest starym jak świat i (jeśli kiedykolwiek prawdziwym) dawno zdezaktualizowanym stereotypem.

    To był jedynie przykład. Jak wspominałem w tekście – innych będzie mnóstwo.

    Ja korzystam z Maców, bo spełniają moje potrzeby, bo są funkcjonalne – to dla mnie słowo klucz. Z tego samego powodu NIE korzystam już z mobilnych rozwiązań Apple.

    O potrzebach czy narzędziach to zupełnie oddzielny temat.

    Mimo, że uważam je świetnie wykonane, to funkcjonalnością iPhone i iPad są dla mnie na poziomie gruntu. Gdybym zdecydował się na korzystanie z tych urządzeń, tylko dlatego, że „pasują mi do mieszkania”, albo odznaczają się „pięknem designu” byłbym zwyczajnie głupi. Nie chcę przed samym sobą udowadniać, że jestem głupi, bo mam szacunek do swojej osoby;)

    Widzisz – dla mnie tak samo jest z urządzeniami z Androidem. Nie mam dla nich zastosowania podczas gdy iPad z powodzeniem zastępuje mi iMaka w podróży. No, a że jest przy okazji ładny … same plusy. Kwestia dostosowania narzędzia do swoich potrzeb. Ty nie możesz/chcesz/potrafisz, a dla mnie jest to świetne.

    Tylko ja nie nazywam Ciebie głupim za to, że wolisz Nexusa niż iPada.

    I to jest kluczem. Możesz jeść swoje steki za $300, proszę. Możesz się nawet tym „chwalić”, nie mam zamiaru Ci zabraniać. Możesz wrzucać screeny tego, jak ładnie wygląda Twój pulpit na iPhone.

    Jakbym miał okazję być w Japonii to pewnie skusiłbym się.

  • A ja pojadę od końca, bo nie umiem tu tak ładnie cytować;)

    Nie nazwałem Cię głupim. Nie miałem zamiaru i dziwi mnie to, że w ogóle tak to odebrałeś. Mój tok rozumowania był taki:

    ” funkcjonalnością iPhone i iPad są ->dla mnie „Gdybym zdecydował się na korzystanie z tych urządzeń (…) byłbym zwyczajnie głupi”

    Czyli: zdaję sobie sprawę, że iUrządzenia mnie nie satysfakcjonują swoimi możliwościami, więc gdybym mimo to zdecydował się z nich korzystać (bo są ładne) byłbym/czułbym się głupi.

    Mam nadzieję, że oczyściłem się z zarzutu wyzywania kogokolwiek – a Ciebie szczególnie. Nie było to moim celem;)

    „O potrzebach czy narzędziach to zupełnie oddzielny temat”

    To jest właśnie ten temat! O potrzebach;) O naszych potrzebach i tym, jak je zaspokajamy. W swoim tekście podzieliłeś ludzi (a przynajmniej tak to odebrałem) na takich o niskich potrzebach, które łatwo zadowalają i takich, którzy mają potrzeby większe. I do tego zdajesz się wskazywać na tych drugich, jako lepszych.

    Ogólnie mam wrażenie, że nawet w tekstach, w których stawiasz autora – czyli siebie – na pozycji neutralnej, zawsze gdzieś pod stołem przemycasz swoje subiektywne „grupowanie”;) Nie znam Cię, ale czytuję, obserwuję na Twitterze, słucham w Nadgryzionych i często zdarza mi się wyłapać coś takiego. I ten tekst też jest tego przykładem – stąd te „gorące” komentarze;)

  • A nie – nie wziąłem tego do siebie osobiście – miałem na myśli „nie nazywam Ciebie = nie nazywam ludzi” głupimi. Sorry – źle się wyraziłem.

    Podzieliłem, ale nie mnie decydować kto lepszy czy gorszy, ani mnie to specjalnie nie obchodzi. Po prostu inny. Taki miał być przekaz i chyba większość to wychwyciła.

    Pewnie, że zawsze przemycę – nikt nie jest obiektywny w pełni. ;-)

    P.S. Nie uważam też, abyś kogoś takim nazwał (głupim).

  • OK. Rozumiem. Ale czy za cenę piękna? Jeszcze żaden Androfon nie zachwycił wyglądem. Poza iPhonem wyróżniam jedynie Nokię Lumia 800. I to jest jedyny telefon, który ma u mnie minimalny plusik. Do jakości iPhone’ów i tak daleko.

  • O tym był cały ten tekst;) Mnie raziło tylko to, że zamiast bazować na kwestii „inne-inne” delikatnie przechodził w stronę „inne(lepsze)-inne(gorsze)”. Ale – jak Moridin zauważył – nikt nie jest do końca obiektywny.

    Mój obecny telefon – Galaxy Nexus – bardzo mi się podoba. Może powiem o wyglądzie zewnętrznym, bo wygląd systemu i interfejsu Androida 4.1 jest dla mnie ideałem i tu nic ciekawego nie napiszę;)

    Także z zewnątrz lubię GN. Miałem (mam do tej pory) również Nexusa One i ten nie podoba mi się wcale;)

    Jednak obecnie znajdzie się sporo od GN ładniejszych telefonów z Androidem na pokładzie, nawet dla mnie (Xperia S). Gdybym miał zeznawać pod przysięgą i brać pod uwagę całokształt wykonania – design i materiały – musiałbym również przyznać, że iPhone 4/4s prezentuje się lepiej. Ale – i tu dochodzimy do tych „inności” i potrzeb – wszystko to rekompensują mi możliwości Androida 4.1, duży ekran, wygląd interfejsu, pewnego rodzaju „wolność”.

    Mimo, że są ładniejsze i lepiej wykonane smartfony, to właśnie korzystanie z Galaxy Nexusa daje mi satysfakcję. Moje potrzeby – tak je zaspokajam;)

  • GN nie byłby taki zły gdyby nie ten cholerny SAMOLED.

  • Marcin Dmochowski

    Czyj problem?

  • Po co takie zacietrzewienie.
    Wszak już starożytni mówili że De gustibus non est disputandum