Jeśli chcecie mnie wesprzeć to zapraszam do kupna mojego poradnika "Jakim jesteś Makiem?".

Rozpętałem burzę na temat Office dla Mac i autoupdate’ów

· Wojtek Pietrusiewicz · 8 komentarzy

Kilka dni temu pisałem o tym dlaczego nie mam zainstalowanego Office dla Mac. Rozpętała się z tego niezła burza w komentarzach, na tyle duża, że trzeba kilka rzeczy skomentować…

Pierwszą sprawą jest sam Office – jest to (niestety) de facto standard jeśli chodzi o pakiety biurowe. Z całego pakietu jedynie Excel1 zasługuje na miano najlepszej aplikacji w danej kategorii na świecie. Word to bardzo mocna propozycja, ale Pages jest znacznie bardziej użyteczną aplikacją dla typowego domowego usera. Niestety, ale wątpię czy ktokolwiek wykorzystuje więcej niż 10% możliwości Worda. Do tego dochodzą problemy z kompatybilnością z poprzednimi wersjami – miałem przypadek, gdzie doinstalowanie wtyczki od Microsoftu, która czytałaby starsze pliki .doc powodowała wykrzaczanie się całego systemu operacyjnego (czasy XP). Jeśli na deski weźmiemy z kolei Powerpointa i Keynote to propozycja Apple wygrywa każdy pojedynek. Nie chodzi tutaj jednak decydowanie się na dany pakiet, tylko dobieranie programów względem własnych potrzeb. Tak – nie mam potrzeby korzystania z Office’a, co mnie bardzo cieszy. Tak – rozumiem osoby, które nie mają wyjścia. Tekst można zawsze sformatować, dlatego jestem zwolennikiem pisania w Markdown lub plain text – tylko to nam zapewni 100% dostęp do naszych prac w przyszłości.

Ale ja nie o tym … Denerwuje mnie fakt, że producenci stosują własne aplikacje, które chodzą w tle lub uruchamiają się automatycznie raz na jakiś czas, aby uaktualnić ich oprogramowanie. W środowisku OS X już dawno za standard zostało przyjęte automatyczne (bądź ręczne, zależnie od preferencji użytkownika) sprawdzanie uaktualnień przy każdym uruchomieniu danego programu. Minusem tego rozwiązania jest oczywiście brak automatycznych uaktualnień dla aplikacji, których nie uruchamiamy – mnie osobiście akurat to zupełnie nie przeszkadza, ponieważ skoro czegoś nie uruchamiam, to najczęściej oznacza, że mnie ta rzecz z takiego czy innego powodu nie interesuje. Zazwyczaj też ląduje w koszu jak zabiorę się za porządki na dysku. A jeśli dany producent decyduje się na oprogramowanie, które cały czas chodzi w tle, lub nawet tylko od czasu do czasu uruchamia się celem sprawdzenia czy nie czeka na nas update, to paradoksalnie kończy się to mnóstwem zbędnych procesów działających w tle i niepotrzebnie spowalniających pracę całego OS X. Takie praktyki stosuje Adobe, Google, Microsoft oraz paru innych – nie toleruję tego. Może jestem w tej kwestii wyjątkiem, ale lubię i chcę mieć kontrolę nad tym – nie chcę, żeby coś się bez mojej wiedzy uruchamiało. Między innymi dlatego mechanizm aktualizacji oraz możliwości szybkiej instalacji programów na innych komputerach tak mi odpowiada.

W komentarzach jeszcze pojawił się głos krytykujący rozwiązanie Apple pod Windows, który również skorzystał z dedykowanej aplikacji do uaktualniania iTunes oraz QuickTime – też mnie z tego powodu trafiał szlag. A co do samego Microsoft Office – więcej o tym dlaczego go nie lubię napisałem tutaj.

  1. W moim mniemaniu naturalnie.

Chcesz zwrócić mi na coś uwagę lub skomentować? Zapraszam na @morid1n lub na forum.

  • To chyba o mnie piszesz na końcu ;) W swojej obronie napisze: Nie zachowuj się jak hejter tylko jak użytkownik systemu. Ja korzystam obecnie i z Windows i z MacOS X – przyznam, że od kiedy poznałem ten drugi to jestem nim mocno zachwycony, ale Windows też ma swoje uroki. Pisałem o tym, że każda aplikacja niesystemowa musi mieć osobną opcje aktualizacji. Nigdzie nie napisałem, że jest to złe czy coś, choć mogłoby być lepsze (chyba Ubuntu to lepiej zrobiło). Bynajmniej pogodzić musisz się z tym, że na MacOS X, Microsoft wydał własny program do update’ów, a pod Windows, Apple ma swoją aplikację do tego. Tak niestety musi być dopóki polityka obu firm się nie zmieni. Od siebie dodam tylko, że MS Office pod Mac OS X jest zrobiony jakoby na złość i w porównaniu z wersją na Windows to się nawet nie umywa – a szkoda, bo OpenOffice niestety nie daje możliwości MS Office, choć pod MacOS X jest najlepszym pakietem biurowym w moim mniemaniu. Pages i reszta mi nie podeszła, bo nie mogłem tam zrobić wielu potrzebnych mi rzeczy. Ergo – na Windows tylko MS Office, na Macu (dopóki MS Office się nie poprawi) tylko OpenOffice. Oba te systemy operacyjne są na swój własny sposób świetne dla wielu użytkowników i oba mają identyczną politykę instalowania aktualizacji.

  • Nie hate’uję. Próbowałeś Office 2011?

  • Pisałem w komentarzu, że próbowałem. Pod Maciem mi nie podchodzi bo jest … irytujący (przynajmniej była wersja 2010 bo chyba tą miałem). Więc na Macu korzystam z OpenOffice, ale na Windows MS Office jest bardzo dobry i zdecydowanie lepszy od OO. Napisałem, że hejtujesz bo zachowujesz się jak antyAppleFanboye, którzy przy każdej okazji powiedzą, jaki to Windows jest super a Mac jest bee. Ty zachowujesz się tu dokładnie przeciwnie. Jak napisałem: Mac OS X bardzo mi podszedł i nie wyobrażam sobie mojej pracy teraz na Windows – bynajmniej mam PC i tam z niego korzystam. Oba systemy są na swój sposób bardo dobre do innych zadań i oba mają swoje wady. Ale jeżeli chodzi o politykę aktualizacji to Microsoft i Apple mają taką samą. Podejrzewam, że gdyby był pakiet biurowy od Mac (nie pamiętam nazwy – to Pages, Keynote etc.) to zapewne podobnie jak iTunes czy QuickTime korzystałoby to z Apple Auto Update – więc zewnętrznej aplikacji (mam iTunes na Windows). Więc zupełnie nie rozumiem czego się tu czepiasz. Z tej aplikacji Microsoft Auto Update czy jak jej tam korzystają też inne programy tej firmy – chociażby Remote Desktop, który jest za darmo, czego nie można powiedzieć o lustrzanym rozwiązaniu od Apple. Pakiet MS Office nie jest wart swojej ceny na Maca to fakt. Tak samo jak faktem jest, że w Windowsie zawsze jest syf w plikach i przykro się robi, że MS próbuje to samo swoim pakietem biurowym robić na MacOS za co leci kolejny minus. Więc jak widzisz – proszę Cię abyś odnosił się rzeczowo i sceptycznie do tematu bo nikt nie ma tu zamiaru chyba budować świątyni MS czy Apple tylko rzeczowo na temat porozmawiać. Nie wiem jak zachowuje się najnowsza wersja MS Office ale po tej 2010 na MacOS byłem zdrowo rozczarowany gdy przesiadłem się z Windowsa – dlatego polecam gorąco pakiet OpenOffice (Libre to istna jego kopia), bo nie widzę alternatyw dla Maca, która pozwalałby tworzyć ładne dokumenty np. do ofert handlowych.

  • Office 2011 to inna jakość – przeczytaj sobie recenzję z archiwalnego numer iMagazine. Duuużo lepszy niż 2010. Outlook natomiast padaka.

  • iWork od Apple jest aktualizowany przez Mac App Store (a starsze wersje przez systemowe uaktualnienia), więc nie jest to osobny software.

  • Słowa “fanboy” oraz “hater” są dwoma, ostatnimi czasy, najbardziej nadużywanymi oraz używanymi w nieprawidłowym kontekście i w niewłaściwy sposób, słowami.

  • To może Triala zassam i zobaczę co to. MS Office na Windowsie też chyba leci z uaktualnień ;) Jeżeli Cię uraziłem to przepraszam, ale nie lubię jak ktoś jest za bardzo stronniczy ;) Ja sam wolę Apple od MS, ale będę bronił obu bo oba są potrzebne ;)

    Co do uaktualnień z AppStore ktoś poruszył to w komentarzach tu ostatnio. A i sami pisaliście jak to jest wrzucać coś do AppStore. Więc póki co nie ma co liczyć, aby każda aktualizacja szła z AppStore niestety. Więc myślę, że to raczej walka z wiatrakami.

  • Pierwszą sprawą jest sam Office – jest to (niestety) de facto standard jeśli chodzi o pakiety biurowe. […] Word to bardzo mocna propozycja, ale Pages jest znacznie bardziej użyteczną aplikacją dla typowego domowego usera.

    Zdecyduj się, czy porównujesz aplikacje pod kątem pracy biurowej czy domowej, bo to kolosalna różnica!