Jeśli chcecie mnie wesprzeć to zapraszam do kupna mojego poradnika "Jakim jesteś Makiem?".

Czasy Worda minęły →

· Wojtek Pietrusiewicz · 37 komentarzy

Tom Scocca:

Nowadays, I get the same feeling of dread when I open an email to see a Microsoft Word document attached. Time and effort are about to be wasted cleaning up someone’s archaic habits. A Word file is the story-fax of the early 21st century: cumbersome, inefficient, and a relic of obsolete assumptions about technology. It’s time to give up on Word.

Powyższy temat od dłuższego czasu czeka w mojej liście tematów, które chcę poruszyć. Tom bardzo sensownie opisuje problemy z Wordem oraz tłumaczy dlaczego dzisiaj jest to całkowicie zbędne narzędzie. Nie do końca podoba mi się jego podejście do rozwiązania tego problemu, ale to temat na inny dzień.

via @meewosh

Chcesz zwrócić mi na coś uwagę lub skomentować? Zapraszam na @morid1n lub na forum.

  • Brak argumentów powyżej, więc i swoją uwagę ograniczę do jednego słowa: bzdura :)

  • Prywatnie (jak część osób) używam plików txt z wiadomych powodów – szybkość i uniwersalność.

    Ale w korpo świecie gdzie pracuje się z tekstem pliki .doc(x) są nadal niezastąpione i nie widzę dobrej alternatywy. Więc z chęcią podejmę temat w wolnej chwili ;).

  • W źródle jest sporo argumentów.

  • Nie widzę żadnego łącza, szukać w szukajce mi się nie chce ;)
    OK, załapałem. Tytuł tekstu jest klikalny. @Moridin:disqus , ja serio nie chcę Ci złośliwie dopiec czy trollować, ale jeżeli tytuł wpisu to najlogiczniejsze miejsce na link do źródła, to trochę rozumiem czemu Ci się Word nie podoba ;)
    Argumenty w tekście:
    – Wkurzający asystent (nieobecny od sam nei wiem ilu generacji)
    – Layers of menus and toolbars: zniknęły 5,5 roku temu
    – Pisania bez dobrej autokorekty sobie nie wyobrażam. Przynajmniej szybkiego pisania.
    – “Word’s stylistic preferences range from the irritating—the superscript “th” on ordinal numbers, the eagerness to forcibly indent any numbered list it detects—to the outright wrong. Microsoft’s inability to teach a computer to use an apostrophe correctly, through its comically misnamed “smart quotes” feature, has spread from the virtual world into the real one, till professional ballplayers take the field with amateur punctuation on their hats.” – tak po prostu nieprawda.
    – Argument na temat przeklejania tekstu do Weba: bzdura. Publikuję kilkanaście tekstów dziennie. Wszystkie przeklejam z Worda do dwóch CMS-ów (WordPress i Plone). Śmieci w kodzie brak.
    – Tryb recenzji nie działa w opisany sposób od niepamiętnych czasów. Na dodatek to jeden z bardzo wielu mechanizmów kolaboratywnej pracy.
    Nie, w źródle nie ma ani jednego arugmentu. Autor nie ma pojęcia o czym pisze.

  • Może w świecie wolnych strzelców robiących własną dokumentację, blogerów, ludzi ze świata startupów itp. ,dziadków, rodziców, wnuczków to ma ręce i nogi. W świecie dużych firm nie jesteś w stanie bez tego funkcjonować – i nawet jeśli chcesz pominąć część funkcjonalną tego produktu – to nie dasz rady funkcjonować choćby ze względu na brak kompatybilności.

  • like.

  • Może czas najwyższy pokazać tym firmom, że wyrzucają pieniądze w błoto i że Word im nie jest potrzebny?

    Wojtek
    Sent from my iPad

  • Pan Jabu

    Sęk w tym, że Word _jest_ tam (na ogół, bo pewnie są wyjątki) potrzebny i żadne zaklęcia ewangelistów czystego tekstu tu nic nie zmienią.
    I nie da się przy tym również pominąć aspektów funkcjonalnych. A argumenty autora cytowanego tekstu to jakiś kompletny absurd – zgadzam się z Maciejem Gajewskim, że gość nie bardzo chyba wie, o czym pisze.
    Word nie jest narzędziem dla niego. Nie jest też potrzebny Moridinowi i pewnie wielu innym ludziom (mnie w domu np. też nie jest niezbędny). Ale żeby na tej podstawie wysnuwać wniosek, że czasy Worda minęły i że jest to całkowicie zbędne narzędzie? Nie ogarniam tego.

  • Do czego zatem potrzebny jest Word czego nie ma chociażby w Wordpadzie?

  • Do wstawienia tabelki. Pierwszy przykład z brzegu, bo mógłbym Ci wymienić z 50, ale mi się troszkę nie chce :)

  • Chętnie dowiem się do czego używasz tabelki w Wordzie i co potem z nimi robisz. :-)

  • Pan Jabu

    No proszę Cię… Chcę wierzyć, że Twoje pytania to żart albo prowokacja :)

  • Guest

    No proszę Cię… Chcę wierzyć, że Twoje pytania to żart albo prowokacja :)

  • Pytam się całkiem serio – interesuje mnie konkretny use-case.

  • Pan Jabu

    Ciężko mi uwierzyć, że pytasz poważnie :), no ale OK, proszę bardzo:

    1. Oferty handlowe generowane automatycznie przez oprogramowanie dla
    handlowców – przygotowują dokumenty Worda odpowiednio sformatowane,
    zawierające tabele z cenami itp.

    2. Przygotowywanie korespondencji (również odpowiednio sformatowanej) seryjnej na podstawie bazy danych.

    3. Automatycznie generowane raporty, zawierające tabele oraz wykresy,
    pobierane zresztą z Excela lub bazy danych (i automatycznie odświeżane).

    4. Praca zespołowa nad dokumentem z rejestrowaniem historii zmian oraz komentarzy poszczególnych członków zespołu.

    To tak na szybko, bo mógłbym wymienić więcej…

  • Pytam na poważnie – co w tym dziwnego? Każdy inaczej używa narzędzi które ma do swojej dyspozycji. Skąd mam wiedzieć do czego Ty używasz Worda? :)

  • Żartujesz, prawda? Jak czytelniej przedstawić czytelnikowi, na przykład, techniczne porównanie dwóch smartfonów?

  • Proszę pokaż mi tą tabelkę stworzoną w Wordzie, którą potem przekleiłeś do WordPressa. :)

  • OK, załapałem. Tytuł tekstu jest klikalny. Moridin , ja serio nie chcę Ci złośliwie dopiec czy trollować, ale jeżeli tytuł wpisu to najlogiczniejsze miejsce na link do źródła, to trochę rozumiem czemu Ci się Word nie podoba ;)

    Cóż – taki trend od 2-3 lat. Dziwię się, że jeszcze tego nie widziałeś. :)

  • No wszystko, co czytam, ma klikalny link w tekście, lub pod tekstem. Dłuższą chwilę mi zajęło, że tytuł jest klikalny (zazwyczaj kliknięcie tytułu przenosi do wpisu do którego tytuł się odnosi, a nie do tekstu źródłowego).

  • Pan Jabu

    Cóż, ja tego też nie widziałem, a czytam bardzo wiele. Spośród około 100 źródeł, które mam w Google Readerze, Twój blog jest jedynym, w którym po kliknięciu tytułu wpisu nie przechodzę do samego wpisu.

    Jeżeli taki trend faktycznie istnieje, to uważam, że jest absurdalny. Takie rozwiązanie jest nieintuicyjne, niezgodne z konwencjami i po prostu cudaczne. Po co zmieniać konwencję, która była powszechna i zrozumiała? Tylko po to, żeby było inaczej? :)

  • M.in. po to, że czytasz krótki komentarz i przechodzisz prosto do źródła, co ma szczególne zastosowanie dla czytających przez RSS.

  • Pan Jabu

    To jest kompletnie nieintuicyjne.
    Intuicyjnie jest po prostu podać link do źródła w tym krótkim komentarzu właśnie. (Np. link powinien być pod “Tom Scocca:”).
    Nieuzasadnione łamanie konwencji to jeden z poważniejszych grzechów przeciwko usability :)

  • EDIT: disqus po naciśnięciu “POST” czasami nie odświeża tej strony, więc nie wiem czy coś się zawiesiło. W efekcie klikam jeszcze raz “POST” i dalej cisza. Kopiuję wpis “na wszelki wypadek”, odświeżam stronę, a tu dwa komentarze.

  • Nie lubię tego rozwiązania, ale faktycznie w US są popularne blogi, które z niego korzystają: np. gruber, blanc, brooks.

    Z tym wyjątkiem, że ich blogi nie mają komentarzy, więc nie ma po co klikać.

  • Pan Jabu

    Hmmm… kilku modnych blogerów z USA to dla mnie jeszcze nie trend :)

  • Mam w czytniku przynajmniej 20. :-)


    Wojtek

  • Pan Jabu

    A niechby było i stu. :)
    Po drugiej stronie stoją setki tysięcy albo i miliony blogów, które zachowują konwencję :)

  • To ich prawo i decyzja. :-)

  • Trend od 2-3 lat? Pierwszy raz widzę coś takiego na Twojej stronie, a czytam całkiem sporo i na pokaźnej liczbie serwisów. Widać jestem zacofany… jak i reszta czytelników. Mi ten pomysł się też nie podoba, ale jako że jestem tu gościem, to nie narzekam, w końcu wystrój i funkcjonalność własnego domu ustala jego właściciel – a że chce mieć lodówkę tam gdzie ludzie mają kosz na śmieci, no to już jego sprawa.

  • A ja właśnie po około 17 latach pracy w StarOffice (od 4.2), później Open Office i Neo Office pod Mac przesiadam się na MS Office 2011.

    Uważam, że nowy Word jest super, wyprzedza darmowego Neo/LibreOffice o lata świetlne.

    Skończyłem MS Office używać na wersji ’97 a teraz do niego powracam.

  • SSebastian

    Chciałbym żeby to była prawda ale niestety nie jest. Zobaczysz jak wyjdzie MS Office na iPada – bedzie się sprzedawał baaaaardzo dobrze.
    W domu nie potrzebuję Worda, ale co innego w biurze. Przekrój wiekowy pracowników to 25-60 lat. Mamy zapisane szablony z odpowiednim logo, czcionkami, i stylami – jak to zrobić inaczej? Komentarze, korenspondencja seryjna, sprawdzanie pisowni w każdym języku ( u mnie w pracy mam 14 narodowości w 30 osobowym zespole), tabele i pewnie z 50 innych funkcji. I nie ma kompletnie żadnego znaczenia, że jest to 10% możliwości tego pakietu. NIe ma nic innego czym można to zastąpić.
    Pokażcie mi proszę coś równie prostego co mogę dać użytkownikom a z chęcią zamienię MS Office na inne narzędzia.
    Polityka Microsoftu również wspomaga utrzymanie stanu posiadania. Mogę zaoferować swoim pracownikom MS Office w cenie 11 Euro – mówimy o top wersji, dodatkowo wersje home edition, student edition. Niestety ale to tylko życzenia żeby MS Office nie był już potrzebny.
    doc, mp3, jpg, avi – każde z tych rozszeżeń ma lepszy odpowiednik i od żadnego finalnie nie daje się jeszcze uciec.

  • SSebastian

    Powiedz jaka jest alternatywa, ale proszę nie rozmawiamy o rozwiązaniach online (przetwarzanie danych osobowych, dane wrażliwe – elimunują chmury).
    Wiesz dlaczego MS jest niezagrożony w środowisku korporacyjnym? Wiesz dlaczego Apple nie rywalizuje na rynku biznesowym z MS i Adobe?

    Takie to trochę: Zróbmy rewolucję, a potem zobaczymy

    PS. Tekst do którego się odwołujesz to tak jakbym Ci napisał że czasy iPhona mineły bo dzisiaj iPhone 1 jest kiepski.

    PS2. A czym zastąpisz Excela? Nie udało mi się przenieść nawet średnio zaawansowanych skoroszytów na inne oprogramowanie.

  • Fakt, że dla zaawansowanych rzeczy Excel nie ma sobie równych. Word też, ale wbrew pozorom mało kto go potrzebuje.

    Wojtek

  • SSebastian

    Moje obserwacje użytkowników używających Worda mogę podsumować następująco:
    Przeciętny użytkownik wykorzystuje 12-15% możliwości Worda. 10% tych możliwości dostępne jest w każdym pakiecie Office albo nawet we wspomnianym Wordpadzie. Problemem jest te 2-5% funkcji – bardzo rożnych dla różnych użytkowników które jest trudno zastąpić jednym pakietem.
    Nawet dla użytkowników którzy wykorzystują 10% funkcjonalności Worda będę go instalował dla kompatybilności z resztą firmy.
    Tak niestety wygląda świat.

  • maciejre

    dla Worda w korporacjach nie ma niestety alternatywy – utworzył się standard wykorzystywany przez >90% użytkowników niezależnie od firmy i branży, którzy w dodatku (niestetey) korzystają z funkcji, które są nieprzenaszalne na inne narzędzia typu Track Changes.

    trochę inne argumenty są dla innych składników office’a. Excel jest po prostu funkcjonalnie najbogatszy przy zachowaniu relatywnej prostoty. PowerPoint jest dla wielu koszmarem, ale dla równie wielu stał się najwygodniejszym narzędziem, do którego powstało mnóstwo dodatków typu ThinkCell (którego nota bene nie ma na Maca), co jest absolutnie niezbędne dla osób któore przygotowują 100+ slajdów tygodniowo.

  • A myślisz, że teraz pamiętam? Tabele poza tym akurat do Plone’a