Jeśli chcecie mnie wesprzeć to zapraszam do kupna mojego poradnika "Jakim jesteś Makiem?".

Szczyt nonszalancji*

· Wojtek Pietrusiewicz · 15 komentarzy

W życiu zazwyczaj zdarza nam się robić mniejszy czy większe błędy lub pomyłki. Zdarza nam się o czymś zapomnieć. Zdarza nam się nie dotrzymać obietnicy, przeważnie z powodu sklerozy lub zajęcia myślami czymś innym. Pewne rzeczy jednak nigdy nie powinny się wydarzyć. Nie powinno się sikać po wiatr, wstawiać kompromitujących zdjęć na Facebooka, pożyczać swojej karty kredytowej kobietom, uprawiać seksu w skarpetkach, sprzeciwiać się swojej lepszej połowie w trakcie PMS czy tolerować obrażanie ją przez osobę trzecią.

Natomiast szczytem nonszalancji* nie jest przejechanie 340 kilometrów, aby zabrać ze strychu sprzętu potrzebnego do uprawiania sportów zimowych. Nie jest też nim przejechanie kolejnych 280 kilometrów z powrotem, w kierunku domu. Zdecydowanie nie. Szczytem nonszalancji jest zorientowanie się po owych 280 kilometrach, że się zapomniało to po co się pojechało, a zwieńczeniem tego szczytu jest złapanie się za głowę przy prędkości przelotowej i wypowiedzenie słów:

O ku#@$! O ja pier&%$@! O ku#@$ jego mać …

A gwoździem do trumny jest usłyszenie słów:

Zapomniałeś nart?

Dobrze jest w takich sytuacjach mieć dystans do siebie. Duży dystans. Oraz zdawać sobie sprawę, że przez najbliższy miesiąc będzie się słuchało sporo przytyków na ten temat. Więcej niż sporo.

* czyt. głupoty [przyp. autor]

Chcesz zwrócić mi na coś uwagę lub skomentować? Zapraszam na @morid1n lub na forum.

  • Czerski Tomasz

    Pozdrawiam i życzę dużo spokoju ducha :-)

    P.S. Jakbym swoją sytuację sprzed kilku lat rozpoznał.

  • Ja 2 lata temu przed wigilią w nocy, wracałem się 150km po garnitur. W pierwszy dzień świąt mieliśmy jechać kolejne 450km na chrzest. Byłem strasznie zły na siebie, ale cieszyłem się, że muszę zrobić TYLKO 300km nadmiarowo, a nie 1200km ;)

  • mARTa

    Haha!!
    Trudno- będzie trzeba skorzystać z wypożyczalni… :P

  • Kiedys miałem wysiąść w Warszawie Zachodniej a pociag zatrzymał sie dopiero w Krakowie …

  • LOL!

  • W te wakacje, jak wiesz jechaliśmy kamperem do Chorwacji. Wyjechaliśmy rano i kawałek za Radomiem byliśmy szczęśliwi, że wyjazd z Warszawy mamy za sobą. W tym momencie jednak zupełnie nie wiem dlaczego przypomniałem sobie, że nie mamy wózeczka dla małego. Po wstępnej kalkulacji kosztów zakupu nowego wózka uznaliśmy, że jednak wracamy po niego. 
    Łączny zmarnowany czas 6 godzin!!!. Dobrze, że mieliśmy dwa tygodnie wakacji przed sobą. 

  • Mnie też się za cholerę nie kalkuluje. Może przynajmniej dokończę audiobooka. ;-)

  • Anonim

    Gratulacje :). Fajnie, że tak się stało bo teraz będę mógł pokazać – żono, wiidzisz?… nie jest ze mną tak źle, przecież to dla gatunku męskiego to norma jest, hehehe.

    ps. Współczuję tego wypominania – łaczymy się w bulu Wojtuś.

  • A ja nadal nie rozumiem dlaczego nie można użyć kuriera w takiej sytuacji;-))))

  • właśnie :) po to sa firmy kurierskie … można podesłać faceta pod wskazany adres i następnego dnia zapuka do nas z nartami :)

  • Anonim

    Nie przejmuj się Wojtek. Ja kiedyś wracałem z Warszawy do Słupska i… obudziłem się na bocznicy w zimnym już wagonie na stacji końcowej w Kołobrzegu. A zima była sroga…

  • Widzę, że mój wyczyn to kiepścizna przy niektórych tutaj opisanych. :-)

  • Pingback: iPhonografia (cz. 12) | blog.moridin.pl()

  • Moja historia jest podobna. Na wakacje wyjechaliśmy ze znajomymi i naszymi dziećmi kamperem. Wielki jak autobus MZK, pali podobnie. 200 km za Warszawą (200 najgorszych km całej 1500 km trasy) zorientowałem sie, ze nie zabraliśmy specerowki dla Maksa (jeszcze nie chodził i jej wymagał). Wróciliśmy więc po nią do domu. Mieliśmy więc 400 km i 8 godzin w plecy. Do końca wyjazdu tego głośno nie powiedziałem, ale 400 km tym potworem to około 400 zł – najtańsza spacerowka która da radę przetrzymac dwa tygodnie …. Kosztuje dużo mniej :)

  • :-D