Jeśli chcecie mnie wesprzeć to zapraszam do kupna mojego poradnika "Jakim jesteś Makiem?".

Niskie LOTy

· Wojtek Pietrusiewicz · 6 komentarzy

W swoim życiu słyszałem wiele kawałów na temat linii lotnicznych. Od niepamiętnych czasów JAT ze względu na ciągłe opóźnienia zyskał skrót “Joking About Time”, a “Turkiem” należy lecieć jak nie ma już innych możliwości. LOT przez ostatnie lat przyzwoicie obsługiwał mnie i rodzinę, natomiast ich dzisiejsze zachowanie w związku z pyłem wulkanicznym i wstrzymanymi lotami było skandaliczne. Wszystkie loty odwołane do 19.04 i możliwość zmiany rezerwacji na 24.04 lub później — taka informacja przywitała mnie na ich stronach. Okazała się bardzo optymistyczna.

Jako, że mój ojciec własnie wraca z USA (wylot miał mieć 18.04) to postanowiłem dowiedzieć się jak mu pomóc przełożyć lot na następny dzień kiedy lotniska miały już być otwarte. Pani na infolinii poinformowała mnie, że najwcześniej może wylecieć z Nowego Jorku za 10 dni, 28.04. Zapytałem co w takim razie z pokryciem kosztów hotelu. “LOT nie ponosi odpowiedzialności za pogodę” usłyszałem w odpowiedzi. Niby ma rację, ale półtora tygodnia w obcym mieście — nieplanowane półtora tygodnia — to często spore obciążenie dla portfela. Zapytałem w takim razie czemu wszystkie loty nie są zwyczajnie przesunięte o 24 godziny. Dzięki temu każdy doleciałby z niewielkim opóźnieniem i przy okazji nie zmarnowałby małej fortuny. “Ale przecież to jest bezsensu!” niemal krzynęła.

Próby rezerwacji jakiegokolwiek innego lotu z USA do Polski tez nie były wg. tej przemiłej Pani możliwe. Bezczelnie mi też nakłamała, że nie ma połączeń przez Amsterdam i oni nigdy tamtędy nie latali. Dziwne, bo dokładnie takie połączenie miałem rok temu…

Po paru kolejnych minutach słuchania jej bredni zdecydowałem sie podejść inaczej do tematu. Kilka minut pózniej miałem już w ręku (na mailu) bilet do Madrytu. Szybki telefon do taty, aby czym prędzej udał sie na lotnisko i przestał szukać statku z NYC do Europy — swoją drogą pasażerskie w dzisiejszych czasach rzadko, a nawet bardzo rzadko, pływają. Na szczęście nawet Queen Mary II nie skusiła mojego imiennika i zamiast tego zdecydował się na taxi.

Jak to piszę to powinień już być w powietrzu. Jutro rano ciąg dalszy poszukiwań transportu do Polski.

Najciekawsze z tego wszystkiego jest to, że przez cały dzień słuchałem TVN24 z wiadomych powodów. Zdecydowałem się na CNN po południu, aby zdobyć więcej informacji na temat świeżości powietrza. Pół godziny wystarczyło na dowiedzenie się jakie tagi na Twitter obserwować, gdzie naFacebook szukać pomocy oraz za pomocą jakiej witryny szukać osób podróżujących samochodami po Europie. Nawet TVN Meteo dał ciała i praktycznie nie podawał żadnych wiadomości nt. chmury pyłu wulkanicznego.

Mam nadzieję tylko, że ktoś przesłucha moją rozmowę z infolinią LOTu i wskaże tej Pani w których mometach mogła być milsza. Wystarczająco delikatnie to ująłem? Ostrzejsze słowa cisną się na usta.

Jednak najważniejsze jest to, że iPad już w drodze. ;-)

Chcesz zwrócić mi na coś uwagę lub skomentować? Zapraszam na @morid1n lub na forum.

  • wczoraj o 21 udało mi się po 24 godzinach tułaczki przez Europę powrócić do Domu. Wraz z rodziną byliśmy w Paryżu, i wczoraj w południe mieliśmy odbyć lot powrotny AIR France. Oczywiście brak jakichkolwiek szczegółowych informacji gdziekolwiek, oraz utrudnienia w komunikacji po Paryżu ze względu na strajk kolei podmiejskiej. Na miejscu w Paryżu nie dało się zakupić biletu na Pociąg lub Autobus do żadnego kraju na wschód od Francji. Ludzi z kolejek do informacji i kas przeganiano godzinę przed zamknięciem. Samochodów oczywiście ani Avis ani Europcar nie chciał wypożyczyć do Polski, a nawet do Berlina zresztą wszystkie minivany były wynajęte. Ostatecznie w sobotę o 20:10 po rozmowie z konduktorem pociągu Paryż-Berlin-Moskwa pozwolił nam jechać na podłodze za 120E na osobę do Berlina. W Berlinie wczoraj rano oczywiście biletów brak więc podobna sytuacja dalej, naszczęscie PKP skasowało już od granicy. Zachowanie linii Lotniczych jest skandaliczne, z tego co wiem to na CDG i Orly pasażerowie oczekujący na lot nic nie mają zagwarantowane.Wszystko na własny koszt. Po za tym, we wszystkich tych miejscach oczywiście są tylko i wyłącznie płatne hotspoty. Może to nie wielki koszt, ale jednak w takich miejscach jak lotnisko czy dworzec kolejowy internet powinien być darmowy, a strony internetowe z informacjami przystosowane do telefonów komórkowych.
    Na szczęście już w domu a sam wyjazd bardzo udany.
    Pozdrawiam

  • Współczuję — widzę, że było nieciekawie u Ciebie. Sam chyba zaraz wsiadam w auto do Paryża odebrać go, o ile uda mu się dostać tam. Wszystko wykupione jeśli chodzi o autobusy, pociągi, itp.

  • rohoo

    W obliczu takich kłopotów moja nieudana podróż do NY (lat planowany na zeszły poniedziałek oczywiście się nie odbył) wydaje się szczęściem w nieszczęściu – mogłem utknąć we Frankfurcie, a fartownie nie zdołałem w ogóle wystartować i spokojnie wróciłem do domu. Kolejne podejście w środę, mam nadzieje że do tego czasu sytuacja się (nomen omen) wyklaruje. I tylko szkoda mi wycieczki do San Francisco, która juz niestety wypadła z planu podróży.

  • rohoo: Też byłoby mi szkoda SF — miałem szczęście być tam w zeszłym roku. Tutaj znajdziesz moją fotorelację: http://blog.moridin.pl/2009/09/dziki-zachod/

  • Generalnie, to tak jak pisałem do pociągu po prostu trzeba wejść i koniec, następnie martwić się o bilet, pojedyncze miejsce kontrolerzy szybko znajdą. Inna opcja to wynająć mały samochód z Hiszpanii do Berlina czy Wiednia i tam czekać na Tatę.

  • Ha! Wypozyczalnie sa puste!