Jeśli chcecie mnie wesprzeć to zapraszam do kupna mojego poradnika "Jakim jesteś Makiem?".

Przycisk Sport

· Wojtek Pietrusiewicz · 1 Comment

Niedawno zwróciłem uwagę na fakt, że coraz więcej rzeczy w otaczającym nas świecie określana jest mianem Sport. Nie jest istotnym, że kupiłem narty carvingowe do rekreacyjnej jazdy – słowo sport musi być tłustym drukiem widoczne z każdej odległości. Podobnie w świecie samochodów – dzisiejsze modele jak nie mają w samej nazwie modelu tego słowa, to w najgorszym wypadku znajdziemy je albo w słowach określających wersję wyposażeniową, a częściej jako przycisk w różnych miejscach, zależnie od marki, konsoli czy kierownicy.

Sport w BMW serii 5

Sport w BMW serii 5

Co gorsza, jeśli kupujemy dla przykładu Mercedesa klasy S, to zaczynając od modeli najtańszych znajdziemy w nich małe felgi i niewiele dodatków podnoszących komfort podróżowania. Jednak im ambitniej pniemy się w górę listy cenowej, tym więcej otrzymujemy w standardzie. Przede wszystkim są to wszelkiego rodzaju klimatyzacje automatyczne, masaże pleców, wentylowane fotele oraz wysokiej jakości HiFi, ale z powodu wzrostu mocy silnika otrzymujemy również lepsze hamulce, które zmuszają do założenia większych felg na niskoprofilowych oponach zapewniających większą przyczepność w zakrętach przy sportowej jeździe. Niskoprofilowe opony niewątpliwie pogarszają komfort, ale przed sąsiadem można się przecież pochwalić, że kupiliśmy wersję sportową! A w przypadku modeli AMG to już brak słów – z jednej strony poważna biznesowa limuzyna, a z drugiej ogromne 20″ lub 21″ felgi, opony takiej samej szerokości jakie znajdziemy na przedniej osi TIRa oraz utwardzone zawieszenie. Zapewne będą wspaniałe wrażenia z jazdy, powodujące zeza przyśpieszenia oraz łamiące prawa fizyki prędkości w zakrętach, ale czy na pewno o to chodzi? Nastawieni na komfort srogo się zawiodą, a kierowcy ze sportową żyłką będą jedynie żałowali, że nie zdecydowali się na prawdziwie sportowy samochód klasy Lambo.

Canon serii 1 - S-klasa wśród aparatów

Canon serii 1 - S-klasa wśród aparatów

W świecie lustrzanek istnieje podobny paradoks. Tak samo amatorzy jak i profesjonaliści znajdą coś dla siebie, pułapy cenowe zaczynają się od niewiele poniżej dwóch tysięcy złotych za prostego i ograniczonego Canona 1000D do rejonu 30K PLN za najlepszy 1Ds (samo body oczywiście), ale amator (zapewne jeszcze uczący się fotografii) będzie miał o wiele trudniejsze zadanie od profesjonalisty dysponującym pokaźnym budżetem. Bynajmniej nie z powodu jakości zdjęć czy samego sprzętu.

Lustrzanki niby mają podobną funkcjonalność, jednak te najprostsze z przyczyn pozycjonowania produktu oraz marketingu (no i ceny!) mają prostszy autofocus, wolniejsze procesory, mniej ergonomicznie rozmieszczone przyciski oraz znacznie gorszą funkcjonalność. W praktyce, aby uzyskać to samo zdjęcie (z pominięciem różnic rozdzielczości i samych matryc) musiałbym się ostro zastanowić podczas gdy 1Ds-em zrobiłbym to niemalże w biegu.

Pamiętam jak cyfrową przygodę rozpoczynałem modelem 300D – różne pomiary ekspozycji były dostępne w różnych trybach pracy aparatu. Nie mogłem na przykład przy priorytecie przysłony ustawić pomiaru na punktowy, ponieważ ten był tylko dostępny w innym, niekoniecznie tym który w danej chwili chciałem użyć. Na tej samej zasadzie została unowocześniona cała ergnomia i rozmieszczenie przycisków – w praktyce kończyło się na tym, że przestawienie aparatu w chciany tryb czy też zmiana korekcji ekspozycji zajmowała mi znacznie więcej czasu niż powinna. Aparaty serii 1 z kolei umożliwiały niezliczone kombinacje z custom functions, zapamiętywanie własnych ustawień w specjalnych menu czy też po prostu logiczną funkcjonalność samego UI. Przygoda z 300-tką mocno mnie zniesmaczyła pomimo świetnej jakości zdjęć – narzędzie jedynie przeszkadzało w rozkoszowaniu się przebywania na świeżym powietrzu i rozpraszało uwagę od twórczego myślenia. Nota bene coś w stylu Mac vs. Windows.

Nie zmienia to faktu, że zupełnie nie rozumiem sensu w utrudnianiu życia klientowi, którego albo nie stać na model wyższy, albo dla którego nie ma potrzeby robienia jeszcze większej inwestycji. Wystarczy jednak wejść na jakiekolwiek forum internetowe, aby po chwili przekonać się, że tylko najlepszy i najdroższy model jest warty kupienia. Pewnie, że pojawi się kilka głosów rozsądku, ale długo na napaleńca wołającego, że tylko i wyłącznie za pomocą szybkostrzelnego 1D i jego 45-polowego autofocusa będziemy w stanie zrobić zdjęcie naszemu dziecku, które akurat radośnie do nas biegnie z pobliskiej piaskownicy. Niezbędna też będzie wodoszczelność aparatu, ponieważ chlapiąc się w fontannie mogłoby zalać nasz ukochany sprzęt.

Wszystko byłoby piękne i ładne, gdyby nie fakt, że ostatnio oglądałem kolejne przygody fotografa polującego na warany z Komodo, bodajże na NG, który wyskakując z wątpliwej stabilności łajby, wyciągnął zza pazuchy starego i obdartego Canon 300D – zupełnie nie przejmował się morską wodą ani piaskiem dostającą się do kompletnie niezabezpieczonego aparatu. Rozumiem, że przy cenie samej wyprawy, koszt Canona był niewielkim procentem budżetu, jednak na pewno producentów stać na najlepszy sprzęt. Ale jemu widocznie nie był potrzebny …

Nie dajmy się zwariować, odstawmy czasami na bok potrzebę dowartościowania się czy też zaimponowania znajomym i dostosujmy zakupy do własnych umiejętności. Dobry fotograf poradzi sobie jednorazówką Kodaka, a zły choćby miał najlepszy sprzęt na świecie … to i tak nie będzie potrafił wykorzystać światła.

Chcesz zwrócić mi na coś uwagę lub skomentować? Zapraszam na @morid1n lub na forum.